Arabscy wyborcy w Izraelu mogą zdecydować o losie Netanjahu

Arabscy wyborcy w Izraelu mogą wpłynąć na powyborczy układ władzy. Raam i Wspólna Lista pozostają ważnymi uczestnikami parlamentarnej arytmetyki, ale ich ostateczna reprezentacja zależy od pełnego wyniku liczenia głosów. Znaczenie tych mandatów rozstrzygnie się także w rozmowach o powołaniu i wspieraniu gabinetu.
.Palestyńska mniejszość, stanowiąca około jednej piątej mieszkańców Izraela, może uzyskać wpływ na wynik polityczny wyborów znacznie większy, niż sugerowałaby sama liczba jej przedstawicieli w parlamencie. Partie reprezentujące tę społeczność nie walczą o pierwsze miejsce. Mogą jednak zdobyć mandaty, bez których zwycięzcy nie będą potrafili zbudować większości.
Termin głosowania, najważniejszych kandydatów i zasady tworzenia rządu przedstawiamy w kompendium „Wybory w Izraelu 2026”.
Dlaczego arabscy wyborcy w Izraelu mogą mieć decydujący głos
Po wyborach 27 października 2026 roku trwa liczenie głosów, a prognozowany podział mandatów zmienia się wraz z napływem danych. Ostateczna reprezentacja Raam i Wspólnej Listy pozostaje istotna dla rozmów o powołaniu gabinetu i ewentualnym zewnętrznym poparciu dla rządu mniejszościowego, wymagającym uzgodnienia warunków politycznych i postulatów dotyczących arabskich obywateli Izraela. Aktualny stan przedstawiamy w tekście o tworzeniu koalicji w Izraelu.
Bezwzględna większość w Knesecie wynosi 61 mandatów. Z przedstawionego układu wynika, że arabscy posłowie mogliby otworzyć opozycji drogę do przejęcia władzy, jeżeli obie strony uzgodnią warunki współpracy. Sam sprzeciw wobec Netanjahu nie oznacza jednak wspólnego programu ani gotowości do głosowania za tym samym gabinetem.
Znaczenie ma również forma ewentualnego porozumienia. Partia może wejść do koalicji rządzącej albo wspierać gabinet z zewnątrz. Możliwy jest także rząd mniejszościowy, którego powołanie ułatwi wstrzymanie się części posłów od głosu. Liczba 61 pozostaje punktem odniesienia dla trwałej większości parlamentarnej, lecz gabinet może działać także z mniejszym własnym zapleczem.
Frekwencja i próg wyborczy mogą zmienić podział mandatów
Dane Israel Democracy Institute pokazują skalę możliwej mobilizacji. W 2021 r. frekwencja wśród arabskich i druzyjskich wyborców wyniosła 44,6 proc., a w 2022 r. wzrosła do 53,2 proc. Nadal wyraźnie ustępowała frekwencji ogólnokrajowej, która w ostatnich wyborach osiągnęła 70,6 proc.
Drugim czynnikiem jest próg wyborczy wynoszący 3,25 proc. ważnych głosów. Lista, która go nie przekroczy, nie uczestniczy w podziale miejsc w parlamencie. W 2022 r. Balad zdobył około 2,9 proc. głosów i pozostał poza Knesetem. Pokazuje to, jak niewielka różnica poparcia może zdecydować o obecności całego ugrupowania w izbie.
W tych warunkach dodatkowe głosy mogą zmienić zarówno siłę reprezentacji arabskiej, jak i proporcje między pozostałymi ugrupowaniami. Oceniając wpływ tej społeczności na wynik wyborów, trzeba więc brać pod uwagę jej udział w głosowaniu oraz to, na które listy trafią oddane głosy. Arabscy obywatele mogą głosować także na partie kierowane przez żydowskich polityków.
Raam i Wspólna Lista proponują różne drogi do wpływu
Raam, czyli Zjednoczona Lista Arabska, startuje oddzielnie od Wspólnej Listy, znanej pod angielską nazwą Joint List. Pierwsze ugrupowanie jest konserwatywne obyczajowo, wywodzi się z politycznego islamizmu i pod przywództwem Mansura Abbasa stawia na pragmatyczną współpracę. Drugie porozumienie tworzą Chadasz, będący ugrupowaniem żydowsko-arabskim, oraz Taal i Balad.
Abbas w 2021 r. przełamał polityczne tabu, wprowadzając Raam do koalicji rządowej Bennetta i Lapida. W obecnej kampanii na drugim miejscu listy jego partii znalazł się Joaw Segalowicz, żydowski polityk i były wysoki rangą funkcjonariusz policji. Ten wybór ma sygnalizować gotowość do budowania współpracy ponad podziałem narodowościowym.
Strategia Abbasa budzi krytykę części arabskich wyborców, którzy zarzucają mu przedkładanie doraźnych korzyści politycznych nad sprawę palestyńską. Wspólna Lista zajmuje w tej sprawie bardziej zdecydowane stanowisko i nie zabiega o wejście do rządu. Jej przedstawiciele dopuszczają jednak wspieranie z zewnątrz gabinetu, który zakończyłby rządy Netanjahu.
Reuters w materiale z 19 października przytaczał deklarację Ahmada Tibiego o gotowości do takiego zewnętrznego poparcia. Polityk wskazywał między innymi możliwość współpracy przy powołaniu państwowej komisji badającej okoliczności ataku z 7 października 2023 r. Agencja przypominała zarazem, że Ajzenkot odrzuca koalicję z partiami arabskimi.
Bezpieczeństwo w arabskich miejscowościach mobilizuje wyborców
Dla części palestyńskich obywateli Izraela głosowanie ma znaczenie egzystencjalne. 55-letni Said Kabet przez całe życie bojkotował wybory. Tym razem zamierza zagłosować. „Nieoddanie głosu jedynie wzmocniłoby Ben Gwira i Smotricza” — powiedział AFP, odnosząc się do dwóch ministrów reprezentujących radykalną prawicę w gabinecie Netanjahu.
Jednym z najważniejszych problemów tej społeczności pozostaje przestępczość. Media, powołując się na izraelską organizację Inicjatywa Abrahama, podają, że wskaźnik zabójstw wśród arabskich obywateli jest ponad 22 razy wyższy niż wśród żydowskich. Organizacje społeczne zarzucają policji bezczynność, natomiast służby wskazują na brak współpracy ze strony lokalnych społeczności.
Niepokój budzą również plany dotyczące ziemi i zabudowy. Minister finansów Becalel Smotricz zapowiedział w sierpniu program „judaizacji” Galilei i Negewu, obejmujący osiedlenie miliona dodatkowych Żydów oraz ograniczenie rozbudowy arabskich miejscowości. Dla mieszkańców tych regionów kampania wiąże się zatem z pytaniami o przyszłość ich miejscowości i możliwość budowy domów.
Osobną kwestią są ograniczenia swobody wypowiedzi po ataku Hamasu. Według organizacji prawniczej Adalah, której ustalenia przywołuje PAP, policja rozpędzała antywojenne demonstracje, ograniczała eksponowanie palestyńskich flag i zatrzymała setki osób za wpisy w serwisach społecznościowych.
Sąd dopuścił partie arabskie do wyborów
Udział obu list w głosowaniu był przedmiotem sporu prawnego. Po wrześniowej decyzji Centralnej Komisji Wyborczej o ich wykluczeniu sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. 2 października 2026 r. sędziowie jednogłośnie uchylili zakazy dotyczące Raam i Wspólnej Listy, uznając, że nie spełniono rygorystycznych przesłanek wyłączenia całych list z wyborów.
O wrześniowej próbie wykluczenia Raam informowaliśmy wcześniej na łamach Wszystko co Najważniejsze. Rozstrzygnięcie sądu oznacza, że obie listy mogą ubiegać się o głosy i mandaty. Ich udział w wyborach nie przesądza o udziale w przyszłym rządzie.
Czy bez arabskich posłów powstanie nowy rząd
Największą przeszkodą pozostają polityczne deklaracje potencjalnych partnerów. Zarówno Netanjahu, jak i Ajzenkot wykluczają utworzenie koalicji z partiami arabskimi. Urzędujący premier uczynił możliwość takiej współpracy po stronie opozycji jednym z motywów kampanii. Na plakacie Likudu zestawiono go z przeciwnikami politycznymi i wyeksponowanym pośrodku Abbasem, pod hasłem „Prawica albo Palestyna”.
Po wyborach uczestnicy negocjacji będą musieli skonfrontować te deklaracje z rzeczywistym podziałem mandatów. Jeżeli żaden z głównych obozów nie uzyska własnej większości, istotne stanie się to, czy dopuszcza on zewnętrzne poparcie, porozumienie dotyczące wybranych głosowań albo współpracę z innymi partnerami. W przeciwnym razie możliwy pozostanie impas i kolejne wybory.
Arabscy wyborcy w Izraelu mogą więc wpłynąć na to, kto obejmie urząd premiera, ale ich większa reprezentacja nie gwarantuje zmiany rządu. Ostatecznie potrzebne będzie porozumienie pozwalające powołać gabinet i zapewnić mu parlamentarne poparcie. Procedurę oraz możliwe układy większości opisujemy w głównym materiale o wyborach w Izraelu 2026.
Joanna Baczała/PAP/SN


