Julian CRIBB: Globalny kryzys żywnościowy. Życie na Ziemi wymiera po raz szósty

Globalny kryzys żywnościowy.
Życie na Ziemi wymiera po raz szósty

Photo of Julian CRIBB

Julian CRIBB

Australijski pisarz, autor sześciu książek, w tym wydanej w 2019 r. przez Cambridge University Press „Food or War”.

J. Carl Ganter

Całkiem niewykluczone, że kontrolowanie dorodnych upraw na Ukrainie jest również jednym z głównych celów Putina. Na krótką metę poskutkuje to głodem, który odczują nawet setki milionów ludzi daleko poza Europą – pisze Julian CRIBB

.Wojna na Ukrainie – w kraju, który daje wyżywienie 400 milionom ludzi na świecie – zaostrza i tak już zaogniony stan globalnego braku bezpieczeństwa żywnościowego. Rosyjska blokada (portów na wybrzeżu Morza Czarnego – przyp. tłum.) ścięła ukraiński eksport zboża o dwie trzecie, wywołując niedobory na rynkach i wzrost cen żywności na całym świecie. Rzeczywiście, światowe ceny produktów spożywczych są obecnie najwyższe w historii. Ale wojna nie jest jedynym czynnikiem napędzającym narastający globalny kryzys żywnościowy. Problemy pogłębiają się od dziesięcioleci, ponieważ światowa populacja przewyższa zdolność Ziemi do zaopatrywania wszystkich w żywność.

Nie ulega wątpliwości, że ludzka szczęka jest narzędziem o największej sile rażenia na naszej planecie. Rokrocznie w trakcie przeżuwania 8,5 biliona posiłków nasze szczęki wyjaławiają 75 miliardów ton ziemi uprawnej, marnują 4 biliony ton wody pitnej, generują 30 proc. wszystkich emisji gazów cieplarnianych na naszej planecie i rozpylają 5 milionów ton trucizn. Przetrzebiają lasy, przeławiają oceany, plądrują rzeki i jeziora, wyjaławiają krajobraz, a planetę pokrywają toksycznym całunem. Ludzkie szczęki stoją za szóstym masowym wymieraniem życia na Ziemi.

Obecny globalny kryzys żywnościowy to wypadkowa oddziaływania dwóch potężnych sił o charakterze zarówno długo-, jak i krótkoterminowym: degradacji gleb i wód, wymierania gatunków, załamywania się ekosystemów, nadużywania pestycydów i nawozów oraz coraz bardziej nieprzewidywalnego klimatu niesprzyjającego uprawom. To wszystko połączone jest z gwałtownie rosnącymi cenami ropy naftowej, konfliktami zbrojnymi oraz zaburzeniami łańcuchów handlowych i żywnościowych.

Każdy spożywany przez nas posiłek oznacza obecnie degradację 10 kg gleby, utratę 800 l wody, zużycie 1,6 l paliwa i 3 g pestycydów oraz emisję 3,5 kg CO2. Prowadzimy do anihilacji Ziemi, co – jeśli dobrze się nad tym zastanowić – jest kiepską strategią na przetrwanie naszej cywilizacji i gatunku ludzkiego jako takiego.

Pierwszą rzeczą, którą każdy, kto je, musi pojąć, jest to, że obecny system żywnościowy, całkiem adekwatny do potrzeb XX wieku i w rzeczy samej główny czynnik wzrostu populacji człowieka do poziomu 8 miliardów, jest nie do obrony w XXI wieku.

Nowoczesne wielkoobszarowe gospodarstwa rolne prowadzą do degradacji gleb, wód i ekosystemów, na których polegają, wobec czego poważne załamania systemów żywnościowych w nadchodzących dziesięcioleciach są nie do uniknięcia. Już dziś widać początki tych problemów w postaci globalnego kryzysu wodnego lat 20. tego wieku, a także przyrostu okresów suszy o 29 proc. w skali świata od roku 2000. Uwielbiamy nasz system rolnictwa rodem z epoki brązu. Niemniej to, że był w stanie zaopatrzyć w żywność znacznie mniejszą populację przez ostatnich 6000 lat, nie oznacza, że jest to technologia na miarę 10 miliardów ludzi w upalnym świecie XXI wieku, który cechują wyczerpane zasoby naturalne i zniszczona przyroda.

Jak wynika z naskalnych malowideł w Australii, ludzkość walczy o pożywienie i środki do jej produkcji już od 20 tys. lat. Niedobory żywności i wody oraz niedostatek ziemi to główne przyczyny dwóch trzecich współczesnych konfliktów. Istotnie, wydaje się, że wielu ludzi zapomniało, że głównym celem Niemców podczas II wojny światowej było zajęcie ziemi uprawnej i przesiedlenie na nią niemieckich rolników.

Całkiem niewykluczone, że kontrolowanie dorodnych upraw na Ukrainie jest również jednym z głównych celów Putina. Na krótką metę poskutkuje to głodem. Globalny kryzys żywnościowy odczują nawet setki milionów ludzi daleko poza Europą.

Z kolei rozprzestrzenianie się głodu prowadzi w globalnej skali do upadków rządów, wojen domowych i gigantycznych fal uchodźców – jak miało to miejsce w 2008 r., kiedy niewystarczający eksport ukraińskiego zboża doprowadził do rewolucji w trzech krajach arabskich. Już teraz co roku jedna trzecia miliarda ludzi opuszcza swoje domy jako uchodźcy lub migranci ekonomiczni, aby znaleźć lepsze życie w krajach, które wydają się bardziej stabilne i bezpieczne pod względem żywności. Wojny jedynie wzmogą fale uchodźców.

Dlatego też, opracowując nowy system żywnościowy dla świata XXI wieku, musimy znaleźć sposób na zahamowanie ludzkiego głodu wojny. W książce Food or War („Jedzenie lub wojna” – przyp. tłum.) śledzę związki między żywnością a wojnami na przestrzeni dziejów ludzkości.

Badam rolę produktów spożywczych w niedawnych konfliktach i biorę pod lupę dziewięć regionów świata, które są narażone w przewidywalnej przyszłości na wysokie ryzyko załamania systemu żywnościowego i konfliktu zbrojnego – rozumianego jako zamieszki, upadek rządów czy nawet wojna jądrowa. Postanowiłem wykazać, że związek między żywnością a wojną jest nie do uniknięcia – ale można go przełamać, a posiadanie wystarczających ilości dobrego jedzenia jest obecnie najbardziej niedocenianą, lekceważoną i wartościową „bronią pokojową” na świecie.

Jak więc osiągnąć wystarczającą ilość pożywienia dla wszystkich ludzi, która pomoże nam przetrwać szczyt ogólnoświatowej populacji pod koniec lat 60. XXI wieku, aż do zrównoważonego poziomu 2,5 miliarda z czasów, gdy byłem dzieckiem, nie niszcząc przy okazji całej planety rolniczo bądź militarnie?

Zasadniczo istnieją trzy filary zrównoważonego światowego zaopatrzenia w żywność, z których każdy zaspokaja w przybliżeniu jedną trzecią naszych potrzeb żywnościowych:

  • Wypas i rolnictwo regeneracyjne, na całym świecie, w celu przywrócenia funkcji ekosystemu na obszarze około połowy planety, który jest obecnie wykorzystywany pod uprawy lub wypasanie zwierząt hodowlanych, przy użyciu minimalnych ilości chemikaliów i nawozów i przy jednoczesnym zatrzymywaniu znacznie większej ilości dwutlenku węgla.
  • Produkcja żywności miejskiej, w której cała miejska woda i składniki odżywcze są poddawane recyklingowi w „gospodarce o obiegu zamkniętym”, a produkowana żywność jest odporna na klimat, wytwarzana przy wykorzystaniu szerokiej gamy technik, takich jak systemy hydroponiczne, wertykalne, akwaponiczne i komórkowe.
  • Podwojenie akwakultury morskiej, zwłaszcza w głębokich oceanach, uprawa glonów, wodorostów i hodowanie ryb w sposób, który jest również odporny na zmiany klimatu. Pozwoli to stopniowo zastąpić przetrzebione dzikie łowiska i uprawy wielkopowierzchniowe na lądzie.

Już teraz wielu naukowców, rolników, firm i wizjonerów technologii z całego świata prowadzi pionierskie projekty w zakresie tych technik. Poprawiają niedociągnięcia, inwestując miliardy dolarów w przedsięwzięcia „nowej żywności”, u której podłoża leży stworzenie bezpiecznej, zdrowej i zrównoważonej diety dla wszystkich.

To trzypunktowe rozwiązanie jest pragmatyczne, wymaga wdrożenia nowych technologii w niewielkim stopniu albo wcale, a co najważniejsze, jest całkowicie przystępne cenowo. Fundusze na jego implementację już są, podobnie jak ludzie i umiejętności. Jednak, jak mogą sobie Państwo wyobrazić, wiąże się to z rewolucją w dziedzinie odnawialnej żywności – większą nawet niż ta, która zaszła w zakresie energii odnawialnej i która swoim zasięgiem objęła już całą planetę. Ale ta rewolucja jest wykonalna i perspektywiczna.

Ponadto rysuje się przed nami szansa na to, żebyśmy lepiej jedli. Nasza obecna przemysłowa baza żywności jest tak ograniczona, że jemy mniej niż 300 z 30,5 tys. jadalnych roślin zidentyfikowanych do tej pory na Ziemi – czyli mniej niż 1 proc. Musimy dokładnie zbadać naszą planetę pod kątem tego, co jest dobre, bezpieczne i zrównoważone.

W swojej książce Half Earth („Pół Ziemi” – przyp. tłum.) wielki biolog E.O. Wilson argumentował, że musimy przeznaczyć połowę planety na inne życie, jeśli chcemy uniknąć masowego wymierania i ekologicznej katastrofy, która wykolei naszą przyszłość. W Food or War pokazuję, jak można to osiągnąć – przywracając dzikiej naturze połowę obecnych światowych pól uprawnych i pastwisk i przekazując je pod opiekę i w zarządzanie byłym rolnikom (którzy tracą pracę przez uprawę i hodowlę przemysłową) oraz rdzennej ludności – w ramach programu „Stewards of the Earth” („Namiestnicy Ziemi” – przyp. tłum.). Wilson obliczył, że pozwoli to zachować około 86 proc. gatunków obecnie zagrożonych wyginięciem. Spowoduje to również radykalne zmniejszenie emisji dwutlenku węgla przez człowieka.

Czy stać nas na to? Środki na realizację tych projektów już istnieją. Wystarczy ze światowego budżetu na zbrojenia w wysokości 1,8 biliona dolarów przeznaczyć na nie zaledwie 20 proc., czyli 340 mld dolarów rocznie, tłumacząc, że poprawa globalnego bezpieczeństwa żywnościowego jest najskuteczniejszym sposobem zaprowadzenia pokoju na świecie. Dużo większe cięcia w wydatkach na obronę miały miejsce w latach 1990–2005, więc wiemy, że jest to możliwe. Finansując odnawialną rewolucję żywnościową, możemy wszystkich wyżywić, uzdrowić przyrodę, zlikwidować ślad węglowy i zapobiec licznym nowym wojnom.

.Przemyślenie na nowo tego, co jemy, jest kluczem nie tylko do pokoju i dostatku dla wszystkich, lecz również do powstrzymania szóstego wymierania i do regeneracji Ziemi – by była bardziej sprawiedliwa, bardziej zielona i zdrowsza.

Julian Cribb

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 czerwca 2022