Kanada i kraje nordyckie odrzucają broń nuklearną

Kanada i kraje nordyckie

Przywódcy krajów nordyckich i Kanady, którzy obradują 15 marca 2026 r. w Oslo, sprzeciwili się obecności broni jądrowej na terytoriach ich państw. Zadeklarowali pogłębienie i poszerzenie współpracy w Arktyce – od energetyki i surowców po bezpieczeństwo militarne.

Kanada i kraje nordyckie

.W Oslo premier Norwegii Jonas Gahr Stoere oraz szefowie rządów Danii, Szwecji, Finlandii, Islandii i Kanady zadeklarowali, że nie planują pozyskiwania własnej broni atomowej. Norwegowie zaznaczyli, że nie zamierzają zmieniać swojej polityki nierozmieszczania takiej broni. Kanada również oświadczyła, że nie przewiduje żadnej zmiany stanowiska w tej sprawie. – Finlandia nie dąży do rozmieszczenia broni jądrowej na swoim terytorium – powiedział premier Petteri Orpo.

Premier Danii Mette Frederiksen podkreśliła, że kluczowym celem dla NATO jest wzmacnianie potencjału odstraszania. – Odstraszanie nuklearne jest częścią ogólnego systemu bezpieczeństwa Europy i NATO – powiedziała Mette Frederiksen.

Uczestnicy spotkania ogłosili zawarcie nowego strategicznego porozumienia dotyczącego zacieśnienia współpracy w regionie nordycko-arktycznym. We wspólnej deklaracji podkreślili, że w obecnych warunkach międzynarodowych konieczna jest ściślejsza koordynacja działań oparta na prawie, wspólnych wartościach i interesach.

– W czasie wojen i licznych kryzysów jesteśmy zgodni, że współpraca międzynarodowa oparta na prawie międzynarodowym, wspólnych wartościach i interesach jest najlepszym sposobem na wzmocnienie naszego wspólnego bezpieczeństwa – powiedział podczas konferencji prasowej Stoere.

Pogłębienie współpracy kanadyjsko-nordyckiej

.Porozumienie ma szeroki zakres i obejmuje zarówno kwestie gospodarcze, jak i militarne. Liderzy wskazywali, że współpraca powinna zostać pogłębiona w takich obszarach jak bezpieczeństwo Arktyki, handel, nowoczesne technologie, przemysł obronny, sektor kosmiczny, sztuczna inteligencja, rozwiązania kwantowe, surowce krytyczne i metale ziem rzadkich, a także energetyka. Premier Kanady Mark Carney zapowiedział, że jego kraj chce w większym stopniu rozwijać te zasoby z partnerami innymi niż USA i budować ściślejsze powiązania przemysłowe z państwami nordyckimi.

– Historycznie ponad 70 centów z każdego dolara kanadyjskich wydatków obronnych trafiało do Stanów Zjednoczonych. To nie jest najskuteczniejszy sposób budowania naszego przemysłu ani wzmacniania bezpieczeństwa. Państwa nordyckie są dla Kanady naturalnymi partnerami, zwłaszcza w sprawach bezpieczeństwa morskiego i arktycznego – powiedział Carney.

Uczestnicy szczytu zapewnili także o stałym poparciu dla Danii w sporze z USA wokół Grenlandii. Premierzy podkreślili, że o przyszłości duńskiej wyspy mogą decydować wyłącznie jej mieszkańcy oraz Królestwo Danii. Szef norweskiego rządu podkreślił, że ta postawa wyraża nie tylko solidarność z Danią, lecz także obronę podstawowych zasad prawa międzynarodowego, suwerenności państw i integralności terytorialnej. – Ta sprawa jest do wyłącznej decyzji mieszkańców Grenlandii i Królestwa Danii – ocenił Stoere.

Rola bezpieczeństwa zbiorowego w NATO

.Jednym z głównych tematów była też rola bezpieczeństwa zbiorowego w NATO. Przywódcy ocenili, że Arktyka musi stać się trwałym priorytetem sojuszu, a odpowiedzią na zagrożenia powinny być wspólne plany, wspólne zakupy uzbrojenia, zwiększona obecność wojskowa i rozwój zdolności dostosowanych do warunków północnych. Premier Danii oceniła, że państwa nordyckie i Kanada powinny utrzymywać stałą obecność w Arktyce, wzmacniać nadzór i inwestować w potrzebne zdolności. – Największym zagrożeniem bezpieczeństwa w Arktyce pozostaje Rosja. Dlatego NATO musi zwiększać swoją uwagę i obecność w tym regionie – podkreślił premier Kanady Mark Carney.

Szefowie rządów we wspólnej deklaracji potwierdzili trwałe poparcie dla Ukrainy i potrzebę dalszego wzmacniania bezpieczeństwa europejskiego wobec rosyjskiej agresji. – W pełni popieramy uzasadnioną walkę Ukrainy o obronę przed nielegalną i brutalną agresją Rosji. Wzywamy partnerów do dalszego zwiększania wsparcia – powiedział Stoere.

Liderzy odnieśli się również do wojny w Zatoce i napięć wokół Iranu. Uczestnicy szczytu zaznaczyli, że nie są stroną tego konfliktu, choć odczuwają jego skutki. – Ta wojna może być długa. Nie jesteśmy jej częścią. Nie my ją rozpoczęliśmy, ale wszyscy jesteśmy nią dotknięci. Będziemy wykorzystywać wszystkie dostępne kanały dyplomatyczne, aby zachęcać strony do działań, które nie doprowadzą do dalszej eskalacji – podsumował Jonas Gahr Stoere.

Podzielony Zachód i peryferyjna Europa

.Zachód rozpadł się na wspólnotę Anglosasów, gotową do rywalizacji z Chinami o to, kto będzie wytyczał kierunek dziejów powszechnych, oraz na Europę, która chciała sprytnie zachować neutralność w tym sporze, a stała się w najlepszym wypadku strefą peryferyjną globalnej polityki – pisze Dariusz GAWIN na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.

W wielkiej awanturze, która rozpętała się po zerwaniu przez Australię gigantycznego kontraktu na francuskie okręty podwodne, głównym przedmiotem sporu nie są bynajmniej pieniądze (choć przyznajmy – sumy przyprawiają o zawrót głowy). W tej sprawie chodzi przede wszystkim o geopolitykę. Zawarcie przez Australię, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone sojuszu militarnego nazwanego od pierwszych liter angielskich nazw tych krajów A-UK-US porównywane jest już przez komentatorów do takich momentów jak kryzys sueski w 1956 roku czy „jesień narodów” w 1989 roku. Na co dzień wielkie procesy geopolityczne dzieją się bardzo powoli, tak jak powoli, niemal niezauważalnie przesuwają się płyty tektoniczne. Od czasu do czasu dochodzi jednak do gwałtownych, wielkich tąpnięć i trzęsień ziemi, które uwalniają kumulowaną od dawna energię. Po takich zdarzeniach trzeba na nowo rysować mapy świata. Spróbujmy przyjrzeć się konturom tego nowego porządku.

Zachód rozumiany jako polityczna wspólnota narodów ufundowana nie tylko na interesach lecz także na wartościach przestaje faktycznie na naszych oczach istnieć (choć naturalnie dalej będzie istniało NATO, dalej też będziemy słyszeć rytualne zapewnienia, że taka wspólnota istnieje i ma się znakomicie). 

Jednak wbrew pozorom głównym sprawcą tego nieszczęścia (bo jest to obiektywnie wielkie, historyczne nieszczęście) nie jest Ameryka lecz Europa. To prawda, że Amerykanie od czasów Obamy stopniowo przesuwali swoją uwagę z Europy na Pacyfik, zaniepokojeni rosnącą potęgą Chin. Tę politykę kontynuował znienawidzony w Europie Trump i kontynuuje witany jeszcze niedawno z takimi nadziejami Biden. O ile jednak Trump lekceważył Europę, o tyle Biden na samym początku swojej prezydentury złożył Europejczykom propozycję zawarcie swego rodzaju sojuszu antychińskiego. Spotkał się jednak z uprzejmą, ale zdecydowaną odmową ze strony kanclerz Merkel i prezydenta Macrona. Zasugerowano mu, że pomysł nowej zimnej wojny, tym razem z  Pekinem, jest niedorzeczny i że lepiej pielęgnować zasady współpracy i multilateralizmu w stosunkach międzynarodowych bo to sprzyja robieniu interesów. Biden i jego ludzie wyciągnęli zatem z tej odmowy wnioski i zawarli sojusz z tymi, którzy zgłosili swoją gotowość do podjęcia rękawicy rzuconej przez Pekin.

.Ta gotowość Brytyjczyków i Australijczyków do zawarcia sojuszu wymierzonego de facto w Chiny wynikała jednak nie tylko z czysto politycznych przesłanek. Zwroty strategiczne o tak fundamentalnym znaczeniu muszą być ugruntowane o wiele solidniej niż tylko w bieżącej grze politycznej – muszą one wynikać z podobnej kultury strategicznej sojuszników. Dla Francuzów i Niemców, tak jak dla wielu innych narodów zachodniej Europy, siła fizyczna jest tylko jednym z wielu – bynajmniej nie najważniejszym – narzędziem prowadzenia polityki. Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, są takie instrumenty jak dyplomacja czy umowy handlowe. Niemcy są od dawna narodem szczerych pacyfistów. Francuzi zaś odwołują się do siły, gdy zagrożone są ich bezpośrednie interesy, na przykład w Afryce. Podejmowane tam jednak przez nich działania mają charakter chirurgicznych cięć. Daleko im do intensywności starć o charakterze totalnym, egzystencjalnym – a taki z pewnością charakter miałaby wojna z Chinami. Podobnie myślą Hiszpanie, Włosi czy Holendrzy

PAP/Mieszko Czarnecki/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 marca 2026