Viktor Orban przegra wybory na Węgrzech? Najnowszy sondaż

Opozycyjna partia TISZA ma 20-procentową przewagę nad Fideszem premiera Węgier Viktora Orbana – wynika z opublikowanego w środę sondażu pracowni Median. Kierowane przez Petera Magyara najważniejsze ugrupowanie opozycyjne uzyskało w badaniu 55 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców. Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się w kwietniu.
Wybory parlamentarne na Węgrzech
.Wśród ogółu wyborców TISZA cieszy się obecnie 42-procentowym poparciem, przy 31 proc. Fideszu. W kategorii zdecydowanych wyborców ugrupowanie Magyara uzyskało natomiast 55 proc., a partia Orbana – 35 proc. głosów ankietowanych – wynika z badania zleconego przez tygodnik „HVG”.
W porównaniu z poprzednim, przeprowadzonym przed miesiącem, sondażem firmy Median, TISZA zwiększyła o 2 proc. swoje poparcie wśród wszystkich wyborców, przy 2-procentowej stracie Fideszu, oraz powiększyła o 4 proc. poparcie wśród pewnych wyborców, przy 4-procentowym spadku partii Orbana.
W najnowszym przedwyborczym sondażu tylko skrajnie prawicowe ugrupowanie Mi Hazank (Ruch Naszej Ojczyzny) uzyskało poparcie gwarantujące wejście do parlamentu: 5 proc. wśród wszystkich wyborców i 6 proc. wśród zdecydowanych wyborców. Próg wyborczy na Węgrzech wynosi w przypadku partii 5 proc.
Badanie wykazało również większą pewność co do uczestnictwa w wyborach osób deklarujących poparcie dla partii TISZA. 97 proc. jej zwolenników jest pewnych, że pójdzie do urn. W przypadku wyborców Fideszu wskaźnik ten wyniósł 85 proc. Firma Median zbadała również stosunek wyborców do rozpoczętej oficjalnie w sobotę kampanii. 74 proc. wyborców oceniło, że jest ona „ostrzejsza niż kiedykolwiek”.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Węgrzy wybiorą 199 deputowanych do jednoizbowego Zgromadzenia Narodowego (Orszaggyules), z których 106 uzyska mandat w jednomandatowych okręgach, a pozostałych 93 zostanie wybranych z ogólnokrajowych list partyjnych. Kadencja parlamentarzystów trwa cztery lata.
Wybudzanie pacjenta znanego jako V4
.Rosyjska agresja na Ukrainę postawiła V4 przed zasadniczym problemem. Oznaczała powrót geopolitycznego postrzegania świata na osi Zachód – Wschód i wywołała wśród elit i społeczeństw znacznie większą potrzebę określenia się na tej osi – pisze Maciej RUCZAJ w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Wybudzanie pacjenta znanego jako V4„.
Przez kilka ostatnich lat autor tego tekstu, odpowiadając na pytania dotyczące stanu współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej (V4), mówił, że znajduje się ona w stanie sztucznego uśpienia. Oddycha jeszcze, ale nic więcej. Następnie dodawał, że jest to stan poważny, ale tymczasowy, nie oznacza śmierci i daje możliwość powrotu. Jednak tych, którzy podobnie jak zmarły w ubiegłym tygodniu czeski prymas Dominik Duka, nadal wierzyli w sens budowania wspólnoty na fundamencie wspólnego dziedzictwa Europy Środkowej, było coraz mniej.
I nagle – temat powrócił. Już nie tylko jako worek treningowy dla zagorzałych liberalnych przeciwników formatu, którzy niezależnie od okoliczności uważają Grupę za symbol zacofania i geopolitycznej reorientacji na Wschód.
Dzisiaj znaczenie V4 podkreśla w swojej deklaracji programowej powstający w Czechach nowy rząd Andreja Babiša. Atmosferę „nowego początku”, nie tylko w stosunkach wzajemnych, ale także regionalnych, można było odczuć w Pradze podczas krótkiej wizyty prezydenta Słowacji Petera Pellegriniego w pierwszych dniach listopada. O intensyfikacji współpracy pozytywnie mówiono również w zeszłym tygodniu w Bratysławie, gdzie z Pellegrinim spotkał się prezydent Karol Nawrocki. Ogłosił on, że chce wzmocnić aktywność Polski w regionie, zaniedbaną przez rząd Donalda Tuska. W związku z tym 24 listopada odwiedzi Pragę, a następnie uda się na Węgry na szczyt prezydentów Grupy. Czy to oznacza, że rozpoczęło się wybudzanie pacjenta znanego jako V4?
Współpraca trzech (a po rozpadzie Czechosłowacji czterech) krajów w obszarze „między Niemcami a byłym Związkiem Sowieckim” od początku była podatna na wahania związane ze zmianami rządów w poszczególnych państwach. Zwłaszcza w momencie, gdy osiągnęła swoje pierwotne wspólne cele, co do których panowała zgoda wśród elit politycznych – likwidacja dziedzictwa RWPG i Układu Warszawskiego, a następnie przystąpienie do NATO i UE.
Cykle polityczne w stolicach nad Wisłą, Dunajem i Wełtawą jak na złość nie chciały się zsynchronizować. Kiedy Babiš, Fico i Orbán próbowali zablokować w 2015 r. „kwoty migracyjne”, środkowoeuropejską jedność złamała premier Ewa Kopacz. Kiedy po 2016 r. konserwatywne rządy w Warszawie i Budapeszcie chciały zacieśniać współpracę regionalną, Czechy i Słowacja patrzyły na te wysiłki z nieufnością, nie chcąc dzielić z nimi losu „trędowatych” polityki europejskiej. Ostatnio idea „reaktywacji Wyszehradu” pojawiała się w wypowiedziach słowackich polityków po powrocie do władzy Roberta Ficy jesienią 2023 roku. Entuzjazm Bratysławy szybko schłodziła rzeczywistość w postaci braku zainteresowania ze strony Pragi i Warszawy, a przede wszystkim napięcia między Warszawą a Budapesztem, które po objęciu stanowiska przez Donalda Tuska przerodziło się w otwarty konflikt.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-ruczaj-v4-wyszehrad-powraca/
PAP/ Jakub Bawołek/ LW



