Skąd taki wzrost AfD? [Steffen MAU]

Ogólny pesymizm co do przyszłości bardziej niż materialny niedostatek wzmacnia prawicową AfD; żywi się ona nie samym upadkiem, a strachem przed nim – ocenił socjolog Steffen Mau we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dobrobyt może stać się dla wyborców ważniejszy niż wolność – ostrzegł.
Skąd taki wzrost AfD?
Steffen Mau wypowiedział się w opublikowanym 1 lipca 2026 r. wywiadzie poświęconym m.in. zapowiadanym przez rząd reformom w sprawie podatków, emerytur i ochrony zdrowia. Sondaże pokazują, że Niemcy nie czują się gotowi na większość planowanych zmian. Steffen Mau podkreślił, że wszyscy zdają sobie sprawę z końca okresu wzrostu i rosnących wpływów podatkowych, ale w takiej sytuacji ludzie stają się raczej strażnikami swojego stanu posiadania.
– W świecie zachodnim powiększają się nierówności majątkowe wśród młodych ludzi. Nie każdy jest już w stanie budować majątek. W sondażach widzimy wielki pesymizm – wskazał.
Steffen Mau wyjaśnił, że przed laty niemieckie społeczeństwo bogaciło się, a wielu ludzi awansowało społecznie. – Przychodzili ludzie z najprostszych środowisk i nagle mogli studiować. Dziś większość studentów sama ma rodziców z klasy średniej. Dzieciom nie wiedzie się już coraz lepiej, jak niegdyś ich rodzicom – zaznaczył. To, zdaniem socjologa, przekłada się na niskie przekonanie w społeczeństwach zachodnich, że następnemu pokoleniu będzie się żyło lepiej. W Niemczech uważa tak tylko 8 proc. mieszkańców.
AfD żywi się nie samym upadkiem, lecz strachem przed nim – Steffen MAU
W ocenie Steffena Maua to moment, w którym ludzie stają się podatni na populizm. – Socjologia wie już dziś, że największej roli nie odgrywają nawet własne oczekiwania ekonomiczne, lecz oczekiwania dotyczące społeczeństwa. Ogólny pesymizm co do przyszłości zdaje się wzmacniać AfD bardziej niż materialny niedostatek jednostek. AfD żywi się nie samym upadkiem, lecz strachem przed nim – powiedział.
Socjolog podkreślił, że wcześniej sądzono, iż społeczeństwa liberalne są lepsze i sprawiają wrażenie bardziej dynamicznych, konkurencyjnych i przynoszących większe korzyści gospodarcze. – Dziś jednak większe tempo wzrostu widzimy gdzie indziej, różnica między społeczeństwami autorytarnymi a liberalnymi maleje – zaznaczył.
Chiny pokazują, że dla ludzi dobrobyt może być ważniejszy niż wolność
Jako przykład podał Chiny, które określił jako „gospodarkę rynkową połączoną z systemem autorytarnym”, zdolnym realizować wielkie projekty, jakich państwa zachodnie nie są już w stanie tak po prostu doprowadzić do skutku. – Wyobraźmy sobie teraz jeszcze, że Chiny pewnego dnia zaoferują swojej ludności więcej bogactwa niż my. Być może ludzie zrezygnują wtedy z wolności i demokratycznego współdecydowania na rzecz lepszego życia pod względem gospodarczym. Wtedy dobrobyt stanie się być może ważniejszy niż wolność – powiedział Steffen Mau.
Podobny mechanizm socjolog dostrzegł w krajach takich jak Arabia Saudyjska, gdzie – jak wskazał – obowiązuje swego rodzaju pakt z autorytarną władzą. System obiecuje obywatelom dobrobyt i bezpieczeństwo, a oni w zamian godzą się na ograniczenie im praw i wolności. – Dla nas to jeszcze nie do pomyślenia, ale wiele społeczeństw właśnie tak funkcjonuje – podkreślił Steffen Mau.
Rekordowo niskie poparcie dla kanclerza Friedricha Merza
Jak zauważył, gdy powstaje wrażenie, że polityka sobie nie radzi, słabnie gotowość obywateli do współdziałania. Planowane reformy rządu Friedricha Merza nie przekładają się na poparcie dla partii rządzących. Notowania kanclerza, który jest twarzą zmian, od miesięcy utrzymują się na niskim poziomie. Jednocześnie rośnie niezadowolenie z pracy rządu i jego szefa, co – jak oceniają eksperci – wykorzystuje przede wszystkim AfD jako najsilniejsza partia opozycyjna. Notuje ona kolejne rekordy popularności. W ostatnich sondażach uzyskała poparcie na poziomie około 30 proc., zdecydowanie wyprzedzając chadecki blok CDU/CSU.
We wrześniu 2026 r. odbędą się wybory do parlamentów Berlina, Saksonii-Anhaltu i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W dwóch ostatnich landach poparcie dla AfD sięga obecnie około 40 proc., co daje partii szansę na historyczny wynik.
PAP/Iwona Weidmann/MJ



