
Jacek Malczewski i Lanckorońscy
Z okazji kolejnych urodzin wielkiego malarza (15 lipca) przypominamy o jego serdecznych relacjach z Lanckorońskimi – hrabią Karolem i jego córką Karoliną. Zaświadczają o nich liczne listy, fotografie i fascynujące, niekiedy pełne humoru rysunki – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK
.Słowami z Hymnu (Smutno mi Boże…) Juliusza Słowackiego, swego ulubionego poety, Karolina Lanckorońska zamyka dramatyczne i do głębi przejmujące Wspomnienia wojenne. Autor Kordiana powraca w tym dziele wielokrotnie. W relacji o krakowskim pogrzebie porucznika Lecha Stelmachowskiego, jednego z obrońców Helu, Lanckorońska przywołuje wersy Pogrzebu kapitana Meyznera, z przejmującym fragmentem: „A Ty, Boże […], Zapal przynajmniej na śmierć naszą – słońce”.
Jest wysoce prawdopodobne, że to poezja Juliusza Słowackiego – autora, w którego domowym kulcie wyrastał Jacek Malczewski – zbliżyła hrabiankę Lanckorońską do malarza. Nie ma o tym mowy w jej pięknym eseju Pan Jacek, opowiadającym – wraz z 70 listami artysty do hrabiego Karola Lanckorońskiego (1848–1933) – o tym, jak ważnym miejscem była dla Malczewskiego rezydencja Lanckorońskich w Rozdole. Dowodzą tego również jego rysunki ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie i Zamku Królewskiego na Wawelu. Jeden z nich przedstawia naszego malarza jako „nowego” Laokoona, którego zmagania z wężami obserwuje jego mecenas – hrabia Karol – ubrany w akademicką togę i biret.

Rozdół i związki Malczewskiego z hrabią Karolem
.W jednej z opinii o Karolu Lanckorońskim czytamy: „Dom jego [w Wiedniu] miał – pod wpływem żony – charakter raczej niemiecki. Mimo to dzieci wychował na gorących i ofiarnych patriotów polskich. Podczas I wojny światowej oddał z własnej inicjatywy swoją rezydencję w Lainz na szpital dla żołnierzy i oficerów polskich, a córka jego [Karolina] pełniła tam służbę pielęgniarki. […] Widać z tego, że pod złotem szamerowaną powłoką ochmistrza habsburskiego dworu biło zawsze serce polskie, szczerze kraj swój miłujące”. O umiłowaniu przez hrabiego tego, co polskie, świadczy również jego serdeczny stosunek do Malczewskiego. Dowodzą tego także zabiegi o odzyskanie, a potem konserwację Wawelu oraz wspieranie Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego profesorów – Mariana Sokołowskiego, pierwszego polskiego profesora historii sztuki, i Piotra Bieńkowskiego, wybitnego archeologa klasycznego. Malczewskiego i Sokołowskiego hrabia Lanckoroński zabrał w 1884 roku na wyprawę archeologiczną do miast Pamfilii i Pizydii (obecnie w Turcji), przez Itakę, Ateny i Rodos. Wyprawa ta w ogromnym stopniu ukształtowała wizję świata w twórczości Malczewskiego i przyniosła dziesiątki znakomitych rysunków, które są jej swoistą kroniką.
Jeden z obrazów Jacka Malczewskiego przedstawia Lanckorońskiego studiującego stosy książek w swoim gabinecie w Rozdole. Dzieło to, znajdujące się obecnie w zbiorach Wawelu, znakomicie ilustruje słowa Alfreda Wysockiego o hrabim Karolu: „Wysoki, okazały, z bujną blond brodą, wyglądał raczej na uczonego profesora”. Ten prawdziwy olbrzym przerastał Malczewskiego o bez mała pół metra, co widać na licznych rysunkach naszego malarza wykonanych w Rozdole. Na jednym z nich, obecnie przechowywanym na Wawelu, Lanckoroński niesie Jacka „na barana”, co jest oczywistym odniesieniem do przyjacielskiej troski mecenasa o dobrostan finansowy mało praktycznego w życiowych poczynaniach artysty. Serdeczne były również relacje pomiędzy malarzem a hrabianką Karoliną.
„Mój dom rodzinny w Rozdole – pisze w Szkicach wspomnień Lanckorońska – ślicznie na wzgórzu położony, słoneczny, stał w dużym parku wśród prastarych drzew, ale piękny nie był”. Mimo to zarówno dla niej, jak i jej rodzeństwa – starszego brata Antoniego i młodszej siostry Adelajdy – pobyt w Rozdole był niecierpliwie przez siedem miesięcy w roku wyczekiwany. Zjeżdżali tu w czerwcu i pozostawali do połowy listopada. Na początku tego jesiennego miesiąca obchodzili uroczyście dzień Świętego Karola – imieniny hrabiego i jego ukochanej córki. „Nie wiem – czytamy w Szkicach – kiedy poznałam pana Jacka, bo dla mnie, jak daleko moja pamięć sięga, Pan Jacek był zawsze”.

.Również z listów Malczewskiego wynika, że w Rozdole bywał bardzo często, że uwielbiał to miejsce i że niekiedy nie mógł się doczekać chwili, gdy się w nim znajdzie. W liście z 22 maja 1887 r. czytamy: „Przez całe lato siedzieć będę w Krakowie i pracować wytrwale […]. Nie odmawiam sobie jednak tej przyjemności, abym do Rozdołu nie przyjechał”. W podobnym tonie pisze 13 lipca 1890 r.: „Co tydzień Panie Hrabio list ze sprawozdaniem wysyłać będę, zatem wiedzieć Pan będzie gdzie mnie szukać […], gdyby Pan Hr jechał do Rozdołu i chciał mnie zabrać”. W liście z 3 września 1900 r. czytamy: „Dziękuję z całego serca Panu za dobroć Jego – jaką tchnie list Pana – starać się będę przybyć do Rozdołu między 15 października a 20 listopada”. Najbardziej może wymowny jest list artysty – niestety niedatowany precyzyjnie: 14 września [1895?] – wysłany z miejscowości Wielgie (w okolicach Zwolenia). Artysta mieszkał w tej wsi od trzynastego do siedemnastego roku życia i, jak wiadomo z jego wspomnień spisanych w 1882 roku, kochał to miejsce tak jak Rozdół. Gdy wrócił po latach do Wielgiego, na wspomnienia z dzieciństwa nałożyły się te z rezydencji Lanckorońskich: „Tak samo jesień po cichu zapada w Rozdole […], chodzę samotny, dziwię się, że głosu Pana nie słyszę i obecności Jego nie czuję przy sobie”.
Rozdolskie rysunki Malczewskiego
.Przed przywołaniem rysunków wykonanych w Rozdole warto jeszcze wspomnieć o wyprawie Lanckorońskiego z Malczewskim do Włoch. Warto uczynić to tym bardziej, że Muzeum Narodowe w Warszawie ma w swych zbiorach szkicownik z podróży Malczewskiego do tego kraju w 1890 roku, z przeszło 40 rysunkami i jedną akwarelą. „Ojciec – pisze Karolina Lanckorońska – kiedyś chciał pokazać Malczewskiemu Rzym. Zaprosił więc artystę na podróż do Włoch. Zatrzymali się po drodze w Sienie. Tam, w hotelu, rankiem, gdy ojciec jeszcze smacznie spał, wszedł do pokoju pan Jacek i obudził go, mówiąc: «Muszę wracać do domu, i to zaraz». Ojciec, przerażony, zapytał, co się stało… «U nas już gęsi wychodzą. Wracam». «Ależ nie zna pan jeszcze Rzymu! Jutro mamy tam być». «Nie mogę. Wracam». Pojechał. Ojciec do końca nie wyszedł ze zdziwienia”.
Nieco inaczej relacjonuje tę opowieść Wojciech Kossak: „Hrabia Lanckoroński kochał Jacka, jak wszyscy co go bliżej znali, i wszystko mu przebaczał. Nie były to co prawda żadne przestępstwa trudne do przebaczenia, ale dziwactwa. Zawiózł go kiedyś do Rzymu, którego Jacek nie znał. Jacek nie wyszedł z hotelu i nie zobaczył nic, literalnie nic, wyjechał, twierdząc, że ciekawsze dla niego są gęsi na pierwszej polskiej łące”.
Wspomniany szkicownik z Italii z 1890 roku w zbiorach Muzeum Narodowego dowodzi jednak, że Malczewski widział wiele, m.in. w Sienie i Arezzo, i że dotarł także do Tivoli. Wiemy, że we Włoszech był cztery razy i że podróż, po której pamiątką jest szkicownik, została opłacona przez hrabiego Lanckorońskiego i odbyła się w jego towarzystwie.
Rysunki włoskie, pomimo swej urody, zdają się jednak nie dorównywać tym z Rozdołu: są bardziej szkicowe, bo wykonywane zapewne w pośpiechu, w natłoku wrażeń. Rysunki z galicyjskiej rezydencji Lanckorońskich tchną uwielbieniem dla miejsca i ludzi, których artysta dobrze znał. Są owocem pracy człowieka zrelaksowanego, wręcz szczęśliwego i tryskającego poczuciem humoru. Oto przed nami zabawny szkic przedstawiający Kazimierza i Leona de Vaux podtrzymujących Malczewskiego. Czy opiera się przed pójściem na obiad, czy może nie chce z nimi jechać na wycieczkę konną? Panowie de Vaux, znacznie roślejsi niż nasz artysta, to synowie siostry hrabiego Karola. Na kolejnym rysunku widzimy pana Jacka w czasie zabawy z Töpfferem, powstańcem styczniowym (co go bez wątpienia zbliżyło do malarza) o pseudonimie „Stalmistrz”; w Rozdole pełnił on ważną funkcję masztalerza. Na dwóch szkicach tenże masztalerz zamienia się w centaura, który najpierw odczytuje telegram zawiadamiający o przyjeździe artysty, a następnie wita go, przybywającego, w postaci Pegaza. Jakże piękne, pełne ekspresji i radosne jest to powitanie – prawdziwa egzaltacja uczuć po przybyciu do miejsca szczęśliwego, wyrażona językiem all’antica, jakby podświadomie inspirowanym wyprawą archeologiczną w 1884 roku.
Ileż nostalgii i jednocześnie dowcipu zawarł Malczewski w rysunku zatytułowanym Karol Lanckoroński, Ludwik Chotyniecki, Malczewski i Töpffer żegnają odjeżdżających gości. Wszyscy czterej ustawieni są na cokołach, a więc odgrywają jednocześnie rolę posągów. Na pierwszym planie widoczna jest ogromna postać hrabiego Karola. Ten rysunek, jak i większość posiadanych przez MNW szkiców z Rozdołu, powstał w 1889 roku. Z tego samego roku pochodzi kolejny, przedstawiający Wyprawę na przejażdżkę w Rozdole.Widzimy tu, łatwo rozpoznawalne, bo podpisane, dramatis personae: Karola Lanckorońskiego, Kazimierza de Vaux, samego autora rysunku, Mariana Sokołowskiego, Leona de Vaux, Elżbietę, zwaną Lilly de Vaux (fig. 3). Liczne spośród szkiców Malczewskiego to sceny z jeźdźcami, prawdziwe galopady, m.in. amazonek: jedna z nich to Renata Rembielińska-Wiśniewska. Jeśli można sądzić, m.in. na podstawie rysunku Jeźdźcy, także nasz artysta całkiem nieźle radził sobie na koniu.

.Rysunki Jacka Malczewskiego z Rozdołu – te warszawskie, ale przede wszystkim wawelskie – są jedyną w swoim rodzaju kroniką z dziejów wielkopańskiej rezydencji, po której dziś pozostało tylko literackie i artystyczne wspomnienie i – jak można sądzić na podstawie fotografii oraz opowieści świadków – „strzęp dawnej świetności”.
Serdeczne podziękowanie artysty dla mecenasa
.W liście skierowanym do hrabiego w dniu 29 lipca 1918 roku nasz malarz pisze: „Chciałem pisać do JWPana bardzo długo i szeroko – o jednej tylko rzeczy – to jest o mojej wiecznej wdzięczności. Jak od chwili, kiedy JWPanu byłem przedstawiony – drogi Pan zawsze dla mnie był doradcą – przyjacielem dobroczyńcą i bratem nieledwie.
Ale nie chcę nudzić JWPana tem mojem gadulstwem, chciałem tylko – by ten list zachowany był w archiwach domu Lanckorońskich – by potomkowie JWPana wiedzieli, jaki Pan dla mnie dobry i dobroczynny – i o tem, że ja wdzięczność moją dla niego – chowam do grobu i po za grób”.

.Przetrwał nie tylko ten list, lecz także 69 innych, a ponadto bezcenne szkice i rysunki z Rozdołu. Tamtejsze wizyty i wspólne wyprawy z Karolem Lanckorońskim – do Grecji i Turcji, a potem do Włoch – w ogromnym stopniu ukształtowały twórczość Malczewskiego. Pobrzmiewa w niej nuta, niekiedy przejmująco i bez mała monumentalnie, poezji Juliusza Słowackiego, jak m.in. w obrazach Śmierć Ellenai i Na jednej strunie. Miejmy nadzieję, że odnajdzie się kiedyś list zaświadczający, że nasz malarz rozprawiał o geniuszu romantyzmu z Karoliną Lanckorońską, którą portretował wielokrotnie.
*Autor tego tekstu wraz z Anną Grochalą i Piotrem Kopszakiem zorganizował w 2019 roku w murach Muzeum Narodowego w Warszawie wystawę poświęconą Jackowi Malczewskiemu pt. „Na jednej strunie”.


