Podziały w grupie BRICS mogą osłabić tę koalicje

Przywódcy państw BRICS spotykają się w Delhi w momencie, gdy grupa ma ogromną przewagę gospodarczą i polityczną, ale jednocześnie jest coraz bardziej wewnętrznie podzielona. W centrum rozmów znajdą się wojna z Iranem, handel światowy, rozliczenia w lokalnych walutach oraz relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Donald Trump nie bierze udziału w szczycie, ale jego polityka będzie jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla obrad.

Państwa BRICS odpowiadają obecnie za około 49 proc. populacji świata

BRICS obejmuje dziś 11 państw, w tym Indie, Chiny, Rosję, Brazylię, Republikę Południowej Afryki, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Iran. Arabia Saudyjska uczestniczy w spotkaniu jako zaproszony członek. Rozszerzenie grupy wyraźnie zwiększyło jej znaczenie, ale jednocześnie utrudniło wypracowywanie wspólnego stanowiska.

Według analizy BBC Monitoring państwa BRICS odpowiadają obecnie za około 49 proc. ludności świata, 40 proc. globalnego PKB i 26 proc. światowego handlu. To pokazuje skalę potencjału grupy, która jeszcze kilkanaście lat temu była przede wszystkim platformą współpracy kilku dużych gospodarek wschodzących.

Największym problemem pozostaje jednak pytanie, czym właściwie BRICS ma być. Rosja i Iran są zainteresowane znacznie bardziej konfrontacyjną linią wobec Stanów Zjednoczonych. Indie, ZEA i część pozostałych państw nie chcą natomiast przekształcenia grupy w otwarcie antyamerykański blok.

Dla gospodarza szczytu ta różnica ma szczególne znaczenie. Indie znajdują się w końcowej fazie rozmów dotyczących umowy handlowej z USA i nie mają interesu w przyjmowaniu deklaracji, która mogłaby wywołać konflikt z Białym Domem. Delhi stara się jednocześnie utrzymywać bliskie relacje z Rosją, rozwijać handel z Chinami i wzmacniać własną pozycję wśród państw globalnego Południa.

Podobne kalkulacje dotyczą Pekinu. Chiny są głównym rywalem strategicznym Stanów Zjednoczonych, ale mogą nie być zainteresowane przedstawianiem BRICS jako narzędzia stworzonego wyłącznie do walki z Waszyngtonem. Taki obraz mógłby utrudniać przyciąganie kolejnych państw, które chcą korzystać z alternatywnych instytucji finansowych, ale niekoniecznie zamierzają wybierać stronę w rywalizacji USA z Chinami.

Jeszcze inną sytuację mają Zjednoczone Emiraty Arabskie. Państwo utrzymuje bliską współpracę wojskową ze Stanami Zjednoczonymi, a na jego terytorium znajdują się amerykańskie instalacje wojskowe. Jednocześnie ZEA uczestniczą w BRICS i rozwijają relacje z Chinami oraz Rosją. Wojna z Iranem dodatkowo komplikuje ich położenie, ponieważ Emiraty znalazły się wśród państw zagrożonych irańskimi działaniami odwetowymi.

To właśnie konflikt z Iranem będzie jednym z najtrudniejszych tematów szczytu. Wojna zakłóciła światowe rynki energii, zwiększyła niepewność wokół transportu przez Zatokę Perską i pogłębiła różnice pomiędzy samymi członkami BRICS. Iran oczekuje politycznego wsparcia, ale państwa utrzymujące dobre stosunki z USA nie mają interesu w przyjmowaniu jednoznacznie antyamerykańskiego stanowiska.

Skala problemu była widoczna już w maju, gdy ministrowie spraw zagranicznych BRICS nie zdołali uzgodnić wspólnego komunikatu po swoim spotkaniu. Powodem były właśnie różnice dotyczące wojny z Iranem. Indie, które przewodniczyły obradom, musiały wtedy ograniczyć się do opublikowania podsumowania przewodniczącego.

Donald Trump dodatkowo zwiększył presję na grupę. Wielokrotnie krytykował próby zmniejszenia zależności światowego handlu od dolara. Jeszcze w listopadzie 2024 roku groził państwom BRICS stuprocentowymi cłami, gdyby poparły stworzenie wspólnej waluty mogącej konkurować z dolarem.

BRICS nie stworzył jednak dotąd własnej waluty i nic nie wskazuje na to, by podczas obecnego szczytu miało dojść do podobnego przełomu. Bardziej realnym kierunkiem pozostaje rozwijanie rozliczeń w walutach narodowych oraz systemów płatności, które ograniczałyby konieczność wykorzystywania dolara w części transakcji.

Takie rozwiązania są szczególnie istotne dla Rosji i Iranu, które pozostają objęte rozbudowanymi amerykańskimi sankcjami. Dla innych członków mają jednak przede wszystkim charakter praktyczny: mogą zmniejszać koszty handlu i ograniczać ryzyko związane z wahaniami kursów.

Najbardziej konkretnym osiągnięciem BRICS pozostaje Nowy Bank Rozwoju. Instytucja finansuje projekty infrastrukturalne i rozwojowe, przede wszystkim w państwach globalnego Południa. Grupa stworzyła również rezerwę kryzysową o wartości 100 mld dolarów przeznaczoną dla państw zmagających się z problemami finansowymi, choć mechanizm nie został dotąd przetestowany na dużą skalę.

BRICS stara się też występować jako reprezentant państw rozwijających się domagających się reformy instytucji międzynarodowych. Członkowie grupy regularnie krytykują układ sił w ONZ, Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Banku Światowym, argumentując, że struktury te nadal zbyt mocno odzwierciedlają realia gospodarcze i polityczne XX wieku.

Dla Indii szczyt ma dodatkowe znaczenie. Rząd Narendry Modiego od kilku lat próbuje przedstawiać kraj jako jednego z głównych reprezentantów globalnego Południa. BRICS daje Delhi możliwość rozwijania kontaktów z państwami Afryki, Ameryki Łacińskiej i Azji, gdzie dotychczas silniejszą pozycję wypracowały Chiny. Rywalizacja indyjsko-chińska będzie więc obecna również w Delhi. Oba państwa poprawiają stosunki po latach napięć granicznych, ale nadal konkurują o wpływy gospodarcze, polityczne i infrastrukturalne w państwach rozwijających się.

Jednym z najważniejszych wydarzeń na marginesie szczytu będzie spotkanie Narendry Modiego z Xi Jinpingiem. Relacje Delhi i Pekinu są stopniowo odbudowywane, choć proces przebiega ostrożnie. Indie nadal mają duży deficyt handlowy z Chinami i obawiają się rosnącej pozycji Pekinu w Azji oraz na Oceanie Indyjskim. Narendra Modi ma spotkać się również z Władimirem Putinem. W rozmowach pojawi się wojna na Ukrainie, ale zapewne także handel. Indie pozostają jednym z głównych odbiorców rosyjskiej ropy, a ich relacje z Moskwą są znacznie bliższe niż relacje większości państw zachodnich z Rosją.

Delhi będzie przede wszystkim chciało zakończyć szczyt wspólnym komunikatem. W dyplomacji wielostronnej jest to często traktowane jako podstawowy test skuteczności gospodarza. Indie mają doświadczenie w podobnych negocjacjach: podczas szczytu G20 w 2023 roku zdołały doprowadzić do przyjęcia deklaracji mimo głębokich różnic dotyczących rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Tym razem zadanie może być równie trudne. BRICS jest większy i silniejszy niż jeszcze kilka lat temu, ale jego członkowie mają coraz bardziej rozbieżne interesy. Rosja i Iran chcą wykorzystywać grupę jako przeciwwagę dla Zachodu. Indie próbują zachować równowagę. Chiny budują własną pozycję przywódczą, a państwa Zatoki chcą przede wszystkim utrzymywać relacje ze wszystkimi głównymi mocarstwami.

Dlatego najbardziej prawdopodobnym rezultatem szczytu nie będzie powstanie jednolitego frontu przeciwko Stanom Zjednoczonym, lecz stopniowe rozwijanie istniejących mechanizmów współpracy finansowej i handlowej. BRICS może rosnąć bez stawania się klasycznym sojuszem.

Maciej Bzura

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 września 2026