Polacy nie chcą zakazu handlu kryptowalutami

Ponad połowa Polaków sprzeciwia się wprowadzeniu zakazu handlu kryptowalutami, podczas gdy takie rozwiązanie popiera nieco więcej niż co piąty badany. Sondaż IBRiS dla Radia ZET pokazuje jednak coś więcej niż stosunek społeczeństwa do jednego z najbardziej radykalnych pomysłów regulacyjnych: ujawnia znaczące różnice między kobietami i mężczyznami, a jeszcze większe między elektoratami obozu rządzącego i opozycji. Wyniki badania należy odczytywać w kontekście trwającego sporu o polską ustawę dotyczącą rynku kryptoaktywów, kolejnych wet prezydenta Karola Nawrockiego oraz zakończenia unijnego okresu przejściowego przewidzianego w rozporządzeniu MiCA.
.Na pytanie, czy należy zakazać handlu kryptowalutami w Polsce, 11,6 proc. respondentów odpowiedziało „zdecydowanie tak”, a 9,8 proc. „raczej tak”. Przeciwnego zdania było łącznie 51,8 proc. badanych, w tym 28 proc. wybrało odpowiedź „raczej nie”, a 23,8 proc. „zdecydowanie nie”. Zwolennicy zachowania możliwości handlu kryptowalutami mają zatem przewagę wynoszącą ponad 30 punktów procentowych nad osobami opowiadającymi się za całkowitym zakazem.
Nie mniej istotny jest odsetek respondentów, którzy nie potrafili zająć jednoznacznego stanowiska. Odpowiedź „nie wiem” lub „trudno powiedzieć” wskazało 26,8 proc. uczestników badania, a więc więcej niż wynosi całe poparcie dla zakazu. Wynik ten nie musi świadczyć wyłącznie o braku wiedzy ekonomicznej, ponieważ może również oznaczać ostrożność wobec pytania, które sprowadza skomplikowany problem regulacyjny do wyboru między pełną legalnością a całkowitym zakazem.

MiCA nie oznacza zakazu kryptowalut
Debata publiczna dotycząca kryptoaktywów stała się szczególnie intensywna po zakończeniu 1 lipca 2026 r. okresu przejściowego przewidzianego w unijnym rozporządzeniu MiCA. Samo rozporządzenie jest stosowane w pełnym zakresie od 30 grudnia 2024 r., natomiast przez kolejnych osiemnaście miesięcy firmy działające wcześniej zgodnie z prawem krajowym mogły korzystać z rozwiązania przejściowego. Po jego wygaśnięciu świadczenie usług dotyczących kryptoaktywów wymaga odpowiedniego zezwolenia wydanego w systemie MiCA.
Problem Polski polega na tym, że brak krajowej ustawy nie pozwolił wyznaczyć organu właściwego do prowadzenia postępowań licencyjnych i sprawowania pełnego nadzoru nad rynkiem. Komisja Nadzoru Finansowego nie może więc wydawać polskim przedsiębiorstwom zezwoleń wymaganych przez MiCA, a wcześniejszy wpis do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych przestał być wystarczającą podstawą prowadzenia usług. Jednocześnie przedsiębiorstwa licencjonowane w innych państwach Unii Europejskiej mogą działać w Polsce na zasadzie swobody świadczenia usług, jeżeli dopełniły procedur przewidzianych w rozporządzeniu.
Nie nastąpił zatem powszechny zakaz posiadania, kupowania ani sprzedawania kryptowalut przez obywateli. Powstała natomiast sytuacja, w której krajowe firmy nie mogą otrzymać zezwolenia w Polsce, podczas gdy zagraniczni dostawcy posiadający licencję wydaną w innym państwie członkowskim zachowują dostęp do polskiego rynku. Spór dotyczy więc przede wszystkim modelu nadzoru, zakresu kompetencji regulatora, kosztów nakładanych na przedsiębiorstwa oraz sposobu ochrony klientów, a nie prostego wyboru między całkowitą swobodą i całkowitym zakazem.
Prezydent Karol Nawrocki trzykrotnie odmawiał podpisania kolejnych wersji ustawy o rynku kryptoaktywów. Podkreślał przy tym, że nie sprzeciwia się samej regulacji ani ochronie konsumentów, lecz kwestionuje przyjęty przez większość parlamentarną model, który w jego ocenie prowadziłby do nadmiernego obciążenia polskich przedsiębiorstw i nadmiernie rozszerzał niektóre uprawnienia administracji. Strona rządowa wskazywała natomiast, że bez ustawy Polska pozostaje bez krajowego systemu licencyjnego, a rodzime firmy mogą być zmuszone do przenoszenia działalności do innych państw Unii.
Największy podział przebiega między elektoratami
Najbardziej widoczne różnice ujawniają się po uwzględnieniu deklarowanych preferencji politycznych respondentów. W podziale przyjętym w badaniu do elektoratu koalicji rządzącej zaliczono wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050, natomiast w grupie opozycyjnej znaleźli się zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji Sławomira Mentzena, Konfederacji Korony Polskiej oraz Partii Razem. Sposób zestawienia ugrupowań ma znaczenie dla interpretacji danych, ponieważ obie kategorie obejmują środowiska różniące się zarówno programem gospodarczym, jak i stosunkiem do technologii cyfrowych.
W elektoracie koalicji rządzącej zakaz handlu kryptowalutami popiera 38 proc. respondentów, sprzeciwia się mu 46 proc., a 16 proc. nie zajmuje stanowiska. Wśród wyborców ugrupowań opozycyjnych za zakazem opowiada się jedynie 11 proc., przeciw jest 56 proc., natomiast 34 proc. wybiera odpowiedź „nie wiem” lub „trudno powiedzieć”. Różnica między obiema grupami w poparciu dla zakazu wynosi aż 27 punktów procentowych i jest największą rozbieżnością pokazaną w analizie.
Dane te sugerują, że stosunek do kryptowalut staje się częścią szerszego podziału politycznego dotyczącego granic ingerencji państwa w gospodarkę. Wyborcy koalicji rządzącej częściej akceptują rozwiązanie restrykcyjne, podczas gdy elektorat opozycji zdecydowanie rzadziej dopuszcza możliwość całkowitego zakazu. Nie oznacza to jednak, że większość wyborców któregokolwiek obozu odrzuca wszelkie regulacje, ponieważ sondaż pytał wyłącznie o zakaz handlu, a nie o licencjonowanie giełd, ochronę klientów, podatki, przeciwdziałanie oszustwom czy kompetencje KNF.
Ostrożności wymaga również traktowanie poszczególnych wartości jako precyzyjnego pomiaru opinii każdego elektoratu. W opublikowanej analizie nie podano liczebności poszczególnych podgrup ani błędów oszacowania odnoszących się do wyborców konkretnych bloków. Wielkość różnic pozwala mówić o wyraźnym kierunku politycznego podziału, nie daje jednak podstaw do nadmiernie dokładnych prognoz dotyczących zachowania elektoratów.
Kobiety częściej dopuszczają zakaz
Istotna różnica występuje również między kobietami i mężczyznami. Za zakazem handlu kryptowalutami opowiada się 29 proc. kobiet i 13 proc. mężczyzn, co oznacza różnicę 16 punktów procentowych. Przeciw zakazowi jest natomiast 41 proc. kobiet oraz 63 proc. mężczyzn, a odpowiedzi niezdecydowanej udziela odpowiednio 29 i 24 proc. badanych.
Na podstawie jednego pytania nie można stwierdzić, że kobiety generalnie odrzucają kryptowaluty, podobnie jak sprzeciwu wobec zakazu nie należy automatycznie utożsamiać z inwestowaniem w cyfrowe aktywa. Badanie nie pokazuje, ilu respondentów posiada kryptowaluty, jak oceniają ryzyko inwestycyjne ani jaki model nadzoru uznaliby za właściwy. Pozwala jedynie stwierdzić, że kobiety częściej niż mężczyźni dopuszczają najbardziej restrykcyjne rozwiązanie, a mężczyźni zdecydowanie częściej chcą zachowania legalnego handlu.
Źródłem tej różnicy mogą być odmienne doświadczenia inwestycyjne, poziom akceptacji ryzyka, wiedza o rynku albo sposób przedstawiania kryptowalut w debacie publicznej, lecz sondaż nie pozwala rozstrzygnąć, który z tych czynników ma największe znaczenie. Nie należy więc przedstawiać jego wyników jako pełnego pomiaru społecznego zaufania do kryptoaktywów. Jest to przede wszystkim badanie stosunku do propozycji całkowitego zakazu.
Polacy nie dają mandatu do zamknięcia rynku
Najważniejszy wniosek z badania jest jednoznaczny: koncepcja całkowitego zakazania handlu kryptowalutami nie ma poparcia większości społeczeństwa. Przeciwników zakazu jest blisko dwa i pół raza więcej niż jego zwolenników, a przewaga ta utrzymuje się zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn oraz w obu analizowanych blokach politycznych. Nawet w elektoracie koalicji rządzącej, który wykazuje największą rezerwę wobec kryptoaktywów, zwolennicy zakazu pozostają mniejszością.
Nie jest to jednak społeczny mandat do pozostawienia rynku bez nadzoru. Sprzeciw wobec całkowitego zakazu można łączyć z poparciem dla jasnych zasad licencyjnych, skuteczniejszej ochrony klientów, kontroli reklam obiecujących nierealistyczne zyski oraz przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu przestępczości. Sondaż nie pozwala rozstrzygnąć, jaki dokładnie zakres regulacji Polacy zaakceptowaliby, ale pokazuje granicę, której większość badanych nie chce przekraczać.
Wysoki odsetek niezdecydowanych powinien być potraktowany jako sygnał dla państwa, regulatorów i uczestników rynku, że debata o kryptoaktywach nadal prowadzona jest językiem zbyt technicznym albo nadmiernie politycznym. Obywatele potrzebują informacji pozwalających odróżnić kupowanie kryptowalut od prowadzenia giełdy, regulowanie rynku od jego zamykania oraz ochronę inwestorów od ograniczania konkurencji. Bez tego każda kolejna odsłona sporu o ustawę będzie wzmacniała emocje, ale niekoniecznie zwiększy społeczne zrozumienie problemu.
Polska potrzebuje regulacji, która pozwoli krajowym firmom działać w ramach wspólnego europejskiego rynku, a zarazem zapewni klientom przejrzyste zasady i możliwość dochodzenia swoich praw. Wyniki sondażu nie dają podstaw do rezygnacji z nadzoru nad kryptoaktywami, lecz wyraźnie wskazują, że całkowity zakaz nie może zastąpić dobrze zaprojektowanego prawa. Większość Polaków oczekuje zachowania dostępu do rynku, natomiast odpowiedzialnością państwa pozostaje stworzenie takich reguł, aby dostęp ten nie oznaczał pozostawienia obywateli bez ochrony.
Badanie IBRiS dla Radia ZET przeprowadzono metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo CATI w dniach 12–13 czerwca 2026 r. Wzięła w nim udział reprezentatywna ogólnopolska próba 1068 osób. Sondaż został zrealizowany bezpośrednio po kolejnej odmowie podpisania ustawy o rynku kryptoaktywów i przed zakończeniem okresu przejściowego przewidzianego w rozporządzeniu MiCA.
Sebastian Nizio



