Zarządzanie Chinami Xi Jinpinga to książka, którą Zachód powinien przeczytać

Zarządzanie Chinami Xi Jinping

Piąty tom Zarządzania Chinami gromadzi 91 tekstów Xi Jinpinga i pokazuje, jak chiński przywódca łączy planowanie długoterminowe, autonomię technologiczną, kontrolę partii oraz ofertę rozwojową dla globalnego Południa. Nie jest to neutralna analiza, lecz dokument doktrynalny, który warto czytać właśnie dlatego, że odsłania hierarchię celów Pekinu. Zachód nie musi przyjmować tej wizji, ale nie może pozwolić sobie na jej ignorowanie.

.Tom obejmuje 91 wystąpień i tekstów z okresu od 27 maja 2022 do 20 grudnia 2024 roku, podzielonych na 18 części tematycznych, a więc dotyczy czasu, w którym Pekin mierzył się jednocześnie ze spowolnieniem gospodarki, konfliktem technologicznym ze Stanami Zjednoczonymi oraz narastającym pytaniem o własną rolę w nowym układzie sił.

Oficjalny charakter wydawnictwa nie jest tu przeszkodą, lecz informacją: książka pokazuje język, którym centrum władzy komunikuje się z aparatem partyjnym i państwowym. Nie należy z niej wyprowadzać wniosku, że każda deklaracja zostanie spełniona, warto jednak odczytać ją jako katalog zamierzeń, według których rozdziela się zasoby, awansuje urzędników i ocenia rezultaty.

Państwo, które planuje dłużej niż trwa kadencja

Emmanuel Lincot i Barthélémy Courmont w rozmowie opublikowanej przez Atlantico zwracają uwagę, że centralnym pojęciem myśli Xi Jinpinga jest „czas długi”. Nie oznacza on nieomylności chińskiego planowania, lecz zdolność utrzymywania kierunku mimo kosztów, opóźnień i zmian koniunktury, podczas gdy demokracje zachodnie muszą regularnie odnawiać mandat społeczny i częściej korygują politykę pod wpływem kalendarza wyborczego. Przewaga Pekinu nie polega więc na tym, że zawsze wybiera właściwy cel, ale na tym, że po jego wybraniu potrafi podporządkować mu banki państwowe, administrację lokalną, uczelnie, zamówienia publiczne i przedsiębiorstwa.

Ta cecha systemu może imponować skutecznością, lecz ma również drugą stronę, ponieważ brak otwartej konkurencji politycznej utrudnia zatrzymanie kosztownego błędu, zanim obejmie on całe państwo. Historia Chińskiej Republiki Ludowej dostarcza przykładów zarówno nadzwyczajnej mobilizacji rozwojowej, jak i katastrof wywołanych przez decyzje podejmowane bez niezależnej kontroli.

Technologia jako nowa postać suwerenności

Najważniejsza część doktryny Xi Jinpinga dotyczy dziś „nowych sił wytwórczych wysokiej jakości”, czyli wzrostu opartego na nauce, zaawansowanej produkcji, sztucznej inteligencji, półprzewodnikach, robotyce, biotechnologii oraz czystej energii. To odpowiedź na model, który przez cztery dekady opierał chiński sukces na taniej pracy, eksporcie, budownictwie i wielkich inwestycjach infrastrukturalnych, ale wyczerpuje się wraz ze starzeniem społeczeństwa, kryzysem nieruchomości i niższą dynamiką produktywności. Xi nie obiecuje powrotu do dwucyfrowego wzrostu, lecz próbuje zastąpić ilość jakością, a zależność od importowanych technologii własnym ekosystemem badań, finansowania i wdrożeń.

Dane pokazują, że nie jest to wyłącznie partyjny slogan. Międzynarodowa Agencja Energetyczna wyliczyła, że w 2022 roku 90 proc. światowego przyrostu mocy produkcyjnych w fotowoltaice przypadło na Chiny, a w przypadku baterii udział ten sięgał około 80 proc.; z kolei w Globalnym Indeksie Innowacyjności WIPO Chiny po raz pierwszy weszły w 2025 roku do pierwszej dziesiątki. Pekin nadal zależy od zagranicznych maszyn do produkcji najbardziej zaawansowanych półprzewodników i części oprogramowania, lecz skala osiągnięć w energetyce, elektromobilności, kolei, telekomunikacji i dronach sprawia, że nie można już opisywać go wyłącznie jako imitatora zachodnich rozwiązań.

Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” opisywaliśmy już, jak Xi Jinping przedstawia sztuczną inteligencję jako dobro rozwojowe, a zarazem obszar, w którym Chiny nie zamierzają pozostawać zależne od cudzych standardów i infrastruktury. Osobno analizowaliśmy militaryzację państwa oraz żądanie bezwzględnej lojalności armii wobec partii. Piąty tom pozwala połączyć oba wątki, ponieważ cywilne laboratorium, fabryka baterii, system satelitarny i nowoczesna armia należą w tej wizji do jednego zasobu narodowej potęgi.

Krytyka kapitalizmu bez odrzucenia rynku

W wypowiedziach omawianych przez Atlantico pojawia się ważne rozróżnienie: Xi Jinping nie podważa gospodarki rynkowej jako takiej, lecz atakuje „finansjalizację”, nadmierne nierówności oraz wzrost, który nie przekłada się na bezpieczeństwo społeczne. Jest to krytyka wygodna dla przywódcy systemu, w którym państwo zachowuje kontrolę nad strategicznym kredytem, ziemią, energetyką i wielkimi przedsiębiorstwami, ale jednocześnie odwołuje się do problemu rzeczywiście obecnego w zachodnich debatach. Jeżeli gospodarka przestaje tworzyć stabilną klasę średnią, mieszkania stają się niedostępne, a produkcja zostaje przeniesiona poza granice, sama procedura wyborcza nie usuwa społecznego poczucia utraty kontroli.

Osiągnięć Chin nie można w tym kontekście zbyć jednym zdaniem. Według wspólnego raportu Banku Światowego i chińskich instytucji w ciągu czterech dekad niemal 800 milionów ludzi w Chinach wyszło ze skrajnego ubóstwa, co odpowiadało blisko trzem czwartym światowej redukcji biedy w tym okresie. Był to rezultat otwarcia na handel, industrializacji, migracji do miast, inwestycji infrastrukturalnych i ukierunkowanych programów społecznych, a nie jednego dekretu ani samej ideologii, zarazem jednak sukces ten pozostaje najważniejszym źródłem legitymizacji partii.

Nie znaczy to, że chiński model rozwiązał problem nierówności, bezrobocia młodych, zadłużenia władz lokalnych czy niepewności klasy średniej. Przeciwnie, przesunięcie akcentu z PKB na „rozwój wysokiej jakości” służy również temu, aby obniżyć społeczne oczekiwania wobec tempa wzrostu i nadać polityczny sens okresowi trudniejszej koniunktury. Doktryna pełni więc jednocześnie funkcję strategiczną i osłonową: wyznacza kierunek modernizacji, lecz także tłumaczy, dlaczego dawna obietnica szybkiego bogacenia się musi zostać zastąpiona obietnicą bezpieczeństwa, technologicznej niezależności i wspólnego dobrobytu.

Demokracja według Komunistycznej Partii Chin

Najbardziej spornym elementem książki jest pojęcie „demokracji ludowej w całym procesie”, za pomocą którego Pekin dowodzi, że demokracja nie powinna być oceniana wyłącznie przez wybory, lecz także przez zdolność państwa do konsultowania decyzji, realizowania długich programów i dostarczania rezultatów. W tym rozumieniu legitymizacja płynie z jakości rządzenia, awansu cywilizacyjnego i ciągłego włączania obywateli w kontrolowane procedury konsultacyjne. To teoria polityczna, ale jednocześnie teoria skonstruowana tak, aby uzasadniała zwierzchność partii, która sama określa granice dopuszczalnego pluralizmu i nie poddaje swojej władzy ryzyku przegranych wyborów.

Zachód nie powinien odpowiadać na tę propozycję ani zachwytem nad efektywnością autorytaryzmu, ani przekonaniem, że sam brak wolnych wyborów unieważnia wszystkie materialne dokonania Chin. Skuteczniejszą odpowiedzią byłoby przywrócenie demokracjom zdolności do realizowania projektów wykraczających poza jedną kadencję, bez rezygnowania z praworządności, kontroli władzy i swobody krytyki. Chińskie wyzwanie jest groźne właśnie dlatego, że łączy prawdziwe osiągnięcia modernizacyjne z systemem, który przedstawia polityczną konkurencję jako przeszkodę, a nie mechanizm korekty.

O tym, jak łatwo zachodnia debata wpada w uproszczenia, pisała na naszych łamach Hanna Shen, rozprawiając się z trzema popularnymi mitami dotyczącymi Chin. Z kolei analiza pytania o następcę Xi Jinpinga pokazuje, że personalizacja władzy wzmacnia system w krótkiej perspektywie, lecz może zwiększać niepewność sukcesji. Lektura tomu V jest więc również lekturą mechanizmu władzy, który przedstawia się jako trwały, choć coraz więcej jego decyzji zależy od jednego człowieka.

Oferta dla globalnego Południa

Chiny nie eksportują dziś jednolitej konstytucji ani nie żądają, aby partnerzy kopiowali organizację Komunistycznej Partii Chin. Oferują coś bardziej praktycznego: infrastrukturę, kredyt, technologię, dostęp do własnego rynku oraz język suwerenności, w którym modernizacja nie wymaga przyjęcia zachodnich standardów politycznych. Dla państw pamiętających kolonializm i rozczarowanych warunkami stawianymi przez zachodnie instytucje przekaz ten bywa atrakcyjny, zwłaszcza kiedy towarzyszą mu port, linia kolejowa, elektrownia albo sieć telekomunikacyjna.

Nie jest to oferta bez kosztów, ponieważ część projektów przyniosła nadmierne zadłużenie, napięcia społeczne, problemy środowiskowe lub zależność od chińskich wykonawców. Pekin zmienia zresztą model ekspansji, przechodząc od ogromnych kredytów infrastrukturalnych ku mniejszym, bardziej rentownym i technologicznie zaawansowanym przedsięwzięciom. Najważniejsza różnica wobec Zachodu polega jednak na tym, że Chiny przedstawiają rozwój nie jako etap prowadzący nieuchronnie do liberalnej demokracji, lecz jako odrębne źródło politycznej podmiotowości.

Rosnące znaczenie tej narracji widać w BRICS, gdzie Xi Jinping zabiega o większy wpływ państw spoza Zachodu na globalne instytucje. Jej skuteczność potwierdzają także zmiany opinii publicznej, które opisaliśmy w materiale o wynikach badań Pew Research i poprawie wizerunku Chin względem Stanów Zjednoczonych. Nie oznacza to powszechnego przyjęcia chińskiego modelu, lecz wskazuje, że zachodni monopol na definiowanie nowoczesności wyraźnie słabnie.

Europejska odpowiedź nie może być kopią Chin

Najciekawsza lekcja z tomu V nie brzmi, że Europa powinna naśladować chiński autorytaryzm, lecz że musi odzyskać zdolność strategicznego wyboru i konsekwentnej realizacji. Państwo, które nie potrafi zbudować sieci energetycznej, fabryki półprzewodników, szybkiej kolei albo wspólnego systemu obronnego, przegrywa niezależnie od jakości własnych deklaracji. Wolność polityczna pozostaje wartością samą w sobie, jednak bez sprawczości gospodarczej i technologicznej może być coraz trudniejsza do obrony.

Xi Jinping odczytuje dziewiętnastowieczną historię Chin jako przestrogę przed izolacją i przegapieniem rewolucji przemysłowej. Dziś tę samą przestrogę kieruje, być może niezamierzenie, do Europejczyków, którzy długo zakładali, że przewaga technologiczna Zachodu jest stanem naturalnym. Jak pokazuje koncepcja „geografii przepływów”, współczesną potęgę mierzy się już nie tylko terytorium i armią, ale również kontrolą nad kapitałem, danymi, energią, technologią oraz szlakami dostaw.

Zarządzanie Chinami należy zatem czytać nie po to, aby przyjąć język Xi Jinpinga, lecz aby rozpoznać spójność projektu, który łączy ideologię, przemysł, technologię, politykę społeczną i ekspansję międzynarodową. Książka nie dowodzi, że Chiny zwyciężą, ani że ich system potrafi rozwiązać wszystkie własne sprzeczności. Dowodzi natomiast, że Pekin ma opowieść o przyszłości, instytucje zdolne ją realizować i rosnącą grupę odbiorców poza Zachodem, a lekceważenie tej kombinacji byłoby strategiczną lekkomyślnością.

Sebastian Nizio


Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 września 2026