Europa bez prawdziwej polityki migracyjnej [Claude LELOUCHE]

Nagłe pojawienie się dziesiątek tysięcy migrantów w hiszpańskiej Ceucie nie jest – zdaniem Claude’a Lelouche’a – jedynie kolejnym epizodem kryzysu migracyjnego. To wydarzenie pokazujące zmianę natury relacji między Europą a jej południowym sąsiedztwem. W opublikowanym na łamach Le Figaro komentarzu były francuski minister przekonuje, że migracja stała się instrumentem nacisku geopolitycznego, a Europa wciąż nie wypracowała wspólnej odpowiedzi na wyzwania, które mogą zdominować najbliższe dekady.
Ceuta jako demonstracja siły
Claude Lelouche jest francuskim przedsiębiorcą, byłym ministrem oraz wieloletnim uczestnikiem debaty publicznej poświęconej sprawom bezpieczeństwa, polityki międzynarodowej i relacji Europy z państwami Afryki Północnej. W swoich analizach regularnie zajmuje się zagadnieniami dotyczącymi migracji, geopolityki basenu Morza Śródziemnego oraz strategicznych interesów Francji i Unii Europejskiej. W komentarzu opublikowanym w Le Figaro przedstawia interpretację wydarzeń w Ceucie jako sygnału ostrzegawczego dla całej Europy, a nie wyłącznie problem Hiszpanii.
Zdaniem Claude’a Lelouche’a obrazy z Ceuty należy odczytywać nie tylko przez pryzmat kryzysu humanitarnego. Znacznie ważniejszy jest ich wymiar polityczny. Autor zwraca uwagę, że w bardzo krótkim czasie niewielka hiszpańska enklawa została dosłownie zalana przez dziesiątki tysięcy młodych ludzi. Sam fakt, że tak duża grupa mogła znaleźć się jednocześnie przy granicy, pokazuje – jego zdaniem – jak wielką siłę oddziaływania posiada dziś zjawisko migracji.
Lelouche uważa, że wydarzenia te wywołały w Europie reakcję znacznie wykraczającą poza zwykłe zarządzanie kryzysowe. Natychmiast pojawiły się dyskusje o bezpieczeństwie granic, funkcjonowaniu strefy Schengen oraz zdolności państw Unii do wspólnego reagowania. Sam fakt, że kilka godzin wystarczyło, aby wywołać polityczne napięcie w większości europejskich stolic, autor uznaje za dowód ogromnej skuteczności presji migracyjnej.
Maroko prowadzi przemyślaną politykę
W analizie Claude’a Lelouche’a szczególne miejsce zajmuje polityka Maroka. Autor przypomina, że Rabat od wielu lat wykorzystuje kwestie migracyjne jako jeden z elementów swoich relacji z Hiszpanią. Nie jest to zjawisko nowe. Już w czasie sporów dotyczących Sahary Zachodniej czy hiszpańskich enklaw Ceuty i Melilli presja migracyjna pojawiała się równolegle z napięciami dyplomatycznymi.
Lelouche przypomina również wydarzenia z 2021 r., kiedy po przyjęciu przez Hiszpanię przywódcy Frontu Polisario do Ceuty przedostały się tysiące migrantów. W jego ocenie obecny kryzys wpisuje się w tę samą logikę działania. Oznacza to, że migracja przestaje być wyłącznie zjawiskiem społecznym lub gospodarczym, a coraz częściej staje się narzędziem polityki zagranicznej państw.
Europa nie wyciąga wniosków
Najbardziej krytyczna część komentarza dotyczy samej Unii Europejskiej. Claude Lelouche przekonuje, że Europa od lat reaguje na kolejne kryzysy migracyjne doraźnie, nie budując trwałego modelu ochrony granic ani jednolitej polityki migracyjnej. Każde państwo próbuje rozwiązywać problem samodzielnie, podczas gdy wyzwanie ma charakter wspólnotowy.
Autor zwraca uwagę, że kontynent znajduje się jednocześnie w okresie głębokich zmian demograficznych. Europa starzeje się i zmniejsza liczebnie, podczas gdy populacja Afryki systematycznie rośnie. Ta dysproporcja będzie – jego zdaniem – jednym z najważniejszych czynników geopolitycznych XXI wieku. Jeżeli Unia Europejska nie wypracuje wspólnej strategii, kolejne kryzysy mogą okazać się znacznie trudniejsze do opanowania niż wydarzenia obserwowane dziś w Ceucie.
„Prawda jest taka, że Afryka, a szczególnie państwa Maghrebu, doskonale zrozumiały, jak wielką przewagę daje im demografia i migracja w relacjach ze „Starym Kontynentem”, który z każdym rokiem coraz bardziej zasługuje na tę nazwę. Każdy ma swoich migrantów… i własne problemy” – pisze Claude Lelouche.
Migracja jako narzędzie presji geopolitycznej
Jedną z najważniejszych tez, która wybrzmiewa w komentarzu Claude’a Lelouche’a, jest przekonanie, że współczesnych kryzysów migracyjnych nie można analizować wyłącznie w kategoriach humanitarnych czy społecznych. Coraz częściej stają się one elementem polityki zagranicznej państw oraz środkiem wywierania nacisku na sąsiadów. Oznacza to zmianę sposobu myślenia o bezpieczeństwie Europy. Migracja przestaje być jedynie konsekwencją konfliktów, ubóstwa czy zmian klimatycznych. W określonych okolicznościach może zostać wykorzystana jako instrument wpływu, pozwalający osiągać cele polityczne bez użycia siły militarnej.
Ostatnie lata dostarczyły wielu przykładów takiego zjawiska. W 2020 r. Turcja zagroziła otwarciem swoich granic i umożliwiła tysiącom migrantów próbę przedostania się do Grecji, wykorzystując presję migracyjną jako element negocjacji z Unią Europejską. Rok później reżim Aleksandra Łukaszenki sprowadzał migrantów z Bliskiego Wschodu i kierował ich na granice Polski, Litwy oraz Łotwy, próbując w ten sposób wywołać kryzys polityczny i zmusić Unię Europejską do ustępstw. W analizie Claude’a Lelouche’a wydarzenia w Ceucie wpisują się w ten sam schemat. Jeżeli bowiem nagłe pojawienie się dziesiątek tysięcy osób następuje równocześnie z napięciami dyplomatycznymi między państwami, trudno mówić wyłącznie o spontanicznym ruchu migracyjnym.
To właśnie dlatego coraz częściej mówi się o instrumentalizacji migracji, czyli świadomym wykorzystywaniu przepływów ludności jako narzędzia oddziaływania politycznego. Nie oznacza to, że sami migranci są sprawcami kryzysów. Przeciwnie – najczęściej stają się oni pierwszymi ofiarami działań państw, organizacji przestępczych lub sieci przemytniczych, które wykorzystują ich dramatyczną sytuację do realizacji własnych interesów. W takim ujęciu migracja staje się jednym z elementów współczesnej wojny hybrydowej, prowadzonej nie za pomocą czołgów i rakiet, lecz poprzez wywieranie presji na system polityczny, opinię publiczną oraz zdolność państw do ochrony własnych granic.
Claude Lelouche przekonuje, że właśnie z tego powodu Europa powinna odejść od traktowania każdego kolejnego kryzysu jako odrębnego wydarzenia. Zarówno przypadek granicy grecko-tureckiej, jak i kryzys wywołany przez Białoruś czy obecne wydarzenia w Ceucie pokazują podobny mechanizm działania. W każdym z tych przypadków masowy napływ migrantów zbiegł się z konkretnym sporem politycznym, a sama migracja stała się elementem szerszej strategii wywierania wpływu na państwa Unii Europejskiej.
W ocenie autora tekstu w Le Figaro najważniejszym wyzwaniem dla Europy nie jest więc wyłącznie zwiększenie liczby funkcjonariuszy na granicach czy budowa nowych zabezpieczeń. Równie istotne jest uznanie, że polityka migracyjna stała się integralną częścią polityki bezpieczeństwa i geopolityki. Państwo, które nie potrafi chronić swoich granic ani przewidywać wykorzystania presji migracyjnej przez inne podmioty, naraża się nie tylko na kryzys humanitarny, ale również na osłabienie swojej pozycji politycznej i zdolności do samodzielnego podejmowania decyzji. To właśnie tę zmianę perspektywy Claude Lelouche uznaje za najważniejszą lekcję płynącą z wydarzeń w Ceucie.
Jak działa Frontex i dlaczego nie jest europejską strażą graniczną
Jednym z elementów komentarza Claude’a Lelouche’a jest krytyczna uwaga dotycząca reakcji Emmanuela Macrona, który po wydarzeniach w Ceucie zasugerował wykorzystanie Fronteksu. Autor przypomina jednak, że europejska agencja nie jest odpowiednikiem amerykańskiej straży granicznej ani samodzielną służbą zdolną do przejęcia kontroli nad granicami państw członkowskich. W debacie publicznej Frontex często przedstawiany jest jako wspólna policja graniczna Unii Europejskiej, jednak jego rzeczywiste kompetencje są znacznie bardziej ograniczone.
Agencja została utworzona przede wszystkim po to, aby koordynować współpracę między państwami członkowskimi, wspierać operacje na granicach zewnętrznych, organizować wspólne działania oraz dostarczać analizy dotyczące zagrożeń migracyjnych. Funkcjonariusze Fronteksu działają zawsze za zgodą państwa, na którego terytorium prowadzone są operacje, a decyzje dotyczące ochrony granic pozostają w rękach rządów narodowych. Oznacza to, że nawet w sytuacji nagłego kryzysu migracyjnego agencja nie może samodzielnie zdecydować o rozmieszczeniu swoich sił ani zastąpić służb hiszpańskich, włoskich czy greckich. W ocenie Lelouche’a właśnie ta konstrukcja pokazuje, że Unia Europejska nadal nie stworzyła prawdziwie wspólnej polityki ochrony granic, pozostawiając odpowiedzialność przede wszystkim państwom członkowskim.
Dlaczego Ceuta i Melilla mają strategiczne znaczenie dla Europy?
Choć Ceuta i Melilla zajmują na mapie niewielką powierzchnię, ich znaczenie geopolityczne jest nieproporcjonalnie większe od ich rozmiarów. Obie hiszpańskie enklawy znajdują się na północnym wybrzeżu Afryki i stanowią jedyne lądowe granice Unii Europejskiej z kontynentem afrykańskim. Każde wydarzenie rozgrywające się wokół ich murów i przejść granicznych natychmiast staje się problemem całej Wspólnoty, ponieważ przekroczenie tej granicy oznacza wejście na terytorium Unii Europejskiej.
Od dziesięcioleci Ceuta i Melilla pozostają również przedmiotem sporu politycznego między Hiszpanią a Marokiem. Rabat uważa je za pozostałości epoki kolonialnej i regularnie przypomina o swoich roszczeniach, podczas gdy Madryt traktuje je jako integralną część państwa hiszpańskiego. W praktyce oznacza to, że kwestie migracyjne, bezpieczeństwa i polityki zagranicznej nakładają się tam na nierozwiązany konflikt o suwerenność. Claude Lelouche wskazuje, że właśnie dlatego wydarzenia w Ceucie należy analizować nie jako odosobniony incydent graniczny, lecz jako element szerszej rywalizacji geopolitycznej prowadzonej na styku Europy i Afryki. W jego ocenie podobne napięcia mogą w przyszłości dotyczyć nie tylko Ceuty i Melilli, ale również Wysp Kanaryjskich oraz innych odcinków południowej granicy Unii Europejskiej.
Ostrzeżenie dla całej Europy
Claude Lelouche nie twierdzi, że wydarzenia w Ceucie przesądzają o przyszłości Europy. Uważa jednak, że stanowią one spektakularne ostrzeżenie pokazujące skalę wyzwań, przed którymi stanie kontynent w najbliższych dekadach. Europa wciąż nie potrafi odpowiedzieć na to zjawisko wspólną polityką, pozostając podzielona zarówno w kwestii ochrony granic, jak i zasad przyjmowania migrantów.
Autor kończy swoją analizę refleksją, że problem nie ogranicza się już do Ceuty, Melilli czy Wysp Kanaryjskich. Wydarzenia na hiszpańskiej granicy należy traktować jako sygnał ostrzegawczy dla całej Unii Europejskiej. Jeśli kolejne lata upłyną pod znakiem ustępstw, bezradności i polityki dobrych intencji, kontynent może stanąć wobec znacznie większych wyzwań. Do 2050 r. ludność Afryki ma bowiem osiągnąć około 2,5 miliarda osób, z których wielu będzie poszukiwało lepszego życia po północnej stronie Morza Śródziemnego.
Arkadiusz Jordan
Paryż




