
Ukraina pod ścianą?
Tajne rozmowy przedstawicieli Białego Domu i Kremla na temat zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej przyniosły „porozumienie ramowe”. Ocenę tej propozycji wyrażaną przez wielu rodzimych analityków dobrze obrazuje tytuł: „Skandaliczny plan pokojowy USA i Rosji” – pisze prof. Kazimierz DADAK
.Gdyby autor tych – i autorzy podobnych – słów siedzieli w okopach i walczyli z rosyjskim najeźdźcą albo przynajmniej przeznaczyli oszczędności i przekazywali bieżące dochody na pomoc Ukrainie, to być może mieliby podstawy do tak jednoznacznego zdania.
Koszty wojny
.Tymczasem to podatnik amerykański udzielił Ukrainie ogromnej bezzwrotnej pomocy. Natomiast zdecydowana większość pomocy przekazywanej Ukrainie przez Europę ma formę pożyczek, które wymagają spłaty.
W przyszłym roku tylko koszty związane z prowadzeniem wojny wyniosą co najmniej 120 mld dolarów, z czego Kijów jest w stanie pokryć zaledwie połowę. Pomoc Zachodu jest konieczna także do wypłacania uposażenia pracownikom sektora publicznego i emerytur. Ostatnie spotkania w ramach tzw. Grupy Ramstein wykazały, że Europejczycy nie mają ochoty zastąpić amerykańskiej pomocy. Zatem w istocie rzeczy mamy do czynienia z odwróceniem kota ogonem, czyli zrzuceniem odpowiedzialności na Waszyngton za niezdolność do stawienia czoła Rosji przez samych najbardziej zainteresowanych.
Europejczycy od dawna wiedli dolce vita kosztem USA. Skutkiem tego Włochy, Francja i Wielka Brytania stoją dzisiaj na skraju bankructwa. Także Polska szybko zmierza w tym kierunku. Co więcej, nasz rząd wydaje miliony na program pilotażowy mający na celu przejście do systemu czterodniowego tygodnia pracy. Jeśli prawdą jest to, że Putin prowadzi wobec nas wojnę hybrydową i niebawem może nas napaść, to oczywistym wnioskiem winien być postulat zwiększenia wysiłków celem mobilizacji sił i środków, a nie myśl o poszerzeniu czasu wolnego!
Niepowodzenia wojenne
.Ramowy plan pokojowy przynosi Rosji bardzo poważne korzyści, spełnia jej główne postulaty. Fakt ten nie sprawia piszącemu te słowa najmniejszej przyjemności, ale tutaj czynnikiem decydującym nie jest czyjekolwiek dobre samopoczucie, tylko sytuacja na froncie.
Od dwóch lat inicjatywa w wojnie należy do Rosji – powoli i nieubłaganie zyskuje ona coraz większą przewagę. To zjawisko jest skutkiem wielu błędów i zaniedbań, bynajmniej nie tylko popełnionych przez zachodnich polityków. Dość powiedzieć, że sama Ukraina, pomimo poświęcenia i trudów milionów ludzi nie uczyniła tak podstawowego kroku, jakim jest mobilizacja mężczyzn od 18. roku życia – obowiązek ten dotyczy tylko osób od 25. roku życia. Co więcej, 26 sierpnia br. ukraiński parlament przegłosował ustawę, na mocy której mężczyźni w wieku 18–22 lat uzyskali prawo wyjazdu z kraju – miało z tego skorzystać już 100 tys. osób. Trudno o bardziej jednoznaczne świadectwo tego, jak bardzo społeczeństwo jest zmęczone wojną. Jeśli do tego dodamy liczne skandale korupcyjne sięgające najwyższych szczebli władzy, to gdzie można szukać nadziei, że tok zmagań ulegnie zmianie?
Błędne założenia
.Zarys planu pokojowego świadczy o braku sukcesu w zmaganiach z Rosją. Jest to poważny uszczerbek na wizerunku Zachodu, szczególnie NATO. Ten rozwój sytuacji jest wynikiem zupełnego braku realizmu w prowadzeniu wojny i taki sam błąd w tej chwili popełniają ci, którzy mówią o „skandalicznym planie”.
Rosyjsko-ukraińską wojnę malowano jako zmagania pomiędzy dobrem i złem, liberalną demokracją i autorytaryzmem. W tych kategoriach wyższość Zachodu była niepodważalna. Tymczasem o wyniku konfliktu zbrojnego nie decyduje wyższość moralna, tylko wyższość w zakresie potencjału gospodarczego, demograficznego i technologicznego. Kreml postrzega tę wojnę w kategoriach egzystencjalnych: być albo nie być, i z tego powodu przestawił gospodarkę na tory wojenne. Natomiast Zachód w najmniejszym stopniu nie zmienił polityki gospodarczej i tym sposobem pod koniec czwartego roku wojny nie jest nawet w stanie w pełni zaspokoić ukraińskich potrzeb w zakresie amunicji artyleryjskiej. Biorąc pod uwagę zdecydowaną przewagę potencjału Rosji nad Ukrainą, wynik zmagań nie może stanowić zaskoczenia.
.Polityka prowadzona przez administrację Joego Bidena (i NATO) wynikała z jednej strony z ogromnego niedoszacowania długofalowych możliwości Rosji, a z drugiej z niezwykłego przecenienia skutków sankcji gospodarczych. Politycy zachodni sądzili, że Rosję da się zmusić do kapitulacji tanim kosztem. Tym sposobem mieliśmy do czynienia z daleko idącą asymetrią działań – Rosja rzuciła wszystko na szalę, a Zachód pokładał nadzieje w swej moralnej wyższości.
Dodajmy, że nie można mieć pewności, iż daleko idąca mobilizacja NATO przyniosłaby oczekiwane skutki. Armia ukraińska, choć przed 2022 r. dozbrajana i w części ćwiczona według natowskich standardów, nie była w pełni gotowa do wojny. Wcześniejsze dostarczenie bardziej zaawansowanego uzbrojenia niekoniecznie istotnie zmieniłoby wynik wojny, bo potrzeba wielu miesięcy, aby oswoić żołnierzy z nowym sprzętem, i potem kolejnych wielu miesięcy ćwiczeń, aby poszczególne rodzaje broni były w stanie ze sobą współpracować. Ten fakt doskonale obrazuje to, że pierwsza strata przekazanego Ukrainie F-16 była wynikiem własnego, a nie nieprzyjacielskiego ognia. Tymczasem Kijów nie miał wystarczających nadwyżek siły żywej, które mogłyby w spokoju na tyłach przejść konieczne szkolenie. Mówiąc wprost, Zachód postawił przed Ukrainą (i sobą) bardzo trudne zadanie.
Cut your losses
.Obecny plan jest próbą ograniczenia strat (ang. cut your losses). Administracja Donalda Trumpa – nieobciążona politycznym balastem swego poprzednika – wyjęła głowę z piasku i postanowiła ratować, co da się jeszcze uratować. Stąd Kijów stoi w obliczu wyboru: albo przełknąć tę gorzką pigułkę, albo zdać się w całości na pomoc Europy. Ta druga możliwość jest równoznaczna z popełnieniem seppuku, bo Bruksela, Berlin, Paryż i Londyn są mocne w gębie, ale poważnej realnej pomocy udzielić nie są w stanie. Bez amerykańskiego uzbrojenia, a szczególnie bez amerykańskiego wywiadu sprawy potoczą się dużo szybciej i Ukrainie grozi nie tylko utrata tego, co obecny plan przyznaje Rosji (Krym, Donbas i część obwodów zaporoskiego i chersońskiego), ale dostępu do Morza Czarnego, a może i Charkowa.
Z drugiej strony amerykańska propozycja pozwala pozostałej części Ukrainy zachować suwerenność – Rosja nie osiągnie swego najważniejszego postulatu, czyli osadzenia w Kijowie „drugiego Łukaszenki”. Krytycy obecnego planu przedstawiają sprawę niepodległości w kategoriach zero-jedynkowych. Tymczasem żadne państwo, nawet USA, nie ma stuprocentowej suwerenności rozumianej jako zdolność do podejmowania dowolnych decyzji. Gdyby Stany Zjednoczone były w pełni suwerenne, to nad Kremlem dawno by powiewała amerykańska flaga. Ale Rosja ma w ręku atuty (ogromny arsenał atomowy), które ją chronią przed tym zagrożeniem.
W ramach tej ograniczonej suwerenności (nie dla członkostwa w NATO i okrojone siły zbrojne) Ukraina ma szansę zatamować potworne krwawienie. Raporty dotyczące rosyjskich strat wojennych przedstawiane przez ukraiński sztab generalny nie są w pełni wiarygodne w świetle danych dotyczących wymiany ciał poległych żołnierzy. W sumie latem Rosja przekazała Ukrainie 6057 ciał, a otrzymała tylko 78. W październiku podobna wymiana była w stosunku 1000 do 31, a 20 listopada – 1000 do 30. Ci, którzy mówią o „skandalicznym planie”, chyba nie znają tych liczb. Obecny plan także przewiduje udzielenie Ukrainie pomocy gospodarczej, co daje nadzieję, że nastąpi odbudowa zupełnie zrujnowanej gospodarki.
Wbrew niektórym opiniom ramowa propozycja niesie z sobą daleko idące gwarancje niepodległości dla Ukrainy. Dziś USA nie ma żadnych traktatowych zobowiązań w stosunku do Ukrainy. Przytaczane przez wielu „budapesztańskie memorandum” z 1994 r. było tylko deklaracją, że umawiające się strony będą szanować integralność terytorialną Ukrainy, ale nie niosło z sobą żadnego wymogu udzielenia pomocy Ukrainie. Rosja pogwałciła to zobowiązanie, ale żadne państwo nie miało obowiązku stanąć w obronie pokrzywdzonego. Natomiast obecny plan mówi o robust (silnych, solidnych) gwarancjach. Jeszcze nie wiadomo, jak „silne” będą te gwarancje, ale jest to ogromny postęp w stosunku do obecnego stanu rzeczy.

.Istotą polityki jest dynamizm, nieustanne zmiany. Każdy, kto choć trochę zna anglosaską historię i mentalność, wie, że obecny plan jest tylko pauzą w zmaganiach o dominację nad światem. Zamiast pisać o „skandalicznym planie” lepiej byłoby rozważać, co Ukraina (i Polska) winna czynić, by tę przerwę najlepiej wykorzystać.
Tekst pierwotnie ukazał się w 1043 numerze tygodnika „Idziemy” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.





