Trzy problemy Ameryki z Europą [J.D.VANCE]

To nie jest tak, że nie szanujemy naszych sojuszników, ale Europejczycy robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie – powiedział 17 lutego 2026 r. w telewizji Fox News wiceprezydent USA J.D. Vance. Odniósł się do przemówienia sekretarza stanu USA Marco Rubio na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, które publikowaliśmy na „Wszystko co Najważniejsze” [LINK]. I wyliczył trzy problemy Ameryki z Europą.
J.D. Vance złym policjantem, Marco Rubio dobrym
Wiceprezydent J.D. Vance przypomniał swoje wystąpienie rok wcześniej na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa [które także publikowaliśmy we „Wszystko co Najważniejsze”: [LINK]. – Cóż, słyszałem, jak ktoś powiedział, że ja byłem złym policjantem, by Marco mógł być dobrym policjantem – zażartował.
– Miał wspaniałe wystąpienie. Zwrócił uwagę na coś bardzo ważnego, o czym Europejczycy w dużej mierze zapomnieli, czyli na to, dlaczego prezydent, Marco albo ja mówimy o granicach, o wydawaniu więcej na ich własne bezpieczeństwo, o tym, by stali się znów tętniącą życiem gospodarką: chcemy, by Europa się rozwijała i odnosiła sukcesy – dodał J.D. Vance.
Trzy problemy Ameryki z Europą
„Problem, jaki mamy z Europą, nie polega na tym, że nie lubimy Europy, mimo tego, że tak twierdzą europejskie media. Nie polega na tym, że nie szanujemy naszych sojuszników. Lecz na tym, że robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie. I chcielibyśmy, żeby to się skończyło” – powiedział wiceprezydent USA. Jednocześnie J.D. Vance podkreślił: „Chcemy, by byli sojusznikiem w pełnym znaczeniu tego słowa”.
Trzy problemy Ameryki z Europą są dosyć łatwe do zdefiniowania.
Po pierwsze, jak powiedział wiceprezydent USA, „chcieliśmy, by Europa wydawała więcej na własne bezpieczeństwo. I to się dzieje”.
Po drugie, tu z kolei J.D. Vance przypomniał zdanie prezydenta Donalda Trumpa, który powiedział, że chciałby, aby Europa w większej mierze kontrolowała swoje granice, by zachowała swoją spójność cywilizacyjną. „I to się trochę dzieje”.
Po trzecie, także przypominając zdanie prezydenta Donalda Trumpa, chciałby, aby Europa traktowała wolność słowa poważniej. I to też trochę się dzieje – wyliczał J.D. Vance w Fox News.
J.D. VANCE: „Europa musi odegrać większą rolę w kształtowaniu swojej przyszłości”
„Zagrożeniem, które budzi mój największy niepokój w odniesieniu do Europy, nie jest Rosja, nie są Chiny ani nie jest żaden inny zewnętrzny gracz. Najbardziej obawiam się zagrożenia wewnętrznego – odwrotu Europy od jej fundamentalnych wartości, które dzieli ona ze Stanami Zjednoczonymi. Uderzyło mnie, gdy były europejski komisarz niedawno wystąpił w telewizji i z wyraźnym zadowoleniem mówił o tym, że w Rumunii unieważniono wybory. Ostrzegł, że jeśli sprawy nie potoczą się zgodnie z planem, dokładnie to samo może wydarzyć się w Niemczech” – mówił J.D.Vance w Monachium [LINK].
„Takie beztroskie wypowiedzi są szokujące. Przez lata słyszeliśmy, że wszystko, co finansujemy i wspieramy, robimy w imię wspólnych wartości demokratycznych. Mówiono, że wszystko, od naszej polityki wobec Ukrainy po cenzurę cyfrową, jest obroną demokracji. Jednak gdy widzimy, jak europejskie sądy unieważniają wybory, a wysokiej rangi urzędnicy grożą unieważnieniem kolejnych, musimy zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście stosujemy wobec siebie odpowiednio wysokie standardy. I mówię „o nas”, ponieważ głęboko wierzę, że gramy w jednej drużynie.
Musimy robić więcej, niż tylko mówić o wartościach demokratycznych. Musimy nimi żyć – i to teraz. W żywej pamięci wielu z Was zimna wojna ustawiła obrońców demokracji naprzeciw tyrańskich sił na tym kontynencie. Pomyślcie, po której stronie stały reżimy, które cenzurowały dysydentów, zamykały kościoły i unieważniały wybory. Czy były po stronie dobra? Z pewnością nie i, dzięki Bogu, przegrały. Przegrały zimną wojnę, bo nie ceniły ani nie szanowały niezwykłych darów wolności – wolności do zaskakiwania, popełniania błędów, tworzenia, budowania.
Okazuje się, że nie da się nakazać innowacyjności ani kreatywności – dokładnie tak samo, jak nie można zmusić ludzi do myślenia, odczuwania czy wiary w coś określonego. Wierzymy, że te kwestie są ze sobą głęboko powiązane. Niestety, patrząc na dzisiejszą Europę, czasem trudno powiedzieć, co stało się z niektórymi zwycięzcami zimnej wojny. Spoglądam pod tym kątem na Brukselę, gdzie komisarz Komisji Europejskiej ostrzegł obywateli, że Unia Europejska zamierza wyłączać media społecznościowe w czasach niepokojów społecznych.
Patrzę pod tym kątem na Niemcy, gdzie policja przeprowadzała naloty na obywateli podejrzanych o publikowanie rzekomo antyfeministycznych komentarzy w internecie w ramach „dnia działań przeciwko mizoginii w sieci”. Spoglądam na Szwecję, gdzie dwa tygodnie temu skazano chrześcijańskiego aktywistę za udział w paleniu Koranu, podobne wydarzenie doprowadziło do zamordowania innego takiego aktywisty. Co więcej, sędzia w tej sprawie chłodno zauważył, że szwedzkie przepisy, które rzekomo mają chronić wolność słowa, w rzeczywistości nie pozwalają na „mówienie lub robienie czegokolwiek, co mogłoby obrazić grupę wyznającą dane przekonania”. I co być może najbardziej niepokojące, spoglądam pod tym kątem na naszych przyjaciół w Wielkiej Brytanii, gdzie odwrót od prawa do wolności sumienia stawia podstawowe swobody Brytyjczyków, zwłaszcza religijne, w centrum ataku.
Nieco ponad dwa lata temu w Wielkiej Brytanii oskarżono Adama Smitha Connora, 51-letniego fizjoterapeutę i weterana wojskowego, o „ohydne przestępstwo” stania 50 metrów od kliniki aborcyjnej i cichej modlitwy za trzy osoby – nie przeszkadzał nikomu, nie wchodził z nikim w interakcję, po prostu cicho się modlił. Po tym, jak brytyjskie organy ścigania zauważyły go i zażądały informacji, w jakiej intencji się modli, Adam odpowiedział, że modli się za nienarodzonego syna, którego on i jego była dziewczyna usunęli lata wcześniej. Policjanci nie okazali współczucia. Adam został uznany za winnego złamania nowego prawa o strefach buforowych, które kryminalizuje cichą modlitwę i inne działania mogące wpłynąć na decyzję osoby znajdującej się w promieniu 200 metrów od kliniki aborcyjnej. W konsekwencji został skazany na pokrycie kosztów sądowych, liczonych w tysiącach funtów.
Chciałbym móc powiedzieć, że to był jednorazowy przypadek – absurdalny przykład źle napisanego prawa wykorzystanego przeciwko jednej osobie. Ale niestety tak nie jest. Zaledwie kilka miesięcy temu, w październiku 2024 roku, szkocki rząd zaczął rozsyłać listy do obywateli mieszkających w tzw. strefach bezpiecznego dostępu, ostrzegając ich, że nawet prywatna modlitwa we własnym domu może zostać uznana za złamanie prawa. Rząd oczywiście zachęcał odbiorców listów do zgłaszania każdego współobywatela podejrzanego o „przestępstwo myślozbrodni”. Obawiam się, że w Wielkiej Brytanii i w całej Europie wolność słowa jest w odwrocie.
W imię uczciwości, moi Przyjaciele, ale także w imię prawdy przyznaję, że czasem najdonośniejsze głosy nawołujące do cenzury nie pochodziły z Europy, lecz z mojego własnego kraju. To właśnie poprzednia administracja naciskała i zastraszała firmy technologiczne, by cenzurowały tzw. „dezinformację” – jak choćby teorię, że koronawirus najprawdopodobniej wyciekł z laboratorium w Chinach. Nasz własny rząd zachęcał prywatne firmy do uciszania ludzi za mówienie tego, co okazało się oczywistą prawdą”.
CAŁY TEKST WYSTĄPIENIA J.D.VANCE Z MONACHIUM: [LINK]
Natalia Dziurdzińska/PAP/AJ








