Żywność ultraprzetworzona niesie kłopoty [Badania]
Nowa analiza obserwacyjna po raz kolejny pokazuje, że żywność ultraprzetworzona wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych – informuje pismo „JACC: Advances”.
W ciągu ponad 83 870 osobolat obserwacji stwierdzono istotny związek między spożyciem żywności ultraprzetworzonej a incydentami chorób
.Żywność ultraprzetworzona (UPF) to produkty zawierające składniki przemysłowe, których nie używa się w kuchni domowej (np. uwodornione oleje, hydrolizowane białka, barwniki, aromaty, emulgatory). To m.in. fast foody, napoje gazowane i energetyczne, słodycze, dania typu instant, słone przekąski, wyroby cukiernicze i słodzone jogurty. Produkty te są zazwyczaj sprzedawane w opakowaniach gotowych do spożycia, a ich regularna konsumpcja znacznie zwiększa ryzyko otyłości, cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, depresji oraz nowotworów.
Jak wykazała analiza obserwacji uczestników badania wieloetnicznego MESA (Multi-Ethnic Study of Atherosclerosis), każda dodatkowa dzienna porcja żywności ultraprzetworzonej wiązała się ze względnym wzrostem ryzyka wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych o 5,1 proc.
„Wyniki były dość spójne i pod pewnymi względami nie zaskakujące” – powiedział cytowany przez kardiologiczną stronę internetową TCTMD starszy badacz Michael Shapiro, z Wake Forest University w Winston-Salem, USA. „Zaobserwowaliśmy wyraźny, stopniowy związek między wyższym spożyciem żywności ultraprzetworzonej a zwiększonym ryzykiem incydentów sercowo-naczyniowych”.
Chociaż każda dodatkowa porcja dziennie wiązała się z niewielkim wzrostem ryzyka, „jeśli spojrzymy na cały zakres spożycia, różnica staje się klinicznie istotna” – podkreślił Shapiro.
„Co ważne, te zależności utrzymywały się nawet po uwzględnieniu szerokiego zakresu czynników społeczno-demograficznych, związanych ze stylem życia i kardiometabolicznych. Sugeruje to, że spożycie żywności ultraprzetworzonej wiąże się z czymś więcej niż tylko tradycyjnymi czynnikami ryzyka” – wskazał naukowiec.
Te produkty „są zazwyczaj bogate w energię, w rafinowane węglowodany, dodane cukry, sód i niezdrowe tłuszcze, a przy tym stosunkowo ubogie w błonnik i mikroelementy” – przypomniał Shapiro. – „Są również zaprojektowane tak, aby były hipersmaczne, co może sprzyjać nadmiernemu spożyciu. Poza tym pojawiają się coraz liczniejsze dowody na to, że te produkty mogą wpływać na sygnalizację sytości, mikrobiom jelitowy i szlaki zapalne”.
„Wieloetniczne badanie miażdżycy stwarza wyjątkową okazję do zbadania tego zagadnienia w dobrze scharakteryzowanej, zróżnicowanej kohorcie w USA” – podkreślił Shapiro. – „Chcieliśmy również zbadać, czy siła związku różniła się w poszczególnych podgrupach, w tym pod względem rasy i pochodzenia etnicznego, płci i statusu społeczno-ekonomicznego”.
Badaniem objęto dorosłych Amerykanów w wieku od 45 do 84 lat bez klinicznych objawów choroby na początku badania. Spośród 3438 kobiet i 3093 mężczyzn 39 proc. było rasy białej, 27 proc. czarnej, 22 proc. Latynosów i 12 proc. Chińczyków. Jedna trzecia miała roczny całkowity dochód brutto rodziny poniżej 25 000 USD, 46 proc. od 25 000 do 75 000 USD, a 22 proc. zarabiało ponad 75 000 USD.
Średnio spożywano 4,38 porcji żywności ultraprzetworzonej dziennie, przy czym osoby z najniższego kwintyla spożywały 1,14 porcji, a osoby z najwyższego – 9,30 porcji. Średnio żywność ultraprzetworzona stanowiła 28 proc. całkowitej dziennej porcji żywności, osiągając nawet 41 proc. w przypadku osób z najwyższego kwintyla. Wśród uczestników czarnoskórych żywność ultraprzetworzona stanowiła 32 proc. całkowitej dziennej porcji żywności, w porównaniu z odpowiednio 30 proc., 25 proc. i 19 proc. w grupach białej, latynoskiej i chińskiej.
W ciągu ponad 83 870 osobolat obserwacji stwierdzono istotny związek między spożyciem żywności ultraprzetworzonej a incydentami chorób sercowo-naczyniowych (niezakończony zgonem zawał serca, zatrzymanie krążenia po resuscytacji, zgon z powodu choroby wieńcowej, udar mózgu inny niż przemijający atak niedokrwienny oraz zgon w wyniku udaru).
W porównaniu z osobami spożywającymi najmniejszą ilość żywności ultraprzetworzonej dziennie (osoby z najniższych 20 proc., które spożywały 1,14 porcji dziennie), pozostała część badanej populacji miała o 41 proc. wyższe względne ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Względne ryzyko chorób było o 66 proc. wyższe u osób spożywających najwięcej żywności ultraprzetworzonej (najwyższe 20 proc., które spożywały 9,3 porcji dziennie) w porównaniu z osobami z najniższego kwintyla. Wyniki te były spójne, gdy spożycie żywności ultraprzetworzonej obliczono jako procent całkowitej dziennej porcji żywności.
Produkty należące do kategorii żywności słodkiej były najściślej powiązane z wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych.
Żywność ultraprzetworzona zwiększa ryzyko chorób serca
.Nie stwierdzono interakcji między spożyciem żywności wysokoprzetworzonej a płcią ani dochodami.
Istniała również istotna „interakcja multiplikatywna” między spożyciem żywności wysokoprzetworzonej a rasą czarną, co oznacza, że ryzyko chorób sercowo-naczyniowych było wyższe u osób czarnoskórych niż u osób z innych grup, które spożywały podobną ilość żywności wysokoprzetworzonej. Na każdy 10 proc. wzrost udziału żywności wysokoprzetworzonej w całkowitym dziennym spożyciu, osoby czarnoskóre miały o 12,3 proc. wyższe ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych w porównaniu ze wzrostem o 7,9 proc. u osób innej rasy.
To odkrycie „nie oznacza, że istnieje coś biologicznie odmiennego, co sprawia, że osoby czarnoskóre są bardziej podatne” – powiedział Shapiro. – „Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie wiąże się z czynnikami strukturalnymi i środowiskowymi. Społeczności czarnoskóre w USA historycznie borykały się z nierównościami w dostępie do zdrowej żywności, większym narażeniem na żywność wysokoprzetworzoną oraz bardziej ukierunkowanym marketingiem tych produktów. Istnieją również szersze problemy, takie jak stresory społeczno-ekonomiczne i przewlekły stres, które mogą nasilać ryzyko kardiometaboliczne”.
„Dla klinicystów podkreśla to wagę zadawania bardziej szczegółowych pytań na temat diety i pomagania pacjentom w przejściu na żywność minimalnie przetworzoną, tam gdzie to możliwe. Jednocześnie powinniśmy zdawać sobie sprawę, że nie jest to wyłącznie kwestia osobistego wyboru. Szersze czynniki strukturalne, w tym dostępność żywności i marketing, odgrywają kluczową rolę, dlatego znaczący postęp prawdopodobnie będzie wymagał zarówno podejścia klinicznego, jak i w zakresie zdrowia publicznego” – podsumował Shapiro.
Globalny kryzys żywnościowy.
.Całkiem niewykluczone, że kontrolowanie dorodnych upraw na Ukrainie jest również jednym z głównych celów Putina. Na krótką metę poskutkuje to głodem, który odczują nawet setki milionów ludzi daleko poza Europą – pisze Julian CRIBB
Wojna na Ukrainie – w kraju, który daje wyżywienie 400 milionom ludzi na świecie – zaostrza i tak już zaogniony stan globalnego braku bezpieczeństwa żywnościowego. Rosyjska blokada (portów na wybrzeżu Morza Czarnego – przyp. tłum.) ścięła ukraiński eksport zboża o dwie trzecie, wywołując niedobory na rynkach i wzrost cen żywności na całym świecie. Rzeczywiście, światowe ceny produktów spożywczych są obecnie najwyższe w historii. Ale wojna nie jest jedynym czynnikiem napędzającym narastający globalny kryzys żywnościowy. Problemy pogłębiają się od dziesięcioleci, ponieważ światowa populacja przewyższa zdolność Ziemi do zaopatrywania wszystkich w żywność.
Nie ulega wątpliwości, że ludzka szczęka jest narzędziem o największej sile rażenia na naszej planecie. Rokrocznie w trakcie przeżuwania 8,5 biliona posiłków nasze szczęki wyjaławiają 75 miliardów ton ziemi uprawnej, marnują 4 biliony ton wody pitnej, generują 30 proc. wszystkich emisji gazów cieplarnianych na naszej planecie i rozpylają 5 milionów ton trucizn. Przetrzebiają lasy, przeławiają oceany, plądrują rzeki i jeziora, wyjaławiają krajobraz, a planetę pokrywają toksycznym całunem. Ludzkie szczęki stoją za szóstym masowym wymieraniem życia na Ziemi.
Obecny globalny kryzys żywnościowy to wypadkowa oddziaływania dwóch potężnych sił o charakterze zarówno długo-, jak i krótkoterminowym: degradacji gleb i wód, wymierania gatunków, załamywania się ekosystemów, nadużywania pestycydów i nawozów oraz coraz bardziej nieprzewidywalnego klimatu niesprzyjającego uprawom. To wszystko połączone jest z gwałtownie rosnącymi cenami ropy naftowej, konfliktami zbrojnymi oraz zaburzeniami łańcuchów handlowych i żywnościowych.
Każdy spożywany przez nas posiłek oznacza obecnie degradację 10 kg gleby, utratę 800 l wody, zużycie 1,6 l paliwa i 3 g pestycydów oraz emisję 3,5 kg CO2. Prowadzimy do anihilacji Ziemi, co – jeśli dobrze się nad tym zastanowić – jest kiepską strategią na przetrwanie naszej cywilizacji i gatunku ludzkiego jako takiego.
Pierwszą rzeczą, którą każdy, kto je, musi pojąć, jest to, że obecny system żywnościowy, całkiem adekwatny do potrzeb XX wieku i w rzeczy samej główny czynnik wzrostu populacji człowieka do poziomu 8 miliardów, jest nie do obrony w XXI wieku.
Nowoczesne wielkoobszarowe gospodarstwa rolne prowadzą do degradacji gleb, wód i ekosystemów, na których polegają, wobec czego poważne załamania systemów żywnościowych w nadchodzących dziesięcioleciach są nie do uniknięcia. Już dziś widać początki tych problemów w postaci globalnego kryzysu wodnego lat 20. tego wieku, a także przyrostu okresów suszy o 29 proc. w skali świata od roku 2000. Uwielbiamy nasz system rolnictwa rodem z epoki brązu. Niemniej to, że był w stanie zaopatrzyć w żywność znacznie mniejszą populację przez ostatnich 6000 lat, nie oznacza, że jest to technologia na miarę 10 miliardów ludzi w upalnym świecie XXI wieku, który cechują wyczerpane zasoby naturalne i zniszczona przyroda.
Jak wynika z naskalnych malowideł w Australii, ludzkość walczy o pożywienie i środki do jej produkcji już od 20 tys. lat. Niedobory żywności i wody oraz niedostatek ziemi to główne przyczyny dwóch trzecich współczesnych konfliktów. Istotnie, wydaje się, że wielu ludzi zapomniało, że głównym celem Niemców podczas II wojny światowej było zajęcie ziemi uprawnej i przesiedlenie na nią niemieckich rolników.
Całkiem niewykluczone, że kontrolowanie dorodnych upraw na Ukrainie jest również jednym z głównych celów Putina. Na krótką metę poskutkuje to głodem. Globalny kryzys żywnościowy odczują nawet setki milionów ludzi daleko poza Europą.
Z kolei rozprzestrzenianie się głodu prowadzi w globalnej skali do upadków rządów, wojen domowych i gigantycznych fal uchodźców – jak miało to miejsce w 2008 r., kiedy niewystarczający eksport ukraińskiego zboża doprowadził do rewolucji w trzech krajach arabskich. Już teraz co roku jedna trzecia miliarda ludzi opuszcza swoje domy jako uchodźcy lub migranci ekonomiczni, aby znaleźć lepsze życie w krajach, które wydają się bardziej stabilne i bezpieczne pod względem żywności. Wojny jedynie wzmogą fale uchodźców.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/julian-cribb-globalny-kryzys-zywnosciowy/
PAP/MB




