Donald Trump ostrzega przed szariatem. Francja wchodzi w najważniejszy spór przed wyborami 2027

Donald Trump powiedział, że szariat staje się w Paryżu niemal „drugim sposobem życia”. Paul Melun na łamach „Le Journal du Dimanche” uznał te słowa za przesadne, ale potraktował je przede wszystkim jako ostrzeżenie przed rozwojem islamu politycznego. Odpowiedź mera Paryża pokazała zaś, że przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku Francję czeka nie tylko walka kandydatów, lecz także fundamentalny spór o prawo, laickość i granice wielokulturowości.
.Donald Trump po raz kolejny wszedł w sam środek europejskiej debaty, używając sformułowania, którego większość przywódców Starego Kontynentu wolałaby uniknąć. W konserwatywnym amerykańskim podcaście „Glenn Beck Program” stwierdził, że szariat jest w Paryżu i Londynie „niemal drugim sposobem życia”. Zapowiedział również, że w Stanach Zjednoczonych bezwzględnie przeciwstawiałby się wszelkim próbom rozszerzania wpływu norm religijnych kosztem prawa państwowego.
Amerykański prezydent nie przedstawił chłodnej analizy prawnej. Posłużył się polityczną hiperbolą, której celem było zwrócenie uwagi na proces znacznie szerszy niż formalne obowiązywanie prawa islamskiego. Właśnie w ten sposób jego słowa odczytał Paul Melun, francuski eseista i autor komentarza opublikowanego w „Le Journal du Dimanche”.
Paul Melun nie odrzuca ostrzeżenia Donalda Trumpa
Paul Melun rozpoczyna od stwierdzenia oczywistego: szariat nie obowiązuje na ulicach Paryża, francuskie sądy nie orzekają na jego podstawie, a państwo nie uznaje żadnego alternatywnego systemu prawnego. Dosłownie rozumiane słowa Donalda Trumpa są zatem przesadne. Zdaniem eseisty nie powinno to jednak prowadzić do odrzucenia samego ostrzeżenia, ponieważ za mocnym sformułowaniem amerykańskiego prezydenta kryje się pytanie o rzeczywistą ekspansję islamu politycznego.
Melun przywołuje słynną maksymę Charles’a Péguy’ego: „Mówić to, co się widzi; przede wszystkim trzeba zawsze, co trudniejsze, widzieć to, co się widzi”. W jego ocenie europejska debata zbyt często zatrzymuje się na oburzeniu wywołanym językiem Trumpa, unikając odpowiedzi na pytanie, czy w części zachodnich społeczeństw powstają środowiska, w których normy religijne zaczynają odgrywać większą rolę niż wspólne prawo, obyczaj i instytucje państwa.
Jako przykład autor wskazuje Wielką Brytanię, gdzie działa od 30 do 85 rad szariackich. Nie są to sądy uznawane przez państwo, a ich decyzje nie mają mocy brytyjskiego prawa, jednak część muzułmanów dobrowolnie powierza im rozstrzyganie spraw małżeńskich i rodzinnych. Ponad 90 proc. osób zwracających się do tych instytucji stanowią kobiety zabiegające o rozwód religijny, a oficjalny przegląd zlecony przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wskazywał również na występujące w niektórych radach praktyki dyskryminacyjne.
Ta różnica jest istotna. Szariat nie musi być formalnie uznany przez państwo, aby jego normy zaczęły regulować życie części mieszkańców, wyznaczać ich zachowania i rozstrzygać konflikty rodzinne. Paul Melun nie twierdzi więc, że Francja stała się państwem islamskim, lecz że w Europie rozwijają się równoległe systemy odniesień, wobec których państwo demokratyczne nie powinno pozostawać obojętne.
Francuski raport, którego nie można pominąć
Argumentacja Paula Meluna nie opiera się wyłącznie na obserwacji sytuacji brytyjskiej. W maju 2025 roku francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych opublikowało raport „Bractwo Muzułmańskie i islamizm polityczny we Francji”, przygotowany przez grupę wysokich urzędników na zlecenie państwa. Jego celem było opisanie rzeczywistej skali islamu politycznego oraz sposobów, za pomocą których jego organizacje próbują zwiększać wpływ na życie społeczne i lokalne instytucje.
W dokumencie wymieniono 139 miejsc kultu powiązanych z organizacją Muzułmanie Francji oraz kolejnych 68 uznawanych za pozostające w jej otoczeniu. Łącznie stanowiły one około 7 proc. spośród 2800 muzułmańskich miejsc kultu działających w kraju. Raport opisywał ponadto 280 stowarzyszeń aktywnych w sferze religijnej, charytatywnej, edukacyjnej, zawodowej, finansowej i młodzieżowej oraz 21 placówek szkolnych powiązanych z tym nurtem lub uznawanych za mu bliskie, do których uczęszczało około 4200 uczniów.
Same liczby nie opisują jeszcze skali wpływu. Autorzy raportu zwracali uwagę na zjawisko określane jako „islamizm municypalny”, a więc oddziaływanie na politykę samorządową, stowarzyszenia, szkoły, kluby sportowe i lokalne elity. Nie chodzi przy tym koniecznie o tworzenie otwarcie islamistycznych partii, ale o stopniowe uzyskiwanie wpływu na decyzje władz oraz przedstawianie religijnych żądań jako oczekiwań całych społeczności.
Emmanuel Macron sam przyznawał, że opisane zjawisko istnieje, choć przestrzegał przed uznawaniem go za wszechobecne. W lipcu 2025 roku zwołał Radę Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego poświęconą islamizmowi, separatyzmowi i przejmowaniu instytucji od wewnątrz. Pałac Elizejski nie potraktował więc problemu jako wymysłu prawicy, lecz jako zagadnienie dotyczące bezpieczeństwa państwa i trwałości republikańskiego modelu.
W opublikowanym w 2025 roku badaniu IFOP, przeprowadzonym na grupie ponad tysiąca francuskich muzułmanów, 46 proc. respondentów deklarowało, że prawo islamskie powinno być stosowane w państwie, w którym mieszkają. W tej grupie 15 proc. opowiadało się za jego pełnym stosowaniem bez względu na prawo danego kraju, a 31 proc. za częściowym dostosowaniem szariatu do miejscowych przepisów. Jednocześnie 49 proc. badanych stawiało prawo francuskie wyżej od norm religijnych, a 38 proc. deklarowało poparcie dla wszystkich lub części poglądów określanych w badaniu jako islamistyczne.
Dane te wymagają ostrożnej interpretacji, ponieważ religijność nie jest tym samym co islamizm, a francuscy muzułmanie nie stanowią jednolitego politycznie środowiska. Pokazują jednak, dlaczego słowa Donalda Trumpa nie mogą zostać unieważnione wyłącznie przez wskazanie, że szariat nie jest formalnym źródłem prawa we Francji. Prawdziwe pytanie dotyczy tego, jakie normy faktycznie kształtują życie, aspiracje i wybory rosnącej części społeczeństwa.
Emmanuel Grégoire odpowiada Donaldowi Trumpowi
Nowy mer Paryża Emmanuel Grégoire odpowiedział amerykańskiemu prezydentowi w serwisie X. „Paryż nie potrzebuje pouczeń od przywódcy państwa, który wysyła rasistowskie bojówki, aby ścigały tych, dzięki którym jego kraj funkcjonuje. Paryż, Londyn, Nowy Jork – światowe metropolie, dumne miasta” – napisał, odnosząc się do działań amerykańskiej służby imigracyjnej ICE.
Odpowiedź mera została zbudowana wokół dwóch pojęć: wielokulturowości i dumy światowej metropolii. Emmanuel Grégoire nie odniósł się jednak ani do francuskiego raportu o Bractwie Muzułmańskim, ani do mechanizmów działania islamizmu municypalnego, ani do pytania o prymat prawa Republiki nad normami religijnymi. Zamiast odpowiedzi dotyczącej Francji przedstawił polityczny osąd administracji Donalda Trumpa.
Ten wybór języka ma znaczenie wykraczające poza spór między Paryżem a Waszyngtonem. Pokazuje dwie zupełnie różne interpretacje tego samego miasta. Dla Grégoire’a Paryż jest przede wszystkim otwartą metropolią, której różnorodność stanowi źródło siły, podczas gdy dla Trumpa i Meluna najważniejsze staje się pytanie, czy różnorodność pozostaje podporządkowana jednemu prawu oraz wspólnym regułom cywilizacyjnym.
Problem nie polega na tym, że w Paryżu mieszkają ludzie różnych religii i różnego pochodzenia. Francja od pokoleń przyjmowała imigrantów, a znaczna część z nich przyjęła francuski język, kulturę i sposób życia. Spór rozpoczyna się w chwili, gdy model asymilacyjny zostaje zastąpiony modelem konkurujących wspólnot, z których każda domaga się uznania własnych norm i odrębnych zasad funkcjonowania w przestrzeni publicznej.
Islam polityczny już znajduje się w kampanii 2027
Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” wskazywaliśmy już, że islam, islamizm i laickość będą należały do najważniejszych tematów wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku. Nie jest to poboczny spór światopoglądowy, lecz pytanie o przyszły model państwa, granice migracji, bezpieczeństwo, edukację i zdolność Republiki do egzekwowania swoich zasad.
W tekście „Czy islam zmienia Francję?” postawiliśmy pytanie, czy kraj pozostaje republiką obywateli, w której różnice pochodzenia zostają włączone do wspólnej tożsamości, czy też przekształca się w system rywalizujących grup, pamięci i interesów. Właśnie ten spór powraca w wypowiedzi Donalda Trumpa i odpowiedzi Emmanuela Grégoire’a. Nie dotyczy już wyłącznie liczby meczetów, chust islamskich ani menu w szkolnych stołówkach, ale tego, kto ma prawo określać obowiązujące we Francji normy.
Dla Marine Le Pen problem islamizmu pozostaje jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za głęboką zmianą polityczną. Liderka Zjednoczenia Narodowego rozdziela islam jako religię od islamizmu jako projektu politycznego, ale równocześnie opowiada się za zdecydowanym ograniczeniem obecności symboli islamistycznych w przestrzeni publicznej. Jej ugrupowanie zapowiada referendum dotyczące między innymi noszenia chust w instytucjach publicznych, kontroli migracji oraz pierwszeństwa francuskiego prawa.
Marine Le Pen wchodzi do tej debaty z pozycji zdecydowanego faworyta pierwszej tury. W badaniu Elabe z lipca 2026 roku uzyskiwała od 34 do 35,5 proc. głosów, zależnie od konfiguracji kandydatów, wyraźnie wyprzedzając wszystkich rywali. Spór wywołany przez Donalda Trumpa dotyczy więc tematu, na którym kandydatka Zjednoczenia Narodowego od lat buduje swoją polityczną przewagę.
Bruno Retailleau próbuje odpowiedzieć na ten sam problem językiem republikańskiej prawicy. Mówi o autorytecie państwa, ciągłości narodowej, kontroli migracji i walce z islamizmem, ale stara się umieścić te postulaty w tradycji gaullistowskiej, a nie w historii Zjednoczenia Narodowego. Dla kandydata Republikanów będzie to jedno z najtrudniejszych zadań kampanii: musi przekonać wyborców, że potrafi skuteczniej niż RN bronić francuskiej tożsamości, a zarazem zachować zdolność do rządzenia i budowania większości.
Po przeciwnej stronie znajduje się Jean-Luc Mélenchon i La France insoumise. Partia coraz wyraźniej zabiega o głosy mieszkańców przedmieść, młodych wyborców, środowisk pochodzenia imigracyjnego oraz francuskich muzułmanów. Jak pokazaliśmy w analizie „Imigranci mogą zdecydować o wyborach prezydenckich we Francji 2027?”, na Mélenchona chciało głosować 59 proc. muzułmanów należących do wyższych kategorii społeczno-zawodowych i 58 proc. przedstawicieli niższych kategorii. Tak niewielka różnica wskazuje, że o poparciu nie decyduje wyłącznie sytuacja ekonomiczna, lecz również tożsamość, religia, stosunek do migracji i przekonanie, że LFI występuje w obronie mniejszości.
Oznacza to, że temat islamu politycznego dzieli Francję nie tylko ideologicznie, ale także wyborczo. Marine Le Pen, Bruno Retailleau i część prawicy będą mówić o asymilacji, prawie, granicach oraz bezpieczeństwie. Mélenchon będzie oskarżał przeciwników o stygmatyzowanie muzułmanów i przedstawiał laickość w sposób bardziej otwarty na manifestowanie odrębności religijnych. Kandydaci centrum, przede wszystkim Édouard Philippe i Gabriel Attal, będą musieli znaleźć odpowiedź pomiędzy obroną dorobku Emmanuela Macrona a oczekiwaniem coraz większej części Francuzów, że państwo odzyska kontrolę nad migracją i integracją.
Ostrzeżenia, których Francja nie powinna lekceważyć
Na długo przed wypowiedzią Donalda Trumpa Boualem Sansal ostrzegał na łamach „Wszystko co Najważniejsze”, że Europa traci swoje mechanizmy obronne. Pisarz, który obserwował rozwój islamizmu w Algierii, opisywał proces stopniowego przenikania tej ideologii do stowarzyszeń, instytucji, uniwersytetów i organizacji zawodowych. Jego najważniejsza przestroga dotyczyła nie spektakularnego przejęcia państwa, lecz powolnego osłabiania odporności społeczeństwa.
Podobny argument formułował Pascal Bruckner w rozmowie opublikowanej przez „Wszystko co Najważniejsze”. Zwracał uwagę, że w części Francji powstaje mieszanina prawa państwowego, presji wspólnotowej i norm religijnych. Jego zdaniem państwo powinno jednoznacznie przypominać, że prawo Republiki zawsze stoi wyżej niż prawo religijne.
Równie istotny pozostaje lokalny wymiar tego procesu. Nathaniel Garstecka opisywał na łamach „Wszystko co Najważniejsze” mechanizmy oddziaływania środowisk islamistycznych na samorządowców, stowarzyszenia i wybory municypalne. W takim układzie nie jest potrzebna osobna partia religijna, ponieważ skuteczniejsze może być wywieranie nacisku na istniejących polityków i uzależnianie poparcia wyborczego od konkretnych decyzji dotyczących dotacji, szkół, organizacji lub miejsc kultu.
Wypowiedź Donalda Trumpa połączyła wszystkie te wątki w jednym mocnym zdaniu. Można wskazywać, że szariat nie obowiązuje dziś w Paryżu i że określenie go mianem „drugiego sposobu życia” jest zbyt szerokie. Nie można jednak zaprzeczyć, że spór o prymat prawa Republiki, rolę norm religijnych i wpływy islamizmu stanie się jednym z najważniejszych tematów francuskiej kampanii.
Wybory 2027 odpowiedzą na pytanie o przyszłość Francji
Francuska laickość nigdy nie miała oznaczać usunięcia religii z życia obywateli. Jej podstawą jest wolność sumienia, neutralność państwa oraz zasada, że żadna wspólnota religijna nie może stawiać swoich norm ponad prawem Republiki. Jak przypomniał Emmanuel Macron, prawo powinno chronić wiarę tak długo, jak długo wiara nie próbuje sama stanowić prawa.
Dlatego wybory prezydenckie w 2027 roku będą dotyczyć znacznie więcej niż nazwiska następcy Emmanuela Macrona. Francuzi zdecydują, czy państwo ma powrócić do modelu asymilacji i egzekwowania wspólnych norm, czy też zaakceptować coraz większą autonomię wspólnot kulturowych i religijnych. Będą również musieli odpowiedzieć, czy dotychczasowe działania przeciw separatyzmowi były wystarczające, czy potrzebna jest zasadnicza zmiana polityki.
Paul Melun ma rację, gdy proponuje drogę pomiędzy bezkrytycznym przyjęciem każdego słowa Donalda Trumpa a odrzuceniem jego ostrzeżenia. Dosłowne twierdzenie, że szariat jest dziś drugim systemem prawnym Paryża, wykracza poza fakty. Jednocześnie rozwój islamu politycznego, presja norm wspólnotowych i słabnięcie francuskiego modelu asymilacji są zjawiskami rzeczywistymi, opisanymi już nie tylko przez konserwatywnych autorów, lecz także przez instytucje francuskiego państwa.
Donald Trump powiedział głośno to, o czym wielu francuskich polityków mówi półgłosem. Reakcja mera Paryża nie zamknęła tego sporu, lecz pokazała, jak głęboko dzieli on francuskie elity. W kampanii 2027 roku temat powróci, ponieważ ostatecznie nie chodzi w nim wyłącznie o islam, migrację ani nawet o szariat. Chodzi o to, czy Francja zachowa zdolność określania własnych zasad i wymagania, aby obowiązywały one wszystkich.
Arkadiusz Jordan
Paryż



