Prof. Jerzy MIZIOŁEK: Polacy i Napoleon Prof. Jerzy MIZIOŁEK: Polacy i Napoleon

Polacy i Napoleon

Photo of Prof. Jerzy MIZIOŁEK

Prof. Jerzy MIZIOŁEK

Historyk sztuki, profesor nauk humanistycznych, w latach 2018–2019 dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie.

zobacz inne teksty Autora

Napoleon zajmuje szczególne miejsce w dziejach Polski, jest też obecny w polskim hymnie narodowym. Istnieje ponadto mało znana opowieść strażnika życia cesarza w jego drodze do Paryża w grudniu 1812 r. – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK

.O ogromnym wybuchu radości w Warszawie wraz z nadejściem wojsk napoleońskich w grudniu 1806 r. piszą liczni pamiętnikarze, m.in. Anna z Tyszkiewiczów Potocka-Wąsowiczowa, żona jednego z adiutantów cesarza – por. Stanisława Dunina-Wąsowicza: „Zastawiano stoły nawet na ulicach i placach. Wzniesiono niejeden toast za przyszłą niepodległość, za dzielną armię, za wielkiego Napoleona!… Ściskano się, bratano, przepijano do siebie”. Radość ta wynikała stąd, że od 1795 r. Warszawa była w pruskich rękach i straciła status stolicy wielkiego niegdyś państwa polskiego.

Entuzjazm uskrzydlony nadzieją na odrodzenie Polski zaowocował interesującymi dziełami sztuki. Gdy cesarz przybył do Teatru Narodowego w Warszawie w dniu 18 stycznia 1807 r., zobaczył swój wizerunek, który ogromnie przypadł mu do gustu. Ukazywał go jako wschodzące Słońce (Oriens) z unoszącą się powyżej personifikacją Sławy. W dolnej partii tej wielkiej kompozycji, znanej obecnie dzięki rycinom z epoki, widniał ołtarz z płonącym na nim ogniem, a po bokach trzy postacie – po lewej personifikacja Polski, z której ust wychodzi napis: SPES IN TE (Nadzieja w Tobie), po prawej zaś uskrzydlony Geniusz uwalniający z grobu ubranego w zbroję rycerza. Napis na płycie nagrobnej głosił: RESURGAM (Zmartwychwstaję). Wizerunek opatrzony był takim oto wierszem:

Tak Polska z losów kolei,
Z gruzów swoich ożywiona
Ujrzała cel swych nadziei,
Wielkiego Napoleona.

Mąż wielki zrządził tę zmianę,
Zdumiewa się ziemia cała,
Ledwie opuścił Sekwanę,
Już go zwycięzcą Wisła ujrzała.

.Wiele jest tekstów z epoki, które zaświadczają o prawdziwym kulcie Napoleona I w Polsce.

Ludwik Jabłonowski, urodzony w Warszawie w 1810 r., tak opisał swoje nim zauroczenie: „Gdy Wielki ciągnął na Moskwę, nie mogłem mieć jak kilkanaście miesięcy, jednak pamiętam wyraźnie i widzę się jasno na rękach jakiejś prostej kobiety, stojącej w bramie domu, a patrzę na ciągnącego na czele sztabu Cesarza. Może przypadkiem spojrzał na mnie, a tym spojrzeniem ujął ducha mego w magnetyczną niewolę, która trwa i trwać będzie do śmierci”. W tej „magnetycznej niewoli” pozostawało długo wielu Polaków. Imię jego nosili dwaj wielcy poeci romantyczni – Adam Napoleon Mickiewicz i Napoleon Zygmunt Krasiński. Sam Jabłonowski na chrzcie otrzymał imiona: Napoleon Ludwik Józef – to ostatnie zapewne z uwielbienia dla księcia Józefa Poniatowskiego, marszałka Francji. Książę Józef, podobnie jak tysiące Polaków, pozostał wierny cesarzowi do końca. Jednym z nich był wspomniany już Stanisław Dunin-Wąsowicz (1785–1834), uczestnik dramatycznej w skutkach wyprawy na Moskwę.

Losy epopei napoleońskiej są dobrze znane, ale wiedza o okolicznościach dramatycznej podróży Napoleona w grudniu 1812 r. z terenów dzisiejszej Białorusi do Paryża nie jest powszechna. Francuskie teksty źródłowe rzadko wymieniają nazwisko Wąsowicz; jego zapiski w wyborze i ze stosownym komentarzem podał do druku wybitny historyk Szymon Askenazy. O ile mi wiadomo, oryginał tych zapisków w języku francuskim nie zachował się do naszych czasów.

W czasie wyprawy na Moskwę, na „polską wojnę”, jak zwykł mówić Napoleon, Wąsowicz był jego tłumaczem i attaché de la maison. Gdy cesarz zdecydował udać się jak najszybciej do Paryża, jego attaché stał się niejako szefem ochrony i wraz z woźnicą siedział na koźle cesarskiej karocy. Wyruszyli 5 grudnia i w zaledwie dwa tygodnie, pomimo śmiertelnego niebezpieczeństwa i siarczystego mrozu, zwłaszcza w czasie pierwszych dni podróży, dotarli nad Sekwanę. Cesarz wyznaczył do swojej eskorty Polaków – 100 szwoleżerów-lansjerów pod dowództwem pułkownika Ignacego Stokowskiego, któremu polecił nieustanne trwanie przy drzwiczkach swej karocy. „Jeśli będziemy atakowani – miał powiedzieć – Polacy są tak odważni, że potrafią mnie obronić”. Tak się stało, ale zdarzały się takie momenty, kiedy Kozacy z carskiej armii znajdowali się niezwykle blisko. Jeszcze przed wyruszeniem cesarz podał Wąsowiczowi parę pistoletów i rzekł: „Na wypadek niechybnego niebezpieczeństwa, zabij mnie raczej, ale nie daj mnie wziąć żywcem”. Wąsowicz poprosił o pozwolenie przetłumaczenia tych słów lansjerom. Ci wysłuchawszy słów cesarskich, krzyknęli jednym głosem: „Damy się prędzej porąbać, niż pozwolimy zbliżyć się do cesarza”. Mróz dochodził do minus 35 stopni Celsjusza, wiał silny wiatr, mimo to Napoleon bezpiecznie dotarł do Wilna, ale przeszło sześćdziesięciu lansjerów zginęło. Następnie bez odpoczynku wyruszono w kierunku Warszawy, rezygnując z łatwiejszej drogi do Drezna przez Prusy. Powód takiej decyzji tłumaczą słowa cesarza zapisane przez Wąsowicza: „Żywię zaufanie zupełne do ludności polskiej”.

10 grudnia Napoleon dotarł do Warszawy, gdzie w hotelu angielskim (na rogu Wierzbowej i Trębackiej, dziś nieistniejącym) spędził incognito kilka godzin, spotkał się ze Stanisławem Kostką Potockim i Józefem Wybickim, po czym niezwłocznie wyruszył w kierunku Drezna. Tam w czasie spotkania z królem Fryderykiem Augustem Napoleon z całą otwartością przyznał się do ogromu swej klęski. Prosił następnie króla Saksonii o przyznanie Wąsowiczowi polskiego orderu wojskowego jako „oficerowi służącemu mi z równym honorem, jak roztropnością”. Po dotarciu do Paryża Wąsowicz dostąpił awansu, otrzymał stopień kapitana.

Pamięć o wielkim cesarzu trwała też w legendach i anegdotach. Oto jedna z nich, związana z osobą Alojzego Żółkowskiego, słynnego warszawskiego aktora komediowego. Po klęsce Napoleona pod Waterloo Warszawa przymuszona okolicznościami urządziła iluminację na cześć cara Aleksandra I. Stało się to tuż przed połową listopada 1815 r., gdy ten niekoronowany król Polski wjeżdżał uroczyście do Warszawy. Z tej okazji wystawiono nawet łuk triumfalny, na którego miejscu stoi od 1821 r. kościół św. Aleksandra. Podczas gdy tłumy wiwatowały na cześć króla i cara, Żółkowski wystawił w swym oknie ogromny transparent z oświetlonymi literami: N-A-P-O-L-E-O-N. Kiedy go wezwano na policję, tak się tłumaczył: „Ja nie jestem temu winien, że wy nie umiecie czytać – wszak są to pierwsze litery słów: »Najjaśniejszy Aleksander Pawłowicz Odkupiciel Ludów Europy, Ojciec Nasz«”. Po tym lapidarnym objaśnieniu monumentalnego napisu aktora zwolniono do domu.

.Legenda Napoleona trwała przez cały XIX w., a nawet w okresie międzywojennym. Utrwalali ją tacy malarze, jak Piotr Michałowski, Walenty Wańkowicz, nieco dziś zapomniany Jan Rosen i przede wszystkim trzej Kossakowie – Juliusz, Wojciech i Jerzy.

Jerzy Miziołek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 listopada 2021
Fot. Vincent ISORE / Zuma Press / Forum

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam