Piotr BYSZEWSKI: Organizacja „Ruch”

Organizacja „Ruch”

Photo of Piotr BYSZEWSKI

Piotr BYSZEWSKI

Doktor historii, specjalizuje się w badaniu historii opozycji niepodległościowej w PRL. Autor książek i artykułów poświęconych konspiracji w okresie rządów Władysława Gomułki.

Inicjatorzy „Ruchu” nie planowali przeprowadzania akcji dywersyjnych czy terrorystycznych. Ich zamiarem było skupianie ludzi chcących zaangażować się w działalność niepodległościową i stopniowe budowanie silnej organizacji – pisze Piotr BYSZEWSKI

.Za swój najważniejszy cel organizatorzy „Ruchu” uważali pobudzenie społeczeństwa do podjęcia działań przeciwko systemowi i stopniowe odtwarzanie opozycji niepodległościowej. W dalszej perspektywie i w sprzyjającej sytuacji politycznej miało to doprowadzić do odebrania władzy komunistom i wyzwolenia Polski z zależności wobec Związku Radzieckiego. Ich zdaniem dopiero odzyskanie niepodległości stwarzało niezbędne warunki do przeprowadzenia zasadniczych przemian ustrojowych.

W tym czasie tego rodzaju zamierzenia z reguły uznawano za całkowicie nierealne. Prawie wszyscy, również ludzie negatywnie nastawieni do komunizmu, pogodzili się z tym, że PZPR będzie sprawować rządy dzięki Związkowi Radzieckiemu jeszcze przez wiele dziesiątków lat, a wszelkie próby odsunięcia komunistów od władzy z góry skazane są na niepowodzenie. „Jedynym znakiem sprzeciwu ­– tak pisał o tym po latach Stefan Niesiołowski – była odmowa zapisywania się do PZPR, traktowana jako czyn patriotyczny, akt odwagi i przejaw cnoty. O żadnej konspiracji czy działaniach konspiracyjnych nikt nie marzył, uważając je za polityczną prowokację bądź szkodliwe w swej istocie czyny, wykorzystywane przez twardogłową, policyjną frakcję w partii. Nadzieję upatrywano w jakimś nieokreślonym postępie i samonaprawie rządzącej partii, której nie należało przeszkadzać. […] O niepodległości Polski nie wypadało nawet mówić, traktując tę sferę jako absolutnie leżącą poza zasięgiem możliwości społeczeństwa”.

Podobnie oceniał ówczesne nastroje Morgiewicz: „Wcale nieczęste było wówczas przekonanie, że ludzie rządzący PRL są po prostu moskiewską agenturą, a nieszczęścia naszego kraju biorą się głównie z braku niepodległości. Ludzie raczej skłaniali się do tezy, że Gomułka, jakkolwiek zależny jest od Moskwy, ma przede wszystkim na względzie interes narodowy. Pamiętano przecież, że o mało nie zapłacił głową za tzw. odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, przypisywano mu zasługi w procesie destalinizacji, dekolektywizację wsi, pamiętano jeszcze o haśle »polskiej drogi do socjalizmu«. Gomułka był ciągle w legendzie tym, który umiał postawić się Moskwie. Poparcie udzielone mu przez Kościół i prymasa Wyszyńskiego (wezwanie do wzięcia udziału w głosowaniu 1957 r.) uwiarygodniało go, co więcej, legitymizowało niejako komunistyczną władzę w odczuciu katolickiego społeczeństwa. Jakoś nie pamiętano, że Gomułka był I sekretarzem PPR w latach bezwzględnego dławienia oporu niepodległościowego […]. Jakoś nie pamiętano też tego, że objęcie przez niego władzy w 1956 zapoczątkowało odwrót od »odwilży październikowej« i postępującą petryfikację przyjętych wówczas rozwiązań”.

Dlaczego bracia Czumowie, Gołębiewski, Niesiołowski, Morgiewicz i ich koledzy zaangażowali się w konspirację w tak bardzo niesprzyjającej sytuacji? Trudno odpowiedzieć na to pytanie w sposób satysfakcjonujący z naukowego punktu widzenia. Można domniemywać, że zaważyły tu nie tylko ich poglądy i jednoznacznie negatywny stosunek do komunizmu. Wszyscy oni byli głęboko przekonani o konieczności podjęcia takich działań. Bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, jakie skutki mogły przynieść długoletnie rządy komunistów – ostateczne pogodzenie się Polaków z niewolą, rozkład więzi społecznych, postępującą degradację ekonomiczną i kulturalną, a nawet, czego nie wykluczał Niesiołowski, groźbę wcielenia Polski do Związku Radzieckiego.

Byli naturalnie świadomi, że ich konspiracja ma bardzo niewielkie szanse na osiągnięcie zamierzonego celu. Na przykład Andrzej Czuma parokrotnie przyznawał później, że nigdy nie sądził, iż dożyje końca komunizmu. Był jednak zdecydowany poświęcić wszystko, by ten moment przybliżyć. Wszyscy uważali, że Polska znajduje się w sytuacji niezwykle trudnej, lecz nie bez wyjścia. […]

Niezwykle istotnym impulsem dla inicjatorów „Ruchu”, zwłaszcza dla braci Czumów i Niesiołowskiego, był konflikt pomiędzy władzami a Kościołem w związku z obchodami tysiąclecia chrztu Polski. Postawa większości społeczeństwa jednoznacznie dowodziła, że wbrew pozorom nie uległo ono całkowitemu skomunizowaniu. „Dla wielu ludzi myślących jak ja – mówił później Andrzej Czuma – wydarzenia roku 1966 oznaczały, iż naród polski dokonał określonego wyboru. Setki tysięcy wiernych zdążających odważnie na kościelne uroczystości – bez oglądania się na utrudniających swobodne poruszanie się »golędzinowców« [funkcjonariuszy ZOMO – P.B.] – w zestawieniu z garstkami skuszonych kiełbasą oferowaną przez komunistów pozwoliły uwierzyć, że nie jest tak źle, że może dojrzał już czas do upomnienia się o nasze prawo do wolności i niepodległości, choćby przez próbę stworzenia niezależnego biuletynu”. Czuma stwierdził wręcz, że od strajków studenckich z marca 1968 r. bez porównania ważniejsze były dla niego właśnie wydarzenia z roku 1966. Uznał wówczas, że jest to ostatni moment do podjęcia działań na rzecz odzyskania niepodległości.

Cele, jakie postawili przed sobą założyciele „Ruchu”, wymagały skoncentrowania się na działaniach długofalowych. Pierwszym zadaniem było zebranie choćby kilkunastu osób zdecydowanych zaangażować się w konspirację. Miał to być zalążek stopniowo rozbudowywanej organizacji, która w przyszłości miała objąć cały kraj. Nigdy nie zamierzano tworzyć organizacji będącej kontynuacją jakiegokolwiek przedwojennego nurtu politycznego. W założeniu „Ruch” miał skupiać osoby i grupy o zróżnicowanych poglądach, zjednoczonych wokół zasadniczych idei – odzyskania niepodległości, odsunięcia od władzy komunistów i przywrócenia demokracji. Nie było to równoznaczne z zamiarem zjednoczenia wszystkich nurtów i środowisk ówczesnej opozycji. Ze względu na brak zrozumienia kwestii niepodległości nie dążono np. w tym czasie do nawiązania kontaktów z „komandosami”, chociaż Andrzej Czuma bardzo pozytywnie oceniał działalność Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego.

W obawie przed zwróceniem uwagi SB zrezygnowano z rozprowadzania ulotek, malowania napisów, kolportowania wydawnictw i innych, jak to nazywał Niesiołowski, „działań zewnętrznych”, które doprowadziłyby do ujawnienia organizacji. Działania takie zamierzano podjąć dopiero w dalszej przyszłości, w sprzyjającej sytuacji politycznej, np. zbliżonej do tej z jesieni 1956 r. Na początku sprawą priorytetową było zbudowanie odpowiednio silnej i sprawnie działającej organizacji. Istotne były nie tylko jej liczebność i zaplecze materialne, a więc sprzęt poligraficzny czy pieniądze. Równie ważne było opracowanie programu oraz odpowiednie uformowanie uczestników. „Ruch” w założeniu miał się stać miejscem dyskusji, wymiany poglądów. Działalność – przynajmniej w okresie przed ujawnieniem się organizacji – w znacznym stopniu miała mieć charakter samokształcenia. Bardzo poważnym ograniczeniem był przy tym brak dostępu do wydawnictw emigracyjnych, dlatego tak istotne było wydawanie niezależnego pisma. Koncepcja ta pojawiła się już na samym początku, a Andrzej Czuma kilkakrotnie stwierdził później, że w tym czasie był to dla niego cel najważniejszy.

Niemniej rezygnacja z kolportowania ulotek, malowania napisów itp. była od początku kwestią sporną. Bracia Czumowie i Gołębiewski, obawiając się przedwczesnej dekonspiracji i aresztowań, uważali, że najpierw należy zbudować silną organizację. Niesiołowski był natomiast zdania, że takie podejście jest niezbyt realistyczne i że „Ruch” po krótkich przygotowaniach powinien był wystąpić z jakąś akcją […]

Od grudnia 1964 r. Niesiołowski wspólnie z Wojciechem Majdą i Wojciechem Mantajem (obaj przystąpili później do „Ruchu”), malował napisy na murach. Z odnalezionych dotąd materiałów wynika, iż kontynuował takie działania także po przystąpieniu do „Ruchu”, pomimo sprzeciwu braci Czumów. Ostatnie napisy – „Precz z komunizmem” oraz „Precz z czerwoną zarazą”– zarejestrowane zostały przez Wydział III KWMO w Łodzi 21 kwietnia 1966 r., a więc kiedy Niesiołowski był już związany z „Ruchem”. Nie zamierzał jednak rezygnować z malowania napisów, co potwierdza fragment z jego książki Ruch przeciw totalizmowi: „bracia Czumowie i Gołębiewski orzekli, że akcja malowania napisów jest zbyt niebezpieczna, niesie jedynie możliwość schwytania i wyeliminowania z »Ruchu« kilku aktywnych członków, a trzeba gromadzić siły i pracować nad sprawami poważniejszymi w sensie organizacyjnym. Wprawdzie Niesiołowski proponował, żeby takie napisy malowano i w innych miastach, i byłoby to pierwsze zajęcie dla grupy, ale został przegłosowany, i w tej sytuacji z malowania napisów zrezygnowano także w Łodzi”.

Problemu nie rozwiązano do końca istnienia organizacji. Wraz z upływem czasu tendencje do podejmowania takich działań narastały jednak coraz wyraźniej. Na przykład wiosną 1969 r. Stefan Türschmid i Witold Sułkowski zaproponowali rozprowadzenie ulotek w związku z rocznicą strajków studenckich. Skutkiem nasilania się wspomnianych tendencji była także decyzja o podjęciu przygotowań do podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie.

Nie przewidywano działań sabotażowych, dywersyjnych, a tym bardziej terrorystycznych. Przeprowadzane od lutego 1969 r. akcje ekspropriacyjne, czyli kradzieże maszyn do pisania i powielaczy z instytucji państwowych, wynikały wyłącznie z konieczności zdobycia sprzętu poligraficznego niezbędnego do wydawania pisma.

Organizacja Ruch (1965-1970) - okładka książki

.Mianem sabotażu, co prawda bardzo ograniczonego i niegroźnego, można określić przeprowadzoną wiosną 1970 r. w Łodzi nieudaną akcję „Skunks” polegającą na wlaniu substancji o bardzo nieprzyjemnym zapachu do dwóch sklepów PKO. Akcja „Poronin”, stanowiąca przykład kompletnego braku konsekwencji i karygodnej bezmyślności, w założeniu miała być akcją jednorazową. Chciano w ten sposób zaprotestować przeciw niezwykle hucznym obchodom setnej rocznicy urodzin Włodzimierza Lenina. Sam Andrzej Czuma przyznał jednak później, że „Ruch” mógł wyrazić protest inaczej, np. w formie dużej akcji ulotkowej. Żadnych innych akcji sabotażowych czy dywersyjnych nie planowano, poza przygotowaniami do akcji „Poronin”.

Piotr Byszewski

Fragment książki “Organizacja „Ruch” (1965–1970), Warszawa 2021, 488 s., wyd. Instytutu Pamięci Narodowej [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 czerwca 2022
Fot. Zbigniew ZBOROWSKI / Forum