Adam DĄBROWSKI: Dwanaście lat trumpizmu przed nami

Dwanaście lat trumpizmu przed nami

Photo of Adam DĄBROWSKI

Adam DĄBROWSKI

Politolog, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, stypendysta Queen’s University Belfast, studiował ekonomię w Szkole Głównej Handlowej. Członek Klubu Absolwenta Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności.

zobacz inne teksty Autora

Donald Trump ma największe szanse na wygranie wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych – pisze Adam DĄBROWSKI

.Dotychczas Donald Trump prowadzi zdecydowanie nie tylko w prawyborach Partii Republikańskiej, ale także w krajowych sondażach: pokonałby w wyborach urzędującego prezydenta Joe Bidena. Obserwując dominujące trendy społeczne i kulturowe w USA, należy więc poważnie rozważyć scenariusz, w którym trumpizm, rozumiany jako kompleksowa doktryna polityczna, rządził będzie w amerykańskiej polityce przez kolejne 12 lat.

Jeśli bowiem Donald Trump wygra w listopadowych wyborach prezydenckich, a w trakcie swojej drugiej kadencji skutecznie odpowie na dominujące oczekiwania społeczne, realny stanie się scenariusz, w którym wybory w roku 2028 wygrane zostaną przez kolejnego republikanina. Kolejny kandydat republikanów, który zapewne ogłosi się nowym przywódcą ruchu MAGA oraz kontynuatorem polityki Donalda Trumpa,  będzie miał przed sobą potencjalnie dwie kadencje – osiem lat rządów. 

.Przypomnijmy, że reaganizm rządził w Ameryce przez 12 lat. Po dwóch kadencjach Ronalda Reagana, przez kolejne cztery lata, prezydentem był George Bush. W tym okresie USA utrzymywały spójny kurs zarówno w polityce wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Czy jesteśmy przygotowani na scenariusz, w którym trumpizm włada Ameryką przez następną dekadę, będąc w zasadzie jedyną skuteczną odpowiedzią, którą Amerykanie wybrali na kłopoty i wyzwania współczesnej Ameryki? 

Zastanówmy się najpierw jednak, z czego wynika popularność doktryny wyznawanej przez Donalda Trumpa. Trumpizm bowiem jako doktryna polityczna składa się z kilku elementów, które można zrekonstruować w jedną całość na podstawie polityki pierwszej kadencji Donalda Trumpa oraz przekazu, który głosi on w trakcie bieżącej kampanii wyborczej, jak również poglądów wyznawanych przez jego najwierniejszych wyborców. Na trumpizm składa się kilka elementów: polityka skupienia się na sprawach wewnętrznych, gdzie kluczowe są odpowiedzi na problemy nielegalnej imigracji, epidemii narkomanii, przestępczości oraz bezdomności w dużych miastach Ameryki. Te trzy problemy stały się osią politycznego sporu w Stanach Zjednoczonych i wygląda na to, że to właśnie Donald Trump chce na ten problem znaleźć odpowiedź. 

Dziurawa granica z Meksykiem stała się przedmiotem najważniejszego od lat sporu między demokratami a republikanami. Administracja amerykańska szacuje, że w grudniu 2023 r. granicę przekroczyło ok. 300 000 nielegalnych imigrantów. Utrzymanie takiego trendu w 2024 r. dałoby olbrzymią liczbę 3,5 mln ludzi w ciągu roku, czyli dodatkowe ponad 1 proc. ludności USA. To tak, jakby do Polski przedostawało się 400 000 nielegalnych imigrantów rocznie. Kwestia narkomanii też nie jest tu bez znaczenia i jest powiązana z migracją. W 2022 r. prawie 110 000 Amerykanów zmarło z przedawkowania narkotyków, wśród których prym wiedzie fentanyl z grupy opioidów. Większość przemytu fentanylu dociera do USA właśnie przez granicę z Meksykiem.

Kolejną osią działalności politycznej Trumpa są kwestie kulturowe, czyli sprzeciw wobec lewicowej ideologii woke, kwestionującej amerykańską tradycję i tożsamość kulturową. Wojna kulturowa w USA w dalszym ciągu eskaluje, a konserwatywni liderzy opinii prowadzą krucjatę sprzeciwu wobec propagowanego przez woke poczucia winy w stosunku do wszelkich mniejszości.

W wymiarze gospodarczym pomysłem na obronę pozycji USA w świecie, jest polityka protekcjonizmu handlowego. Działania te wymierzone mają być już nie tylko w Chiny, jako głównego rywala, ale również w innych partnerów handlowych, w tym sojuszników. Wśród pomysłów pojawia się np. propozycja przeniesienia produkcji półprzewodników z Tajwanu do Stanów Zjednoczonych, tak by ewentualna inwazja Chin na Tajwan nie wiązała się ryzykiem przejęcia kontroli nad technologią i mocami produkcyjnymi. W ramach strategii międzynarodowej Trump sygnalizuje też, że nie będzie bronił krajów NATO, które same nie inwestują wystarczająco dużo we własne bezpieczeństwo. Deklaracje te należy osadzić w szerszej refleksji strategicznej, mającej swe źródła w pierwszej kadencji Donalda Trumpa. W tym czasie przyjęta została strategia, zgodnie z którą ocena zdolności militarnych USA – w relacji do głównych rywali wskazanych w strategii bezpieczeństwa – wymusiła koncentrację uwagi na Pacyfiku i kwestii Tajwanu.

W kontekście dynamiki wyborczej podejście to jest spójne także z faktem, że rosnące problemy wewnętrzne: kryzys migracyjny, narkomania, bezdomność sprawiają, że politykom, zarówno w Kongresie, jak i Białym Domu, coraz trudniej będzie uzasadnić przed własnym elektoratem potrzebę podnoszenia wydatków w celu wzmocnienia zamorskich zdolności militarnych USA. Polityka wewnętrzna wygrywa tutaj z koniecznością utrzymywania pozycji międzynarodowej USA.

W ostatnim czasie istotnym postulatem ruchu MAGA stała się również kontestacja tzw. deep state. Wśród liderów opinii oraz wyborców rośnie przekonanie, że instytucje federalne, w tym instytucje zajmujące się bezpieczeństwem, uzyskały zbyt duży wpływ na podejmowanie decyzji o charakterze politycznym. Ma to rzekomo prowadzić do pozbawienia wyborców i ich reprezentantów realnego wpływu na politykę USA. Wiąże się to z przekonaniem, że stary establishment, zarówno Partii Demokratycznej, jak i Partii Republikańskiej, zblatowany jest z wielkim kapitałem z Wall Street, przemysłem zbrojeniowym, firmami technologicznymi z Doliny Krzemowej oraz instytucjami deep state i prowadzi politykę, która nie uwzględnia interesów zwykłych Amerykanów. Było to widoczne w niedawnym wywiadzie Tuckera Carlsona z Władimirem Putinem. Carlson naprowadzał Putina na odpowiednie wątki, sugerując, że w ciągu ostatnich 30 lat CIA odegrało, pomimo dobrej woli prezydentów USA, negatywną rolę w kształtowaniu relacji amerykańsko-rosyjskich. Wydaje się, że emocje społeczne, które stoją za popularnością także samego Carlsona i głoszonych przez niego treści, to przede wszystkim rozczarowanie i frustracja wynikające z nierównomiernej dystrybucji owoców globalizacji. Zwykli Amerykanie swoją frustrację kierują już nie tylko przeciwko politykom, ale i instytucjom rządu federalnego.

Siła trumpizmu tkwi więc przede wszystkim w tym, że odwołuje się on do problemów, których negatywny wpływ na funkcjonowanie amerykańskiego społeczeństwa rośnie, oraz do zjawisk, które coraz silniej oddziałują na pozycję Stanów Zjednoczonych na świecie. Problemów tych przybywa, a ich skala nie maleje, co uznać można za przewidywalny trend w niedalekiej przyszłości. Należy więc pogodzić się z tym, że trumpizm nie jest jedynie aberracją amerykańskiej historii, wynikającej z wyjątkowo ekscentrycznej osobowości byłego prezydenta, oraz tymczasowego splotu niekorzystnych czynników gospodarczych, społecznych i międzynarodowych. Trumpizm odwołuje się bowiem do strukturalnych, fundamentalnych zjawisk, obecnych w amerykańskiej polityce i społeczeństwie, określających, w którym kierunku zmierzają społeczeństwo i państwo amerykańskie. Trumpizm próbuje znaleźć odpowiedzi na realne problemy obecnej Ameryki. 

Jeśli prześledzimy wystąpienie Donalda Trumpa wygłoszone 16 czerwca 2015 r., w którym ogłosił swój start w prawyborach prezydenckich, okaże się, że bardzo trafnie odczytał wiele zjawisk, które stały się integralną częścią amerykańskiej polityki. Były to słowa wypowiedziane niecałe 9 lat temu, półtora roku przed tym, gdy został prezydentem USA. W przemówieniu Trump przedstawiał następujące tezy: „Amerykańscy liderzy są niezdolni, by pokonać ISIS”, „Chiny wygrywają z USA w rywalizacji handlowej”, „Meksyk wysysa inwestycje z USA”, „nielegalna migracja przez granicę z Meksykiem prowadzi do wzrostu przestępczości i narkomanii”, „amerykańskie elity w Kongresie są kontrolowane przez lobbystów pracujących dla wielkiego kapitału”. Gdy wygłaszał to przemówienie, powszechnie uważane za kontrowersyjne, jego poparcie w sondażach prawyborów republikańskich wynosiło około 3 proc. Obecnie większość tych tez w oryginalnej lub sparafrazowanej wersji znajduje się w głównym nurcie dyskursu politycznego w USA, a ich waga jest znacznie większa niż w 2015 roku, gdy były wygłaszane przez „kandydata na kandydata”. 

Wśród polityków i publicystów młodej amerykańskiej prawicy dyskutuje się już nie tylko o tym, by USA przestały wspierać Ukrainę. Na porządku dziennym są postulaty porzucenia Tajwanu oraz wycofania się z NATO. 38-letni Vivek Ramaswamy, który publicznie udzielił poparcia Donaldowi Trumpowi i typowany jest na jednego z jego następców, otwarcie twierdzi, że oddanie Tajwanu Chińczykom będzie możliwe po uniezależnieniu się przez USA od produkcji półprzewodników na wyspie. Ramaswamy deklaruje się jako gorliwy apologeta polityki Trumpa, a jego poparcie w sondażach prawyborów amerykańskich momentami przekraczało 10 proc. Zarzuty wobec Donalda Trumpa, które formułował w kampanii, sprowadzały się w zasadzie do tego, czy Donald Trump posiada odpowiednie kompetencje do realizacji własnych postulatów. Trumpizm ma jednak więcej niż jednego bohatera. Wśród zwolenników polityki i następców Donalda Trumpa jest też 45-letni Ron de Santis, który w trakcie prawyborów republikańskich (ostatecznie się z nich wycofał) coraz bardziej przesuwał się na pozycje bliższe Donaldowi Trumpowi. Mając następców już na tym etapie swojej politycznej kariery, których poglądy są nawet bardziej MAGA niż samego Trumpa, były prezydent USA może sądzić, że jego doktryna przetrwa nie tylko te, ale i kolejne jeszcze wybory.

Przed I wojną światową Stany Zjednoczone spędziły całe stulecie, praktykując politykę izolacjonizmu. Polskim elitom politycznym, pielęgnującym obraz Ameryki stworzony przez pryzmat wspaniałej dekady Ronalda Reagana i George’a Busha seniora, zalecam ćwiczenie z wyobraźni strategicznej, w którym w 2025 r. rozpocznie się okres 12 lat nowego amerykańskiego izolacjonizmu. USA zajmą się przede wszystkim sobą, zabezpieczając jedynie swoje rudymentarne interesy na świecie. Pytanie, czy w wersji minimum kończą się one na Odrze, na Wiśle czy na Bugu.

Adam Dąbrowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 lutego 2024
Fot. Sam WOLFE / Reuters / Forum