
Od pochodu do protestu. Wrocławskie obchody święta pracy 1982–1983
W czasach stanu wojennego Wrocław nazywano bastionem opozycji i nie było to określenie przesadne. Regularnie odbywały się tam demonstracje, a ulice stawały się przestrzenią walki z reżimem. Szczególnie wyraźnie było to widać 1 maja, kiedy robotnicze święto przestało być wyłącznie państwowym rytuałem – pisze Jolanta PAWNIK
.We Wrocławiu do obchodów 1 maja 1982 roku, pierwszego po wprowadzeniu stanu wojennego, władze próbowały przygotować się z wyprzedzeniem. 29 kwietnia zorganizowano m.in. akademię w zakładach PZL Hydral, ale frekwencja była niska, a udział osób spoza aparatu partyjnego znikomy. W zakładach pracy mówiło się otwarcie, że w pierwszomajowym pochodzie mają iść głównie członkowie partii, a w jego trakcie „coś się stanie”.
Równolegle działania agitujące prowadzili wrocławscy opozycjoniści. W mieście trwała akcja ulotkowa, pojawiały się hasła wzywające do bojkotu obchodów, a plakaty pierwszomajowe były zrywane niemal natychmiast po ich rozwieszeniu. Regionalny Komitet Strajkowy wezwał do nieuczestniczenia w oficjalnych uroczystościach. Jak wynika z materiałów dokumentacyjnych gromadzonych przez Ośrodek „Pamięć i Przyszłość”, właśnie w tym okresie nasiliły się działalność ulotkowa i kolportaż niezależnej prasy, trwały także przygotowania do uruchomienia podziemnego radia.
.1 maja 1982 roku oficjalny, prorządowy pochód się odbył i według władz wzięło w nim udział ok. 60 tysięcy osób. Według raportów dominowali pracownicy administracji i nadzoru, a udział robotników i młodzieży był marginalny.
Sam pochód przebiegał w napiętej atmosferze. W wielu miejscach uczestnicy starali się przejść jak najszybciej, a część z nich opuszczała kolumny jeszcze przed dotarciem do trybuny. Władze zauważały to w raportach jako jeden z sygnałów kryzysu wewnątrz własnych struktur.
Równolegle, już godzinę po rozpoczęciu pochodu, w mieście pojawiły się kontrmanifestacje. Jedna z nich odbyła się na ulicy Grabiszyńskiej, w rejonie obecnego Centrum Historii Zajezdnia, gdzie grupa ok. 300 osób złożyła kwiaty i wieńce. Miejsce nie było przypadkowe, bo właśnie tam, w sierpniu 1980 roku, rozpoczął się strajk komunikacji miejskiej, który zapoczątkował działalność „Solidarności” we Wrocławiu. Jak potwierdzają opracowania i ekspozycje Centrum Historii Zajezdnia, przestrzeń ta była jednym z symbolicznych punktów oporu w mieście.
W kolejnych dniach napięcie rosło. Na murach pojawiały się napisy, ulotki krążyły coraz częściej, a podziemne struktury „Solidarności” intensyfikowały działania. Władze reagowały na to spotkaniami z dyrektorami zakładów, próbując ograniczyć wpływ opozycji na załogi.
Kulminacją wrocławskiej wiosny były wydarzenia czerwca 1982 roku. 13 czerwca, po niedzielnych mszach świętych, tysiące ludzi zaczęły gromadzić się na ulicach w rejonie Grabiszyńskiej i Alei Pracy. Demonstracja szybko przerodziła się w otwarty konflikt. ZOMO użyło armatek wodnych, co tylko zaostrzyło sytuację. Demonstranci zaczęli budować barykady z tego, co było pod ręką: kontenerów, ławek, elementów ogrodzeń. W wielu miejscach mieszkańcy wspierali protestujących, rzucając z okien doniczki i różne przedmioty.
Jak wynika z relacji uczestników, demonstracje miały charakter rozproszony, a ich uczestnicy przemieszczali się między ulicami, utrudniając działania milicji.
Starcia objęły rejon Placu Pereca, ulicy Grabiszyńskiej i pobliskich osiedli. W pewnym momencie demonstrantom udało się wyprzeć milicję z części ulic, co było rzadką sytuacją w realiach stanu wojennego. Ostatecznie akcja zakończyła się nad ranem. Rannych zostało 21 milicjantów, uszkodzono 22 pojazdy, a zatrzymano 123 osoby.
Kilka dni później, 28 czerwca 1982 roku, demonstracje znów przerodziły się w starcia, uszkodzono kolejne pojazdy milicyjne, a zatrzymano 257 osób. Brutalność interwencji rosła, ale równocześnie rosła determinacja protestujących.
W tym samym czasie zmieniała się strategia opozycji. Po nieudanych próbach strajków w zakładach pracy demonstracje uliczne zyskiwały coraz większe znaczenie. We Wrocławiu szczególnie aktywna była „Solidarność Walcząca”, która od czerwca 1982 roku konsekwentnie stawiała na konfrontację. Wrocław był jednym z głównych ośrodków jej działalności.
.1 maja 1983 roku pokazał skalę tej zmiany. Tym razem demonstracja nie była już rozproszonym ruchem. Około czterotysięczna grupa kontrmanifestantów utworzyła pochód i przemaszerowała przed trybuną honorową, wznosząc antyrządowe okrzyki.
Interwencja ZOMO była natychmiastowa. Do rozbicia demonstracji użyto gazu łzawiącego. W jej trakcie doszło jednak do symbolicznego wydarzenia – przedstawiciele władz i wojska w pośpiechu musieli opuścić trybunę honorową.
Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w mieście. Pokazało, że kontrola reżimu nad przestrzenią publiczną nie jest już całkowita. Zatrzymano 405 osób, wobec 116 skierowano wnioski do kolegium do spraw wykroczeń.
Kilka tygodni później, 21 czerwca 1983 roku, do Wrocławia przyjechał Jan Paweł II. Na mszę na Partynicach przybyło ok. 700 tysięcy ludzi. W tłumie pojawiło się ok. 50 transparentów „Solidarności”.
.To wydarzenie miało inny charakter niż demonstracje uliczne, ale jego znaczenie było podobne. Pokazało, jak duży potencjał społeczny istnieje poza oficjalnymi strukturami państwa i jak silne są więzi, które powstały w czasie wcześniejszych protestów.






