Muzyka baroku wciąż żyje [Fabio BIONDI]

Z zespołem Europa Galante chcieliśmy pokazać słuchaczom, że muzyka baroku wciąż jest żywa i inspirująca – powiedział włoski skrzypek i dyrygent Fabio BIONDI. Artysta jest jedną z gwiazd trwającego w Warszawie festiwalu „Chopin i jego Europa”.

Kim jest Fabio BIONDI?

.Fabio Biondi to dyrygent i skrzypek, czołowa postać w świecie reinterpretacji muzyki dawnej. W obejmującym trzy stulecia repertuarze artysty znajdują się zarówno arcydzieła, jak i utwory mniej znane lub wręcz zapomniane. W 1989 r., po latach współpracy z zespołami grającymi na instrumentach historycznych, założył zespół Europa Galante, jeden z najważniejszych obecnie zespołów specjalizujących się w wykonawstwie muzyki barokowej, klasycznej i wczesnoromantycznej. Biondi współpracuje także ze współczesnymi orkiestrami symfonicznymi i kameralnymi, zarówno jako dyrygent, jak i prowadząc je od skrzypiec. Od 2011 r. jest także akademikiem Accademia Nazionale di Santa Cecilia w Rzymie. W roku 2015 wyróżniony został francuskim Orderem Sztuki i Literatury, a w 2019 r. w uznaniu zasług dla promocji w świecie kultury polskiej – medalem „Odwaga i Wiarygodność”. Jest dyrektorem artystycznym festiwalu muzyki dawnej Farnese Festival w Parmie, którego pierwsza edycja odbyła się w 2023 r.

Fabio Biondi był jednym z gości tegorocznego festiwalu „Chopin i jego Europa”. W jego trakcie wystąpił dwukrotnie, prezentując utwory Johanna Sebastiana Bacha, Georga Philippa Telemanna i Gioacchino Rossiniego.

Muzyka baroku ożywiona we Włoszech

.Anna Kruszyńska: Co było pana celem, kiedy ponad 35 lat temu założył pan zespół Europa Galante specjalizujący się w muzyce dawnej?

Fabio Biondi: „W tamtym czasie w muzyce dawnej specjalizowały się zespoły z północy – m.in. z Anglii, Niemiec czy Holandii. Jednak Europa Galante była pierwszym takim włoskim zespołem i pierwszym w tej części naszego kontynentu. W repertuarze także i my odwoływaliśmy się do utworów Antonio Vivaldiego. Zaproponowaliśmy jednak coś nowego w znaczeniu dźwięku oraz języka tych utworów, a także ich charakteru. W dobie globalizacji wszyscy grali mniej więcej to samo, my natomiast dokonaliśmy małej rewolucji.”

Na czym ona polegała?

Chcieliśmy jak najbardziej zbliżyć się do włoskiej tradycji, której fundamentalnym aspektem jest pełny światła i jasności dźwięk. Druga różnica polegała na przeciwstawieniu się przekonaniu, że muzyka sama przemówi w swoim imieniu. A to nieprawda, ponieważ muzyka potrzebuje interpretacji i osobowości swojego wykonawcy. Nie ukrywam, był w tym wszystkim jeszcze narcyzm związany z nakierowaniem się na utwory wirtuozerskie. Kiedy zaczynaliśmy granie takich utworów powstałych w XVIII wieku nie było powszechne. A my graliśmy nie tylko Vivaldiego, ale także Pietro Locatellego i Giuseppe Tartinego.

Czy czuł się pan wówczas jak pionier wytyczający nowe ścieżki?

We Włoszech niewątpliwie byliśmy pionierami. Ale nie możemy zapominać, że z Vivaldim po całym świecie jeździły już inne zespoły. Chociaż one – w przeciwieństwie do nas – nie były nakierowane na wykonawstwo historyczne. Kiedy jednak graliśmy Vivaldiego czy Albinoniego w Japonii dzięki tym zespołom mieliśmy już przetarte szlaki. Mogliśmy więc zaprezentować nasze przemyślenia związane z interpretacją.

Jak trudna jest w wystawianiu muzyka baroku?

.Czy myśli pan, że wykonawstwo historyczne, zwłaszcza na instrumentach z epoki, jest trudniejsze w odbiorze przez publiczność?

To pytanie jest delikatne. O tym jak interpretowana jest muzyka barokowa mówią zazwyczaj osoby, które grają na instrumentach historycznych. Nie wierzę jednak, że interpretacja zmienia się w zależności od instrumentu. Dla mnie instrument jest tylko środkiem przekazu. Najważniejsza jest dla mnie interpretacja. A publiczność bardzo lubi słuchać nowych odczytań. Muzyka barokowa wydaje się nam nieco nudna. Ciągle przypominają mi się słowa Igora Strawińskiego, który mówił, że Vivaldi napisał czterysta takich samych koncertów. Kiedy żył Strawiński faktycznie można było mieć takie przekonanie, ponieważ interpretacje Vivaldiego były po prostu bardzo nudne. Dlatego jako Europa Galante chcieliśmy zmienić podejście do muzyki barokowej i pokazać ją jako wciąż żywą i inspirującą. A że to się udało zmienić świadczy fakt, że młodsza publiczność wybiera częściej muzykę barokową niż tę romantyczną i postromantyczną.

Jakie są różnice w grze między historycznymi i współczesnymi instrumentami? Czy potrzebna jest inna technika gry?

Jeśli chodzi o instrumenty smyczkowe, to są to jedynie drobne różnice związane m.in. ze sposobem posługiwania się smyczkiem. A to wiąże się z artykulacją, innym vibrato, brzmieniem dźwięku. I dotyczy to nie tylko historii, ale i współczesności. Z kolei zupełnie inną opowieścią są instrumenty dęte. Barokowych obojów czy rogów nie możemy porównywać z tymi współczesnymi. To zupełnie inny kosmos dźwiękowy!

Muzyka baroku na współczesnych i historycznych instrumentach

.Kiedy słucham instrumentów historycznych, mam wrażenie, że są cichsze niż te współczesne. Czy to prawda?

Nie, to nie jest prawda. Ale wiem, z czego może wynikać takie odczucie. Wielu wykonawców gra po prostu delikatniej niż zrobiliby to na instrumentach współczesnych. Uważają, że tak grano w czasach baroku, ale to nieprawda. W XVII i XVIII wieku posługiwano się bogatym i pięknym dźwiękiem. Zbyt subtelne dźwięki są więc wynikiem niezrozumienia tradycji baroku.

Czy można łączyć podczas jednego utworu instrumenty dawne i współczesne, np. dawną orkiestrę ze współczesnym fortepianem?

Nie, to nie ma sensu. Choć gdyby historyczna orkiestra zagrała z historycznym fortepianem któryś z koncertów Ludwiga van Beethovena to byłoby to fascynujące. Ważny są jednak w tym wszystkim język interpretacji. Ponadto orkiestra historyczna brzmi jak ta współczesna, kiedy gra we współczesnym stylu. I analogicznie, współczesna orkiestra, grając w odpowiednim stylu, także może brzmieć jak ta dawna. Najważniejsze jest jednak przemyślenie języka interpretacji.

Festiwal muzyki „Chopin i jego Europa”

.Często pan gości podczas festiwalu „Chopin i jego Europa”. Lubi pan występować w Warszawie?

Występy tutaj są dla mnie bardzo ważne! Niedawno z Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina nagraniem opery „Straszny dwór” zakończyliśmy projekt edycji Moniuszkowskich. Była to dla mnie ekscytująca przygoda. W Warszawie miałem także okazję pokazać romantyczne opery. To miasto jest więc istotne na mojej muzycznej mapie.

Miałam okazję zobaczyć w lutym w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej operę „Simon Boccanegra”, prowadził pan orkiestrę…

A to było piękne doświadczenie! Moim pomysłem było, aby pokazując tę operę w detalach orkiestrowych odwołać się nieco do historycznego stylu. W pracy nie lubię kompromisów, ale przygotowania do tej opery były dla mnie ogromną przyjemnością. Wspaniale rozumiałem się z artystami na scenie, byłem także pod wrażeniem orkiestry, która jest świetna, ale co najważniejsze otwarta na nowe i tego ciekawa.

Nowi kompozytorzy nie tylko od muzyki baroku

.Jacy kompozytorzy wciąż pana zdaniem czekają na odkrycie?

Jest ich wielu! W swojej pracy muzycznej wciąż czuję entuzjazm, ponieważ zależy mi na odkrywaniu nowego repertuaru. Bo to nie chodzi tylko o zapomnianych, których jest wielu. Bo czy często gramy utwory Giovanniego Paciniego czy Giuseppe’a Mercadante? A to postaci ważne dla historii muzyki. Ale zobaczmy, że ciągle gramy też te same utwory tych samych kompozytorów. Teatry operowe są zainteresowane operami Giuseppe Verdiego, Vincenzo Belliniego oraz Gaetano Donizettiego. Ale Donizetti napisał także wiele innych wspaniałych utworów, które nie są nigdzie wystawiane.

Dlaczego tak się dzieje?

Powiem brutalnie, kultura jest jak targ rybny. Instytucje kultury są nastawione na sprzedaż biletów, która zapełni całą widownię. Oczywiście, musimy pamiętać o publiczności, ale ona nie jest głupia! Głupio jest zatem ciągle powtarzać te same tytuły tylko dlatego, że boimy się, że nie zapełnimy sali. Nie martwmy się, że publiczność nie przyjdzie, bo tak na pewno nie będzie. Trzeba po prostu promować nowe utwory!

Fabio BIONDI – przyszłość kompozytora

Jakie zatem cele stawia sobie pan w najbliższej przyszłości?

Mam wiele projektów. Ostatnio w na moim festiwalu w Parmie wystawiłem piękną operę parmeńskiego kompozytora z początku XVIII wieku Giovanniego Marii Capellego. Jego opera „I fratelli riconosciuti” jest absolutnie cudowna muzycznie, ma ten sam poziom co muzyka Georga Friedricha Händla. Festiwalowa publiczność była wręcz zachwycona.

Jestem też fanem romantycznych oper. Przypomnę, że na początku XX wieku we Włoszech wystawiano wiele dzieł Ottorino Respighiego, Ildebrando Pizzettiego czy Giana Francesco Malipiero. To bardzo ważne postaci w historii muzyki, a tak nie często ich utworów można dziś posłuchać. Trzymam teraz kciuki za projekt związany z muzyką Malipero.

Rozmawialiśmy o „Simonie Boccanegrze”. W polskiej prasie przeczytałem, że to niezwykła i mało znana opera Verdiego. A w rzeczywistości jest to bardzo znana opera, choć oczywiście nie wystawiana często. Kompozytor uważał zresztą, że to jedna z jego najlepszych oper.

Kiedy mówimy o graniu symfonii Beethovena, to mamy na myśli głównie te od piątej w górę. A kto gra I czy II? Znamy Felixa Mendelssohna-Bartholdy’ego, ale czy możemy często posłuchać na koncertach jego oratoriów? To niedorzeczne, czas zatem zmienić nieco repertuar. Dlatego podczas tegorocznego festiwalu „Chopin i jego Europa” chciałem pokazać nieco miej znane utwory na chór i fortepian Gioacchino Rossiniego. Powstały one pod koniec życia kompozytora, to psychologiczny fenomen.

Odkrywanie Chopina jest nieustającą podróżą

Spośród 84 uczestników Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych aż 23 to Japończycy, którzy przeważali liczebnie nawet nad 15 pianistami z Polski – pisze Junichi TADA na łamach Wszystko co Najważniejsze w tekście „Odkrywanie Chopina jest nieustającą podróżą„.

„Od czasu XVI Konkursu Chopinowskiego, który w 2010 r. odbył się w 200. rocznicę urodzin Chopina, coraz częściej można usłyszeć indywidualne wykonania dzieł kompozytora, których styl stopniowo się zmienia. Stało się to szczególnie widoczne po I Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim na Instrumentach Historycznych w 2018 r. i XVIII Konkursie Chopinowskim w 2021 r. Postanowiłem przeanalizować, jak grają laureaci XVIII Konkursu Chopinowskiego już po konkursie. Oczywiście chodzę na ich koncerty w Japonii, jednak łatwiej byłoby mi porównać ich występy, gdybym mógł usłyszeć je wszystkie w krótkich odstępach czasu.”

„Międzynarodowy Festiwal Muzyczny <<Chopin i jego Europa>> odbywa się co roku w sierpniu. XVIII edycja odbyła się w roku 2022 – Roku Romantyzmu Polskiego. Podczas tego festiwalu mieli okazję wystąpić z recitalami wszyscy laureaci XVIII Konkursu Chopinowskiego – było ich ośmioro. Przeprowadzono wówczas wywiady z pięciorgiem z nich. We wszystkich wywiadach padło następujące pytanie: <<Czy chciał(a)byś włączyć do swojego występu elementy improwizacji, która pojawiła się na I Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim na Instrumentach Historycznych w 2018 roku?>>”.

„Leonora Armellini, zdobywczyni piątej nagrody w XVIII Konkursie Chopinowskim, na festiwalu wykonała cztery ballady Chopina oraz utwory Debussy’ego i Schumanna. Komentując swoje wykonanie na Konkursie Chopinowskim Walca As-dur op. 34 nr 1, Armellini powiedziała: <<Byłam świadoma, że moje wykonanie jest fantastyczne>>. Na pytanie o improwizację podczas festiwalu <<Chopin i jego Europa>> odparła: <<Rzeczywiście, myślałam o dodaniu kilku improwizacyjnych nut do ballad. Chciałabym spróbować tego następnym razem>>. Jest również zainteresowana grą na instrumentach z epoki; kilka lat temu kupiła Erarda z 1844 r.”

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/junichi-tada-warszawska-odslona-chopina-wspomnienia-z-xix-miedzynarodowego-festiwalu-muzycznego-chopin-i-jego-europa

PAP/Anna Kruszyńska/TD

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 sierpnia 2025