Nasze własne Persepolis. Pożegnanie Marjane Satrapi [Michał KŁOSOWSKI]

Redaktor Wszystko co Najważniejsze, Michał KŁOSOWSKI opisuje literackie i kulturowe znaczenie zmarłej irańskiej pisarki Marjane Satrapi, artystki Iranu, którego już dawno nie ma.

„Marjane Satrapi do Iranu już nie wróciła”

.To nie są zwykłe ruiny. Kiedy jedzie się do Iranu od razu czuć, że zmienia się nie tylko środowisko, ale i cały wszechświat. Tam bowiem historia miesza się z teraźniejszością, a w taksówkach porozmawiać można o Zygmuncie Baumanie, albo przejść się uliczką, gdzie niegdyś stała amerykańska ambasada. Z takiego właśnie Iranu uciekła Marjane Satrapi, irańsko-francuska artystka, która zmarła 4 czerwca.

Pamiętam pierwsze zauroczenie jej „Persepolis”. To było na studiach, niezupełnie z mojej winy, ot ktoś bardzo wówczas ważny opowiedział o niej więcej. I tak się zaczęło, podobnie też zresztą zaczął się dla mnie Iran: od miłości i niezgody, które tak często chodzą ze sobą pod rękę. Była bowiem Marjane Satrapi nie tylko wielką artystką, ale postacią-emblematem buntu i feminizmu, zawartego w sztuce poszukiwania i ucieczki. Bo tak bym chyba najprościej opisał to, co tworzyła: wieczne poszukiwanie, ale nie formy tylko sensu; jakiegoś oddechu, który został jej zabrany.

Młodość bowiem złapała ją w chwili irańskiej rewolucji, której była świadkiem i która pozostawiła na niej ślad bardziej niż widoczny; nigdy do końca nie otrząsnęła się z tego, co widziała kiedy bojówki Pahlawich aresztowały i mordowały na ulicach Teheranu tych, którzy chcieli szacha obalić; no i którym ostatecznie się to udało. Problem w tym tylko, że jak się okazało, później wcale nie było lepiej. Ajatollahowie przyszli i niskim lotem skosili wszystko to, o czym marzyli protestujący terroryzując wówczas kraj i naród na własną modlę. Rewolucja zjadła własne dzieci, jak to zwykle bywa.

Dlatego młoda Marjane uciekła. Kiedy bywałem na lotnisku w Teheranie i za każdym razem widziałem tych samych Irańczyków, uciekających i forsujących granicę, we łzach i w chwili próby, z całym dobytkiem widziałem oczyma wyobraźni także ją, tę dziewczynkę która najpierw do Wiednia zdaje się, a potem dalej do Francji, by w Republice odnaleźć jako-taki spokój, uciekała próbując za wszelką cenę ukoić goniące ją demony niepokoju, które potem zrodziły jej największe dzieło: Persepolis.

Byłoby chyba dla każdego twórcy takie właśnie życie największym dramatem. Bo jeśli wielkie dzieła rodzą się nijako z syntezy uczuć i rozumu, to dla Marjane nie było miejsca, w którym mogłaby ukoić tak jedno, jak i drugie. Stała się więc symbolem niepokoju, buntu i niezgody, w której ruch stał się jedyną szansą na przeżycie. Rozumieją to wszystkie dzieci naszej epoki.

Na jakiś czas potem zamilkła. Wpadłem kiedyś na jedyne chyba w Polsce wydanie jej „Persepolis”. To było dawno, chyba nawet  w innym świecie. Może stad melancholia kiedy myślę, gdzie teraz się znajduje. Oddałem je bowiem w ofiarę, swoisty prezent jak to, czego ona nie mogła zabrać ze soba: historię i wspomnienia. Bo czasem żeby przetrwać, trzeba się na pamięć i zaginione szanse nie zgodzić oddając to, co było. Tak, jak Marjane Satrapi, która do Iranu już nie wróciła. Pewnie nawet by nie chciała, a napewno już nawet by go nie poznała. Chyba że trafiłaby do Persepolis, gdzie ciągłe mieszkają duchy upadłego już imperium.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 czerwca 2026