W Republice nie ma miejsca dla ruchów stosujących przemoc [Emmanuel MACRON]

Prezydent Francji Emmanuel Macron zaapelował o unikanie eskalacji przemocy po zabójstwie młodego prawicowego aktywisty Quentina Deranque’a – przekazało 19 lutego 2026 r. otoczenie głowy państwa agencji AFP.
W Republice nie ma miejsca dla ruchów stosujących przemoc
.Prezydent Francji zaznaczył, że w Republice „nie ma miejsca dla ruchów, które przyjmują i legitymizują przemoc”. Zaapelował też do partii politycznych o „zrobienie porządków” w swoich szeregach. Wcześniej prawnik rodziny Quentina Deranque’a, Fabien Rajon, zaapelował o „spokój i wstrzemięźliwość” w rozmowie z radiem RTL. Jak podkreślił, uczynił to także w imieniu bliskich zamordowanego.
Quentin Deranque zmarł 14 lutego z powodu obrażeń, których doznał wskutek bijatyki z grupą osób związanych z radykalną lewicową organizacją Młoda Gwardia. Zabity mężczyzna był członkiem narodowego ruchu nacjonalistyczno-rewolucyjnego. Dziennik „Le Monde” podkreślił, że Lyon, gdzie doszło do tragedii, jest od dłuższego czasu miejscem starć między grupami skrajnej lewicy i prawicy.
Rozzuchwalona skrajna lewica
.W ramach śledztwa dotyczącego m.in. zabójstwa z premedytacją policja zatrzymała łącznie 11 osób, w tym dwóch asystentów parlamentarnych posła Francji Nieujarzmionej (LFI) Raphaela Arnault, który był współzałożycielem Młodej Gwardii. Organizacja ta została uznana za nielegalną decyzją ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Bruna Retailleau i rozwiązana w lipcu 2025 r.
Siedmiu zatrzymanych jest podejrzewanych o bezpośredni udział w akcie przemocy, który doprowadził do śmierci Quentina Deranque’a. Pozostałe cztery osoby są natomiast podejrzewane o pomoc sprawcom w schronieniu przed służbami. Media zwracają uwagę na bliski termin wyborów samorządowych, które są zaplanowane na marzec. Prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN) domaga się od LFI usunięcia Raphaela Arnault ze swoich szeregów.
Przemoc w polityce
.Rok 1932, knajpa w Wedding, „czerwonej” dzielnicy Berlina. Knajpa dumnie nosi imię wielkiego Hohenzollerna – „Zum Ollen Fritz” (Pod Starym Fritzem), przy stołach siedzą głodni ludzie. Za żelazną kratą leży miska z końskim mięsem i kilkoma kiełbasami. Jest czterdzieści osób, ale tylko dwie mają coś na talerzu. Inni zerkają na mięso za kratą – pisze w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Przemoc w polityce” Jan ŚLIWA.
Tą sceną rozpoczyna swoją opowieść amerykański dziennikarz Hubert Renfro Knickerbocker w książce The German Crisis, wydanej w roku 1932, a więc gdy autor jeszcze nie wiedział, czy wygra komunizm, czy nazizm. Przejechał samochodem całe Niemcy i znając język, mógł rozmawiać z „człowiekiem z ulicy”. To często mówi więcej niż wielka polityka i partyjne intrygi. Ważne było spotkanie z nędzą. Jak mówił Bertolt Brecht: „Najpierw żarcie, potem moralność”.
Od końca I wojny światowej niemiecka gospodarka była w katastrofalnym stanie – inflacja i hiperinflacja, bezrobocie. Na ulicy rzesze inwalidów, mnóstwo kobiet bez mężczyzn, szukających jakichkolwiek zajęć, w tym tych mniej chwalebnych. Na to wszystko nakładały się reparacje, które się należały, bo zniszczone były Francja i Belgia, a nie Niemcy. Niemcy zostały uznane za winne wojny, a zwycięzcy wystawili soczysty rachunek. Bez totalnego załamania reparacje były nie do spłacenia (a przy totalnym załamaniu tym bardziej). Były wielokrotnie renegocjowane. W celu egzekucji zobowiązań w styczniu 1923 r. do Zagłębia Ruhry wkroczyły wojska francuskie i belgijskie. Było wśród nich wiele czarnoskórych żołnierzy z kolonii, dochodziło do mordów, rabunków i gwałtów.
.Gdy sytuacja zaczęła się stabilizować, w 1929 r. uderzył wielki kryzys, znowu z masowym bezrobociem. W tym samym czasie w lepszych dzielnicach kwitły kabarety, o swobodzie obyczajów przebijającej Paryż, co znamy z filmu o tym tytule. A ci, którzy mieli gotówkę, wykupywali całe rzędy kamienic i paradowali w luksusowych limuzynach. Nic dziwnego, że budzili nienawiść.
PAP/MJ




