Google ostatecznie przegrywa z Brukselą

Trybunał Sprawiedliwości UE oddalił apelację Google i utrzymał 4,125 miliarda euro kary za praktyki wokół Androida. Po ośmiu latach batalii najwyższa grzywna antymonopolowa w dziejach Unii stała się ostateczna.
.W czwartek 2 lipca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, najwyższa instancja sądowa wspólnoty, oddalił apelację Google i ostatecznie utrzymał karę 4,125 miliarda euro nałożoną za nadużywanie dominującej pozycji systemu Android. To koniec drogi prawnej: wyrok zamyka spór, który ciągnął się od 2018 roku, i przypieczętowuje najwyższą prawomocnie utrzymaną grzywnę antymonopolową w dziejach Unii. Dla Google była to druga i zarazem ostatnia próba obalenia sankcji. Pierwszą rozstrzygnął w 2022 roku Sąd UE, który podtrzymał ustalenia Komisji Europejskiej, obniżając jedynie pierwotną kwotę z 4,343 do 4,125 miliarda euro.
O co toczyła się gra
.Sedno sprawy sięga fundamentu biznesu Google. Komisja Europejska zarzuciła firmie, że wykorzystywała popularność Androida, systemu napędzającego do dziś blisko 70% urządzeń mobilnych na świecie, do duszenia konkurencji. Producenci telefonów, chcąc uzyskać dostęp do sklepu Play, musieli fabrycznie instalować wyszukiwarkę Google i przeglądarkę Chrome, co w praktyce zamykało drogę rywalom. Google broniło się dwutorowo: przekonywało, że nikt nie zmusza użytkowników do korzystania z jego produktów, bo konkurencyjna aplikacja jest o jedno dotknięcie ekranu, oraz że Bruksela pozostaje ślepa na praktyki Apple, które faworyzuje własne usługi, jak Safari w iPhone’ach. Przed Trybunałem firma szła dalej, dowodząc, że kara uderza w innowacyjność i wynagradza jej rywali za mniejszą atrakcyjność. Losy apelacji przesądziła w czerwcu 2025 roku opinia rzeczniczki generalnej Juliane Kokott, która uznała argumenty Google za „nieskuteczne” i zarekomendowała oddalenie skargi w całości. Opinie rzeczników nie wiążą sędziów, lecz w większości spraw Trybunał podąża za nimi. Tak stało się i tym razem.
Precedens ważniejszy niż pieniądze
.Dla firmy wycenianej w bilionach dolarów 4,125 miliarda euro nie jest kwotą egzystencjalną. Znaczenie wyroku leży gdzie indziej. Po pierwsze, domyka on epokę wielkiej ofensywy antymonopolowej Brukseli: w latach 2017-2019 Komisja nałożyła na Google kary o łącznej wartości 8,2 miliarda euro, a sprawa Androida była największą z nich. Po drugie, utrzymanie ustaleń w mocy otwiera drogę pozwom odszkodowawczym konkurentów przed sądami krajowymi, zawieszonym do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia. Po trzecie wreszcie, wyrok cementuje doktrynę, na której Bruksela buduje nową broń: akt o rynkach cyfrowych (DMA). Zamiast wieloletnich śledztw wykrywających nadużycia po fakcie, DMA z góry mówi gigantom, co im wolno, a czego nie. Google jest już objęte kilkoma formalnymi postępowaniami na gruncie tej regulacji, a we wrześniu otrzymało kolejną karę, 2,95 miliarda euro, za faworyzowanie własnych usług reklamowych.
.Wyrok zapada w napiętym momencie geopolitycznym. Administracja Donalda Trumpa od miesięcy skarża Brukselę o nieuczciwe wymierzanie w amerykańskie firmy i grozi cłami odwetowymi na unijny eksport, a wrześniowa kara reklamowa wywołała gniewną reakcję prezydenta USA. Ostateczne utrzymanie rekordowej grzywny nie ostudzi tego sporu. Pokazuje jednak rzecz zasadniczą: unijny porządek prawny doprowadził ośmioletnią batalię z najpotężniejszą firmą internetową świata do końca, nie cofając się ani przed jej argumentami, ani przed naciskiem Waszyngtonu. W starciu platform z regulatorami precedens bywa cenniejszy niż miliardy. Bruksela właśnie go dostała.
Szymon Ślubowski



