Wojna domowa we Francji, to możliwe? [Marcel GAUCHET, Pierre MANENT]

Po zabójstwie Quentina Deranque’a Eugenie Bastié z „Le Figaro” postanowiła poszukać odpowiedzi na najważniejsze dziś narzucające się pytania u dwóch wybitnych francuskich filozofów. Marcel Gauchet i Pierre Manent ubolewają, że nasza epoka, kryminalizując idee konserwatywne, wydała na świat młodzież pozbawioną punktów odniesienia, gotową sięgnąć po przemoc, by unicestwić przeciwnika. Niepokojąco pojawia się niepokojące pytanie o to, czy może wybuchnąć wojna domowa we Francji.
Dla skrajnej lewicy wszystkie chwyty stały się dozwolone
Kim był Quentin Deranque – pisaliśmy już we „Wszystko co Najważniejsze” [LINK]. Student pobity został na śmierć po wiecu Rimy Hassan w Sciences Po przez bojówki skrajnej lewicy związane z ruchem antyfaszystowskim.
Filozof Marcel Gauchet twierdzi, że na skrajnej lewicy polityka weszła na plan pierwszy, ponad jakąkolwiek moralistyką. „Przeciwnik nie jest już przedmiotem sporu ani polemiki, lecz zostaje utożsamiony z absolutnym złem, a faszyzm jawi się jako zło moralne, pozbawione realnej treści politycznej. Zanika sens polityczny. Nie chodzi już o zarządzanie wspólnotą ani o proponowanie alternatyw, lecz o totalną walkę, w której unicestwienie przeciwnika staje się dopuszczalne” – zauważa.
Filozof Pierre Manent zauważa, że skoro skryminalizowano konserwatyzm, przywiązanie do narodu, skoro uznano preferencję narodową za zbrodnię najwyższą, młode, niedojrzałe umysły, skłonne do przemocy, wyobrażają sobie, że rzucając się na ludzi głoszących takie idee, walczą po prostu z absolutnym złem — a wtedy wszelkie środki wydają się dozwolone. „Czują się utwierdzeni w tym przekonaniu, gdy instytucje uniwersyteckie uznają za stosowne zapraszać z wykładami osoby, które w sposób otwarty i emfatyczny wspierają Hamas” – podkreśla Pierre Manent.
Demokracja na zakręcie, w oczekiwaniu na to, aby rządzący rządzili
Marcel Gauchet zwraca uwagę, że wielu Francuzów ma dziś poczucie, że główne decyzje zapadają ponad ich głowami. Referendum z 2005 roku w sprawie traktatu konstytucyjnego dla Europy jest tego świadectwem. Z czym zgadza się Pierre Manent: „Nasz ustrój przestał działać. Nie potrafi podejmować decyzji najbardziej koniecznych, oczywistych, domaganych się przez wspólnotę obywatelską. Od trzydziestu lat wielkie kwestie życia narodowego pozostają w zawieszeniu. Wystarczy sięgnąć do debat sprzed 10, 20 czy 30 lat — diagnoza była ta sama. Z roku na rok sytuacja się pogarsza. Nic więc dziwnego, że wobec klasy politycznej, która doskonale przystosowała się do własnej bezwładności, narasta cichy pomruk niezadowolenia. Nie dostrzegam jednak w społeczeństwie szczególnego pragnienia „silnego człowieka” czy partii niosącej porządek autorytarny. Obywatele domagają się po prostu, by rządzący rządzili” – zauważa filozof.
Pierre Manent dodaje: „Wciąż żyjemy w dekoracjach ustroju przedstawicielskiego, lecz utracił on ducha. Instytucje funkcjonują, wybory są ważne, ale zasadnicza wymiana między zaufaniem rządzonych a odpowiedzialnością rządzących zanikła co najmniej dwadzieścia lat temu. Rok 2005 był momentem przełomu: władza zignorowała głos obywateli, porzucając referendum — ostateczny barometr zaufania. Od tego czasu rządzący nie czują się już odpowiedzialni wobec ludu, który ich wybrał; kierują się własnymi ambicjami czy projektami — czy to europejskimi, czy dotyczącymi szerzenia wartości demokratycznych. Słyszą jedynie echo własnych słów. Działanie polityczne przestało odpowiadać realnym potrzebom obywateli — a to jest zerwanie zasadnicze z duchem ustroju przedstawicielskiego”.
Marcel Gauchet stawia tę kwestię jeszcze mocniej: „Zgadzam się. Dzisiejsza sytuacja jest wymowna: premier istnieje głównie po to, by umożliwić panu Macronowi względnie spokojne dokończenie kadencji, za cenę politycznego targu z opozycją, obojętnego wobec nadrzędnego interesu kraju. Z punktu widzenia demokracji to poważna anomalia”.
Nadchodzi przełom. Ale jaki?
Filozof Marcel Gauchet przekonuje, że wszystkie znaki wskazują na zmianę. Jednocześnie zauważa, że demokracje reagują wolno, co bywa mylone z bezruchem, lecz dojrzewanie świadomości objawia się w nich niespodziewanie. „Wydaje mi się, że zbliżamy się do takiego momentu. Czy prawa jednostki zwyciężą w skali globalnej? Czy też narody mają dość głębokich racji istnienia, by odzyskać ster procesu, który im się wymknął? Sądzę, że proces został zrozumiany, a marzenie o zaniknięciu narodów w globalnym społeczeństwie obywatelskim zaczyna się rozwiewać. Powrót polityczności jest w drodze. Zaczyna się wielka zmiana epoki”.
Filozof Pierre Manent stawia sprawę nieco inaczej: „Mimo narastających problemów dominująca opinia pozostaje niezmienna i coraz usilniej pragnie kontrolować język debaty publicznej. Przekonanie, że wszelka sprawiedliwość mieści się w uniwersalności praw człowieka, jest tak głębokie, iż migrant staje się niemal reprezentantem samej ludzkości, podczas gdy wspólnota narodowa budzi podejrzenie, bo wprowadza podział między „wewnątrz” i „na zewnątrz”. Sądy nieustannie osłabiają autorytet wspólnoty obywateli na rzecz praw człowieka, deprecjonując prawo zamiast je umacniać. Myślę choćby o obowiązku nakładanym na merów, by udzielali ślubu osobom przebywającym nielegalnie, jak gdyby mieli być obojętni na ich sytuację (…). Czy sądzimy jeszcze, że nasze dawne narody zasługują na istnienie? Czy mają do niego prawo? Czy mają siłę? To nie metafizyczny spór o tożsamość Francji, lecz pytanie o najgłębszą zasadę naszego życia politycznego: czy ciało obywatelskie, które Francuzi tworzą od wieków i które odziedziczyliśmy, chcemy przyjąć wraz z jego dziedzictwem i kontynuować tę przygodę? Oto kwestia zasadnicza”.
Czy demokracja ma jeszcze przyszłość?
Rozmówcy Eugénie Bastié zgadzają się, że naprawa demokracji powinna odbyć się z pokorą. Jak zauważył Pierre Manent, rządzący rozprawiają o wzniosłych wartościach, gdy kraj się osuwa. Dla filozofa największym nieszczęściem politycznym jest dziś rozbrat słów z możliwym działaniem. „Powrót do rzeczywistości, uczciwy rachunek sił i słabości kraju — to być może jedyna droga do ożywienia ustroju przedstawicielskiego i przebudzenia ducha publicznego” – przekonuje Pierre Manent.
Marcel Gauchet zauważa, że obecne przesilenie globalizacji wymusza powrót do realiów: Europejczycy na nowo uczą się myślenia strategicznego, mierzenia własnych sił i — nade wszystko — słabości. Wobec względnej marginalizacji w świecie zdominowanym przez potęgi demograficznie i strategicznie silniejsze, europejskie demokracje mogą zostać zmuszone do przemiany pod naciskiem zewnętrznym. I być może właśnie ten przymus — bardziej niż sama wola — okaże się ich ocaleniem.
Oprac. Arkadiusz Jordan




