We Francji gastronomia wciąż jest nierozerwalnie związana z władzą [Jonathan SIKSOU]

Jonathan Siksou jest francuskim pisarzem, autorem książki „Triompher en festins. Une histoire de France en vingt repas”. W wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” zwraca uwagę na znaczenie, jakie w historii francuskiej polityki odgrywała gastronomia.
.„Militarnej lub politycznej potędze ludzi zawsze towarzyszyła uczta. Ta demonstracyjna hojność fascynowała od starożytności po XIX wiek. (…) Tym bardziej że w dziejach ludzkości nie zawsze jadano do syta, a więc sam już wystawny stół był pokazem siły. Był on jednak subtelny, ponieważ chodziło o pokaz siły o pokojowym charakterze. Można było zaprosić do stołu partię przeciwną, jak i partię pokonaną. Przywołajmy na przykład kolację skomponowaną w całości z dań wołowych, wydaną przez marszałka Richelieu w 1757 r., podczas wojny siedmioletniej. Wydał on to niezwykłe przyjęcie, oparte na całym wole i obejmujące około dwudziestu kolejno serwowanych dań, dla książąt i księżniczek Wschodniej Fryzji, którzy byli jego jeńcami. Jako francuski arystokrata nie wyobrażał sobie, by, mimo ich statusu jeńców, nie okazać im należnych honorów” – tłumaczy Jonathan Siksou w „Le Figaro”.
„Początkowo uczta była znakiem wydarzenia, które już miało miejsce: militarnego zwycięstwa, zawarcia porozumienia dyplomatycznego czy małżeństwa. Świętowano przejście do nowego etapu. Od czasów Talleyranda, w okresie I Cesarstwa Francuskiego, nastąpiło wyraźne przesunięcie, zapoczątkowane przez Francuzów, do postrzegania posiłku jako przestrzeni negocjacji” – zauważa.
Jak przypomina, rosnąca rola burżuazji w XIX wieku znacznie przyczyniła się do rozkwitu gastronomii. „Tuż po Rewolucji Francuskiej burżuazja pragnęła odtworzyć na swój sposób przepych Ancien régime’u. Przejawiało się to zwłaszcza w gastronomii, ponieważ podczas rewolucji arystokraci, zabici lub zmuszeni do emigracji, masowo zostawiali swoich szefów kuchni bez pracy. Wówczas zaczęli oni otwierać restauracje, najpierw w Palais Royal, w Paryżu, gdzie przyjmowali zwłaszcza przywódców rewolucji, chętnie ucztujących podczas gdy Paryżanie nie mieli co jeść” – stwierdza.
.Jak ocenia Jonathan Siksou, we Francji „gastronomia wciąż jest nierozerwalnie związana z władzą”. „Republika przejęła tę cechę Ancien régime’u: posiłek musi być wystawny. Charles de Gaulle, który był wielkim zwolennikiem tej tezy, uczynił ze swojej osoby, podobnie jak z gastronomii, prawdziwą wizytówkę Francji. Tradycja ta była kontynuowana przez wszystkich prezydentów po dziś. Oficjalna kolacja w Pałacu Elizejskim pozostaje wyjątkowym wydarzeniem dla wszystkich zagranicznych przywódców – wiemy, że nawet Elżbieta II oczekiwała jej z niecierpliwością. Znaczenie oficjalnych posiłków dyplomatycznych jest także istotnym narzędziem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zarówno w Quai d’Orsay, jak i w naszych ambasadach. Dziś mówi się o obiadach roboczych – to dziedzictwo Talleyranda: idea, że dobry posiłek sprzyja dobremu porozumieniu…które samo w sobie będzie godnie świętowane przy stole!” – tłumaczy.
oprac.JD





