Lewicowy rząd Hiszpanii wypuszcza z więzień terrorystów z ETA [„ABC”]

Około 60 byłych członków baskijskiej terrorystycznej organizacji ETA, którzy odbywają karę w Kraju Basków na północy Hiszpanii, mogłoby skorzystać z warunkowych zwolnień z więzień – zauważył hiszpański dziennik „ABC”.

Około 60 byłych członków baskijskiej terrorystycznej organizacji ETA, którzy odbywają karę w Kraju Basków na północy Hiszpanii, mogłoby skorzystać z warunkowych zwolnień z więzień – zauważył hiszpański dziennik „ABC”.

Hiszpański dziennik „ABC” o terrorystycznej organizacji ETA

.Według danych Stowarzyszenia Ofiar Terroryzmu (AVT), na które powołuje się hiszpański dziennik „ABC”, obecnie 62 więźniów mogłoby skorzystać ze specjalnego zapisu regulaminu więziennego, który dopuszcza opuszczanie zakładu karnego od poniedziałku do piątku, z obowiązkiem powrotu na noc.

Jak przekazały hiszpańskiej prasie baskijskie władze, obecnie 18 byłych członków ETA podlega temu zapisowi, a od momentu przejęcia pięć lat temu przez regionalny rząd zarządzania zakładami karnymi skorzystało z niego 48 osób.

W ubiegłym tygodniu z więzienia wyszła była liderka ETA Maria Soledad Iparraguirre ps. „Anboto”, zaangażowana w kilkanaście zabójstw i nieudaną próbę zamachu na króla Juana Carlosa w 1997 r. Kilka dni później warunkowe zwolnienie uzyskał również Angel Maria Telleria, który uciekł przed hiszpańskim wymiarem sprawiedliwości do Meksyku, gdzie został zatrzymany w 2017 r.

Socjalistyczny rząd Pedro Sancheza zakończył w 2023 r. politykę rozpraszania członków ETA po więzieniach w całym kraju, która trwała ponad 30 lat. Jej założeniem było osłabienie organizacji i jej zaplecza. Krytycy tej polityki zwracali uwagę m.in. na utrudnianie rodzinom skazanych kontaktów z nimi.

Rząd Kraju Basków przejął zarządzanie zakładami karnymi w regionie w 2021 r. Jak podkreśla AVT, od tego czasu zaczęto przechodzić na bardziej elastyczne formy odbywania kary, dopuszczające warunkowe opuszczanie więzień przez skazańców.

Przeciwko temu podejściu protestują ofiary. Jak poinformowała agencja EFE, Kolektyw Ofiar Terroryzmu (Covite) oraz Fundacja Fernando Buesa zwróciły się do instytucji baskijskich o cofnięcie dotacji dla biegu Korrika, który ma promować język baskijski. Powodem jest wyświetlenie podczas ostatniej edycji wydarzenia w drugiej połowie marca zdjęć byłych członków ETA.

ETA (Euskadi Ta Askatasuna – Kraj Basków i Wolność) – to założona w 1959 r. separatystyczna organizacja terrorystyczna, której celem była niepodległość Kraju Basków. Przez lata przeprowadziła wiele ataków, m.in. udany zamach na premiera Luisa Carrero Blanco w 1973 r. Jest odpowiedzialna za śmierć setek ludzi. W 2017 r. ETA złożyła broń, a 3 maja 2018 r. dokonała samorozwiązania.

Zmierzch dyplomacji

.Nie ma co do tego dwóch zdań: w tym nowym świecie ambasady, ambasadorzy i zawodowi dyplomaci, ze swoją kindersztubą, ukończonymi akademiami dyplomatycznymi i profesjonalną dyskrecją, są coraz bardziej oczywistym przeżytkiem – pisze Jan ROKITA.

Przeglądnąłem ostatnio – w zasadzie przypadkiem – „Tracker Ambasadorów” publikowany w sieci przez Amerykańskie Towarzystwo Służby Zagranicznej (AFSA) i z zaskoczeniem zauważyłem, iż USA nie obsadzają coś ok. połowy stanowisk swoich ambasadorów w obcych krajach. I tylko w nielicznych przypadkach wynika to z przewlekłych procedur zatwierdzania szefów placówek dyplomatycznych albo z politycznych konfliktów na linii prezydent – Kongres USA.

Lwia część ambasadorskich wakatów bierze się po prostu z tego, że Departament Stanu i Biały Dom najwyraźniej nie widzą powodu, aby zawracać sobie głowę kwestią, która z perspektywy amerykańskich interesów wydawać się musi drugo-, jeśli nie trzeciorzędna. Czasami za owymi wakatami stoi polityczna premedytacja, jak w przypadku obłożonej sankcjami Rosji czy wrogiej Wenezueli, gdzie Ameryka dąży do obalenia komunistycznego reżimu.

Ale szefowie amerykańskiej polityki zagranicznej w ciągu niemal roku od objęcia władzy przez Donalda Trumpa nie zadali sobie też trudu, aby choć znaleźć kandydata i rozpocząć procedurę nominacyjną ambasadorów w takich państwach, kluczowych dla amerykańskiej polityki i interesów USA, jak choćby Niemcy, Korea Południowa, Arabia Saudyjska, Kuwejt czy Pakistan. Z każdym z tych krajów w ciągu ostatniego roku Waszyngton utrzymuje ożywione kontakty polityczne, a sam prezydent rozmawia z ich przywódcami i nawet składa im wizyty, organizowane niekiedy z prawdziwym rozmachem (jak w Arabii Saudyjskiej). Rzecz chyba tylko w tym, że ani prezydent, ani sekretarz stanu nie potrzebują już do tego celu nie tylko ambasadorów, ale w ogóle całego systemu klasycznej dyplomacji.

Ameryka nie jest w tej mierze przykładem odosobnionym. Unia Europejska coraz mocniej ścieśnia personel swojej Służby Działań Zewnętrznych, tworzonej w sumie nie tak dawno, bo zaledwie półtorej dekady temu, z wielkim naonczas entuzjazmem na przyszłość.

Co najmniej dziesięć unijnych ambasad (zwanych nie wiedzieć czemu „delegaturami”) objętych jest właśnie redukcjami zatrudnienia. A przecież w wizji twórców traktatu lizbońskiego, który powoływał do życia unijną służbę dyplomatyczną, miała ona stanowić istotny czynnik budowy nowego, lepszego świata, propagując na całym globie ideał demokracji, a przy okazji budując sławną „miękką siłę”, z jaką Unia miała oddziaływać na świat. Ale dziś po tamtych nadziejach nie ma nawet śladu, a znaczenie unijnych dyplomatów w praktyce z roku na rok maleje, może z wyjątkiem takich stolic, jak Kijów, Kiszyniów czy Belgrad, gdzie hipotetyczne członkostwo w Unii i unijna pomoc są ciągle kluczowymi wątkami tamtejszej polityki. W ciągu obecnego roku również Wielka Brytania przystąpiła do cięć liczebności swego personelu dyplomatycznego, docelowo aż o ¼ (to niemal pogrom brytyjskich dyplomatów), a Niderlandy zmniejszają finansowanie swojej dyplomacji o 10 proc., zamykając zarazem pięć swoich zagranicznych placówek.

Wydaje się, że tym razem mamy do czynienia z trendem prawdziwego zmierzchu dyplomacji, a nie tylko jakąś koincydencją zdarzeń w różnych krajach, albo koniecznością cięć budżetowych. A w każdym razie ów trend jest z pewnością widoczny w państwach demokratycznego Zachodu, gdzie w obliczu szybkich przemian kultury politycznej klasyczna dyplomacja staje się anachroniczna, a być może nawet zbędna. Przede wszystkim z powodu rewolucji w kulturze politycznej komunikacji.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-zmierzch-dyplomacji/

PAP/ Marcin Furdyna/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 marca 2026