MSZ Niemiec przeciw dołączaniu do Rady Pokoju

Rząd w Berlinie jest przeciwny dołączeniu Niemiec do forsowanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa Rady Pokoju – poinformował „Der Spiegel”, powołując się na wewnętrzną notatkę MSZ w Berlinie.
W Szwajcarii nie dojdzie także prawdopodobnie do planowanego spotkania Friedricha Merza z Donaldem Trumpem
.Zgodnie z doniesieniami gazety jedną z przyczyn, dla których niemiecki rząd ma obiekcje wobec dołączenia do inicjatywy, jest zakres władzy, jakim w zamiarze Białego Domu ma w niej dysponować Donald Trump.
Obawy gabinetu Friedricha Merza budzi także to, że Rada Pokoju może podważyć rolę Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ).
Wcześniej rzecznik niemieckiego rządu przekazał, że Berlin będzie jeszcze rozważał, czy dołączyć do Rady Pokoju.
Rzecznik poinformował także, że Friedrich Merz nie weźmie udziału w ceremonii podpisania dokumentu założycielskiego Rady Pokoju na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos.
W Szwajcarii nie dojdzie także prawdopodobnie do planowanego spotkania Friedricha Merza z Donaldem Trumpem.
Po wizycie w USA w ubiegłym tygodniu szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul wyrażał nadzieję, że Niemcy otrzymają zaproszenie do Rady Pokoju. Wtedy mowa była jednak tylko o zadaniach tej inicjatywy przy utrzymaniu zawieszenia broni w Strefie Gazy. Niemcy ostatecznie otrzymały zaproszenie.
Rząd w Berlinie nie popiera projektu Rady Pokoju
.W Davos ma nastąpić podpisanie dokumentu założycielskiego Rady Pokoju. Państwa członkowskie mają być wybierane przez Donalda Trumpa na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą 1 mld dolarów za stałe członkostwo. Radę powołano, by zarządzała Strefą Gazy, ale jej działania mogą wykraczać poza ten obszar, a struktura, skład i jej mandat rodzą wiele pytań.
Inicjatywa ta budzi kontrowersje wśród dyplomatów, z których część obawia się, że Rada Pokoju zaszkodzi pracom ONZ. Przedmiotem sporu jest też lista osób zaproszonych przez Biały Dom; wśród kilkudziesięciu światowych przywódców znajdują się m.in. przywódcy Rosji Władimir Putin i Białorusi Alaksandr Łukaszenka czy premier Izraela Benjamin Netanjahu.
Jak ułożyć relacje polsko-niemieckie?
.Czy sensowna współpraca z Niemcami jest możliwa? Nigdy nie należy mówić „nigdy”. Co prawda pierwszą i ostatnią taką próbą był zjazd gnieźnieński w roku tysięcznym, ale nigdy nic nie wiadomo – pisze Jan ŚLIWA.
Wtych dniach (8.10.2025) prof. Andrzej Nowak wziął udział w polsko-niemieckiej sesji na temat przyszłego Polsko-Niemieckiego Domu w Berlinie. Sesja odbyła się w niemieckim Bundestagu, zapraszała frakcja AfD. W Polsce rozgorzała dyskusja, czy godzi się z takimi w ogóle rozmawiać. Oburzyli się konsumenci jednozdaniowych komunikatów, od szeregowych trolli po wicepremiera. Szef dyplomacji jakby zapomniał, że dyplomacja polega na rozmowie nie tylko z kolegami.
W ramach wspomnianej sesji prof. Nowak wygłosił prawie godzinny wykład na temat stosunków polsko-niemieckich – dawnych, obecnych i przyszłych. Wykład był mocny, godny, treściwy, ale bardzo kulturalny. Dla mnie był to „powrót do średniowiecza” – tego średniowiecza, gdzie Paweł Włodkowic na soborze w Konstancji, polemizując z Krzyżakami, przedstawiał zręby prawa międzynarodowego. Inne skojarzenie to Roman Dmowski przedstawiający polskie racje na konferencji wersalskiej. Prof. Nowak, nie mając za sobą silnego państwa, mogącego zastraszać i przekupywać oponentów, niestrudzenie rzeczowo argumentował w kilku językach. Była to rozkosz intelektualna – bez wrzasków, przepychanek, prymitywnej demagogii, bez wyrywania mikrofonu czy innych spektakularnych a pustych gestów.
Mógł mówić po angielsku, ale mówił po polsku, akcentując, że język nasz stoi na równi z innymi. Przypomniał, że nasza historia to nie tylko cierpienia i zbrodnie. Przywołał wybitnego historyka Reinharta Kosellecka, który walczył pod Stalingradem, a potem jako jeniec uprzątał teren obozu w Auschwitz. Koselleck z tym doświadczeniem wiedział, o czym mówi. Prof. Nowak wspomniał też o nieukończonym dramacie Schillera Demetrius z roku 1804, którego tłem jest polski szlachecki republikanizm. Dramat ten jest na tyle mało znany, że w Wikipedii ma stronę czeską, a nie ma polskiej.
Potem nastąpiły mocne fragmenty: o antypolskiej propagandzie Republiki Weimarskiej, niemieckim ludobójstwie podczas II wojny światowej, o „korygowaniu” pamięci. W Niemczech (i w całym świecie) wymienia się listę ofiar nazizmu, którego to słowa prof. Nowak nie użył ani razu. Są tam oczywiście Żydzi, Sinti/Roma, homoseksualiści, niepełnosprawni, komuniści… Nikt nie wymienia Polaków. Czy milionowe ofiary, mordowane w celu wyniszczenia narodu, nie są warte wspomnienia? Wiele jest metod rozwadniania historii. Wielu chce dziś mówić o kobiecym obozie w Ravensbrück, gdzie 40 proc. więźniarek to były Polki, że prześladowano tam „kobiety”. Owszem, ale kobietami były też okrutne strażniczki.
Jeżeli chodzi o przyszłość, prof. Nowak zaakcentował rangę Polski jako partnera handlowego Niemiec, porównywalną z rolą Rosji, a nawet Chin. To też nie istnieje w niemieckiej świadomości, a i w polskiej nie za bardzo. Stąd u wielu postawa błagalna. Tymczasem Polska ma wiele do zaoferowania, ale jako partner, a nie niemiecka Mitteleuropa, gospodarczy Hinterland.
Wykład został wygłoszony na niekoniecznie przyjaznym terenie, wśród polityków, którymi się nas straszy. Jakoś wszyscy przeżyli. Kanclerz Merz zapowiada neoimperialną politykę, nastawioną na interes narodowy. Kogo się bardziej bać? Jak słusznie zauważył prof. Nowak, w Republice Weimarskiej wszystkie stronnictwa były antypolskie. Polska drażni. Hitler mówił państwie sezonowym, bękarcie traktatu wersalskiego. Angela Merkel mówi o niemiecko-rosyjskich „dobrosąsiedzkich” stosunkach.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-polska-niemcy-prawda-i-partnerstwo/
PAP/MB





