Agnieszka GRZELAK: Francuski patchwork

TSF Jazz Radio

Francuski patchwork

Agnieszka GRZELAK

Pisarka i malarka. Autorka serii powieści o tematyce fantastycznej: „Herbata szczęścia” , „Córka Szklarki” i „Ścieżki Avenidów”, „Tajemnice Skyle” „Szkoła LaOry”, popularnych bajek profilaktycznych „Cukierki” i „Magiczne kryształy”, opartej na motywach autobiograficznych książki „Matecznik” oraz nietypowego przewodnika po Francji: „Mój francuski patchwork”.

Oto wyjątkowy obraz Francji, pełnej zapachów, kolorów i wspomnień. Czujemy oszałamiającą woń oleandrów, lawendy, oliwek, cytrusów, widzimy różowe ściany bugenwilli, pnącza wyrastające ze szczelin między kamieniami, ukwiecone podwórka w morzu kolorów… Wszystko to stanowi niewyczerpane źródło inspiracji autorki, Agnieszki GRZELAK, która uwiecznia je w dzienniku i na swoich akwarelach.

.Kolejny dzień porywistego wiatru. Niebo błękitne, bez żadnej chmurki, ale w cieniu chłód. Muszę założyć ciepłą bluzę. Potem Sz. odwozi mnie do Lagnes. Te osobno spędzane przedpołudnia to jeden z najlepszych naszych wakacyjnych pomysłów. Każdy ma to, na czym mu zależy: Ja – samotne zwiedzanie kamiennych wiosek, oni – igraszki na basenie.

Lagnes to osadzone na skale kamienne domy i uliczki tak wąskie, że wozy kempingowe i autobusy nie mają szans wjechać. Cichuteńko. Nie ma sklepów z pamiątkami. Turystów prawie nie widać. Czasem tylko mijam nielicznych, ubranych w górskie buty wędrowców. Na głównym placu wioski jest wszystko – romański kościół, merostwo z błękitnymi drzwiami i kwitnącym oleandrem przy wejściu, poczta, piekarnia, sklepik spożywczy, nieduża restauracja i jeden platan. A na tym platanie jedna cykada. Skąd wiem, że jedna? Bo słyszę. Najpierw zaczyna się nerwowy terkot podobny do tego, jaki wydają z siebie grzechotki używane przez ministrantów w Wielki Piątek. Potem terkot przybiera na intensywności i po chwili słychać już klasyczny cykadzi „śpiew”. Trwa to i trwa ze dwadzieścia minut, a potem nagle zapada niespodziewana cisza. A po jakimś czasie znowu terkot jakby ktoś usiłował uruchomić jakąś antyczną maszynerię.

Sjesta. Pracownik poczty wychodzi, zamyka drzwi na klucz, wsiada do samochodu i odjeżdża. Podobnie postępuje sprzedawca z piekarni. Otwarta jest za to restauracja, przed którą siedzi kilka osób toczących leniwe rozmowy. Wyglądają na miejscowych, a nie na żądnych wrażeń przybyszów z północy.

Dziwna pogoda. Na słońcu gorąco, w cieniu tak lodowato, że nie da się wytrzymać bez bluzy. Spaceruję uliczkami o działających na wyobraźnię nazwach. Rue des Ramparts wskazuje na to, że ustawione wzdłuż niej domy, to dawne mury obronne. Równoległa do niej Rue Serpentine rzeczywiście wije się jak wąż. Jest też Rue Venteuse – ulica Wiatrowa albo Wietrzna. Zatrzymuję się tam, bo na małym podwóreczku ogrodzonym siatką widzę dziesiątki kamiennych rzeźb i skleconych z kamieni miniaturowych chatek borrie – ich większe odpowiedniki rozsiane są po całym tutejszym regionie i stanowiły kiedyś schronienie pasterzy. Dopiero po chwili zauważam, że małe chatynki stoją nie tylko na podwórku, ale również na murku wzdłuż ulicy i na skałach, z których wyrastają mury miejscowego zamku.

Obchodząc wokoło zamek zauważam kamienną niszę, w której stoi przykryte niebieskim pledem łóżko, a na nim otwarta, położona grzbietem do góry książka. Wygląda to tak, jakby kilka minut wcześniej ktoś tu leżał oddając się miłej lekturze.

.Dziś rezygnujemy z plaży. Trzeba dać wypocząć spalonej skórze. Po południu jedziemy obejrzeć pobliskie Bormes-les-Mimosas, widniejące na większości pocztówek. Jest to, jak się okazuje village fleuri na cztery kwiatki, zeszłoroczny zdobywca Grand Prix w konkursie na najpiękniej ukwieconą miejscowość. No i co tu dużo mówić – chodzi się jak po jednym, wielkim ogrodzie. (A jakie piekne są stamtąd zdjęcia!) Purpurowe bougainville pną się wysoko po ścianach. Jeden dom jest całkowicie nimi obrośnięty, a nad drewnianymi drzwiami umieszczony jest ozdobny napis Les Bougainvillées – nazwa kamienicy. Oczywiście fotografujemy się przed nim. Spodziewając się pięknych widoków, kazałam dziewczynom założyć ładne stroje i miałam rację. Pastelowe barwy sukienek pięknie komponują się z tutejszymi cudami sztuki ogrodniczej. Oleandry wręcz wybuchają kwiatami – pachnące bukiety na każdej gałązce. Czy to tylko sprawa klimatu i południowego słońca, czy też intensywne zasilanie?

W miejscowym Office de tourisme dostajemy bezpłatną broszurkę z wykazem zwycięzców konkursu Villes et villages fleuris z zeszłego roku (uwielbiam te bezpłatne broszurki, mapki, przewodniki i foldery dostępne w każdym francuskim biurze turystycznym). Otwieram ją na stronie dotyczącej Bormes i aż skręcam się z zazdrości i poczucia niesprawiedliwości czytając, że w ostatni weekend stycznia(!) odbywają się tutaj mimozalia (święto mimozy, podczas którego odbywa się wystawa i sprzedaż sadzonek i kwiatów, a przy tym zapewne jakaś ogólna féte z jedzeniem i winem). W styczniu, powtarzam. A w trzecim tygodniu lutego – korso kwiatowe. Nigdy nie widziałam kwitnącej mimozy (poza zdjęciami oczywiście) i żadnego korsa także nie. Pozwalam, żeby na chwilę opanowało mnie rozżalenie. U nas w lutym można urządzać korso błotniste, jako że mieszkamy przy nieutwardzonej ulicy.

Mimozy rosną tutaj wszędzie – olbrzymie drzewa z wiotkimi gałazkami, przewieszającymi się jak u brzozy i drobnymi pierzastymi listkami. Wiosną, a raczej pod koniec zimy pokrywają się żółtymi, puchatymi kulkami kwiatów. Widok musi być przepiękny. Choć prawdę mówiąc, jeśli chodzi o mimozę istnieją pewne przekłamania w nazewnictwie.Prawdziwa mimoza jest wrażliwa na dotyk i ma kwiatki różowe. A te kwitnące na żółto drzewa, będące symbolem Bormes i wczesnej francuskiej wiosny należą do podrodziny mimozowatych i są jakąś odmianą akacji. O których więc mimozach śpiewał Niemen? Zawsze dziwiłam się słowom piosenki: „Mimozami jesień się zaczyna”. Jak to jesień? I w końcu wykryłam, że chodzi o pospolity chwast – wrotycz, zakwitający pod koniec sierpnia.

Agnieszka Grzelak
Fragment książki “Mój francuski patchwork”, nakładem wyd.W Drodze POLECAMY: [LINK]

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam