„Referendum w Islandii porażką UE”

Wynik referendum na Islandii, w którym Islandczycy sprzeciwili się wznowieniu negocjacji z UE, jest zdaniem niemieckiej prasy porażką islandzkiego rządu, ale i całej Unii Europejskiej. Komentatorzy nie są zgodni, czy takie decyzje powinien podejmować naród, czy raczej dysponujący fachową wiedzą politycy.
„Referendum w Islandii porażką UE”
„Brytyjskie referendum dotyczące UE było największym politycznym błędem popełnionym przez rząd państwa europejskiego w minionym dziesięcioleciu. Skutki głosowania nad Brexitem w 2016 r. były dalekosiężne i negatywne, zarówno gospodarczo, jak i społecznie. Brexit stał się tak odstraszającym przykładem, że wydawało się, iż żaden inny rząd nie będzie aż tak naiwny, żeby obciążać obywateli tak kompleksową decyzją. Czyż nie?” – czytamy w dniu 31 sierpnia 2026 r. w „Sueddeutsche Zeitung”.
„A jednak islandzki rząd tak właśnie postąpił” – kontynuuje komentator gazety Michael Neudecker. Pytanie postawione w referendum i sytuacja wyjściowa były co prawda inne niż w przypadku Wielkiej Brytanii, jednak w Islandii też chodziło o akceptację lub odrzucenie UE. Wynik był zbliżony do głosowania nad Brexitem – 53 proc. przeciwko i 47 proc. za.
„Wynik głosowania jest porażką nie tylko islandzkiego rządu z premier Kristrun Frostadottir, lecz także całej Unii Europejskiej w odległej Brukseli” – pisze komentator. Szef rządu opowiadała się za rozmowami z UE ze względu na bezpieczeństwo kraju oraz wspólną walutę euro. Jednak Islandczykom powodzi się dobrze, są członkami NATO i mają dostęp do unijnego rynku wewnętrznego. „Komu się dobrze powodzi, ten nie widzi powodu, żeby cokolwiek zmieniać” – ocenił autor.
Zdaniem „SZ” odpowiedzialność za decyzję o rozpoczęciu rozmów z UE muszą wziąć na siebie politycy – pani premier i rząd. Przerzucanie tej odpowiedzialności na naród jest „opacznie pojmowaną demokracją” – pisze w konkluzji komentator „Sueddeutsche Zeitung”.
Spór o rolę referendum
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” przyznaje, że decyzja o przystąpieniu do UE dla kraju, który chce chronić swoje rybołówstwo i rolnictwo, była „trudna, wymagająca wyważenia argumentów”. „Oddanie decyzji w ręce narodu jest w ustroju demokratycznym słusznym wyjściem, które powinno zostać zaakceptowane, zarówno w Rejkiawiku, jak i w Brukseli” – pisze komentator.
Europejska integracja przestała być, niemal 70 lat po podpisaniu traktatów rzymskich, gwarancją sukcesu. Nigdy jeszcze siły sceptyczne wobec Europy nie były tak silne jak dzisiaj – w Parlamencie Europejskim i w krajach członkowskich. „W tym sensie wynik referendum w Islandii pasuje do tej sytuacji” – ocenił komentator „FAZ”.
Gazeta przypomniała, że w niemieckim landzie Saksonii-Anhalcie w dniu 6 września 2026 r. odbędą się wybory do lokalnego parlamentu. Prowadząca w sondażach z wynikiem ok. 40 proc. partia (AfD) domaga się rezygnacji z euro, wyjścia z obszaru Schengen i likwidacji UE w obecnym kształcie.
Komentator zwraca uwagę na różnicę między sytuacją w Islandii i w Niemczech. „AfD chodzi nie o zachowanie status quo lecz o zniszczenie filarów systemu, który zapewnił Niemcom bezprecedensowy w historii okres dobrobytu i pokoju” – czytamy w „FAZ”.
Islandia stawia na niezależność
„UE nie powinna traktować odprawy ze strony Islandii jak osobistego afrontu. Mieszkańcy Islandii kochają swoją niepodległość, a umowa z UE i tak już istnieje” – pisze Anne Diekhoff w „Tageszeitung” (TAZ).
Zwolennicy podjęcia rozmów z UE tłumaczą porażkę kampanią przeciwników posługujących się dużymi funduszami i nieuczciwymi metodami – czytamy w „TAZ”. Donatorami było kilku najbogatszych przedsiębiorców, którzy uważają, że interesy prowadzone poza Unią przynoszą im większe zyski.
Komentator zastrzega, że UE „nie powinna oceniać swojej atrakcyjności na podstawie negatywnej decyzji Islandii”. „Islandia jest krajem kochającym niezależność, który jest już beneficjentem unijnego rynku wewnętrznego. Decyzja zapadła w komfortowej sytuacji – wszystko pozostaje tak piękne, jak było dotychczas” – pisze komentator „TAZ”.
Bruksela powinna poprawić komunikację
Jej zdaniem porażka w referendum powinna zmotywować Brukselę do pracy nad własną strategią PR. „Nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której ciągle jeszcze można tak łatwo, za pomocą nieprawdziwych informacji o UE, skłonić ludzi do jej odrzucenia” – czytamy w konkluzji komentarza w „TAZ”. W referendum z 30 sierpnia 2026 r. 52,8 proc. Islandczyków wypowiedziało się przeciwko wznowieniu rozmów z UE na temat członkostwa we Wspólnocie, a za – 47,2 proc.
PAP/MJ





