
Po co nam patroni Europy?
Warto przypominać o naszych patronach, wskazywać na nich przy rozmaitych okazjach i sięgać po ich pomoc i duchową inspirację. A w trudnych chwilach – również wzywać ich wstawiennictwa w ważnych sprawach Kościoła, Polski, Europy i świata – twierdzi prof. Krzysztof OŻÓG w rozmowie z Ireną ŚWIERDZEWSKĄ
Irena ŚWIERDZEWSKA: Jak to się stało, że zostali ustanowieni patroni Europy?
Prof. Krzysztof OŻÓG: To był znak czasu odczytywany przez papieży. Najpierw Paweł VI w 1964 r. ustanowił patronem Europy św. Benedykta z Nursji. Potem Jan Paweł II w 1980 r. – Świętych Cyryla i Metodego, w roku 1999 zaś – św. Brygidę Szwedzką, św. Katarzynę Sieneńską i św. Teresę Benedyktę od Krzyża, czyli Edytę Stein. Miało to zwrócić uwagę na to, co trapiło wówczas Europę od strony duchowej. Paweł VI i Jan Paweł II widzieli, że orędownictwo wspomnianych świętych może duchowo pomóc Europie trwać i rozwijać się na fundamentach wiary chrześcijańskiej – świadomej, intensywnej i pogłębionej.
– Co było ościeniem Europy w tamtym czasie?
– Myślę, że tym, co pobudziło św. Pawła VI do takiej decyzji, był proces bardzo szybkiej laicyzacji nastawionych konsumpcyjnie społeczeństw. Wówczas, po II wojnie światowej, dokonał się ogromny skok, jeśli chodzi o dobrobyt. Papież zauważył kryjące się za tym niebezpieczeństwo wypłukania życia chrześcijańskiego z najgłębszych pokładów i wartości, które są związane z osobą i dziełem św. Benedykta. Czyli tego, by trwałe wspólnoty były duchowym zaczynem pogłębionego życia chrześcijańskiego wiernych na różnych poziomach Kościoła powszechnego i w Kościołach lokalnych.
Benedykt z Nursji stawiał tamę trudom swoich czasów. W pierwszej połowie VI w. Italia była zagrożona ze strony Longobardów i innych ludów barbarzyńskich. Benedykt widział, że jeśli wspólnota jest ukierunkowana na Boga, na miłość wzajemną, pokorną, oddaną i służebną, to przechowa cenne wartości, które wypracowało chrześcijaństwo. Paweł VI, ustanawiając go patronem Europy, chciał wskazać, że utrata najbardziej fundamentalnych wartości związanych z wiarą chrześcijańską jest bardzo groźna dla przyszłości naszego kontynentu. Nie pomylił się. Po zakończeniu Soboru Watykańskiego II nastąpiło rozdarcie w Kościele, któremu przyszło mierzyć się z licznymi kłopotami, co jeszcze bardziej pogłębiło świadomość konieczności patronatu.
Święty Benedykt był człowiekiem głębokiego ducha, jak i otwarcia na rzeczywistość, którą bardzo dobrze rozumiał. Od strony duchowej szukał remediów na rzeczywistość poprzez stałe wspólnoty, które są budowane na fundamencie wiary, prowadzą stabilny, ukształtowany żywot, stając się rozsadnikami kultury chrześcijańskiej i pogłębionego życia duchowego.
– Dlaczego Jan Paweł II ustanowił kolejnych dwóch patronów: Świętych Cyryla i Metodego?
– Jan Paweł II w 1980 r. ogłosił encyklikę Slavorum Apostoli („Apostołowie Słowian”). Wtedy, u początku swego pontyfikatu dojrzał potrzebę dowartościowania także chrześcijaństwa wschodniego, wyrosłego z tradycji greckiej chrześcijaństwa języka słowiańskiego, liturgii słowiańskiej, którą bracia z Salonik: Cyryl, czyli Konstantyn, i Metody zapoczątkowali w IX w. na terytoriach słowiańskich Państwa Wielkomorawskiego, państwa Słowian Panońskich. W tej części Europy na prośbę księcia wielkomorawskiego Rościsława w 867 r. podjęli misję w języku słowiańskim. Konstantyn był wybitnym uczonym, opracował fundamentalne dzieło: alfabet dla języka słowiańskiego, czyli głagolicę. Bracia przełożyli ze współpracownikami księgi Nowego Testamentu, księgi liturgiczne, księgi prawa, a potem dopełniali te przekłady. Tak wyposażeni, poszli głosić Ewangelię Słowianom i odnosili spektakularne sukcesy. Znaleźli sposób na dotarcie do tych ludów z Ewangelią. Potem „stworzyli” liturgię w języku słowiańskim, bo w tym języku sprawowali Msze św., obrzędy, modlitwy, co było też odczytaniem przez nich znaków czasu. Papieżowi Polakowi zależało także na pokazaniu ich ogromnego dorobku.
– Tuż przed wejściem w nowe tysiąclecie Jan Paweł II wybrał jednocześnie aż trzy postacie kobiece na patronki. Jak to tłumaczyć?
– Te wybitne trzy święte kobiety odegrały ważną rolę w dziejach Kościoła i w dziejach świata. Zostały wybrane jako patronki na czas bardzo trudny. Papież wskazał na istotę ich duchowości. Są one zjednoczone bardzo głęboko z Chrystusem i podkreślają moc krzyża: Brygida, która rozważa Mękę Pańską, Katarzyna ze Sieny, która otrzymuje stygmaty i zostaje zaślubiona Chrystusowi, i Edyta Stein, która odkrywa Jezusa, a fundamentalnym zapisem jej doświadczenia duchowego staje się dzieło „Wiedza Krzyża. Studium o św. Janie od Krzyża”. Tę duchowość Jan Paweł II widział także w św. Jadwidze Królowej, co miało wyraz choćby w jej słynnej modlitwie Ave Crux, („Bądź pozdrowiony, krzyżu”).
Postaci te wskazują, że remedium dla Europy jest zjednoczenie z Chrystusem – jak mówił św. Paweł – ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Myślę, że to jest główny powód, dla którego Jan Paweł II te trzy święte, bardzo ściśle ze sobą duchowo złączone przywiązaniem do Chrystusowego Krzyża, ogłasza patronkami Europy u progu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa.
– Jak zaznaczyły się w swojej epoce?
– Święta Brygida uosabiała postawę głębokiej wiary, zjednoczenia z Chrystusem, daru proroczego i życia rodzinnego, a potem także poświęcenia się Bogu i stworzenia zakonu Najświętszego Zbawiciela – gałęzi żeńskiej i męskiej. Była niezwykłą osobą: kierując listy do wielu możnych ówczesnego świata, napominała ich i wskazywała, co mają czynić, by żyć wedle Ewangelii Chrystusowej, by czynić dobro i pokój. W sytuacji, w jakiej znajdował się ówczesny Kościół, napominała, by papieże wrócili z Awinionu do Rzymu, bo to właśnie miasto jest siedzibą św. Piotra. Niezwykła była też jej pobożność i otrzymywane proroctwa wynikające z prywatnych objawień, które opisane są w dziele Revelationes. Jedno z proroctw odnosiło się do Zakonu Krzyżackiego: wskazywało na jego pychę i sprzeciwienie się powołaniu, do którego został założony, oraz zapowiadało jego klęskę. Potem królowa Jadwiga, znająca niewątpliwie dzieło św. Brygidy, kanonizowanej w 1391 r., wsparła jej przesłanie, rozczarowana postawą wielkiego mistrza Konrada von Jungingena w 1398 r.
Podobny rys widzimy u św. Katarzyny Sieneńskiej. Została doktorem Kościoła, okazywała również ogromne zatroskanie o przywrócenie jedności Kościoła, gdy doszło do wielkiej schizmy zachodniej w 1378 r., zabiegała o jego reformę, podróżowała do Awinionu, żeby skłonić papieża Grzegorza XI do powrotu do Rzymu. Listy kierowała też do władców, m.in. do Ludwika Andegaweńskiego, władcy Węgier, który był także królem Polski.
Święta Teresa Benedykta od Krzyża – Edyta Stein, wobec totalitaryzmu pokazuje poszukiwanie drogi do Chrystusa ukierunkowane na poznanie prawdy, co zostało zwieńczone odkryciem Chrystusa, nawróceniem i potem wstąpieniem do Karmelu. A także złożoną ofiarą, czyli męczeństwem.
Te trzy święte kobiety Jan Paweł II wskazuje Kościołowi i współczesnym społeczeństwom wobec czasów, w których świat staje się coraz bardziej zagrożony i nękany niepewnością ze strony swoich władców.
– Jak możemy korzystać z takiego patronatu? Czy jest on wciąż aktualny?
– Często brakuje nam świadomości, że mamy takich patronów i że możemy korzystać z ich duchowej drogi, zwracać się do nich o pomoc, a także inspirować się duchowo, co jest nieustannie aktualne dla współczesnego chrześcijaństwa, dla Kościoła katolickiego, jak również dla świata. Wymaga to jednak kroku ku poznaniu tych postaci i ich przesłania, które niosą ze sobą w dzieje Kościoła i czasy współczesne.
Warto przypominać o naszych patronach, wskazywać na nich przy rozmaitych okazjach i sięgać po ich pomoc i duchową inspirację. A w trudnych chwilach – również wzywać ich wstawiennictwa w ważnych sprawach Kościoła, Polski, Europy i świata.

Rozmawiała Irena Świerdzewska
Tekst pierwotnie ukazał się w 1065 numerze tygodnika „Idziemy”. Przedruk za zgodą redakcji.



