Literatura narzędziem zmiany – Miriam Toews

Miriam Toews

Nie chcemy już być pod dyktatem mężczyzn. Ale nie chcemy też być pod dyktatem kobiet wzorowanym na tym męskim. Możemy po prostu żyć w wolności – powiedziała kanadyjska pisarka Miriam Toews.

.Jak napisał o Miriam Toews „The New York Times”: „Jest tak blisko ognia, że strony jej książek równie dobrze mogą być nadpalone”.

Pisarka i dziennikarka wychowała się w menonickiej rodzinie w Steinbach w Manitobie. Jest absolwentką Uniwersytetu Manitoby oraz Uniwersytetu King’s College. Publikowała m.in. w „Guardianie”, „The New York Times Magazine”, „Intelligent Life”, „WireTap”, „Canadian Geographic”, „Geist” oraz „Saturday Night”. Była także odtwórczynią głównej roli w nagrodzonym w Cannes filmie „Ciche światło” w reż. Carlosa Reygadasa. Jest autorką książki o swoim ojcu „Swing Low: A Life” oraz ośmiu powieści.

W Polsce nakładem wydawnictwa Czarne ukazały się trzy powieści Toews – „Głosy kobiet”, „Wszystkie me daremne żale” oraz „Z ogniem”. Pierwsza z ich oparta jest na prawdziwych wydarzeniach i przedstawia historię menonickich kobiet, które mimo dramatycznych okoliczności upomniały się o prawo do decydowania o sobie. „Wszystkie me daremne żale” to autobiograficzna powieść o sile siostrzanej miłości oraz walce o życie ukochanej osoby. „Z ogniem” to opowieść o trzech pokoleniach kobiet – babki, matki i córki.

„Głosy kobiet” doczekały się uhonorowanej Oscarem adaptacji filmowej w reżyserii Sarah Polley. Zekranizowana przez Michael McGowan została również książka „Wszystkie me daremne żale”.

Toews jest laureatką ponad 20 nagród, m.in. najważniejszych kanadyjskich wyróżnień literackich – Nagrody im. Doris Giller oraz Nagrody im. Margaret Atwood i Graeme’a Gibsona przyznawanej przez Kanadyjskie Stowarzyszenie Pisarzy. Za „Głosy kobiet” otrzymała nagrodę Brooklyńskiej Biblioteki Publicznej, a także nominację do nagrody gubernatora generalnego Kanady i nagrody Reading Women. Książka znalazła się również w zestawieniach najlepszych tytułów roku w wielu pismach, m.in. „The New York Times Book Review”, „The Washington Post”, „Slate”, „Kirkus Review” i „Time”.

Anna KRUSZYŃSKA: Głównymi bohaterkami pani książek są zazwyczaj silne kobiety. Jaki jest według pani świat kobiet?

Miriam TOEWS: Świat kobiet można definiować na wiele sposobów, wobec tego nie da się łatwo stworzyć jednej definicji. Ale podstawowym jego elementem jest walka – chociażby o równość, poczucie bezpieczeństwa, własne prawa. To dzieje się cały czas, robimy jeden krok naprzód i dwa w tył. W tę bitwę na każdym poziomie bardziej lub mniej świadomie zaangażowanych jest wiele kobiet. W związku z tą walką widzę także solidarność wśród kobiet.

Rzeczywiście moje bohaterki są silne. Ale są także wrażliwe. W kobietach z moich książek odbija się wszystko to, co dzieje się wokół nich – patriarchat, macierzyństwo, choroby psychiczne i piętno, które się z nimi wiąże, role w społeczeństwie, które są wspierane przez fundamentalizm religijny i Kościół. Gra toczy się więc na wielu boiskach.

A gdzie jest rola siostrzeństwa?

Miriam TOEWS: Jest ono ważne na wielu poziomach. Dużo podróżuję, odwiedzam różne miejsca oraz spotykam różnych ludzi, którzy czytają moje książki i to, co tworzę. Wśród nich są kobiety – pochodzą z różnych światów, różnych kultur, ale wszędzie widzę siłę siostrzeństwa.

Z czym więc musimy się wciąż mierzyć?

Miriam TOEWS: To zależy od wielu czynników. Ale są takie bitwy, z którymi kobiety walczą na całym świecie. Wszędzie musimy się mierzyć z brakiem równości i bezpieczeństwa, z przemocą i lękiem przed atakami i zamachami, a także nierównością płac i brakiem sprawczości. Wiele rzeczy wpływa na to, jakimi kobietami jesteśmy.

W tym kontekście kobieca przyjaźń i solidarność są czymś wyjątkowym. Wiele razem przechodzimy i wspieramy się z całego serca. Mam wsparcie w moich koleżankach, ja też je wspieram. Kobiety tego potrzebują. Jesteśmy wrażliwe, bardzo emocjonalne i związane ze sobą.

Czym jest dla pani pisanie?

Miriam TOEWS: Przez książki chcę oddać moje życiowe doświadczenia oraz odczucia. Chcę pokazać je w procesie, nadać sens temu, czego sama doświadczyłam i co widziałam. I robię to poprzez beletrystykę, tworząc narrację, ale także w pewien sposób świat.

Oczywiście zadaję także pytania. Myślę, że tworzę coś poruszającego, dotykającego czytelnika oraz emocjonalnego. Ale jednocześnie jest to szczere.

No właśnie, pani książki są bardzo osobiste. W jaki sposób doświadczenie społeczności menonickiej wpłynęło na pani twórczość?

Miriam TOEWS: Środowisko, w którym dorastałam, odegrało dużą rolę. Choć muszę przyznać, że kiedy zaczęłam pisać książki ponad 30 lat temu, nie było dla mnie jasne, że powinnam pisać o menonitach. Trzymałam się od tego z daleka.

Kiedy stawałam się starsza i pisałam coraz więcej, zaczęłam rozumieć, jak miejsce, w którym się urodziłam i wychowałam, wywarło na mnie wpływ i jak nie mogę od tego do końca uciec. Oczywiście, opuściłam społeczność fizycznie, ale z tyłu głowy wciąż ją mam.

Zaczęłam zadawać pytania o to, czego sama byłam świadkiem i czego sama tam doświadczyłam. Zrozumiałam, dlaczego społeczność menonitów była właśnie taka, a nie inna, ze swoim religijnym fundamentalizmem i patriarchatem, oraz jak to oddziaływało na dziewczynki i kobiety. Uświadomiłam sobie również to, co to doświadczenie znaczyło dla mnie. Dlatego postanowiłam, że będę pisać także o tym.

A jak wygląda pani rodzina? Jakie miejsce zajmuje w niej pani matka?

Miriam TOEWS: W naszej rodzinie to ona jest skałą. Moja mama urodziła się i większość życia spędziła w społeczności menonitów. Na początku jej życie było typowe dla menonickich dziewczynek, czyli oparte na tradycyjnych wartościach. Od zawsze była jednak buntowniczką. Zadawała pytania. Chociaż nigdy nie odeszła z tej społeczności, także ze względu na mojego tatę, to w pewien sposób udało jej się opuścić Kościół. Było to radykalnym i rewolucyjnym posunięciem, które spotkało się z dezaprobatą ze strony menonitów. Mama poszła po prostu na uniwersytet, zdobyła wykształcenie, a później pracowała we wspólnocie. To, co jej się udało osiągnąć, było niezwykłe dla menonickiej kobiety.

Jest także niezwykłą matką. Wspierała moją siostrę i mnie, kiedy chciałyśmy opuściły społeczność i pójść na studia. Wywołało to duże zaniepokojenie u starszyzny Kościoła oraz naszego ojca, którzy obawiali się, że na uniwersytecie spotkamy się z „niebezpiecznymi ideami”. Mogę zatem powiedzieć, że moja mama jest wyjątkową osobą zarówno w samej społeczności menonickiej, jak i naszej rodzinie.

Czy emancypacja jest czymś, co leży w naturze kobiet, czy potrzebujemy czasu, aby to sobie uświadomić?

Miriam TOEWS: Myślę, że te dwa twierdzenia są słuszne. Po poprzednich pokoleniach kobiet odziedziczyłyśmy walkę o wolność i wyzwolenie. Ale aby zrozumieć siebie oraz nasze potrzeby, potrzebny jest czas.

Wrócę do mojej matki. Grała rolę kobiety, jaką od niej oczekiwano. Trudno jej było znaleźć ludzi, którzy czytaliby ważne i reformatorskie książki. W pewnym momencie uświadomiła sobie to, co dzieje się wokół niej, że jest częścią patriarchalnej machiny. Postanowiła się wówczas temu przeciwstawić. Ale potrzebowała czasu, aby to wszystko sobie uświadomić.

A pisanie może być również formą emancypacji?

Miriam TOEWS: Dla mnie zarówno jest, jak i nie jest. Jestem pisarką, więc potrzebuję pisania, również po to, aby przetrwać w życiu. Może zabrzmi to pretensjonalnie, ale tak właśnie jest.

Literatura jest jednak dla mnie także narzędziem, do walki o poprawę sytuacji kobiet.

W Polsce poprzez literaturę walczy m.in. Olga Tokarczuk.

Miriam TOEWS: Nie znam jej osobiście, ale czytałam jej książki. Uwielbiam jej sposób pisania.

Czy niektóre cechy kobiet sprawiają, że widzimy świat inaczej niż mężczyźni?

Miriam TOEWS: Myślę, że to jest pytanie, na które wciąż szukamy odpowiedzi. Trudno jest powiedzieć, w jakim stopniu zbiorowe doświadczenie kobiet, także w kontekście historycznym, wpływa na to, kim jesteśmy dzisiaj.

Narosło wokół nas także wiele stereotypów. Uważa się, że mamy inną inteligencję emocjonalną, działamy poprzez emocje i uczucia, co przejawia się także w formie uczuć macierzyńskich. Myślę jednak, że są to cechy, które niekoniecznie muszą się ograniczać wyłącznie do kobiet.

Nie jestem pewna, czy te różnice między nami są aż tak wielkie. Kobiety i mężczyźni niemalże od pierwszego dnia życia odgrywają w społeczności role, których się od nich wymaga. Kiedy jednak zorientujemy się, że nie chcemy już dłużej tego robić, to musimy przestać. Myślę, że uświadomienie sobie tego jest początkiem zmiany.

Czy nasza sytuacja we współczesnym świecie zależy od nas samych? A może do przeprowadzenia zmiany potrzebujemy mężczyzn?

Miriam TOEWS: Potrzebujemy innych kobiet. Przecież musimy zmiażdżyć patriarchat, nie chcemy już być pod dyktatem mężczyzn. Ale nie chcemy też być pod dyktatem kobiet wzorowanym na tym męskim. Możemy po prostu żyć w wolności.

Jednak do rozmowy o ruchu feministycznym, prawach kobiet oraz walce o równość i bezpieczeństwo potrzebujemy również mężczyzn, ponieważ są oni częścią świata, w którym żyjemy. Potrzebujemy ich do tego, aby wysłuchali naszych opowieści, wysłuchali naszego głosu. Zmiany nie uda się dokonać samym kobietom.

Czy mamy wystarczającą siłę, aby zmienić świat?

Miriam TOEWS: Oczywiście! Kobiety muszą tylko głęboko w to uwierzyć. Zobaczmy, jak kobiety sprzeciwiają się wobec prób zaostrzenia przepisów aborcyjnych.

Dzisiaj nie wierzy się przywódcom. Potrzebujemy jednak takich organizacji i przywódców, którzy odwołają się do zbiorowej solidarności, aby wspólnie coś stworzyć. Ale wierzę, że my, kobiety, możemy dokonać trwałej zmiany!

A pani zdaniem można to zrobić za pomocą literatury?

Miriam TOEWS: Literatura jest tylko niewielkim elementem tej układanki. Uważam jednak, że jak najbardziej może być narzędziem zmiany!

.Literatura jest najważniejsza

.Jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy francuskich, Michel HOUELLEBECQ na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Literatura nie przyczynia się do rozwoju wiedzy, jeszcze mniej do moralnego postępu ludzkości, natomiast znacząco poprawia ludziom poczucie dobrostanu. I czyni to w sposób, którym nie może się posłużyć żadna inna forma sztuki.

„Aby wyjaśnić, jak doszedłem do tego przekonania, muszę poczynić najpierw kilka dość luźnych i raczej niezwiązanych ze sobą uwag, po czym wrócę do głównego tematu. Jak większość ludzi odkryłem przyjemność, zanim odkryłem cierpienie. Dla dzieci najczęstszą przyjemnością jest łakomstwo. Nie byłem przesadnie żarłocznym dzieckiem. Nieco później odkryłem seksualność, co bardzo szybko polubiłem. I to wszystko, potem nie doświadczyłem już żadnych większych odkryć”.

„To nie ma nic wspólnego z tematem, ale i tak jest to coś zadziwiającego. Przez tysiąclecia ludzie wykorzystywali swoją pomysłowość do tworzenia nowych przedmiotów, nowych produktów. Od kilku wieków pod wpływem industrializacji i kapitalizmu proces ten uległ znacznemu przyspieszeniu. Mimo to nikomu nie udało się wyprodukować niczego, co dorastałoby do pięt seksualności, do której każdy ma dostęp po prostu dzięki posiadaniu ciała”.

„Fundamentalną racją bytu literatury powieściowej jest to, że człowiek na ogół ma umysł zbyt skomplikowany, zbyt bogaty, jak na egzystencję, którą musi prowadzić. Fikcja nie jest dla niego tylko przyjemnością – jest potrzebą. Potrzebuje innych egzystencji, innych niż jego własna, po prostu dlatego, że jego własna mu nie wystarcza. Te inne egzystencje nie muszą koniecznie być ciekawe, mogą być równie dobrze posępne. Mogą zawierać wiele doniosłych wydarzeń lub prawie żadnych. Nie muszą być egzotyczne: mogą rozgrywać się pięćset lat temu na innym kontynencie, a mogą być osadzone w domu obok. Ważne jest tylko to, że są inne”.

„Ta potrzeba zetknięcia się z innymi egzystencjami ma być może charakter polityczny, w szerokim tego słowa znaczeniu, ale jak dotąd nie zaproponowano nam żadnego politycznego rozwiązania. Bardziej prawdopodobne, że jest ona intymna, fizyczna i emocjonalna. Ale i ta interpretacja nie wydaje mi się zadowalająca. Nie wierzę też, że może ona być zaspokajana przez wszechświat wirtualny, metaświat. To humbug. Tylko literatura jak dotąd zdaje egzamin. Oczywiście ta potrzeba innych egzystencji staje się tym bardziej gwałtowna, im bardziej okoliczności życia stają się bolesne i trudne. I z tej przyczyny, mimo tego, co powiedziałem na początku, obsypywanie zaszczytami powieściopisarzy jawi się jako uzasadnione” – pisze Michel HOUELLEBECQ w tekście „Literatura jest najważniejsza„.

Rozmawiała Anna Kruszyńska/PAP/WszystkocoNajważniejsze/eg

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 września 2024