Doug DEVOS: Jak Ameryka może wygrać następne 250 lat?

Jak Ameryka może wygrać następne 250 lat?

Photo of Doug DEVOS

Doug DEVOS

Amerykański przedsiębiorca i żeglarz. Przewodniczący komitetu wykonawczego National Constitution Center.

Świętujemy 250 lat naszego kraju od jego założenia. Muszę więc zacząć od Deklaracji Niepodległości. Idee, które w niej zawarto – idee wstrząsające światem, oparte na biblijnych zasadach danych nam przez Boga – złożyły się na dokument, który wykrystalizował kurs nowego narodu – pisze Doug DEVOS

.Tego lata miałem zaszczyt przemawiać podczas Acton University do międzynarodowej publiczności, która – podobnie jak ja – wierzy, że wiara i wolna przedsiębiorczość są najlepszą formułą ludzkiego rozkwitu. Gdy Ameryka zbliża się do swoich 250. urodzin, chciałem powrócić myślą do idei, które wyznaczyły kurs naszego narodu: do przekonania, że nasze prawa pochodzą od Boga, a nie od królów ani centralnych planistów; że jesteśmy obywatelami, a nie poddanymi; i że te oczywiste prawdy, jakkolwiek potężne, nie trwają same z siebie.

Sięgając raz jeszcze do mądrości mojego ojca, wróciłem do prostego schematu, który on nazywał: atmosfera, nastawienie i działanie. Atmosfera to ludzie i idee, którymi się otaczamy. Nastawienie to emocjonalny zestaw narzędzi, pozwalający wydobyć dobro z każdej sytuacji. Działanie zaś to sposób, w jaki wykorzystujemy nasze wrodzone talenty, aby kształtować świat wokół nas. Wierzę, że właśnie te trzy elementy były kluczowe w drodze Ameryki: od obietnicy Plymouth Rock do pozycji supermocarstwa. I wierzę, że będą kluczowe także dziś, jeśli chcemy powstrzymać narastającą falę socjalizmu, komunizmu i wszystkich innych „-izmów”, które grożą zamknięciem jej niewykorzystanego potencjału na zawsze.

Świętujemy 250 lat naszego kraju od jego założenia. Muszę więc zacząć od Deklaracji Niepodległości. Idee, które w niej zawarto – idee wstrząsające światem, oparte na biblijnych zasadach danych nam przez Boga – złożyły się na dokument, który wykrystalizował kurs nowego narodu. Przebijają z niego jasno pewne idee: te oczywiste prawdy, że zostaliśmy stworzeni równymi i że posiadamy niezbywalne prawa. Cała rzecz polega na tym, by te prawa i możliwości – życie, wolność i dążenie do szczęścia – rozumieć nie tylko jako dobre samopoczucie, lecz jako wezwanie do dobra: do życia cnotliwego i do odnalezienia drogi naprzód.

.Kiedy odwiedziłem Constitution Center, zobaczyłem tam coś, co nazwano „stołem redakcyjnym” – miałem możliwość zajrzenia za kulisy całej pracy, którą wykonano, zanim Deklaracja została sfinalizowana. Co się w niej znalazło? Co usunięto? Co zmieniano po drodze? I właśnie tam jest fragment, w którym widać słowo nieco inne: rozmazane, napisane mocniej. Od dawna zadawano sobie pytanie, jaka zmiana została tam wprowadzona. Pierwotne słowo brzmiało: „poddani”. Zmieniono je na: „obywatele”.

Pomyślmy, jaką różnicę może uczynić jedno słowo. Jaką różnicę może uczynić jedna myśl, jedna wypowiedziana idea – różnicę między byciem obywatelem a byciem poddanym. Co mówi to o prawach, które pochodzą od Boga, a nie od królów? Każdy z nas w tej sali i każdy człowiek na świecie może być postrzegany właśnie w ten sposób. To potężna zmiana.

Będziemy świętować 4 lipca 250. rocznicę. Ale wiele lat temu, w jeden z kolejnych Dni Niepodległości, Frederick Douglass wygłosił swoje przemówienie „Czym dla niewolnika jest 4 lipca?”. Mówił w nim o tym, że w tamtym czasie nie był objęty obietnicą tej Deklaracji. A jednak dostrzegał w niej obietnicę i nadzieję. I wypowiedział potężne zdanie: zasady w niej zawarte są naszymi zasadami ocalenia. Trwajcie przy tych zasadach. Bądźcie im wierni przy każdej okazji, w każdym miejscu, przeciw każdemu wrogowi, za każdą cenę. Cóż za wielkie wyzwanie dla każdego z nas.

.Weźmy więc te zasady i pomyślmy, jak zostały połączone w Deklaracji i w naszym kraju. Mieliśmy szczęście – był to moment, w którym wiele z tych idei formowało się na całym świecie, a my jako kraj mogliśmy zebrać je w jednym miejscu, tworząc eksperyment, startup, jeśli można tak powiedzieć. Jako człowiek biznesu uwielbiam ideę startupów. Być może Stany Zjednoczone skorzystały właśnie z tej przewagi.

W istocie tę samą ideę mój ojciec i jego wspólnik, Jay Van Andel, przyjęli w Amway: przekonanie, że każdy, skądkolwiek pochodzi, może osiągnąć wszystko. Nazwali firmę Amway – od „American way”, amerykańskiej drogi.

Budujemy tę firmę od niemal 70 lat. Jest tu jednak ciekawy szczegół. Kiedy biznes ruszył, wielu ludzi z Kanady mówiło: „To mogłoby zadziałać także u nas”. Ojciec i Jay stanęli więc przed dylematem: czy w Kanadzie firma też powinna nazywać się Amway? Może powinna nazywać się Canway? Naprawdę o tym rozmawiali. Jak Państwo słyszeli, dziś jesteśmy obecni w 100 krajach i terytoriach na całym świecie. Gdyby poszli tamtą drogą, zrobiłby się z tego ogromny bałagan.

Ale mieli pewną myśl. Powiedzieli: „To nie jest właściwie ograniczone do naszego kraju. Wierzymy, że ludzie na całym świecie podzielają te idee. Te idee naprawdę rezonują z ludźmi i łączą się z nimi globalnie”.

Przenieśmy się do Malezji, do roku 1979. Miałem możliwość dorastać w biznesie Amway i odbyłem tę podróż jeszcze jako uczeń szkoły średniej. Byliśmy wtedy w Malezji od ok. trzech lat i organizowaliśmy konwencję. Biznes rozpoczął się bardzo pomyślnie, przyjechało kilka tysięcy ludzi. Kiedy ojciec odwiedził Malezję, udało mu się spotkać z premierem tego kraju – to była naprawdę wielka rzecz.

Gdy później o tym opowiadał, mówił, że premier mu pogratulował, a potem powiedział: „To interesujące, że wam tak dobrze idzie, gdy nasz kraj właśnie przeżywa trudności. Największymi bogactwami naturalnymi Malezji są miedź, cyna i ropa, a ceny wszystkich tych surowców na światowym rynku są obecnie niskie. A tymczasem wy gromadzicie tutaj tysiące ludzi. Rozwijacie się od trzech lat. Jaki jest wasz sekret?”.

Ojciec odpowiedział: „Panie premierze, być może uważa pan, że największymi bogactwami naturalnymi Malezji są miedź, cyna i ropa. Ale w Amway wierzymy, że największym bogactwem naturalnym Malezji są mieszkańcy Malezji. A w naszym biznesie inwestujemy w ludzi”.

Cóż za potężna myśl. Inwestujemy w ludzi – tak jak Fernando. Co więc powstaje, kiedy połączymy zasady, o które powinniśmy walczyć za wszelką cenę, z tym zwróceniem się ku ludziom? Co może się wydarzyć, gdy zaczniemy stosować te rzeczy na wielką skalę? Powstaje „kij hokejowy” historii ludzkości – całkowity PKB na przestrzeni dziejów. Przez pierwszych 1800 lat wyglądało to dość marnie. Niezależnie od pozycji społecznej życie było, właściwie pod każdym względem, ciężkie. Można było należeć do rodziny królewskiej, a i tak umierało się młodo, umierały dzieci, żyło się w trudnych warunkach. A potem coś się wydarzyło. Te idee zbiegły się ze sobą – nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w różnych miejscach na świecie. I nadal wytwarzają bogactwo, możliwości, dobrobyt i ludzki rozkwit.

To te zasady i nasi założyciele umożliwili ludziom pracę i tworzenie rzeczy, które stworzyli. Mówimy o tym w naszej głównej siedzibie. Mamy tam ekspozycję, która była pokazana podczas Wystawy Światowej w Nowym Jorku w 1964 roku – „Dziesięć filarów mądrości ekonomicznej”. Przechodziło się przez nie, zmierzając do Sali Wolnej Przedsiębiorczości. Ojciec i Jay pokochali tę wystawę i sprowadzili ją do siedziby Amway. Jest tam do dziś.

Dziesiąty filar wyraża tę ideę zdumiewająco dobrze: „Produktywność narzędzi – to znaczy efektywność ludzkiej energii użytej przy ich zastosowaniu – zawsze była najwyższa w społeczeństwie konkurencyjnym, w którym decyzje ekonomiczne podejmują miliony jednostek dążących do rozwoju, a nie w społeczeństwie planowanym centralnie, gdzie decyzje te podejmuje garstka wszechmocnych ludzi, bez względu na to, jak dobre mają intencje, jak bardzo są bezinteresowni, szczerzy czy inteligentni”. Nikt nie może podjąć właściwej decyzji za ciebie lepiej niż ty sam.

Łatwo jednak spojrzeć na ten kij hokejowy i powiedzieć: „Wspaniale, to po prostu będzie trwało”. Ale Benjamin Franklin, zapytany po wyjściu z konwencji konstytucyjnej: „Co nam daliście?”, odpowiedział: „Republikę, jeśli zdołacie ją utrzymać”. I to jest nasze wyzwanie.

Te zasady – wiem, że nie wszyscy jesteśmy z Ameryki, to przecież publiczność globalna – ale wspólnie podzielamy zasady i idee, które stworzyły środowisko ludzkiego rozkwitu, jakiego świat nigdy wcześniej nie widział. Musimy nieść je dalej, bo znamy przykłady imperiów, które przeminęły i upadły: Rzymian, Majów, Inków, Greków, Egipcjan. Setki, czasem tysiące lat – a jednak z jakiegoś powodu nie przetrwały. Nie ma żadnej obietnicy, że dla nas albo dla naszego świata sprawy będą toczyć się dalej właśnie w ten sposób.

Czy szklanka jest do połowy pusta, czy do połowy pełna? Wiemy, że ryzyka wracają. Chce powrócić sekularyzm. Istnieje liczna grupa ludzi, którzy chcą usunąć Boga ze społeczeństwa, bo uważają, że Bóg zbyt ogranicza. A jeśli nasze prawa pochodzą od Boga, to oczywiście prawa ludzi niewiele dla nich znaczą. To nic nowego. Niektórzy z Państwa widzieli to w Europie podczas II wojny światowej. Film o Dietrichu Bonhoefferze pokazuje, jak stawał wobec tych sił, wśród których przywódcy chcą zastąpić Boga. Możemy to obserwować także dzisiaj. Gdy nie ma Boga, nie ma nadziei. Wiemy to z doświadczenia.

A potem znowu wracają socjalizm i komunizm. Runda druga. Jak sequel, prawda? Nowi gracze, nowi aktorzy, nowe rzeczy. Ten sam stary scenariusz. Brak innowacji. Brak kreatywności, brak wolnej przedsiębiorczości, brak tworzenia bogactwa. Nowe sposoby mówienia, nowe sposoby sprzedawania. Co roku nowi klienci, nowe pokolenia dorastające po drodze.

Jak mówiliśmy wcześniej, w Deklaracji te prawdy są oczywiste. Ale to nie znaczy, że trwają same z siebie. Nie będą trwały, jeśli my – i inni razem z nami – nie pomożemy im trwać. To właśnie musimy zrobić. Czasem zdrowy rozsądek nie jest aż tak powszechny. Czasem ci, którzy sprzedają socjalistyczne idee, wydają się ludziom bardzo atrakcyjni. Musimy nadal wyrażać to, w co wierzymy. I właśnie to zrobił mój ojciec, kiedy ok. 50 lat temu napisał książkę Believe – jako wyraz tego, w co wierzył i czym żył każdego dnia.

W czasie, który mi pozostał, chcę więc mówić o tym, jak mamy tym żyć każdego dnia.

Co robimy, aby nieść to dalej? Jak sprawić, by nasze przekonania kształtowały nasze zachowanie? Jak upewnić się, że nasze przekonania są na tyle mocne, byśmy mogli podejmować ryzyko innego myślenia i działania? Jaką innowacyjność, jaką kreatywność wkładamy w to, by te idee trafiały do większej liczby ludzi? Jak lepiej łączyć punkty? Jak nadal odzwierciedlać naszą wiarę, że Bóg obdarzył nas niezwykłą miłością, darami i potencjałem – i jak wyrażać to wobec innych ludzi? Ponieważ Bóg nas kocha, my możemy kochać innych w ten sam sposób. Chcę więc zaproponować ramę złożoną z trzech pojęć: atmosfery, nastawienia i działania.

Atmosfera

.Jesteśmy tutaj, w tym miejscu, które zostało świadomie przygotowane. To wydarzenie, ten uniwersytet – wszystko zostało przemyślane. Zespół Acton ułożył ten program tak, aby gdy przyjeżdżamy, wiedzieć, że jesteśmy w miejscu, które pomaga iść naprzód. Wiemy, że znaleźliśmy właściwe miejsce.

Dlatego kościoły na całym świecie wyglądają tak, jak wyglądają. Kiedy wchodzimy do miejsca kultu, zatrzymujemy się z zachwytem i czujemy obecność Boga w nowy sposób. Umieśćmy siebie w miejscu, którego atmosfera nas ogarnia – czy będzie to La Sagrada Família w Barcelonie, czy Bazylika św. Piotra w Rzymie. Są miejsca, które zapierają dech, które ustawiają człowieka w innej pozycji. Istnieje kultura. Istnieje rodzina. Istnieje oczekiwanie.

W biznesie każdego dnia pracujemy nad tworzeniem kultury. W Amway mówimy o wolności, rodzinie, nadziei i nagrodzie. To były rzeczy, które mój ojciec i Jay Van Andel wpisali w firmę. Kiedy zatrudnialiśmy menedżerów i wchodzili oni do naszej siedziby – mamy tam wypisane te słowa – mówiliśmy im: „Jeśli weszliście i powiedzieliście sobie: »Jestem w domu«, rozmawiajmy dalej. Jeśli weszliście i powiedzieliście: »Ci ludzie są szaleni«, miło było poznać. Idźcie dalej”.

Co możemy zrobić, aby stworzyć miejsce, kulturę, poczucie, rodzinność, tę chemię niezbędną, by ludzie stali się zespołem? Niezależnie od tego, czy chodzi o Brazylię, Szkocję, czy jakąkolwiek inną drużynę, można mieć wybitne jednostki, ale jeśli nie grają razem jako zespół, nic z tego nie będzie. To wymaga pracy.

Zachęcam, abyście pomyśleli o atmosferze, w której sami siebie umieszczacie. Czy jesteście w miejscu, które pomaga Wam wzrastać, gdzie kultura pozwala Wam rozkwitać? Czy może w miejscu, które Was zatrzymuje?

W biznesie Amway zawsze widzieliśmy, że ludzie wychodzili ze spotkania podekscytowani, wracali do domu, a ich szwagier mówił im, że zwariowali. Musieli podjąć decyzję: albo dalej słuchać szwagra, albo wrócić na spotkanie i zrobić coś inaczej. Każdy z nas musi podejmować takie decyzje sam dla siebie. I możemy tworzyć środowiska dla innych. Możemy tworzyć miejsce, do którego chcemy zmierzać.

Nastawienie

.Atmosfera to miejsce, w którym jesteśmy. Nastawienie jest tym, co myślimy. Co jest w naszej głowie? Mówimy tu o marzycielach i ludziach czynu – o tych, którzy nieustannie myślą o nowych rzeczach, którzy nie pozwalają, by „nie” ich zatrzymało, którzy widzą możliwości, a nie tylko bariery. Wpływ takich ludzi na nasze życie jest nie do przecenienia.

Mój ojciec przez wiele, wiele lat chorował na serce. Przeszedł operację bypassów, zawał, aż w końcu doszedł do momentu, w którym potrzebował przeszczepu serca. Nikt w Stanach Zjednoczonych nie chciał go przyjąć. Był zbyt stary, zbyt chory, miał zbyt wiele obciążeń. Był jeden lekarz w Londynie, gotowy się nim zająć. Szanse były niewielkie, ale mimo to pojechał, z moją mamą.

Każdego ranka podczas modlitwy zaczynali od Listu do Filipian (Flp 4,4): „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!”. Ich nastawienie zawsze było pozytywne. „Oto, co zrobimy, kiedy stąd wyjdziemy. Tam pojedziemy. Chcę zobaczyć moje dzieci, moje wnuki. Chcę zobaczyć, jak biorą ślub. Chcę zobaczyć, jak kończą szkoły. Mam po co żyć”. Lekarz powiedział: „Musi pan mieć po co żyć, bo będzie trudno”. I właśnie to ojciec wybrał.

Jak myślimy o rzeczach? Czym kończy się ten fragment? „Wszystko, co prawdziwe, co szlachetne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co godne uznania, jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli”. Wszyscy znamy ludzi, którzy stale narzekają i potrafią zawsze znaleźć tę do połowy pustą stronę świata. Czasem jest to potrzebne, żeby ktoś dał nam dawkę realizmu. Ale jeśli zawsze myśli się negatywnie, będzie to nas nieustannie hamować.

Miałem pewne doświadczenie w trzeciej albo czwartej klasie. Nie sądziłem, że potrafię nawiązywać przyjaźnie, miałem trudności w szkole. Mój ojciec nie chciał tego zaakceptować. Pewnego dnia zawiózł mnie do szkoły i przez całą drogę mówił do mnie motywacyjnie: że jestem zdolny do zawierania przyjaźni, że jestem dobrym dzieciakiem, że mogę wyjść, przedstawić się, coś powiedzieć, kogoś poznać. Kiedy wysiadałem z samochodu i szedłem chodnikiem w stronę szkoły, ojciec opuścił szybę, patrzył na mnie i zawołał: „Dajesz, Szczęściarzu!”. Wciąż to pamiętam. Wciąż go widzę. Spróbowałem więc. Myśl pozytywnie. Patrz na właściwą stronę. Dobrze zarządzaj swoimi myślami.

Działanie

.Jak podejść do tego wszystkiego i coś zrobić? W biznesie Amway chodzi o prostą możliwość prowadzenia działalności. Ale Rich i Jay po prostu wierzyli, że jeśli da się człowiekowi szansę, to on coś z nią zrobi. Coraz więcej ludzi na całym świecie narzeka: „Nie mam możliwości, nie mam szansy”. Cóż – oto ona.

Wielu ludzi ją odrzuca, wielu uważa nasz biznes za szalony, ale wielu zobaczyło w nim dla siebie możliwość i coś z nią zrobiło. Dokonali wielkich rzeczy. Zbudowali duże przedsiębiorstwa. Pomogli wielu ludziom – ponieważ zobaczyli szansę i podjęli działanie.

Ostatecznie właśnie to musimy zrobić. Byliśmy tutaj, rozmawialiśmy, myśleliśmy, komunikowaliśmy się, budowaliśmy relacje, robiliśmy tak wiele wspaniałych rzeczy. Ale w pewnym momencie trzeba coś zrobić. Trzeba zrobić ten krok. Podjąć ryzyko. Zaryzykować porażkę. Popełnić błąd. Nauczyć się. Spróbować ponownie.

Chris mówił o moim żeglowaniu. Nie mam żadnych podstaw, by żeglować na poziomie, na którym próbuję to robić. Czasem nie mam pojęcia, co robię. Ale i tak spróbowałem. Dużo przegrywałem. Ale jeśli pracuje się wystarczająco ciężko, jeśli wystarczająco dużo się uczy, jeśli spotyka się wystarczająco wielu dobrych ludzi – kilka razy można także wygrać. I to była wspaniała droga.

Niezależnie od tego, czy wychodzi się na boisko, staje przed orkiestrą, czy – jak moja najmłodsza córka, która jest tancerką – na wielkiej scenie, w kostiumie, w zupełnej samotności, czekając, aż zabrzmi muzyka. Mnie to przerażało. Ja bym tego nie zrobił. A ona tam stoi, wchodzi do gry, podejmuje ryzyko, robi krok, podejmuje działanie, by iść naprzód.

Mój ojciec często przywoływał pewien cytat: „Wielką tradycję można odziedziczyć, ale wielkość każdy z nas musi zdobyć sam”. Czy mówimy o jednostce, zespole, kraju czy pokoleniu – przyszłość musi zostać zdobyta przez każdego z nas. Musimy wejść do gry, robić kroki, podejmować ryzyko, być gotowi ponieść porażkę, uczyć się, podnosić się, próbować ponownie i iść dalej.

Zapytałbym więc: czy potrafimy to zrobić? Oczywiście, że potrafimy. Chcę podzielić się krótką historią, która jest dobrym przykładem właśnie dlatego, że siedzą Państwo w tej sali i w tym mieście, gdzie przeszliśmy przez taki proces ok. 50 lat temu.

Prezydent Ford ubiegał się o reelekcję – niezwykły człowiek. Nigdy nie został wybrany na wiceprezydenta, nigdy nie został wybrany na prezydenta, a jednak służył w jednym z trudniejszych momentów historii naszego narodu. Służył z godnością, honorem i integralnością, robił to, co właściwe dla kraju, utrzymywał nas razem, stoczył trudną kampanię i przegrał.

W Grand Rapids, gdy było już po wszystkim, chcieliśmy zorganizować mu paradę i uczcić wszystko, co zrobił. Funkcjonariusze Secret Service powiedzieli: nie. Trasa parady była zbyt ryzykowna. Wszystkie budynki stały puste. Nie było tam nikogo. Na całej trasie parady zajęty był tylko jeden budynek. Strzelcy, wszędzie ryzyko. To był cios.

Ale Grand Rapids się zmobilizowało. Zebrali się wolontariusze i znaleźliśmy sposób, by tę paradę zorganizować. Znaleźliśmy sposób, by uczcić go najlepiej, jak potrafiliśmy. Przekaz był jasny: mamy problem. Nasze miasto jest w kłopocie. Co z tym zrobimy?

Kilka osób się spotkało. Nie podobało im się poczucie, że zostaliśmy w tyle. Powiedzieli: „Coś z tym zrobimy. Podejmiemy działanie”. Ludzie tacy jak Peter Seia, mój ojciec, Jay, rodziny Cooków, Kennedych, Heisingów – wszystkie te nazwiska z naszej społeczności, ludzie, którzy zebrali się razem, budując na dziedzictwie wcześniejszych pokoleń – powiedzieli: zrobimy coś inaczej. A ja miałem miejsce w pierwszym rzędzie. Byłem młody. Mogłem patrzeć, jak dzieje się to w Grand Rapids, w naszym mieście.

Pamiętam, jak w domu oglądałem plany hotelu, który miał zostać zbudowany. Zaangażowaliśmy się też w pewien projekt – nie było to coś, co robił Amway, ale pomogliśmy znaleźć dewelopera, który miał postawić budynek tuż obok. Deweloper jednak nie całkiem podzielał system wartości reszty Grand Rapids. Trochę zrobił to po kosztach. Nie wyszło najlepiej.

Instalacja wodno-kanalizacyjna dla najemców jest dość istotna. A deweloper zastosował na elewacji inny, tańszy materiał, który miał być odpowiedni, ale zaczął odpadać. Kiedy przechodziło się obok, cegły mogły dosłownie spaść człowiekowi na głowę. To nie był dobry budynek.

Deweloper wyjechał z miasta, a ojciec i Jay zostali z problemem. Trzeba było podjąć decyzję. Zdarzyło się, że byłem w pokoju i słuchałem. Przyszło wielu ludzi od finansów. Były dwie ścieżki: odebrać odszkodowanie, wyburzyć budynek, udawać, że nigdy go nie było, i zminimalizować stratę. Albo można było go odbudować – ale to kosztowałoby znacznie więcej.

Pamiętam, że niektórzy z nas, z mojego pokolenia, myśleli: „Wiecie, wyburzenie tego budynku mogłoby być całkiem dobrym wyjściem”. W tamtych czasach powstawało mnóstwo filmów katastroficznych. „Możemy przyczynić się do rozsławienia Grand Rapids. Zadzwońmy po Bruce’a Willisa”. Uważaliśmy, że to świetny pomysł.

Aż Jay Van Andel siedzący na końcu stołu zaczął tylko kręcić głową, patrząc na nas, jakbyśmy byli idiotami. Kiedy to zauważyliśmy, mój ojciec powiedział: „Jay, a co ty o tym myślisz?”. Jay powiedział: „Nie, nie, nie. My nie wysadzamy rzeczy w powietrze. My je budujemy. Odbudujemy to. Sprawimy, że stanie się tym, czym miało być od początku. Podejmiemy to ryzyko i pójdziemy naprzód”.

Cóż za wielka lekcja. Miałem szansę to usłyszeć, a potem zobaczyć, co się dzięki temu wydarzyło – czym Grand Rapids jest dzisiaj. Państwo mają okazję to zobaczyć. Ja miałem okazję tym żyć. Ponieważ pokolenia przede mną podjęły działanie. Zrobiły konieczne kroki. Podjęły ryzyko. Popełniały błędy i uczyły się na nich. Ale się nie zatrzymały. Szły dalej. I stworzyły miejsce dla nas, dla naszego pokolenia, dla gości z całego świata, którzy mogą tu przyjechać.

To mały przykład w skali globalnej. I wciąż mamy pracę do wykonania – to nie jest skończone. Teraz do naszego pokolenia i do przyszłych pokoleń należy to, by pójść dalej, pozostać wiernym tym wartościom i zasadom, uczynić to miejsce jeszcze lepszym.

Dzisiejsze Grand Rapids jest niezwykłym przykładem tego, co dzieje się, kiedy grupa ludzi umieszcza siebie we właściwej atmosferze, ma właściwe nastawienie i jest gotowa podjąć działanie. Nasze miasto zmieniło się na lepsze.

.Jeszcze jedna historia na zakończenie. Kilka lat temu mój ojciec był na uroczystości zakończenia studiów – w 2008 czy 2009 roku, podczas wielkiej recesji. Jak można sobie wyobrazić, absolwenci byli nieco zdenerwowani. Wszyscy mówcy przed moim ojcem mówili w tym samym tonie: „Czasy są trudne. Trudno znaleźć pracę. Powodzenia”. Całkowity mrok i przygnębienie. Na uroczystości zakończenia studiów.

Mój ojciec nie mógł tego znieść. Wstał i powiedział: „Nie słuchajcie ich. Zapomnijcie o szukaniu pracy. Załóżcie firmę. Zróbcie coś własnego. Podejmijcie ryzyko. Wyruszcie ku przygodzie. Nie musicie czekać, aż ktoś da wam pracę. Stwórzcie własne miejsce pracy. Możecie to zrobić. Nie obchodzi mnie, czy to dobry, czy zły czas. Teraz to jedyny czas, jaki macie”. Tak, teraz to jedyny czas, jaki mamy. Wielką tradycję można odziedziczyć, ale wielkość każdy z nas musi zdobyć sam.

Doug DeVos

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 lipca 2026