Mapa wojny na Ukrainie frustruje Putina

Najważniejszym celem Rosji w wojnie pozostaje zniszczenie Ukrainy – powiedział w rozmowie ekspert ds. wojskowych i wykładowca Akademii Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy we Lwowie, prof. Andrij Charuk. Dążąc do tego celu, Moskwa próbuje osiągnąć cele pośrednie - dodał.

Najważniejszym celem Rosji w wojnie pozostaje zniszczenie Ukrainy – powiedział w rozmowie ekspert ds. wojskowych i wykładowca Akademii Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy we Lwowie, prof. Andrij Charuk. Dążąc do tego celu, Moskwa próbuje osiągnąć cele pośrednie – dodał.

Zniszczenie Ukrainy – najważniejszy cel dla Putina

.Jednym z priorytetów, jakie wskazano w Moskwie na obecnym etapie działań, ma być ustanowienie pełnej integralności terytorialnej tzw. Donbaskiej i Ługańskiej Republiki Ludowej” – powiedział Charuk. Chodzi o doprowadzenie do pełnej okupacji terytoriów obwodów donieckiego i ługańskiego, które Rosja formalnie uznała za część swojego terytorium.

Cel ten udało się osiągnąć w przypadku obwodu ługańskiego, jednak około 25-30 proc. obwodu donieckiego nadal znajduje się pod kontrolą ukraińską. – To frustruje (przywódcę Rosji Władimira) Putina i kierownictwo wojskowe Rosji. Dlatego kierowane są tam kolejne siły, a dodatkowo Moskwa podnosi tę kwestię w negocjacjach pokojowych – powiedział Charuk.

Jak ocenił, gdyby władze w Kijowie zgodziły się na oddanie bez walki kontroli nad pozostałą częścią Donbasu, mogłoby to oznaczać destabilizację wewnętrzną kraju, co także jest w interesie Rosji. Z tego powodu Ukraina nie może ustąpić w tej sprawie w negocjacjach, które toczą się od kilku miesięcy z udziałem USA w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Szwajcarii.

Zdaniem eksperta w obecnych uwarunkowaniach militarnych strona rosyjska nie jest w stanie osiągnąć dużo więcej środkami wojskowymi. – Coś musi się zmienić: albo musiałoby dojść do nagłego spadku możliwości obronnych Ukrainy, albo do zwiększenia zdolności prowadzenia operacji ofensywnych przez armię rosyjską – powiedział Charuk, zwracając uwagę, że nic nie wskazuje na to, by któryś z tych scenariuszy miał się spełnić w przewidywalnej przyszłości.

Wojna w Ukrainie ma charakter pozycyjny, co pozwala budować analogie do I wojny światowej. Jak się okazuje, mają one wiele sensu. – Wtedy pojawiło się lotnictwo, które było najpierw środkiem zwiadu, potem bombardowania, a na koniec pojawiły się samoloty myśliwskie. Obecnie analogicznie dzieje się z dronami, z podobną dynamiką” – powiedział ekspert w rozmowie.

Mimo istotnej roli bezzałogowców w jego ocenie nadal kluczowe znaczenie mają działania naziemne, realizowane przez żołnierzy piechoty. Drony nie są w stanie zrealizować wszystkich zadań: bez żołnierzy na ziemi nie ma mowy o kontrolowaniu terytorium, a bezzałogowce mają swoje ograniczenia. – Widać to choćby wtedy, gdy psuje się pogoda: działania sił naziemnych są wtedy bardziej intensywne, wraca możliwość działania sił zmechanizowanych – zauważył Charuk.

Obecna patowa sytuacja mogłaby ulec zmianie na korzyść Ukrainy, gdyby pojawiło się więcej możliwości oddziaływania na zaplecze i logistykę rosyjskiej armii. – Jeśli jednostki na linii frontu nie otrzymają dostaw paliwa czy amunicji, nie będą w stanie prowadzić skutecznych działań. Niekoniecznie ma sens niszczenie każdego czołgu lub zabijanie pojedynczego żołnierza, trzeba uderzać w logistykę. To może być droga do zwycięstwa dla Ukrainy – ocenił Charuk. Aby zwiększyć możliwości takiego oddziaływania, armia ukraińska musiałaby posiadać większą liczbę dronów o dużym zasięgu, pocisków manewrujących i balistycznych.

„Naród rosyjski może znosić wojnę jeszcze bardzo długo”

.Zmiana sytuacji na froncie mogłaby przyśpieszyć zakończenie wojny, na razie – zdaniem Charuka – perspektywa ta pozostaje bardzo odległa. – Naród rosyjski może znosić wojnę jeszcze bardzo długo. Rosjanie nie prowadzą mobilizacji, walczą żołnierze kontraktowi, a to nie doprowadzi do społecznego oburzenia wynikającego ze strat (na froncie) – powiedział rozmówca.

Jak dodał, rosyjskie społeczeństwo w większości nie odczuwa bezpośrednio konsekwencji wojny. W jego ocenie obecna sytuacja zasadniczo różni się od tej, jaka panowała np. w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej (1994-1996). Wówczas nacisk społeczny, w tym ze strony tzw. komitetów matek żołnierzy, doprowadził do podpisania porozumienia pokojowego i zakończenia konfliktu.

Aktualnie Rosji sprzyja też koniunktura gospodarcza, co wynika z wojny USA i Izraela z Iranem na Bliskim Wschodzie. – Zdjęcie embarga na ropę (przez USA w związku z irańską blokadą cieśniny Ormuz) pozwala Rosji finansować swoje potrzeby wojenne. Rosja otrzymuje (w ten sposób) dodatkowe środki finansowe” – podkreślił Charuk. – To dlatego widzimy obecnie intensywne uderzenia (sił ukraińskich) na rosyjską infrastrukturę odpowiedzialną za transport ropy. (Te ataki) są po to, aby mimo wzrostu cen Moskwa nie mogła eksportować i sprzedawać ropy naftowej – wyjaśnił.

We wtorek i środę ukraińskie drony uderzyły na rosyjskie terminale naftowe w Noworosyjsku nad Morzem Czarnym oraz w Ust-Łudze i Primorsku nad Morzem Bałtyckim, co według ocen ekspertów cytowanych przez agencję Reutera ograniczyło rosyjskie możliwości eksportu ropy o 40 proc.

W kontekście wojny USA i Izraela z Iranem Charuk zwraca uwagę także na zwiększone zużycie amunicji, a zwłaszcza pocisków do zestawów przeciwlotniczych Patriot, które w innym scenariuszu mogłyby trafić na Ukrainę i wzmocnić jej zdolności obrony przez rosyjskimi atakami z użyciem pocisków manewrujących i balistycznych. – Na razie zależymy od dostaw zewnętrznych, jeśli chodzi o systemy antybalistyczne i lotnictwo – i mało który kraj, poza wielkimi mocarstwami, jest w stanie takie potrzeby zaspokoić samodzielnie – zaznaczył Charuk.

Co zrobić z postputinowską Rosją?

.Historia każe wątpić w optymistyczny scenariusz, który przedstawił Władimir Kara-Murza – pisze Edward LUCAS.

Wpiątek 19 września 2024 r. najbardziej znany rosyjski dysydent spóźnił się na własną konferencję prasową w centrum Londynu. Miał jednak dobre wytłumaczenie. Przeciągnęło mu się wcześniejsze spotkanie z Kierem Starmerem i Davidem Lammym. Brytyjski premier i minister spraw zagranicznych dołączyli do całego szeregu tuzów świata polityki, z którym lider rosyjskiej opozycji spotkał się od czasu, kiedy dwa miesiące temu operacja wymiany szpiegów uchroniła go przed karą osadzenia na dwadzieścia pięć lat w, jak sam to nazwał, „gułagu Putina”.

Dla wielu mieszkańców Zachodu wykształcony w Wielkiej Brytanii Kara-Murza to osoba nie tylko elokwentna, ale i przekonująca. Wrócił do Rosji, mimo że wiedział, iż grozi to prawie natychmiastowym aresztowaniem. Był przekonany, że umrze w więzieniu. Od innych rosyjskich opozycjonistów odróżnia go to, że otwarcie potępia atak na Ukrainę. Ba, właśnie za to Władimir Kara-Murza został uwięziony. Przybyłym na konferencję w Royal United Services Institute dziennikarzom powiedział, że wojna musi zakończyć się pokonaniem Putina oraz odzyskaniem przez Ukrainę wszystkich okupowanych ziem. Nie może być mowy o jakichkolwiek rozwiązaniach pozwalających „zachować twarz” czy przymuszaniu Ukrainy do zawieszenia broni.

Główne przesłanie wystąpienia Kary-Murzy dotyczyło jednak postputinowskiej Rosji, czyli rzeczywistości, która jego zdaniem nastanie szybciej, niż wielu się wydaje. Władimir Kara-Murza chciałby, aby rosyjska opozycja przygotowała się na czas demokracji i praworządności oraz na „moralne oczyszczenie” ze złogów totalitaryzmu. Zachód z kolei powinien skorzystać z tej szansy, proponując demokratycznej Rosji europejską przyszłość. Nie powielajmy błędów lat 90. XX wieku, ostrzegał Władimir Kara-Murza (urodzony w roku 1981).

Jego wypowiedź wpisuje się w powszechne na Zachodzie przekonanie, jakoby Rosję skrzywdzono lub wręcz oszukano w okresie po upadku Związku Radzieckiego. Zgodnie z tą wersją wydarzeń, zamiast wyciągnąć pomocną dłoń do borykającej się z problemami, przyjaznej i demokratycznej Rosji, mściwy Zachód miał ją upokorzyć, rozszerzając NATO. Ta swoista powtórka z traktatu wersalskiego przygotowała grunt pod reżim Putina.

Tak się jednak składa, że ja lata 90. pamiętam bardzo dobrze. Pisałem wtedy o upadku sowieckiego imperium i jego następstwach jako zagraniczny korespondent na miejscu. Zgadzam się, że Zachód popełnił błędy. Nie zgadzam się jednak z opinią, że z Rosją po roku 1991 postąpiliśmy zbyt surowo.

Uważam, że byliśmy raczej zbyt wyrozumiali. Pobłażaliśmy Borysowi Jelcynowi, nie zwracając uwagi na korupcję i nadużycia władzy, a nawet mając w nich swój udział. Stara imperialna mentalność przetrwała. Rosja tamtego czasu to nie powojenne Niemcy próbujące zerwać z przeszłością. W rzekomo złotym okresie wczesnych lat 90. Kreml odmówił na przykład wycofania wojsk okupacyjnych z krajów bałtyckich, postanawiając wykorzystać je jako kartę przetargową, aby uzyskać specjalne prawa dla sowieckich migrantów (nieproszeni rosyjscy goście wyjechali z krajów bałtyckich dopiero w roku 1994). Zaślepione chciwością i optymizmem kraje zachodnie uparcie zamykały oczy na rzeczywistość i niezbyt grzecznie zbywały ostrzeżenia, które dziś wydają się prorocze.

Boję się powtórki tamtego scenariusza. Ewentualne odejście Putina wywoła dobrze znane automatyczne reakcje w Berlinie, Brukseli, Paryżu, Londynie i Waszyngtonie. A przecież nie mamy pojęcia, jaki reżim nastanie po Putinie. Czy będzie to udawana, potiomkinowska liberalizacja obliczona na uspokojenie relacji z Zachodem za cenę pozornych reform? Sprawy mogą też przybrać gorszy obrót, choć taką perspektywę Władimir Kara-Murza odrzuca jako „analfabetyzm”. Ja bym tego tak nie nazwał. Wielu wydawało się, że nie może być nic gorszego niż leninowski czerwony terror. Przekonali się, jak bardzo się mylą, wraz z nadejściem Stalina. 

Zasadniczy problem obecnej sytuacji wynika z kalendarza. Być może Rosja nie jest skazana na imperializm, ale zaprowadzenie w niej demokracji jest zadaniem gargantuicznym, wymagającym czasu mierzonego pokoleniami. Sąsiedzi Rosji będą musieli się tymczasem zmierzyć z niecierpiącymi zwłoki, praktycznymi obawami o własne bezpieczeństwo. Szkicowany przez Karę-Murzę plan dochodzenia do normalności będzie musiał być niezwykle przekonujący i solidny, aby zdobyć zaufanie osób z zewnątrz. A jeżeli się nie sprawdzi? 

Władimir Kara-Murza twierdzi, że nie można podejmować decyzji politycznych, kierując się emocjami, takimi jak strach czy złość. To prawda. Pobożne życzenia mogą być jednak równie niebezpieczne. Ukraińcy coś o tym wiedzą. 

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-wladimir-kara-murza/

PAP/ Dariusz Materniak/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 marca 2026