Polacy uważają USA za partnera i sojusznika [Sondaż Politico]

Ponad połowa Hiszpanów uważa Stany Zjednoczone za zagrożenie dla Europy – wynika z badania „European Pulse” przeprowadzonego dla portalu Politico. Kontrastuje to z postawą Polaków, którzy uważają USA za partnera i sojusznika.
34 proc. Polaków uważa Stany Zjednoczone za partnera
.Według przeprowadzonego w marcu badania, 51 proc. Hiszpanów uważa Stany Zjednoczone za zagrożenie, a 16 proc. za rywala. Tylko 13 proc. widzi w USA partnera, a 17 proc. – bliskiego sojusznika. Ponadto 56 proc. Hiszpanów zdecydowanie nie popiera ataku USA i Izraela na Iran.
„Hiszpański premier Pedro Sanchez wyróżnia się jako główny krytyk prezydenta USA Donalda Trumpa w Europie oraz zdecydowany przeciwnik wojny w Iranie” – przypomniał Politico.
Również 46 proc. Włochów, 42 proc. Belgów, 37 proc. Francuzów oraz 30 proc. Niemców postrzega USA jako zagrożenie.
Spośród sześciu badanych krajów na końcu tego znaleźli się Polacy – tylko 13 proc. respondentów uznało USA za zagrożenie, podczas gdy 34 proc. uważa Stany Zjednoczone za partnera, a 24 proc. – za bliskiego sojusznika.
Badania European Pulse wskazują, kto najmniej ufa Stanom Zjednoczonym
.Hiszpańscy ankietowani wyrażają zdecydowane poparcie dla europejskiej autonomii, w tym dla niezależności energetycznej kontynentu na podstawie odnawialnych źródeł energii oraz rozwoju europejskich zdolności obronnych. Hiszpania jest również krajem, którego mieszkańcy wykazują największą gotowość do udziału w obronie innego państwa członkowskiego UE (89 proc.); dla porównania w Polsce taką gotowość wyraża 86 proc. ankietowanych.
Ponad połowa Hiszpanów sprzeciwia się za to przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej lub cywilnej. Na drugim końcu znajdują się Niemcy, gdzie ponad trzy czwarte ankietowanych wyraża się pozytywnie o tej idei. Również w Polsce poparcie dla niej jest wysokie – 70 proc.
Badanie zostało przeprowadzone przez ośrodek Cluster17 dla Politico i beBartlet w dniach 13-21 marca na reprezentatywnej próbie 6,7 tys. dorosłych obywateli z Belgii, Francji, Niemiec, Włoch, Polski i Hiszpanii po co najmniej 1000 respondentów z każdego z tych państw.
Sojusz białych orłów
.Nie próbujmy tworzyć NATO-bis bez Ameryki. Kluczem do bezpieczeństwa Polski i Europy są dobre relacje transatlantyckie – pisze Karol NAWROCKI
Mimo śniegu i mrozu Pete Hegseth nie zrezygnował z porannego biegu nad Wisłą. Później przyszedł czas na rozmowy z polskimi politykami i konferencję prasową. Amerykański sekretarz obrony nazwał Polskę „modelowym sojusznikiem”, gotowym inwestować nie tylko we własną, lecz również we wspólną obronę. W ciepłych słowach Hegseth mówił też o Wojsku Polskim. „Nie ma lepszego przyjaciela i trudniejszego wroga niż polski żołnierz” – przekonywał w czasie lutowej wizyty w naszym kraju. Tę wysoką ocenę umocniły z pewnością doświadczenia ostatnich lat – wspólnej służby Amerykanów i Polaków w Iraku czy Afganistanie oraz gościnności, z jaką spotyka się ok. 10 tysięcy stacjonujących dziś u nas żołnierzy US Army. Polsko-amerykańskie braterstwo broni ma jednak znacznie dłuższą historię.
„Przybyłem tu, gdzie broni się wolności, aby jej służyć i dla niej żyć lub umrzeć” – pisał do Jerzego Waszyngtona Kazimierz Pułaski. Był rok 1777, trzeci rok wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Pułaski, w rodzinnej Polsce zasłużony w walkach z Rosjanami, za oceanem do dziś jest znany jako „ojciec amerykańskiej kawalerii”. W bitwie pod Brandywine uratował życie Waszyngtonowi. Dwa lata później został śmiertelnie ranny pod Savannah. Jest jednym z nielicznych cudzoziemców wyróżnionych honorowym obywatelstwem USA.
W tamtej wojnie odznaczył się jeszcze jeden Polak – Tadeusz Kościuszko. Jego prace fortyfikacyjne walnie przyczyniły się do amerykańskiego zwycięstwa nad Brytyjczykami w bitwie pod Saratogą. „Jest najczystszym synem wolności, jakiego poznałem” – pisał o nim późniejszy prezydent USA Thomas Jefferson. W imię tych samych ideałów Kościuszko walczył też na ojczystej ziemi przeciwko Rosji i Prusom. Tym razem, mimo początkowych sukcesów, musiał ulec przewadze wrogów. Polska na długie dziesięciolecia zniknęła wtedy z mapy Europy, podzielona między ościenne mocarstwa.
Nadzieję na wolność przyniósł nam wybuch I wojny światowej. O sprawę polską skutecznie zabiegał wówczas w USA Ignacy Jan Paderewski. Ten sławny pianista, występujący między innymi w nowojorskiej Carnegie Hall, dotarł do samego prezydenta Thomasa Woodrowa Wilsona. W styczniu 1917 roku Wilson oświadczył w Senacie, że powinna powstać „zjednoczona, niepodległa i sama stanowiąca swe prawa Polska”. Postulat ten powtórzył i skonkretyzował rok później w słynnych Czternastu Punktach, czyli prezydenckiej wizji nowego, sprawiedliwszego świata.
Plan Wilsona znalazł wkrótce odbicie w zapisach traktatu wersalskiego, kończącego Wielką Wojnę. Jednak Polska świeżo odzyskaną niepodległość musiała jeszcze obronić. Największe zagrożenie nadchodziło ze wschodu. Stanowiła je bolszewicka Rosja, pragnąca „przez trupa białej Polski” ponieść światu swą krwawą rewolucję. Gdy latem 1920 roku Armia Czerwona podeszła pod Warszawę i Lwów, los młodego państwa zawisł na włosku. W tych dramatycznych chwilach bezcenne było każde wsparcie – także to zza oceanu. W latach 1917–1919 ponad 20 tysięcy amerykańskich ochotników polskiego pochodzenia zasiliło Armię Polską we Francji, znaną też jako Błękitna Armia lub Armia Hallera. Po I wojnie światowej hallerczycy zostali przerzuceni do Polski i w walkach z bolszewikami odegrali ważną rolę. Piękną kartę w tych zmaganiach zapisała też 7. eskadra myśliwska im. Tadeusza Kościuszki, złożona częściowo z amerykańskich ochotników. Najsłynniejszy z nich jest niewątpliwie Merian C. Cooper, późniejszy współtwórca hollywoodzkiego King Konga i laureat honorowego Oscara. „Dobrze było walczyć za Polskę!” – wyznał pod koniec życia.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karol-nawrocki-sojusz-bialych-orlow/
PAP/MB





