Prof. Mariusz WOŁOS: „Wyprawa kijowska”, czyli niezrealizowane marzenie Piłsudskiego o wolnej Ukrainie

„Wyprawa kijowska”, czyli niezrealizowane marzenie Piłsudskiego o wolnej Ukrainie

Photo of Prof. Mariusz WOŁOS

Prof. Mariusz WOŁOS

Historyk. Prorektor ds. nauki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie oraz kierownik Katedry Najnowszej Historii Powszechnej. Członek Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych. Laureat nagrody Wacław Jędrzejewicz History Medal, przyznawanej przez Instytut Józefa Piłsudskiego w USA.

zobacz inne teksty Autora

Wojna 1920, jak zwykło się błędnie nazywać „wyprawę kijowską” i samą, trwającą od przełomu 1918 i 1919 roku wojnę polsko-sowiecką, miała na celu udzielenie Ukraińcom fundamentalnego wsparcia w budowie niezależnego i niepodległego państwa. – pisze prof. Mariusz WOŁOS

.„Plan Piłsudskiego wobec wojny w roku 1920 polegał na rozbiciu XII i XIV armii sowieckich (…) sformowaniu armii ukraińskiej na zdobytych terenach proklamowanej Ukraińskiej Republiki Ludowej (…). Wyprawa kijowska jest operacyjnie uznawana za przegraną o tyle, że nie obroniliśmy zajętej przez nas części Ukrainy i wobec tego nie uruchomiliśmy sił zbrojnych Ukrainy”. Tak w 1937 r. gen. Tadeusz Kutrzeba skomentował po 17 latach „wyprawę kijowską”. Zwrócił przy tym uwagę na fakt, który później wielokrotnie był przez propagandystów konsekwentnie pomijany.

Wojna 1920, jak zwykło się błędnie nazywać „wyprawę kijowską” i samą, trwającą od przełomu 1918 i 1919 roku wojnę polsko-sowiecką, miała na celu udzielenie Ukraińcom fundamentalnego wsparcia w budowie niezależnego i niepodległego państwa. Niestety propagandystom udało się upowszechnić narrację wskazującą, że Józef Piłsudski rozpoczął wojnę, kierując się jakoby marzeniem o budowie Polski kończącej się na Morzu Czarnym, co ma stanowić jeden z koronnych dowodów imperialnych zapędów Drugiej Rzeczypospolitej. Jednak jeżeli ofensywa ukraińska w kierunku Kijowa, zasadnie określana ostatnio także mianem „wojny o Ukrainę”, jest niezbitym świadectwem czegokolwiek, to raczej polsko-ukraińskiej współpracy i starań Józefa Piłsudskiego, mających na celu pomoc w budowie sojuszniczego, niepodległego państwa ukraińskiego.

„Wyprawa kijowska”, która rozpoczęła się 25 kwietnia 1920 roku, miała kilka zasadniczych celów. Wymiar militarny był ściśle powiązany z informacjami, jakie Oddział II Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, czyli wywiad i kontrwywiad wojskowy zwany popularnie „dwójką”, w lutym i marcu 1920 roku zbierał na temat koncentracji Armii Czerwonej. Jej formacje sprowadzane z głębi Rosji, a następnie dyslokowane na północ i południe od bagien poleskich ewidentnie szykowały się do ataku przeciwko Polakom. Warto wspomnieć, że jednym z oficerów, który przekazywał te wiadomości przełożonym, był wówczas szerzej nieznany i bardzo jeszcze młody Józef Beck, późniejszy minister spraw zagranicznych Drugiej Rzeczypospolitej. Mając takie informacje od oficerów, którym Józef Piłsudski bardzo ufał, posiadał on niemałą wiedzę na temat przygotowania przez stronę sowiecką ofensywy przeciwko Polsce w pierwszych miesiącach 1920 roku.

Piłsudski podjął decyzję o wyprzedzeniu ofensywy Armii Czerwonej, co stało się jedną z przyczyn zdobycia Kijowa. Dzięki temu polski Naczelny Wódz wyprzedził kontruderzenie wojsk sowieckich, które faktycznie nastąpiło na odcinku północnym. W czerwcu 1920 roku zostało ono odparte przez Armię Rezerwową dowodzoną przez generała Kazimierza Sosnkowskiego.

Sam sojusz z Ukraińską Republiką Ludową, na której czele stał ataman główny Symon Petlura, był przygotowywany od kilku miesięcy. Druga Rzeczpospolita podpisała z Ukraińską Republiką Ludową umowę polityczną 21 kwietnia 1920 roku, a konwencję wojskową w nocy z 24 na 25 kwietnia. Ustalono, że granicą oddzielającą Rzeczpospolitą od nowo powstałej wolnej Ukrainy będzie rzeka Zbrucz, czyli dawna granica między Austro-Węgrami a Rosją. To, co do dziś jest na Ukrainie jednym z zasadniczych argumentów w krytyce głównego atamana, było dla niego najtrudniejszym do zaakceptowania warunkiem strony polskiej.

Wyrażenie zgody na pozostawienie w granicach Rzeczypospolitej dawnej Galicji Wschodniej i niemałej części Wołynia bynajmniej nie przyszło Petlurze łatwo. Ostatecznie Polska pozyskała dzięki porozumieniu sojusznika, który sformował dwie kadrowe dywizje, liczące wiosną 1920 roku wedle różnych szacunków od 4 do ponad 10 tysięcy żołnierzy ukraińskich. Petlura był nie tylko przywódcą politycznym Ukraińskiej Republiki Ludowej, ale także stał na czele jej armii. To właśnie dowodzone przez niego oddziały wkraczały w 1920 roku ramię w ramię z wojskami polskimi na tereny ukraińskie.

Inne przyczyny wejścia na teren Ukrainy miały charakter gospodarczy. Polacy odzyskali niepodległość zaledwie kilkanaście miesięcy wcześniej, zaś Druga Rzeczpospolita odbudowywała się od razu w cieniu wojen o granice i konfliktu zbrojnego na dużą skalę, jaką była wojna polsko-sowiecka. Ponadto na jej terenach funkcjonowały pozostawione przez zaborców różne systemy prawne, administracyjne, monetarne, gospodarcze. Marka polska była słaba. Odradzająca się Polska na dobrą sprawę nie posiadała przemysłu zbrojeniowego. Broń odziedziczono po armiach państw zaborczych, a także sprowadzano z Francji czy Węgier. Kłopoty były więc obecne we wszystkich lub prawie wszystkich segmentach funkcjonowania państwa.

Józef Piłsudski zdawał sobie sprawę z ogromnych trudności aprowizacyjnych wojska i całego społeczeństwa. Uderzenie w kierunku Kijowa miało zatem na celu poprawienie sytuacji aprowizacyjnej, a Ukraina była od niepamiętnych czasów rezerwuarem zbóż dla całej Europy. Ten, kto posiadał Ukrainę, nie musiał martwić się o zasiewy i zabezpieczenie państwa w podstawowe produkty rolne. Sojusznicza Ukraina mogła gwarantować dostawy żywości.

Sama „wyprawa kijowska” odbywała się w atmosferze dyskusji na polskiej scenie politycznej. Nie wszyscy byli bowiem zwolennikami nawiązania kontaktów z przedstawicielami Ukraińskiej Republiki Ludowej. Podpisanie umów politycznej i wojskowej było równoznaczne z uznaniem przez Polskę ukraińskiego państwa jako podmiotu na arenie międzynarodowej, czemu np. narodowi demokraci byli przeciwni. W związku z tym formuła wojny o Ukrainę była przez nich kontestowana. Pojawiła się też narracja umniejszająca znaczenie i przebieg „wyprawy kijowskiej”, jakoby ofensywa trafiła w próżnię i jej sukces wynikał z braku większego oporu ze strony Armii Czerwonej. Nie jest to prawdą. Wystarczy wspomnieć walki o Żytomierz, Korosteń, boje pod Malinem, Koziatynem czy starcia pod Kijowem. Zajęcie w krótkim czasie, bo już na początku maja 1920 roku, ukraińskiej stolicy zmieniło atmosferę wokół ofensywy, jednak tylko na chwilę. Zdobycie Kijowa było początkowo wielkim triumfem i bezsprzecznym sukcesem Piłsudskiego. Przypominano nawet tak odległe historycznie wydarzenia jak zajęcie tego miasta przez Bolesława Chrobrego.

Jednak w momencie, kiedy polskie i ukraińskie wojska wycofały się w związku z natarciem sprowadzonych naprędce przez bolszewików żołnierzy Armii Czerwonej, w tym osławionej już wówczas 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego, na Józefa Piłsudskiego ponownie wylała się fala krytyki, szczególnie ze strony narodowej demokracji. Ostatecznie Ukraina nawet przy wsparciu Polski nie udźwignęła ciężaru budowy własnej państwowości w 1920 roku.

Poza klęską militarną Wojska Polskiego i towarzyszących mu oddziałów petlurowskich poniesioną latem 1920 roku było jeszcze co najmniej kilka przyczyn przekreślenia marzeń o budowie niepodległego państwa ukraińskiego. W pierwszej kolejności należy tu wspomnieć postawę „białych” Rosjan. Tacy rosyjscy generałowie jak Anton Denikin czy Piotr Wrangel nie uznawali niepodległości Ukrainy, uważając, że jest częścią jedynej, niepodzielnej i wielkiej Rosji. W związku z tym odmawiali Ukraińcom prawa do posiadania własnego państwa. Z ich zdaniem liczono się w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych. To tłumaczy też w dużym stopniu postawę polskich narodowych demokratów, którzy przez długi czas nie wykluczali możliwości zwycięstwa „białych” Rosjan w wojnie z bolszewikami, oglądając się przy tym na państwa zwycięskiej Ententy.

Kolejną przyczyną, z powodu której nie udało się zbudować państwowości ukraińskiej w 1920 roku, była postawa Władimira Lenina i innych liderów bolszewickich. Co prawda przywódcy bolszewiccy utworzyli na początku 1919 roku Ukraińską Socjalistyczną Republikę Sowiecką ze stolicą w Charkowie z własnym rządem, czyli Radą Komisarzy Ludowych z Chrystianem Rakowskim na czele, ale od samego początku swojego funkcjonowania było to państwo marionetkowe. Ludzie tacy jak Lenin mogli tolerować istnienie państwa ukraińskiego wyłącznie w formie całkowitej podległości Moskwie, w komunistycznym wydaniu i w ścisłej federacji z sowiecką Rosją. W ich koncepcjach niepodległa Ukraina, o jakiej marzyli Petlura czy Piłsudski, była całkowicie nie do przyjęcia, bo godziła w fundamenty bolszewickich projektów narzucenia komunizmu nie tylko obszarowi byłego Imperium Rosyjskiego, ale w miarę możliwości eksportowania go poza jego terytorium.

Lenin dobrze rozumiał, że Rosja bez zależnej od siebie Ukrainy będzie zbyt słaba, aby bolszewicy mogli wykorzystać ją jako instrument do realizacji własnych planów imperialistycznych pod wzniosłymi hasłami walki o prawa robotników i chłopów przecież nie tylko rosyjskich czy ukraińskich.

Jeszcze inną przyczyną przekreślenia marzeń o wolnym państwie ukraińskim była kwestia podziałów politycznych w środowisku nastawionych niepodległościowo Ukraińców. Wybitnie trudny kompromis, na jaki przystał ataman Petlura, godząc się na oddanie Polsce Galicji Wschodniej czy raczej Małopolski Wschodniej, jak mówiono w Rzeczypospolitej, był dla Ukraińców skupionych w Zachodnioukraińskiej Republice Ludowej nie do zaakceptowania. Przywódca Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej Jewhen Petruszewicz i jemu podobni politycy absolutnie nie wyobrażali sobie państwa ukraińskiego bez Galicji Wschodniej oraz Lwowa. Tu też tkwią przyczyny podjęcia walki z Polakami we Lwowie już jesienią 1918 roku.

Trzeba jeszcze dodać kwestie tylko pozornie drugorzędne. Ukraińcy w zasadzie nie posiadali wzorców własnej niepodległości, z których mogliby czerpać. Rzecz jasna, nie licząc skromnych doświadczeń w zakresie budowania struktur państwowych, począwszy od 1917 czy 1918 roku. Skutkowało to między innymi brakiem odpowiednich i wystarczająco sprawnych kadr urzędniczych, nauczycielskich, politycznych, gospodarczych dla budowy niepodległego państwa na olbrzymim obszarze od Lwowa do Charkowa. Ponadto tereny Ukrainy były mocno eksploatowane w trakcie pierwszej wojny światowej i po niej, do czego rękę przyłożyli także niemieccy oraz austriaccy okupanci. Później toczyła się tam rosyjska wojna domowa, a zarówno „biali”, jak i „czerwoni” bynajmniej nie oszczędzali terenów zamieszkiwanych przez Ukraińców, dokonując rabunków, rekwizycji, nie stroniąc też od represji.

Ostatnią przyczyną fiaska budowy państwa ukraińskiego w 1920 roku było nastawienie mocarstw zachodnich – zwycięzców pierwszej wojny światowej. Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania czy Włochy liczyły na zwycięstwo „białej” Rosji, która odbuduje swoje terytorium także na obszarze Ukrainy, a co za tym idzie, będzie dysponować ogromnymi możliwościami produkcji zbóż czy eksploatowania tamtejszych bogatych zasobów naturalnych. Państwa Ententy chciały jak najszybciej nawiązać współpracę handlową z „białą” Rosją.

W związku z tym przywódcy zwycięskich mocarstw, mający w pamięci sojusz z Rosją trwający przecież aż do 1917 roku, nie dopingowali Ukraińców w tym, by część imperium rosyjskiego wydzielić w postaci państwa ukraińskiego. Co najmniej do zakończenia rosyjskiej wojny domowej liczyli się ze stanowiskiem liderów „białej” emigracji, skądinąd bardzo aktywnych w Paryżu, Londynie, Waszyngtonie czy Rzymie. Dodać trzeba, że ostatnie oddziały „białych” Rosjan wycofały się z Krymu dopiero w listopadzie 1920 roku, a i to nie musiało być jeszcze równoznaczne z zakończeniem wojny domowej na terytorium byłego Imperium Rosyjskiego.

Uwzględniając negatywne podejście Zachodu do aspiracji niepodległościowych Ukraińców, skupiony wokół Piłsudskiego obóz belwederski był w tym czasie jedyną liczącą się siłą, która chciała budować wolną Ukrainę. Dodajmy – samodzielną i niepodległą Ukrainę. To był swoistego rodzaju wyjątek. Piłsudski i jego zwolennicy, tacy jak Leon Wasilewski, myśleli o budowie federacji na odcinku północnym razem z Białorusią, Litwą, może też Łotwą. Tymczasem wolna Ukraina miała pozostawać z Polską w sojuszu.

Obozowi piłsudczyków tak bardzo zależało na istnieniu dużego i niepodległego państwa ukraińskiego, ponieważ dawało to możliwość osłabienia Rosji, niezależnie, czy będą nią rządzić „biali”, czy „czerwoni”. Stronnicy Piłsudskiego również doskonale rozumieli, że bez Ukrainy Rosja znaczyła o wiele mniej niż razem z nią. Była po prostu mniej groźna dla sąsiadów. Z kolei Rosja połączona z Ukrainą w federację sowiecką stawała się bardzo niebezpiecznym państwem dla Rzeczypospolitej, o czym my, Polacy przekonaliśmy się dobitnie w 1939 roku.

Odpowiedź na pytanie, na ile postać Petlury i rok 1920 są istotne dla Ukraińców z punktu widzenia opowiadania przez nich o budowie ukraińskiej niepodległości, jest bardzo złożona. Lata 1917–1921 są dla historii narodu ukraińskiego kluczowe, a Ukraińcy mają świadomość znaczenia tego okresu w ich własnych dziejach. Ówczesne dążenia wolnościowe pozostawały i nadal pozostają ważnym punktem odniesienia. Uwaga ta dotyczy zarówno historiografii, publicystyki, jak i pamięci historycznej, nie wyłączając tej indywidualnej. Współcześnie postać wiernego sojusznika Polaków atamana głównego Symona Petlury nie jest jednak znacząco eksponowana. Jego osoba jest oceniana na Ukrainie bardzo różnie, także negatywnie. Pamięta mu się wspomnianą cenę kompromisu ze stroną polską, czego wielu polityków ukraińskich nie mogło mu wybaczyć.

.W ostatnich latach widać zmianę podejścia wielu Ukraińców do Petlury. Historycy i publicyści ukraińscy zaczynają doceniać jego rolę, wskazując, że ze wszystkich przywódców ukraińskich tamtych czasów jako przewodniczący Dyrektoriatu Ukraińskiej Republiki Ludowej miał najlepszy mandat, by sprawować funkcję politycznego lidera wolnej, niepodległej i suwerennej Ukrainy, zaś kompromis z Piłsudskim był w ówczesnych realiach rozwiązaniem trudnym, może nawet bolesnym, ale dającym nadzieję na budowę własnego państwa.

Mariusz Wołos

Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach portalu „Dla Polonii” [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 maja 2022