Niemcy nie będą się przyglądały biernie nowemu porządkowaniu świata [Friedrich MERZ]

Niemcy wróciły na arenę międzynarodową – oświadczył w dniu 17 grudnia w Bundestagu kanclerz Friedrich Merz. Dodał, że Berlin „nie może biernie przyglądać się temu, jak świat jest na nowo porządkowany” i że będzie zabiegał o decyzję UE w sprawie sfinansowania pomocy dla Ukrainy z zamrożonych aktywów Rosji.
Niemcy wróciły na arenę międzynarodową
.Przemawiając w Bundestagu w przeddzień szczytu UE, Friedrich Merz mówił o „głębokim wstrząsie ładu międzynarodowego”. W tym kontekście wymienił „nowy protekcjonizm wymierzony w zasady wolnego handlu i otwartych rynków”, „stagnację gospodarczą” oraz to, że „bliscy sojusznicy wycofują się, a Europejczycy, muszą sami zadbać o ochronę naszej wolności i bezpieczeństwa”.
– Jesteśmy w czasach, w których dotychczasowy ład światowy coraz bardziej przechodzi w światowy nieład. Tę bardzo niepokojącą globalną tendencję określałem już przy różnych okazjach, także z tego miejsca, jako przełom epok – stwierdził Friedrich Merz. Kanclerz zapewnił, że rząd oraz on osobiście nie dopuszczą do tego, by Niemcy „stały się ofiarą tych procesów”. – Nie możemy biernie przyglądać się temu, jak świat porządkowany jest na nowo – dodał.
– Niemcy wróciły na arenę międzynarodową – stwierdził szef niemieckiego rządu, otrzymując za to brawa od większości deputowanych. Przypominając działania swojego rządu w ostatnich miesiącach, wspomniał o reformach w obronności, zabiegach mających na celu poprawę konkurencyjności kraju oraz zaostrzeniu kontroli granicznych i spadku liczby wniosków o azyl.
Kanclerz powtórzył stanowisko rządu RFN, że Ukraina „nie może być zmuszana do jednostronnych i nieakceptowalnych ustępstw terytorialnych”. Ostrzegł zarazem, że Rosja „dąży do rozszerzenia swojej strefy wpływów daleko poza własne terytorium, na kraje Europy”. W kontekście szczytu UE i potencjalnej decyzji na nim dotyczącej sfinansowania pomocy dla Ukrainy z zamrożonych w Europie aktywów rosyjskich Friedrich Merz stwierdził: „Potrzebujemy decyzji europejskich szefów państw i rządów”. – I od dzisiejszego wieczoru będę osobiście zabiegał o podjęcie takiej decyzji – zadeklarował.
AfD oskarża Friedricha Merza o wciąganie Niemiec w konflikt z Rosją
.Występujący bezpośrednio po Friedrichu Merzu, Tino Chrupalla, współprzewodniczący prowadzącej w większości sondaży opozycyjnej prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD), skrytykował rząd za dotychczasowe finansowanie wysiłku zbrojnego Ukrainy oraz zobowiązania do czynienia tak dalej. – Stany Zjednoczone już kilka miesięcy temu wyraźnie zasygnalizowały, że wycofają się z grona wspierających wojnę. To oznacza, że potrzebne miliardy na dalsze zakupy uzbrojenia, na przykład w USA, będą musiały zostać sfinansowane już wyłącznie przez Europę. A to oznacza nowe długi dla Niemiec – powiedział Tino Chrupalla.
Współprzewodniczący AfD zarzucił Friedrichowi Merzowi, że w dyplomacji zasiada przy „dziecięcym stoliku” i oskarżył kanclerza o „wciąganie w konflikt z Rosją”. Wypowiedział się przy tym przeciwko sankcjom na Rosję. Wcześniej, przed wystąpieniem Friedricha Merza, w Bundestagu nastąpiła seria krótkich pytań deputowanych do Friedricha Merza, które skupiły się prócz polityki zagranicznej m.in. na sprawach rosnących czynszów czy niedoborów mieszkań. Samo posiedzenie parlamentu rozpoczęło się natomiast upamiętnienia ofiar zamachu na plaży Bondi w Sydney.
Friedrich Merz jeszcze 17 grudnia uda się do Brukseli, gdzie odbędzie się unijny szczyt na którym oczekiwana jest decyzja w sprawie aktywów. Kanclerz przekonuje do wykorzystania tych środków na rzecz Ukrainy, ale szanse na to, że to się wydarzy ocenia na 50 proc. Z jego otoczenia płyną komunikaty o przełomowym momencie i tym, że brak decyzji Wspólnoty stanowić będzie spory polityczny cios dla Berlina.
Obserwujemy wyraźny powrót do państwa narodowego
.Istnieje ryzyko, że Europa wkrótce zamieni się w cmentarzysko upadłych potęg. Ale jeszcze nim nie jest. I cały czas ma szansę zachować swoją pozycję – mówi prof. Andreas RÖDDER,
Agaton KOZIŃSKI: Kanclerz Friedrich Merz chce stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie. O czym myślą Niemcy, gdy słyszą takie propozycje?
Andreas RÖDDER: Myślą o dziwnej kombinacji kilku czynników. Z jednej strony mamy niemiecką determinację, by przejąć przywództwo w demokratycznej Europie w celu obrony Unii Europejskiej, zachodnich wartości, praworządności. Tego wszystkiego, czym stała się Europa po 1990 r. Ale z drugiej strony – w ramach powojennego porządku światowego – Niemcy nie zdołały odegrać wiodącej roli. Nigdy nie stały się takim liderem, jakim powinny być według słów Radosława Sikorskiego z 2011 r.
– Szef polskiego MSZ podczas wystąpienia w Berlinie mówił wtedy, że mniej się boi niemieckiej hegemonii niż niemieckiej bezczynności. Te jego uwagi do dziś silnie rezonują politycznie. W Niemczech także?
– Tak, ten cytat zyskał w Niemczech status kultowego. Uważam też, że to absolutna prawda. Oddzielna sprawa, że każda osoba znająca historię będzie podchodzić do takiego oświadczenia z pewną ostrożnością. Chodzi także o twierdzenia, że Niemcy powinny mieć największą armię w Europie. Ale też uważam, że nie ma to takiego samego znaczenia jak 80 lat temu. To nie jest tak – jak mówił w 2011 r. polityk CDU/CSU Volker Kauder – że „Europa mówi po niemiecku”, tamto stwierdzenie było bardzo nieprzemyślane z jego strony. Niemcy są jednak czasami nieco nieostrożni, jeśli chodzi o to, jak ich słowa mogą zostać odebrane przez innych.
– Widzę dwie sprzeczności i jedną wątpliwość w tym, co Pan Profesor mówi. Pierwsza sprzeczność – czy trzeba budować armię, by bronić europejskich wartości? Druga – czy rzeczywiście można twierdzić, że wielka armia będzie się radykalnie różnić od tej sprzed 80 lat? I wątpliwość – czy Niemcy są w ogóle w stanie taką armię zbudować? Zapowiadał to już poprzedni kanclerz Olaf Scholz, ale ten proces nie wyszedł poza papierowe opracowania.
– Zacznę od końca, bo podzielam tę wątpliwość – nie ma żadnej pewności, że obecny rząd jest w stanie zrealizować ten projekt. Trzeba pamiętać, że partnerem koalicyjnym CDU/CSU jest SPD, a to partia nastawiona pacyfistycznie, sceptycznie podchodząca do zwiększania wydatków na obronność. Musimy poczekać, by przekonać się, na ile zapowiedzi kanclerza Merza będą realizowane. Choć też mam wrażenie, że w Niemczech pod tym względem sytuacja się zmieniła, jest dziś więcej woli politycznej do działania, niż było za czasów Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Na pewno Berlin wyraźniej formułuje wolę zdecydowanej samoobrony Niemiec i Europy.
.W odniesieniu do Pana kolejnego pytania o różnicę między armiami – obecną i tą z trzeciej dekady XX wieku. W tym wszystkim nie chodzi o samo wojsko, lecz o system polityczny, który za nim stoi. Dziś chodzi o samoobronę Niemiec, kraju szanującego i chroniącego prawa człowieka, demokrację, praworządność, przed dyktatorskim, ekspansywnym reżimem. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy w Berlinie rządził nazistowski reżim prowadzący imperialną politykę za pomocą siły. To naprawdę ma znaczenie. Ramy współczesnej niemieckiej polityki są oparte na twardych zasadach.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-andreas-rodder-obserwujemy-wyrazny-powrot-do-panstwa-narodowego/
PAP/Mateusz Obremski/MJ








