Przystanek Historia: Transformacja. Porozmawiajmy o spółkach nomenklaturowych [PODCAST]

Transformacja. Porozmawiajmy o spółkach nomenklaturowych [PODCAST]

Photo of Przystanek Historia

Przystanek Historia

Portal przystanekhistoria.pl podtrzymuje pamięć o ludziach i ich czynach, które w czasach niewoli przybliżały nas do odbudowy niepodległego Państwa Polskiego, a z wolności oraz godności ludzkiej czyniły wartość najwyższą.

W najnowszym podcaście historycznym Przystanku Historia na „Wszystko co Najważniejsze” naszym gościem jest dr Tomasz KOZŁOWSKI z Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej. Rozmawiamy o polskiej transformacji, tematem są też spółki nomenklaturowe.

POSŁUCHAJ WRAZ Z NAMI:

„Teraz wszystko się zmieniło”. Spółki nomenklaturowe

Próby uwłaszczenia się partyjnej nomenklatury były jednym z najbardziej kontrowersyjnych zjawisk towarzyszących transformacji politycznej i gospodarczej.

Uwłaszczenie się nomenklatury jest jednym z tematów, które wzbudzają zainteresowanie zarówno historyków, jak również dziennikarzy oraz opinii publicznej. Proces przekucia przez dawny aparat partyjny oraz państwowy swojej władzy politycznej w kontrolę nad wybranymi działami gospodarki, nie został do tej pory całościowo opisany pomimo tego, że uwłaszczenie nomenklatury stanowiło jedno z najważniejszych patologicznych zjawisk okresu przemian. Uwłaszczenie, które przybrało w okresie transformacji formę drenażu majątku przedsiębiorstw przez tzw. spółki nomenklaturowe, było efektem ubocznym wprowadzania mechanizmów rynkowych do gospodarki centralnie sterowanej. Nie było to zjawisko charakterystyczne tylko i wyłącznie dla Polski, dotknęło także inne kraje, na przykład Węgry.

Wprowadzenie kapitalizmu w miejsce gospodarki centralnie sterowanej jest postrzegane jako konsekwencja polityki rządu Tadeusza Mazowieckiego, a przede wszystkim – realizacji planu wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza. Jest to fakt, jednak trzeba pamiętać, że pierwsze kroki na drodze transformacji stawiali jeszcze w latach osiemdziesiątych komuniści. Nie była to tylko polska specyfika – podobne procesy zachodziły we wszystkich krajach bloku wschodniego. Kreml odwoływał się do Nowej Polityki Ekonomicznej (NEP), realizowanej za czasów Lenina.

W ramach wprowadzanych w drugiej połowie lat osiemdziesiątych reform, zaczęto dopuszczać myśl, że pojawią się w państwach socjalistycznych grupy uprzywilejowane związane z prywatną inicjatywą. Premier Mieczysław Rakowski tłumaczył w czasie posiedzenia rządu na początku 1989 r.: „Tylko przy najlepszej policji skarbowej świata uniknie się procesu nadmiernego bogacenia się w warunkach tak olbrzymich niedoborów. Dzisiaj towarzysze radzieccy chwalą NEP i mówią, że trzeba wrócić do NEP-u. Ale podczas NEP-u było tak, że na jednym biegunie było straszne bogactwo, żarli kawior z beczek, a na Ukrainie ludzie umierali z głodu (…) jest to niestety taki etap przez który musimy przejść, albo [inaczej] udusimy sektor prywatny”. Cytat ten oddaje istotne założenie reform wprowadzanych przez rząd Rakowskiego – zakładano, że wzrost nierówności społecznych oraz „dorobienie się” wybranych grup społecznych jest ceną za wyprowadzenie kraju z kryzysu finansowego.

.Rząd Rakowskiego był tym, który przyśpieszył proces przemian od gospodarki centralnie sterowanej do rynkowej. Realizowano je w ramach tzw. Planu Konsolidacji Gospodarki Narodowej na lata 1989–1990. Była to prawdziwa rewolucja. Jak trafnie ujął to poseł Jerzy Modrzejewski z PZPR: „Jest to pierwsza ustawa w bloku wschodnim, która łamie ustrój. Nie przemiany w sferze politycznej prowadzą bowiem do zmiany ustroju, lecz zmiana stosunku do własności państwowej”.

Jednym z filarów reformy była ustawa o działalności gospodarczej, która w swoich założeniach miała doprowadzić do rozwoju przedsiębiorczości dzięki zmaksymalizowaniu wolności gospodarczej. Do historii przeszła ona jako „ustawa Wilczka”, od nazwiska ówczesnego ministra przemysłu. Jednocześnie uchwalone prawo stwarzało okazję do przejmowania, bądź łupieżczej, eksploatacji majątku państwowego.

Proces ten potęgował się wraz ze słabnięciem systemu, kiedy członkowie nomenklatury coraz energiczniej wdrażali w życie własne indywidualne strategie przerwania. Jak trafnie zauważył Andrzej Konopko z Wydziału Kadr KC PZPR: „Teraz wszystko się zmieniło… Nie przeczę, że część kadry w trosce o niepewną przyszłość swoją i rodziny wchodzi w różne układy”. Innymi słowy, nomenklatura starała się uwłaszczyć, najczęściej poprzez tworzenie spółek nomenklaturowych.

Czym była spółka nomenklaturowa?

Nazwa ta była określeniem potocznym. Nawet Ministerstwo Sprawiedliwości tłumaczyło, że termin spółki nomenklaturowe jest terminem dziennikarskim, nie prawnym: „prokuratury nie interesuje tego typu rozróżnianie spółek, lecz jedynie to, czy działają one zgodnie z prawem, czy też wbrew niemu”.

Spółkę taką można zdefiniować jako spółkę powiązaną z przedsiębiorstwem państwowym, której kierownictwo oraz udziałowcy są członkami kadry kierowniczej tego przedsiębiorstwa oraz członkami aparatu partyjnego i państwowego (bądź też członkami ich rodzin). Faktycznym celem utworzenia i funkcjonowania spółki nomenklaturowej nie było dbanie o rozwój przedsiębiorczości, ale wykorzystanie przez kierownictwo spółki swojej pozycji do czerpania korzyści kosztem przedsiębiorstw. Nie jest to działalność przestępcza w dosłownym tego słowa znaczeniu i odróżnia się od zjawisk patologicznych charakterystycznych dla początku lat dziewięćdziesiątych, jak rozkwit korupcji czy afery gospodarcze.

Wysyp tego typu inicjatyw zanotowano około połowy 1989 r. Nie poznamy nigdy dokładnej skali tego zjawiska. Na żądanie Prokuratury Generalnej przeprowadzono kontrole, w wyniku których wytypowano grupę 1593 podejrzanych podmiotów (w okresie styczeń – listopad 1989 r.). Możemy określić ich rozkład geograficzny – spółki nomenklaturowe powstawały w całym kraju (z wyjątkiem województwa krośnieńskiego). Zdecydowanie najwięcej istniało ich w województwie gdańskim – 240, katowickim – 152, warszawskim – 140.

Według szacunków w działalność spółek było zaangażowanych: 700 dyrektorów i wicedyrektorów, 300 kierowników zakładów i głównych księgowych, 580 prezesów spółdzielni, związków spółdzielczych i członków zarządu, 66 pracowników administracji państwowej (w tym 9 wojewodów, 57 prezydentów, naczelników oraz naczelników miast i gmin) oraz około 80 przedstawicieli organizacji politycznych, społecznych i zawodowych. Należy podkreślić, że z punktu widzenia prawa problemem było tylko uczestnictwo w spółkach pracowników urzędów państwowych. Żadnego problemu nie stanowiło działanie w spółkach członków partii i organizacji społecznych oraz kadry kierowniczej zakładów, a to oni byli siłą napędową spółek nomenklaturowych.

Trzonem tworzonych spółek byli dyrektorzy, wspierani przez członków innych sektorów nomenklatury. Ich uczestnictwo w tych przedsięwzięciach miało zapewnić parasol ochronny. Jacek Tarkowski wspominał w kontekście swoich badań: „Kiedyś wstrząsnęła mną rozmowa z dość wysokim funkcjonariuszem partyjnym, który opowiadał, że złożono mu propozycję udziału w radzie nadzorczej spółki. Gdy oświadczył, że nie bardzo ma na to czas, powiedziano mu, że chodzi tylko o kilka godzin miesięcznie, a wynagrodzenie wynosi 100 tys. złotych za godzinę. Była to elegancka forma łapówki bo natychmiast wymieniono sprawy, w których spółka potrzebowała protekcji”. Spółki nomenklaturowe miały zazwyczaj dwa kluczowe schematy działania. Pierwszy z nich polegał na tym, że firma funkcjonowała jako pośrednik przy sprzedaży, narzucając wysoką marżę. Drugi schemat polegał na tym, że zakład produkcyjny udostępniał lub sprzedawał park maszynowy – oczywiście za odpowiednio niską cenę. Zaistnienie takiej sytuacji umożliwiał brak specjalistów oraz ustalonych procedur wyceny. Jak tłumaczył poseł Jerzy Dyner: „Praktycznie rzecz biorąc nie ma w naszym kraju rewidentów, którzy byliby w stanie dokonywać takiej wyceny. Robią je źle lub w taki sposób, że zaniżają wartość szacowanego majątku”. Można także podejrzewać, że część z nich była zwyczajnie nieuczciwa.

Plan uwłaszczenia

Kluczowy problem badawczy dotyczący tego tematu wiąże się z pytaniem o celowość działania władz komunistycznych. Czy rzeczywiście dążyły one do tego, aby nomenklatura przejęła możliwie dużą część majątku narodowego i w ten sposób dokonała konwersji władzy politycznej na kontrolę nad procesami gospodarczymi. Trudno udzielić całkowicie jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, jednak wydaje się, że więcej argumentów przemawia za twierdzeniem, że był to nieprzewidziany skutek uboczny reform. Doszło do różnicy poglądów miedzy kierownictwem partyjnym a technokratami wprowadzającymi w życie założenia reformy, którzy uznawali patologię za zło konieczne.

Ten podział istniał już niewątpliwie wcześniej – „starzy” komuniści z otoczenia generała Jaruzelskiego odnosili się do prywatnych inicjatyw z dużo większą podejrzliwością niż nowe pokolenie technokratów wierzących w potrzebę reform. Osoby odpowiedzialne za kształtowanie procesów gospodarczych w Radzie Ministrów oraz podlegającemu jej Komitetowi Ekonomicznemu, podzielały w większości proreformatorską filozofię. Wicepremier Ireneusz Sekuła w czerwcu 1989 r. w czasie posiedzenia KERM stwierdził, że dobrze wie o występujących problemach i uważa je za nieuniknione: „nie trzeba ukrywać, jest trochę patologii, są spółki dla spółek, dla przechwytywania nierównowagi rynkowej. Trzeba to mówić uczciwie: tu się udało, w tych elementach są mankamenty (…) nie możemy rozpuścić policji finansowej czy innej kontroli, bo oni uduszą wszystkich i dobrych, i złych, a resztę wystraszą (…) trzeba to przetrzymać bo inaczej nic nie osiągniemy”.

Skala rozbieżności miedzy ośrodkami partyjnym i rządowym była wyraźna. Także w czerwcu Biuro Polityczne omawiało problemy uwłaszczenia nomenklatury. Sekretarz KC Marian Stępień charakteryzując to zjawisko mówił o tym, że „tworzą się układy mafijne, występuje sprzedaż akcji po cichu i za bezcen dyrektorom, urzędnikom państwowym”. Władysław Baka, ekonomista i ówczesny członek Biura Politycznego także wskazywał na problemy wynikające z tego typu niekontrolowanych działań i kwestionował wiele decyzji rządu Rakowskiego. Uwłaszczenie nomenklatury było postrzegane jako zagrożenie polityczne (uszczuplenie władzy centrum partyjno-rządowego), gospodarcze (niekontrolowana deregulacja systemu), ale także społeczne (wzmacnianie przekonania o złodziejskich praktykach członków partii). Biuro Polityczne zażądało uszczelnienia przepisów. Z ramienia partii miał być za to odpowiedzialny Władysław Baka; z rządu – osobiście premier Mieczysław Rakowski.

Sprawę traktowano poważnie, o czym może świadczyć aktywność MSW. Jeszcze w 1988 r. Służba Bezpieczeństwa przeprowadziła ogólnopolską kontrolę, na celowniku której znaleźli się członkowie nomenklatury. Już wtedy ostrzegano o tym, że „funkcjonariusze państwowi zatrudnieni w urzędach i instytucjach państwowych lub zwolnieni z tych urzędów i instytucji, [działają] w różnego rodzaju prywatnych lub prywatno-państwowych przedsiębiorstwach i spółkach, w ich zarządach, radach nadzorczych lub innych organach. Pokrewnym problemem jest zatrudnianie na tego rodzaju funkcjach członków bliskiej rodziny funkcjonariuszy państwowych”. Kierownictwo SB było przekonane, że implementacja rozwiązań rynkowych ze swojej natury wiąże się z patologiami, którym trzeba przeciwdziałać. Jednak jednocześnie rozkładała bezradnie ręce i wskazywała, że kłopotem jest źle napisane prawo.

.Problem spółek nomenklaturowych utrzymywał się przez kolejne miesiące, jednak nikt nie był w stanie rozwiązać tej kwestii. Pojawiające się po 1989 r. patologie gospodarcze nie dotyczyły tylko i wyłącznie uwłaszczenia nomenklatury. Wraz z upływem czasu coraz większym zagrożeniem stawały się inne problemy rodzącej się demokracji: afery gospodarcze, przemyt, korupcja, a z czasem także powstanie oraz rozszerzenie pola działalności przez przestępczość zorganizowaną.

Tomasz Kozłowski

POSŁUCHAJ WRAZ Z NAMI:

Redaktor prowadzący: Paweł Lekki
Wydawca: Małgorzata Frydrych
Produkcja: Wydział Realizacji Projektów Medialnych – Biuro Rzecznika Prasowego IPN
Więcej podcastów historycznych na portalu przystanekhistoria.pl

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 maja 2026