Ofensywa piątego wymiaru. Rosyjska doktryna cyberwojenna

Yannick HARREL

Wykładowca w uczelni wojskowej Saint-Cyr-Sogeti/Thales. Autor wielu artykułów poświęconych wyzwaniom związanym z rewolucją cyfrową oraz problemom geopolityki euroazjatyckiej. Socjolog i prawnik z wykształcenia, od 2010 r. jest profesorem w ISEG Business & Finance School w Strasburgu.

Wojna wymaga poparcia narodu. Przynajmniej pozornego. Cyberwojnę można prowadzić, nie zostawiając śladów

.Wniknięcie w przestrzeń rosyjskiej cybernetyki nie jest możliwe bez odniesienia historycznego. Trzeba cofnąć się aż do kresu Rusi Kijowskiej. Jej upadek odciął bowiem tę część świata słowiańskiego od Zachodu. To tłumaczy i komplikuje przyszłe relacje z naszą strefą geokulturową. Cezura ta wciąż dręczy cywilizację rosyjską, świadomą swej śmiertelności.

Wydarzenie to zaciążyło także na płaszczyźnie wewnętrznej, dając początek Moskowii, wokół której stopniowo, w walce z mongolskim jarzmem, ukonstytuowała się Rosja. W tym samym czasie zaczynają tworzyć się pierwociny służb informacyjnych o szczególnie szerokich prerogatywach. Są one organem administracyjnym, o którym w Rosji myśli się jak o strukturze siły, a nie jedynie instytucji zbierającej i przetwarzającej informacje.

Struktura siły

Rosja doświadczyła swej najokrutniejszej klęski z braku skutecznego wywiadu oraz elit bardziej skłonnych do wojowania między sobą aniżeli do przejmowania się zewnętrznymi zagrożeniami.

Jedyny raz w dziejach, kiedy uległa inwazji, zawdzięczała całkowitej niewiedzy o swym przeciwniku. Szok cywilizacyjny po upadku Rusi Kijowskiej odciska piętno na rosyjskich koncepcjach strategicznych aż do dziś. To, co niektórzy nazywają syndromem oblężonej twierdzy, w istocie jest ciężką nauką wyprowadzoną z przeszłości.

Brak informacji o wrogu był węzłowym powodem klęski. Rusini okazali się dramatycznie niezdolni do zrozumienia natury najeźdźców (nomadów–zdobywców), ich strategii (narzucenie władzy Wielkiego Chana na wszystkich przemierzanych terytoriach) oraz taktyki wojennej (silny i szybki wierzchowiec mongolski był przedłużeniem ciała jeźdźców, mistrzów taktyki pozorowanej ucieczki, która spowodowała upadek wielu potęg).

W 1233 roku Mongołowie wycofali się z Rusi, pomimo zwycięstwa. Wszędzie pozostawili jednak agentów dla zdobycia informacji o społecznej i politycznej kondycji terytorium będącego ich celem. W 1240 roku pojawili się ponownie. Tym razem ich celem nie było tylko rozpoznanie bojem, lecz totalna wojna zdobywcza. W efekcie splądrowali Kijów. Potem armia mongolska rozgromiła koalicję polsko-krzyżacką pod Legnicą (1241), żeby bez przeszkód podbić Węgry.

To właśnie jakość mongolskiego wywiadu zdecydowała o podbiciu Rusi Kijowskiej. Europejskie średniowiecze przestało się wówczas interesować tym, co działo się nad brzegami Wołgi. A właśnie wówczas rozpoczęły się tam procesy, których owoce właśnie zbieramy. Karygodna niewiedza Zachodu, biorąca się z tamtych wydarzeń, do dziś uniemożliwia nam zrozumienie, jak bardzo wpłynęły one na umysłowość rosyjską nazajutrz po klęsce. I jak bardzo umocniły w Rosjanach przekonanie o konieczności posiadania silnych i skutecznych służb wywiadowczych, nawet za cenę ich nadużyć.

Ruś przez 300 lat mongolskiego lenna walczyła o przetrwanie uległością wobec metropolii w Karakorum i okrucieństwem względem sąsiadów. Owa dwutorowa geopolityka sprawiła, że pod koniec XIV wieku stała się najsilniejszym państwem w regionie. Iwan IV był owocem owej kultury, w której przemoc drugiej połowy jego panowania była odpowiedzią na konieczność radzenia sobie z bojarami, upokarzającymi go, gdy był chłopcem.

Innym niezwykle ważnym elementem panowania Iwana IV było pojawienie się kasty funkcjonariuszy, odgrywających rolę oka i knuta cara – Opriczniny. To szczególne ciało służyło jedynie carowi, mając jednocześnie szeroką autonomię w obrębie kontrolowanego przez siebie terytorium.

Opricznina, oczy i ręce Iwana IV, a zarazem pierwsza prawdziwa służba wywiadowcza Rosji, wsławiła się panowaniem nad życiem i śmiercią poddanych, podlegających terytorialnej jurysdykcji. Profesjonalny i autonomiczny wywiad wojskowy stworzono później, w konsekwencji wojen napoleońskich. Apogeum siły rosyjskich, a potem sowieckich tajnych służb, niezrównanych w centralizacji i skuteczności, przypadło na wiek XX.

System moskiewskiego totalitaryzmu, by przetrwać, zawsze musiał opierać się na całkowicie pewnych filarach. Carom przyświecała jedna myśl przewodnia: złączyć pod ich panowaniem wszystkie okoliczne ziemie. W analizie współczesnej Rosji najważniejsze jest docenienie znaczenia jej historycznej rzeczywistości kulturowej. Wraz z wyłonieniem się nowej Rosji w schyłkowym okresie Rusi feudalnej, złamanej przez mongolskie ordy, wywiad rosyjski całkowicie się z nią stopi.

Natura systemu

.Ministrowi wojny Michaiłowi Barclay de Tolly udało się w 1810 roku przekonać Aleksandra I o potrzebie stworzenia wojskowych służb informacyjnych. Pułkownik Arsienij Zakriewski otrzymał misję utworzenia kancelarii szczególnego rodzaju. Miała się ona skupić na czterech kierunkach: strategicznych służbach informacyjnych (zbieranie informacji dotyczących zagranicy), służbie taktycznej (zbieranie informacji o wrogiej armii w bliskiej odległości od granic państwa), kontrwywiadzie wojskowym (identyfikacja i neutralizowanie obcych szpiegów) oraz służbie prognoz (analiza informacji, sprawozdań i zaleceń).

Rozwinięto sieć informatorów w zachodnich mocarstwach. Jeden z agentów, Paweł Czujkiewicz, raportował konieczność prowadzenia wobec wielkiej armii Napoleona wojny na wyczerpanie. Wraz z podległymi mu Kozakami, rozpoczął operację nękania tyłów i taborów armii napoleońskiej.

Ochranie, politycznej policji cara, stworzonej w 1881 roku, nie udało się powstrzymać domowych rewolucji. Nie była bowiem w stanie skorygować oderwanej od rzeczywistości polityki. Podobnie w 1991 roku nie udało się KGB uratować Związku Radzieckiego. Istotna różnica polega na tym, że Ochrana była przede wszystkim służbą wykonawców podporządkowanych władzy. Stąd ograniczony był jej wpływ na rządzenia. Tymczasem KGB miał stać się organem związanym z partią władzy, ułatwiającym wspięcie się na jej szczyty.

Po upadku cara tajna policja przestała istnieć. Różnica między Ochraną a nowymi służbami specjalnymi leży w naturze systemu władzy. Po wojnie domowej autorytarny reżim Rosji (w latach 1918–1921) począł ewoluować w kierunku totalitaryzmu. Taki zaś system polityczny jest możliwy do utrzymania jedynie przez ścisły nadzór na światem cywilnym oraz zapewnienie ochrony przed jakąkolwiek działalnością kontrrewolucyjną z zagranicy. Żelazna i niezwykle scentralizowana organizacja uczyniła z tych służb armię, której obawiała się zarówno kontrolowana ludność, jak i obce rządy.

Pomimo wielokrotnych zmian nazw (Czeka, GPU, OGPU, NKWD, NKGB, MGB i wreszcie – KGB) cel zawsze pozostawał niezmienny: obrona sowieckiego reżimu.

Trudno sobie wyobrazić, by Związek Radziecki mógł przetrwać bez skrojonych na miarę służb informacyjnych. KGB to Związek Radziecki, a Związek Radziecki to KGB. Całość jest strukturą zhierarchizowaną, ponad miarę rozbudowaną i kultywującą sekrety. Dołączenie do jej szeregów to społeczny awans, a ubiegającym się o to obywatelom nie szczędzi się korzyści.

KGB, odsunięty na boczny tor przez reformy Michaiła Gorbaczowa, mógł być tylko niemym świadkiem rozkładu. 25 września 1991 roku prezydent Borys Jelcyn rozbił KGB na kilka mniejszych służb. Narodziły się: FSB, SWR oraz FAPSI, służba informacyjna związana ze środowiskiem informatyki, której kompetencje przeniesiono w 2004 roku do Federalnej Służby Ochrony. Osobną rolę odgrywał Instytut Kryptografii, Komunikacji i Informatyki (IKSI). Instytucja ta sięga korzeniami do września 1918 roku, kiedy to powstała na usługach Czeka.

Znaczenie służb informacyjnych potwierdził wiek XIX, a zwłaszcza XX. Nie pozostały one bezczynne wobec nadejścia (w samym sercu zimnej wojny) informatyki. Informatyka radziecka w latach 50. była dziedziną kontrolowaną i hołubioną przez władze. Rodziła prawdziwych geniuszy – pierwszych teoretyków narodowej cyberstrategii.

Przekaźnik cywilizacyjny

.Dlaczego rosyjskie służby specjalne, jakkolwiek nazywane, zawsze pozostawały fundamentem panującego? Bo przekraczały ramy zwykłych usług administracyjnych w ścisłym tego słowa znaczeniu, by stać się korpusem urzędniczym o szerokiej władzy i odpowiedniej autonomii, a stopniowo także szkołą władzy. Czy należy stwierdzić, zapożyczając od Woltera jego bon mot o Prusach, iż Rosja to nie państwo, które dysponuje służbami informacyjnymi, lecz służby informacyjne, w których dyspozycji jest państwo?

Cofnięcie się w przeszłość było konieczne, by pojąć system, którego potęga była podstawowym wyznacznikiem państwa rosyjskiego – od jego konsolidacji za Iwana Groźnego do Mikołaja II. Za czasów sowieckich system osiągnął punkt kulminacyjny, by się z tej kulminacji nieco wycofać wraz z nastaniem obecnego reżimu.

Funkcjonowanie wywiadu wewnątrz społeczeństwa rosyjskiego nie jest wyjątkowe w stosunku do innych krajów, jak Stany Zjednoczone czy nawet Francja. Ma jednak znacznie większe znaczenie w dziedzinie krajowej cyberstrategii, jako że systemy informacyjne i komunikacyjne są polem działania zarezerwowanym dla służb siłowych. To zresztą ich najsłynniejszy przedstawiciel po raz pierwszy ogłosił publicznie doktrynę strategii informacyjnej. Ukształtowany przez KGB, który opuścił 20 sierpnia 1991 roku w randzie podpułkownika, Władimir Putin zabiegał o reorganizację służb, którym chciał przywrócić dawny blask. Wyposażony w nowe prerogatywy, przedsięwziął opracowanie doktryny strategii informacyjnej o znaczeniu epokowym.

Odległe w czasie uderzenie oddziałów tatarsko-mongolskich, a po wielu wiekach – upadek Związku Radzieckiego, były pęknięciami imperium, które pociągnęły kraj ku przepaści, destabilizując jego strukturę polityczną i społeczną, skazując go na chylenie się ku upadkowi na scenie geopolitycznej. Nie rozumieć tego aspektu bądź go odrzucać – to nie rozumieć zasadniczego motoru rosyjskiej cyberstrategii. Jest ona w znacznie większym stopniu przekaźnikiem cywilizacyjnym aniżeli zwykłą strategią technologiczną.

Śmiałe wyzwanie

.Radziecka myśl cybernetyczna pozostaje w istocie zupełnie nieznana na Zachodzie – poza projektami pochodzącymi z kręgu służb, wśród których w czasach pokrywających się z przejęciem władzy przez Nikitę Chruszczowa pulsowały idee prowadzące do śmiałych scenariuszy. W epoce tej liczono na możliwość posłużenia się siecią komputerów dla zoptymalizowania zarówno cywilnych, jak i wojskowych możliwości kraju. Były to doświadczenia elementarne, świadczyły jednak, iż teoretyczna koncepcja sieci terminali informatycznych została w pełni przewidziana przez radzieckich inżynierów tamtych czasów.

Sowiecka cybernetyka spowodowała także zastosowanie superkomputerów, rzucających śmiałe wyzwanie swym zachodnim odpowiednikom. Ożywienie to, zawdzięczające wiele sprzyjającej passie politycznej, po przejęciu władzy przez Leonida Breżniewa zostało stłumione. Informatyka była od tej pory ograniczana do funkcji militarnych.

Dziś rosyjska cyberprzestrzeń prezentuje się jako dziwny amalgamat władzy centralnej, służb specjalnych, prywatnych firm i cyberaktywistów. Z tego wiru wyłania się, w formie szarej strefy, świadomość obywatelska, zmuszająca władzę do wycofania się bądź do zareagowania. Zależnie od okoliczności.

W 2000 roku Rada Federacji zaaprobowała dokument „Doktryna bezpieczeństwa informacyjnego Federacji Rosyjskiej”. Strategia informacyjna to płaszczyzna znacznie szersza od samej cyberprzestrzeni. Autorzy przypominają, iż celem nadrzędnym jest ochrona i wzmocnienie wartości moralnych społeczeństwa oraz tradycji patriotyzmu i humanizmu. Należy zagwarantować wolność sumienia i prawo do godności oraz zachowanie języka rosyjskiego jako spoiwa jedności przestrzeni wielonarodowej.

Ten fragment ilustruje kwintesencję rosyjskiej myśli w dziedzinie informatyki.

Bez pomijania w jakiejkolwiek mierze aspektów technicznych, władze państwowe stwierdzają dobitnie, iż ich kraj jest przede wszystkim przestrzenią cywilizacyjną, a więc duchową, lingwistyczną i kulturową.

Punkt ten ma pierwszorzędne znaczenie i wyznacza cezurę, odgraniczającą ją od zachodniego modelu refleksji.

Ciąg dalszy wymienia zagrożenia ciążące nad tym dziedzictwem. Ich lista jasno wskazuje, co było przedmiotem troski podczas opracowywania tekstu:

Te kwestie w Rosji absolutnie nie są drugoplanowe i nie mogły nie pojawić się w takim dokumencie.

Wymienia się następnie wspieranie przez państwo poszczególnych części składowych Federacji, kładąc nacisk zwłaszcza na konieczność ich obrony, z agresywnym jednak ostrzeżeniem przed misjonarzami licznie przybyłymi po upadku Związku Radzieckiego i całkowitym otwarciem granic. Ta nieufność była zresztą powodem trudnego i powolnego procesu zbliżenia między prawosławnymi a katolikami, przynajmniej za pontyfikatów papieża Jana Pawła II i patriarchy Aleksandra II (dotyczyła ona również protestanckich ewangelistów i muzułmańskich wahabitów).

Na zagrożenie informacyjne szczególnie narażone są siły zbrojne (chociażby z uwagi na stosowanie zautomatyzowanych systemów komend i nadzoru), jak też zasoby oraz infrastruktury informacyjne i komunikacyjne używane przez oddziały. Tę podatność na zagrożenia zwiększają wojna elektroniczna oraz potencjalne intruzje sieci informatycznych. Obok przewidywalnych konsekwencji takich uderzeń wspomina się o obniżeniu prestiżu armii.

Ważna część opracowania koncentruje się na rządowej polityce bezpieczeństwa informacyjnego. Główny fragment poświęcono kwestii przywrócenia Rosji suwerenności w dziedzinie technologii informacji i komunikacji. W konkluzjach tekstu wymienione są sprawy priorytetowe, którymi władza polityczna powinna się zająć:

Definicja wojny

.Pierwszy tekst wojskowy, który porusza kwestie strategii informacyjnej, pojawił się w doktrynie wojskowej Federacji Rosyjskiej z 2 lutego 2000 roku. W nader lakonicznym fragmencie podkreślona jest rola wojny informacyjnej podczas jakiegokolwiek przyszłego konfliktu.

W 2012 roku Rosjanie po raz pierwszy sklasyfikowali przestrzeń informacyjną jako nowy teren działań wojskowych, taki sam jak ziemia, morze, powietrze i kosmos. Cyberprzestrzeń to pierwszorzędne, autonomiczne pole strategiczne.

Sprecyzowano, iż siły zbrojne będą wykorzystywać w tym środowisku zasoby informacji wojskowej, by odpowiedzieć na wyzwania obrony i bezpieczeństwa.

W sytuacji, gdy w innych obszarach świata jest to przedmiotem refleksji doktrynalnych, cyberobrona i cyberbezpieczeństwo zostały tu zintegrowane. W wizji, która przenosi nas do ery cybernetyków Związku Radzieckiego, sugeruje się stworzenie systemów zarządzania informacją, by zintegrować je z kontrolnymi systemami zautomatyzowanymi na poziomie strategicznym, operacyjnym i taktycznym.

Świat wojskowy nigdy nie był zbyt odległy od problematyki strategii informacyjnych. Choćby dzięki istnieniu służby wywiadowczej GRU. Tak jak informacje przystosowane do prowadzenia wojny elektronicznej nie czekały na pojawienie się doktryny (świadczy o tym istnienie służb do takiej walki), tak koncepcja wojny psychologicznej, silnie powiązana z wojną informacyjną, przekazała potomności termin „maskirowka”, który można przetłumaczyć jako podstęp wojenny.

Niezwykle pouczająca jest definicja wojny informacyjnej – „Konfrontacja między dwoma lub trzema państwami w przestrzeni informacyjnej, w celu uszkodzenia systemów informacyjnych oraz innych struktur krytycznych”. Ma osłabić systemy polityczne, ekonomiczne i społeczne. Przeprowadzenie masowej akcji psychologicznej wobec ludności ma destabilizować społeczeństwo oraz zmusić państwo będące na celowniku do podjęcia kroków w interesie przeciwnika.

Wszystko to zostało pomyślane w ramach wojny summa summarum bardzo konwencjonalnej, skoro autorzy wyszli z założenia, iż strony konfliktu są podmiotami państwowymi. Podkreślenie natomiast wpływu na ludność, a nawet na decyzje polityczne atakowanego kraju jest dość wyjątkowe. W przeciwieństwie bowiem do wizji technicystycznej, która przeważa u Amerykanów, wizja rosyjska wyraża znaczenie, jakie należy nadać wielkim operacjom psychologicznym.

Priorytet został opisany następująco: „Zastosowanie środków mających na celu ochronę zasobów informacyjnych pozwoli w wojnie informacyjnej uniknąć zamieszania w administracji wojskowej, zakłóceń w dowodzeniu i kontroli, katastroficznej destrukcji elementów wsparcia i infrastruktury transportu oraz demoralizacji wojska i ludności w strefie wojny”.

Strategia przyjęta na czas konfliktu ma polegać przede wszystkim na rozpoznaniu jego specyfiki, określeniu głównych czynników, powstrzymaniu, a następnie – stłumieniu. Winna rozgrywać się na płaszczyźnie kontrinformacji opinii publicznej na rozmaitych poziomach, łącznie ze światowym.

Strategia podkreśla konieczność wejścia w cyberprzestrzeń śmiało i bez zastrzeżeń. Można widzieć w tym rodzaj zrozumienia, iż brak aktywności w cyberprzestrzeni, ograniczanie się do pozycji defensywnej, jest sytuacją najgorszą możliwych.

Publikacja tego tekstu pozostawia nas jednak z wątpliwościami. Czy istnieje ukryta część rosyjskiej strategii informacyjnej? Czy ten tekst nie jest tylko sfałszowanym szczątkiem dokumentu? Czy wreszcie nie mamy do czynienia z „maskirowką” – rosyjską specjalnością, przetransponowaną na obszar informacyjny?

Nowe pola

.Historyków uderza zdolność Mongołów do przeprowadzania symultanicznie kilku operacji. Dla statycznych przeciwników było to często paraliżujące zaskoczenie. Mongołowie celowali zarówno w działaniach oblężniczych, jak i w otwartym polu. Sowieci wielokrotnie będą demonstrować umiejętność mobilizowania wroga w kilku miejscach frontu, nawet na kilku frontach, dzięki doskonaleniu sztuki „maskirowki” i operacji głębokich.

Dlatego cyberprzestrzeń to dla nich idealny teatr wojny. Pozwala bowiem skorzystać z relatywnej dyskrecji, umożliwia uderzenia szybkie bądź celowo opóźnione, prowadzenie działań synchronicznych lub asynchronicznych osłabiających siły wroga, zmuszających do pozostawania w epicentrum bądź strefie miejsca ataku. A sam cel wcale nie musi być jasno wyznaczony, co wytrąca przeciwnikowi wszelką inicjatywę.

Jednocześnie tarcza cybernetyczna musi odpowiedzieć na każde uderzenie. W przypadku zaś zwycięskiego wrogiego ataku, zdolność odporu musi być wzmocniona.

Nadzieja na stworzenie cyfrowej Linii Maginota jest jednak iluzją. Samym twórcom niekoniecznie znane są luki cyberprzestrzeni, a w grze miecza i tarczy, miecz w piątym wymiarze zawsze ma przewagę, choćby minimalną.

Podczas gdy broń jądrowa uniemożliwiała manewry na froncie, cybernetyka daje armiom nowe pola działania.

Specyfika piątego wymiaru odwraca także rolę techniki. Im jej więcej, tym bardziej zwiększa się skala operacji. Zgodnie z tą zasadą istnieje etap nieuniknionej efektywności, gdzie „piraci” już nie wkraczają, gdyż nie są w stanie przechylić szali. Poziom strategiczny wymaga bowiem mobilizacji tak złożonych możliwości technicznych, które zapewnić może tylko państwo.

Mając to na względzie, żadną miarą nie należy się skupiać na powierzchownym aspekcie wojny cybernetycznej, myśląc wyłącznie o zakłóconych danych czy zmienionych bazach, bez żadnego związku z działaniami terenowymi. Może to dotyczyć dysfunkcyjności cyfryzacji pola bitwy dezorientującej lub oślepiającej batalion lub zwrócenie się drona przeciwko własnemu obozowi. Czy będą to wojskowe jednostki cybernetyczne czy też jednostki standardowe, wyposażone w ulepszone systemy telekomunikacyjne, przyszłe konflikty zmienią się dzięki wzrostowi znaczenia elektroniki oraz przepływu danych między ośrodkami dowodzenia a wojskami.

Mimo tendencji do rozpoznawania jej jako przestrzeni o znaczeniu strategicznym, autonomicznej i transwersalnej, cyberprzestrzeń nie ma jeszcze siły uderzenia porównywalnej z innymi polami strategicznymi. Nie może zatem zaważyć na decyzji o konflikcie konwencjonalnym. Przynajmniej jeszcze nie dziś… A jednak coraz większa złożoność cyberbroni i jej coraz bardziej strategiczne cele nie pozostawiają wątpliwości co do wzrostu znaczenia uderzeń cybernetycznych.

Jednostki walczące będą coraz bardziej uzależnione od interfejsów, programowania i sprzętu. Będą mogły jednocześnie liczyć na inteligentne wsparcie (geolokalizacja, korekcja, prewizualizacja balistyczna, rzeczywistość spotęgowana), jak i związek ze stanowiskiem centralnego dowodzenia (wielokrotna koordynacja w czasie rzeczywistym). Sprawia to, że są one zarazem skuteczniejsze i jednocześnie bardziej narażone na atak w obrębie nowej przestrzeni.

.Jeszcze na początku XXI wieku wiele państw było zdezorientowanych, w jakim kierunku potoczy się rewolucja informatyczna. Ale już dziesięć lat później większość stolic ma świadomość cyberzagrożenia. Pierwszy krok już za nimi. Następna faza to przejście od koncepcji cyberobrony do cyberstrategii, a następnie do cyberoperacyjności. Niektóre państwa zaczęły już o tym wspominać.

Zrzut ekranu 2015-08-24 (godz. 23.07.14)Owo przejście może być rozważane tylko pod warunkiem dysponowania już relatywnie jasną koncepcją użycia cyberbroni i prognozą jej skutków. Cyberoperacyjność znajdzie wtedy swe miejsce jako uzupełnienie cyberstrategii. Rosja ze swymi ambicjami z pewności odciśnie na niej swe piętno.

Yannick Harrel

Tekst pochodzi z wyd.2 Niezależnego Magazynu Strategicznego PARABELLUM. Promocyjne egzemplarze wyd. 1 i 2 dla Czytelników #KontoPREMIUM [LINK]. Zainteresowanych prosimy o zgłoszenie: redakcja@wszystkoconajwazniejsze.pl z podaniem identyfikatora/loginu #KontoPREMIUM.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z