Średniowieczna bulla papieska znaleziona w woj. zachodniopomorskim

Sredniowieczna ołowiana bulla papieska została odkryta w pobliżu Wysokiej Kamieńskiej (woj. zachodniopomorskie) – poinformował dyr. Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej Grzegorz Kurka. To trzecia bulla, która w ostatnich latach trafiła do muzeum, druga w ciągu roku.

Niespodziewane odkrycie archeologiczne

.Członkowie Stowarzyszenie im. św. Korduli przeszukując teren w pobliżu torów kolejowych przy drodze nr 108, w pobliżu Wysokiej Kamieńskiej, natrafili na fragment średniowiecznej bulli papieskiej.

„Bardziej byliśmy nastawieni na znalezienie rzeczy militarnych. W tym rejonie wiodła droga ucieczki Niemców na Wolin, a skąd wzięła się niedaleko tej drogi bulla, tego nie wiemy. Może została np. nawieziona z ziemią z innego terenu, np. podczas budowy nowej nawierzchni drogi lub została zagubiona” – powiedział prezes Stowarzyszenia im. św. Korduli Jacek Ukowski, znalazca bulli.

Jedna z hipotez zakłada też, że bulla została zniszczona w drodze do adresata i porzucona przy skraju drogi. Droga znajduje się w odległości jedenastu kilometrów od Golczewa, gdzie w XIV w. na zamku rezydowali biskupi kamieńscy (Schloss Gülzow). Zamek był w posiadaniu biskupów od 1304 roku (czyli od końca pontyfikatu Benedykta XI) i kapituły kamieńskiej.

Jak przekazał dyr. Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej Grzegorz Kurka, na awersie bulli znajduje się napis uncjalny: w pierwszy rzędzie „…NE” i poniżej „…US” (imię papieża jest niekompletne).

„Pierwotnie poniżej imienia umieszczony był skrót tytułu PP (Pastor Pastorum) i cyfra rzymska z kolejnym imieniem papieża. Na tej podstawie, czyli niepełnej zachowanej inskrypcji, trudno ją przypisać do konkretnego biskupa Rzymu” – przekazał Kurka.

Jak dodał, zachowane litery i ikonografia mogą być przyporządkowane taki papieżom, jak: Benedykt XI (1303-1304), Klemens V (1305-1314), Benedykt XII (1334-1342), Klemens VI (1342-1352), czyli bullę można datować pomiędzy 1303 a 1352 rokiem.

Kolejna bulla papieska odkryta na terenie Polski

.Znaleziona w okolicy Wysokiej Kamieńskiej bulla jest trzecią znalezioną w ostatnim czasie na terenie woj. zachodniopomorskiego. Pierwszą ołowianą pieczęć bulli z czasów tzw. niewoli awiniońskiej papieża Benedykta XII (1334-1342) odkryto w 2020 r. na polu w okolicy Kamienia Pomorskiego.

Kolejną bullę odkryto pod koniec lutego 2023 r. w trakcie prowadzonych prac archeologicznych przy ulicy Wilków Morskich w Kamieniu Pomorskim.

„Na terenie kraju odkryto tylko kilkanaście tego typu zabytków i uchodzą one za wyjątkowe. Pan Jacek jest jedyną osobą w Polsce, któremu udało się dwukrotnie odkryć papieskie bulle i to w okresie jednego roku” – podkreślił Kurka.

Bulle odkryto m.in. w Gdańsku na terenie Starego Miasta, Kołbaczu na terenie opactwa, Krakowie na Wawelu, Poznaniu na Ostrowie Tumskim, Grodnie na zamku, Wrocławiu na Nowym Targu, w Grzybowie pod Kołobrzegiem i w Mierzynie koło Piotrkowa.

Odkrywanie i pielęgnowanie pozostałości ludzkiej historii

.Michał Kłosowski, zastępca redaktora naczelnego Wszystko co Najważniejsze wspomina, że kiedy pierwszy raz jechał na wykopaliska archeologiczne, zastanawiał się, co tak właściwie będę tam robił. W głowie miał filmy z Indianą Jonesem, pełne akcji i emocji, walki dobra ze złem; zdjęcia Howarda Cartera czy Kazimierza Michałowskiego, stojących w dość – owszem – eleganckich koszulach, jednak pośród tłumu brudnych od ziemi mieszkańców Egiptu z łopatami, a nie pistoletami w dłoniach, na tle czegoś, co na pierwszy rzut oka mogło się wydawać zwykłymi dziurami w ziemi. Raz po raz tylko wystawały z nich jakieś elementy, kształty raczej, zazwyczaj trudne do odszyfrowania. Czas i piasek pustyni odcisnął już na nich swój nieuchronny znak.

„W rzeczywistości zdjęcia tych dwóch wielkich archeologów pokazywały świat bardziej realny niż niejedna z najnowszych zdobyczy dzisiejszych kinematografii czy technologii. Bo o ile dziury w ziemi mogą okazać się kolebkami naszej cywilizacji, o tyle walka ze złem objawia się raczej w obszarze ochrony dziedzictwa kulturalnego przed barbarzyńcami za pomocą żmudnej i mozolnej pracy konserwatorskiej, intensywnej pracy na forum UNESCO – niż w entourage’u wybuchów i strzałów, pogoni i krzyków” – zaznacza autor artykułu.

Jednak nie oznacza to, że praca archeologa pozbawiona jest emocji i radości. Wręcz przeciwnie, odkrywanie i pielęgnowanie pozostałości ludzkiej historii ma w dzisiejszych czasach więcej sensu, niż może się wydawać i niż było to kiedykolwiek wcześniej.

Co więcej, wielkie cywilizacje lubią słońce i nic na to nie poradzimy. Takie jest odwieczne prawo historii albo natury. I może w tym właśnie rzecz. Ta energia, która pozwala przeżyć trudy każdego dnia, jest odpowiedzią na pytanie: po co? Energia, która towarzyszyła wielkim wydarzeniom i postaciom, które zmieniały bieg dziejów, odciskały swoją stopę na ziemiach Żyznego Półksiężyca czy Lewantu.

„Bo ostatecznie to tego właśnie się zawsze szuka – oznak sensu, okruchów celu i przebłysków dążenia do czegoś więcej, nawet jeśli miałoby być to po prostu antyczne bogactwo w postaci monet czy kolejna piramida. Każda prosta linia kamieni z epoki brązu czy żelaza świadczy przecież o jakimś przebłysku myśli i celu. Biorąc to pod uwagę, nie powinno dziwić, że archeologia swoje triumfy święci w Polsce, kraju skazanym na wieczną tymczasowość, zawieszonym w historii ostatnich dwustu lat ciągle „pomiędzy”, ciągle z potrzebą odbudowy i koniecznością poszukiwania sensu” – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Bo polscy archeolodzy to ekstraklasa światowa. Jeśli ktoś ma przenieść jedną z największych egipskich świątyń, zachowując jej oryginalny charakter i kształt, a jednocześnie ochronić ją przed wiecznym zalaniem, to będą to Polacy. To przecież wypisz wymaluj historia prac Kazimierza Michałowskiego w Abu Simbel, archeologa, który był uczniem wybitnego lwowskiego logika Kazimierza Twardowskiego, twórcy szkoły lwowsko-warszawskiej.

Jeśli ktoś ma dostać się do najdalszych zakątków i najgłębszych zakamarków ludzkiej cywilizacji w górach Ałtaju, to także będą to Polacy. I jeśli ktoś ma starać się zrozumieć logikę w krwiobiegu środkowoamerykańskiej puszczy, karczowanej przed wiekami przez starożytnych Majów, to znowu – Polacy. W opinii autora, żaden inny naród nie ma tyle samozaparcia w tym, aby starać się w historii, wymagającym terenie, w poszukiwaniu wiadomości o umarłych postaciach i przeszłych wydarzeniach – odkrywać sens.

„My wiemy, że zimne poznawanie historii innych jest łatwe. Mozolna odbudowa z ruin, nadawanie sensu kształtom kamieni i drewnianym drzazgom to jednak coś innego, coś, co wymaga zrozumienia. Nawet jeśli to tylko kilkadziesiąt kilometrów od Poznania, gdzie wśród bagien szuka się prakolebki własnego państwa w okresie, kiedy świat znów zaczynał dotykać ogień wojny. Bo zawsze tyle tylko pozostawało. Jedni przychodzili po to, aby po chwili odejść, zostawiając za sobą morze zgliszczy. A po tamtych inni, następni. I tak ciągle, przez stulecia. Nasza Troja płonęła wiele więcej razy” – dodaje dziennikarz.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 marca 2024