Interwencja w Iranie może być na rękę Kremlowi [Michał KŁOSOWSKI]

W krótkiej perspektywie interwencja w Iranie, jaka jest prowadzona przez USA i Izrael, przynosi korzyści Rosji.
Niepokój w Moskwie
.Amerykańsko-izraelskie ataki na Iran oraz zabójstwo najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, niewątpliwie wywołały w Moskwie niepokój. Część rosyjskich komentatorów o jastrzębich poglądach twierdzi nawet, że Rosja mogłaby zostać zaatakowana w podobny sposób mimo swojego arsenału nuklearnego; myślenie takie pojawiało się już po amerykańskiej dekapitacji reżimu w Wenezueli. Jako dowód, wskazywane są wypowiedzi zachodnich urzędników wysokiego szczebla o możliwości wojny z Rosją w niedalekiej przyszłości.
Choć atak na Iran budzi obawy w Moskwie, jest postrzegany jako potwierdzenie jej strategii geopolitycznej, w tym agresji wobec Ukrainy. Ma też potwierdzać utrwalone na Kremlu przekonanie o Zachodzie pod przewodnictwem USA jako aktorze nieobliczalnym i nieracjonalnym; imperialnym — pisze w The Guardian Leonid Rogozin. Dla prezydenta Rosji Władimira Putina wojna USA z Iranem przywołuje zapewne bowiem wydarzenia z 2011 roku w Libii, które silnie wpłynęły na jego postrzeganie zagrożeń. Wówczas interwencja wojskowa pod przewodnictwem NATO doprowadziła do obalenia przywódcy Libii Muammara Kaddafiego i stała się katalizatorem innych zmian w regionie. Atak NATO na Libię – który protegowany Putina i ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew umożliwił, zatwierdzając rosyjskie wstrzymanie się od głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – był jednym z czynników, które skłonić miały Władimira Putina do powrotu na urząd prezydenta.
Korzenie geopolitycznego myślenia na Kremlu
.Pamiętam, kiedy ponad dekadę temu analizowaliśmy te wydarzenia na zajęciach na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. W październiku 2011 roku, miesiąc po przyjęciu nominacji na kolejną kadencję, Muammar Kaddafi został brutalnie zamordowany przez rebeliantów, a nagranie z jego śmierci obiegło internet. Upadek jego reżimu, świętowany wówczas przez zachodnich przywódców, nie przyniósł jednak Libii ani demokracji, ani dobrobytu. Kraj pogrążył się w wojnie domowej i rozpadzie. Dla Władimira Putina miał to być jasny sygnał tego, co mogłoby go osobiście i Rosję jako państwo czekać, gdyby dopuścił do neoliberalnej „krucjaty demokratyzacyjnej” prowadzonej przez coraz bardziej pewny siebie Zachód. W grudniu tego samego roku w Moskwie odbyły się przecież protesty przeciwko fałszerstwom w wyborach parlamentarnych, organizowane przez prozachodnich mieszkańców miast. Dla Kremla był to kolejny sygnał alarmowy, sam zaś Władimir Putin przez kilka miesięcy obserwował sytuację, po czym zdecydowanie zdławił protesty w przeddzień swojej inauguracji w maju 2012 roku. Był to punkt zwrotny w polityce wewnętrznej i zagranicznej Rosji, który niespełna dwa lata później doprowadził do rosyjskiej interwencji w czasie rewolucji na Majdanie w Ukrainie.
Obserwując dramatyczne wydarzenia w Iranie, Władimir Putin zapewne utwierdza się w przekonaniu o słuszności swoich niemoralnych i agresywnych działań na Ukrainie, będąc wdzięcznym radzieckim poprzednikom za zbudowanie największego na świecie arsenału nuklearnego, który gwarantuje Rosji suwerenność oraz nienaruszalność jego personalistycznego reżimu. Mimo że to on rozpoczął brutalną wojnę napastniczą przeciwko najbliższemu europejskiemu sąsiadowi, Władimir Putin wciąż zdaje się bowiem uważać się za obrońcę zanikającego ładu powojennego, którego upadek – w jego ocenie – został wywołany przez nadmierną pewność siebie Zachodu pod przewodnictwem USA.
Idea pełnoskalowej agresji na Ukrainę ma jednak swoje korzenie w sowieckiej doktrynie lat 30., zakładającej przeniesienie wojny na terytorium przeciwnika; omawialiśmy ją nawet na zajęciach ks. prof. Jana Szczepaniaka z historii ZSRR do 1941 roku. Ukraina i Gruzja stały się dla Rosji „terytorium wroga”, gdy w 2007 roku NATO zdecydowało o możliwości ich członkostwa. Koncepcja ta została przetestowana podczas krótkiego konfliktu z Gruzją w 2008 roku. Ataki na Ukrainę w 2014 roku, a następnie inwazja w 2022 roku, zostały zaplanowane przez Kreml jako działania prewencyjne wobec typu interwencji wojskowych, jakie dotknęły Irak, Libię i Syrię, a z którymi obecnie mierzy się Iran. Uczynienie z Ukrainy głównego pola bitwy w konflikcie z Zachodem w myśleniu przywódcy Kremla zapewne pozwoliło uchronić zdecydowaną większość rosyjskiego społeczeństwa przed bezpośrednimi skutkami wojny, przedstawianej od wielu lat, jako nieunikniona.
Iran jako nieoczywisty sojusznik Rosji
.Iran pojawił się w konflikcie rosyjsko-ukraińskim jako nieoczywisty sojusznik Rosji, zważywszy na trudną historię relacji obu państw. Dostarczył kluczową technologię dronową w pierwszym okresie pełnoskalowej inwazji, gdy na Zachodzie panowało przekonanie, że Ukraina może uzyskać przewagę technologiczną dzięki tureckim dronom Bayraktar. Wsparcie to nie było bezinteresowne – Teheran otrzymał miliardy dolarów, co pomogło podtrzymać jego zmagającą się z kryzysem gospodarkę. Relacje rosyjsko-irańskie nie są jednak na tyle silne, by Moskwa miała dziś interweniować po stronie Iranu. Kreml posiada nieformalny pakt o nieagresji z Izraelem, który odmawia dostarczania Ukrainie kluczowych systemów uzbrojenia i nie przyłącza się do antyrosyjskich sankcji. Ponieważ Izrael nie stosuje zachodnich sankcji, stał się bezpieczną przystanią dla części rosyjskich oligarchów. Dodatkowo, rosyjskojęzyczni mieszkańcy Izraela to potężna grupa imigrantów z byłego Związku Radzieckiego (ponad 1 mln osób), która znacząco wpłynęła na kulturę, politykę i gospodarkę tego państwa. Stanowią znaczący elektorat, reprezentowany m.in. przez partię Nasz Dom Izrael, zachowując jednocześnie własne media i silne więzi kulturowe z Rosją.
Kolejnym powodem rosyjskiej neutralności jest postawa prezydenta USA Donalda Trumpa wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz jego próby zakończenia jej przy stole negocjacyjnym. Moskwa nie chce dawać europejskim przywódcom okazji do zakłócenia relacji z administracją Donalda Trumpa i przedłużenia wojny. Nawet bowiem gdyby Rosja chciała realnie wesprzeć irański reżim, jej możliwości byłyby ograniczone. Mogłaby pomóc jedynie technologią wojskową rozwiniętą w trakcie czterech lat wojny w Ukrainie, ale to mogłoby zagrozić relacjom z Izraelem i USA, a Iran mógłby nie dysponować środkami na jej zakup.
.W krótkiej perspektywie więc operacja USA i Izraela przeciwko Iranowi przynosi jednak Rosji korzyści. Wojna spowodowała wzrost cen ropy i gazu, co oznacza większe wpływy do rosyjskiego budżetu. Wyższe ceny energii mogą również utrudnić Unii Europejskiej – głównemu finansującemu Ukrainę – dalsze wsparcie jej wysiłku wojennego. Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może także uszczuplić amerykańskie arsenały, które w przeciwnym razie mogłyby trafić do Ukrainy, zwłaszcza w zakresie kluczowych pocisków obrony przeciwlotniczej. Zaangażowanie USA na Bliskim Wschodzie może także dać Moskwie większą dźwignię w trwających rozmowach z Ukrainą. W wymiarze wewnętrznym zaś Władimir Putin również może skorzystać na obrazach zniszczeń i chaosu w Iranie. Wojna, którą USA i Izrael przedstawiają jako drogę do wolniejszego i bardziej dostatniego państwa, może bowiem w Rosji wzmocnić mentalność „oblężonej twierdzy” i utrwalić wizerunek Władimira Putina jako obrońcy narodu – nawet jeśli autorytarnego.
Michał Kłosowski






