Jean-Luc Mélenchon nie wygra wyborów 2027. „Lewica w rozsypce”

Marine Tondelier, liderka francuskich Zielonych i sekretarz krajowa partii Les Écologistes od 2022 roku, a zarazem kandydatka w wyborach prezydenckich 2027, uznaje za „dość oczywiste”, że Jean‑Luc Mélenchon nie będzie w stanie wygrać nadchodzących wyborów. Jednocześnie ostrzega, że rozdrobnienie lewicy może przesądzić o jej politycznej porażce.
Zbyt wielu kandydatów i ryzyko porażki
Występując w programie „Grand Jury RTL – Public Sénat – Le Figaro – M6”, Marine Tondelier zdefiniowała najważniejszy problem lewicy przed wyborami prezydenckimi.
– Jeśli będzie piętnaście kandydatur po lewej stronie, królem cmentarza zostanie Jean-Luc Mélenchon – powiedziała, podkreślając ryzyko rozproszenia głosów.
Jej zdaniem taka sytuacja najbardziej uderzy w tych, którzy uczynili sprzeciw wobec LFI (partii Mélenchona) osią swojej strategii politycznej.
Spór o prawybory i krytyka przeciwników
Marine Tondelier skrytykowała przeciwników organizacji prawyborów na szeroko pojętej lewicy, w tym Oliviera Faure’a.
Według niej ich celem jest zastąpienie Mélenchona i stworzenie alternatywy, jednak argument o jego potencjalnym udziale w prawyborach określiła jako nieuzasadniony. Liderka Zielonych nie ma wątpliwości, że obecna dynamika osłabia całą lewicę.
– Dopóki będzie tyle kandydatur, wszyscy będziemy małymi kandydatami. Dziś nikt nie jest w stanie zakwalifikować się do drugiej tury – zaznaczyła.
Jean-Luc Mélenchon bez szans
W jej ocenie brak wspólnej strategii prowadzi do – sugerowanej już przez analizę sondaży – marginalizacji politycznej całego obozu lewicowego w wyborach 2027 roku.
Marine Tondelier podkreśla, że Jean-Luc Mélenchon nie ma realnych szans na zwycięstwo.
Przypomina, że wszystkie sondaże pokazują, że w drugiej turze osiąga on najsłabsze wyniki w starciu ze skrajną prawicą, a jednocześnie nie potrafi skupić wokół siebie całego elektoratu lewicy.
Zwraca uwagę, że część wyborców lewicy nie oddałaby na niego głosu w takim scenariuszu.
„Kronika zapowiedzianej katastrofy”
Marine Tondelier podkreśla, że wyborcy oczekują współpracy i organizacji prawyborów. – Kiedy wszyscy wyborcy mówią, że chcą tych prawyborów, naszym zadaniem jest ich wysłuchać – zaznaczyła.
Nie ukrywa, że obawia się scenariusza, który określa mianem „kroniki zapowiedzianej katastrofy”. Jej zdaniem brak porozumienia między głównymi kandydatami stanowi „niewybaczalny prezent” dla przeciwników politycznych: prawicy i skrajnej prawicy.
Szczególnie krytycznie ocenia postawę tych, którzy odrzucają prawybory, nie proponując żadnej alternatywy.
Jej zdaniem, czas na decyzje jeszcze jest. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się na przełomie kwietnia i maja 2027 r.
Ekologiczna odpowiedź i próba zmiany narracji
Marine Tondelier sprzeciwia się zamknięciu debaty przed wyborami 2027 w sporach strategicznych. Podkreśla, że polityka nie może ograniczać się do rywalizacji wewnętrznej, lecz powinna koncentrować się na realnych problemach.
W tym kontekście przedstawia swój manifest „Ce que nous vous devons”, wskazując na potrzebę wspólnego działania i budowy zwycięskiej strategii.
Odwołując się do doświadczeń politycznych, przypomniała kampanię Jacques’a Chiraca z 1995 roku, opartą na pojęciu „pęknięcia społecznego”. Przekonuje, że dziś pęknięcia mają charakter środowiskowy, terytorialny, cyfrowy i społeczny, co wyznacza nowe ramy debaty politycznej.
Więcej o wyborach 2027 w naszym kompendium: „Wybory prezydenckie we Francji 2027 – kto wygra i dlaczego wynik pozostaje otwarty”.
Arkadiusz Jordan
Paryż





