Anne APPLEBAUM: "Za żelazną kurtyną. Opowieść o Europie Wschodniej"

TSF Jazz Radio

Za żelazną kurtyną. Opowieść o Europie Wschodniej

Anne APPLEBAUM

Amerykańsko-polska dziennikarka, laureatka Nagrody Pulitzera za książkę "Gułag" (2004), publicystka „The Washington Post”.

We wszystkich państwach zajętych przez Armię Czerwoną Związek Radziecki od samego początku wprowadził pewne kluczowe elementy sowieckiego ustroju.

.Po pierwsze, NKWD, przy współpracy miejscowych partii komunistycznych, natychmiast stworzyło wzorowany na sobie aparat bezpieczeństwa, często wykorzystując do tego ludzi wcześniej przeszkolonych w Moskwie. Wszędzie, gdzie pojawiła się Armia Czerwona — nawet w Czechosłowacji, z której sowieckie wojsko się ostatecznie wycofało — funkcjonariusze nowo utworzonej służby bezpieczeństwa i milicji natychmiast zaczęli selektywnie posługiwać się terrorem, precyzyjnie namierzając wrogów politycznych według uprzednio sporządzonych list i kryteriów. Czasami ich celem stawały się też nieprzyjazne grupy etniczne. Objęli również kontrolę nad ministerstwami spraw wewnętrznych, a w kilku przypadkach także ministerstwami obrony, ponadto uczestniczyli w konfiskacie i rozdzielnictwie ziemi.

Po drugie, w okupowanych krajach władze sowieckie powierzyły zaufanym miejscowym komunistom najpopularniejszy wówczas środek masowego przekazu: radio. Choć w pierwszych miesiącach po wojnie w przeważającej części Europy Wschodniej można było wydawać niekomunistyczne gazety i czasopisma i choć niekomunistom pozwalano kierować innymi państwowymi monopolami, krajowe rozgłośnie radiowe, docierające do wszystkich — od niepiśmiennych chłopów po wyrafinowanych intelektualistów — oddano pod ścisłą kontrolę partii komunistycznej.

Władze miały nadzieję, że radio — w połączeniu z innymi rodzajami propagandy i zmianą systemu oświaty — pomoże z czasem przyciągnąć ogromne rzesze ludzi do obozu socjalistycznego.

Po trzecie, wszędzie, gdzie dotarła Armia Czerwona, sowieccy i miejscowi komuniści nękali, prześladowali i w końcu delegalizowali wiele niezależnych organizacji tworzących to, co obecnie nazwalibyśmy społeczeństwem obywatelskim: Ligę Kobiet Polskich, niemieckie ugrupowania „antyfaszystowskie”, organizacje kościelne i szkoły. Od pierwszych powojennych dni szczególnie zależało im na ugrupowaniach młodzieżowych: młodych socjaldemokratach, młodzieżowych organizacjach katolickich i protestanckich, męskim i żeńskim harcerstwie. Jeszcze zanim zakazano partii politycznych, a nawet zanim zdelegalizowano organizacje religijne i niezależne związki zawodowe, organizacje młodzieżowe znalazły się pod jak najczujniejszym dozorem, a ich swobodę działania ograniczono.

I w końcu, gdzie to tylko było możliwe, władze sowieckie — znów we współpracy z miejscowymi partiami komunistycznymi — realizowały politykę masowych czystek etnicznych, przesiedlając miliony Niemców, Polaków, Ukraińców, Węgrów i innych z miast i wsi, w których mieszkali od wieków. Ciężarówkami i pociągami przewożono ludzi i ich ubogi majątek do obozów dla uchodźców i do nowych domów, odległych o setki kilometrów od ojczystych stron. Zdezorientowaną i zagubioną masą uchodźców łatwiej było manipulować. Do pewnego stopnia współsprawcami tej polityki były Stany Zjednoczone i Wielka Brytania — etniczną czystkę Niemców wpisano do traktatu poczdamskiego — ale mało kto na Zachodzie zdawał sobie wówczas sprawę, jak powszechna i gwałtowna okaże się czystka etniczna w sowieckim wydaniu.

.Przez pewien czas zachowały się jeszcze elementy kapitalizmu, a nawet liberalizmu. Prywatne rolnictwo, prywatne firmy i prywatny handel przetrwały 1945 i 1946 rok, a gdzieniegdzie dłużej. Ukazywało się kilka niezależnych tytułów prasowych i czasopism, część kościołów pozostała otwarta. W niektórych krajach pozwolono nadal funkcjonować niekomunistycznym partiom politycznym, jak również niekomunistycznym politykom. Przyczyną takiego stanu rzeczy nie był jednak bynajmniej fakt, że sowieccy komuniści i ich wschodnioeuropejscy sojusznicy okazali się liberalnie nastawionymi demokratami, tylko ich przekonanie, że w krótkiej perspektywie te sprawy są mniej istotne niż aparat bezpieczeństwa, radio, czystki etniczne oraz przejęcie kontroli nad ugrupowaniami młodzieżowymi i innymi organizacjami obywatelskimi. Nieprzypadkowo ambitni młodzi komuniści nieodmiennie trafiali do pracy w którejś z tych dziedzin.

Komunistycznemu pisarzowi Wiktorowi Woroszylskiemu po wstąpieniu do partii w 1945 roku zaoferowano trzy możliwości: komunistyczny ruch młodzieżowy, urząd bezpieczeństwa i ministerstwo propagandy, odpowiedzialne za radio i prasę.

Wolne wybory, przeprowadzone w niektórych państwach w 1945 i 1946 roku, także nie stanowiły przejawu komunistycznej tolerancji. Partie komunistyczne w Związku Radzieckim i Europie Wschodniej zezwoliły na te wybory, ponieważ uważały, że kontrola nad służbą bezpieczeństwa i radiem, a także wielki wpływ, jaki wywierają na młodych ludzi, zapewnią wygraną.

Komuniści wszędzie wierzyli w moc własnej propagandy, a w pierwszych powojennych latach ta wiara nie była bezpodstawna. Po wojnie wstępowano do partii — czy to z rozpaczy, dezorientacji, pragmatyzmu, cynizmu, czy ideologii — nie tylko w Europie Wschodniej, ale także we Francji, Włoszech i w Wielkiej Brytanii. W Jugosławii komunistyczna partia Tita cieszyła się prawdziwą popularnością dzięki roli, jaką odegrała w ruchu oporu podczas wojny. W Czechosłowacji — zajętej przez Hitlera w 1938 roku na skutek prowadzonej przez Zachód polityki ustępstw — początkowo pokładano prawdziwe nadzieje w Związku Radzieckim, który zdaniem Czechów i Słowaków miał być mocarstwem bardziej im przychylnym. Nawet w Polsce i w Niemczech, czyli w krajach, gdzie motywy działania Sowietów budziły silniejszą nieufność, percepcję wielu osób kształtował psychologiczny wpływ wojny. Kapitalizm i liberalna demokracja głęboko zawiodły w latach trzydziestych. Sporo ludzi uważało, że pora spróbować czegoś innego.

.Choć zrozumienie tego czasami przychodzi nam z trudem, także i komuniści wierzyli we własną doktrynę. Sam fakt, że teraz, z dystansu, ideologia komunistyczna wydaje się błędna, nie oznacza, że w swoim czasie nie znajdowała żarliwych wyznawców. Większość komunistycznych przywódców w Europie Wschodniej — i wielu ich zwolenników — naprawdę uważała, że wcześniej czy później klasa robotnicza zyska świadomość klasową, zrozumie swoje historyczne przeznaczenie i będzie głosować za władzą komunistyczną.

Mylili się. Mimo zastraszania, mimo propagandy, a nawet mimo rzeczywistej atrakcyjności komunizmu w oczach części zdruzgotanych wojną osób partie komunistyczne dotkliwie przegrały pierwsze wybory w Niemczech, Austrii i na Węgrzech. W Polsce komuniści zbadali nastroje, organizując referendum, a gdy źle wypadło, całkowicie porzucili zamiar przeprowadzenia wolnych wyborów. W Czechosłowacji partia komunistyczna odniosła sukces w pierwszych wyborach w 1946 roku, zdobywając jedną trzecią głosów, ale gdy stało się jasne, że w następnych wyborach w 1948 roku wyniki będą znacznie gorsze, przywódcy partyjni przeprowadzili zamach stanu.

Surowsza polityka narzucona blokowi wschodniemu w latach 1947 – 1948 nie była więc zaledwie, a już na pewno nie jedynie, reakcją na zimną wojnę. Była to także reakcja na przegraną. Związkowi Radzieckiemu i jego lokalnym sojusznikom nie udało się przejąć władzy w sposób pokojowy. Nie udało im się zyskać władzy absolutnej czy choćby wystarczającej. Mimo nadzoru nad radiem i bezpieką nie zyskali popularności ani powszechnego podziwu. Liczba ich zwolenników gwałtownie malała, nawet w takich krajach jak Czechosłowacja czy Bułgaria, gdzie początkowo cieszyli się autentycznym poparciem. W rezultacie lokalni komuniści, którym doradzali sowieccy sojusznicy, zastosowali brutalniejszą taktykę, wcześniej skutecznie wprowadzoną w ZSRR.

Nowe fale aresztowań, rozbudowa obozów pracy, ściślejszy nadzór nad mediami, środowiskami intelektualistów i sztuką. Niemal wszędzie posługiwano się sprawdzonymi wzorcami: najpierw eliminacja partii „prawicowych” lub antykomunistycznych, następnie zniszczenie niekomunistycznej lewicy, w końcu eliminacja opozycji w łonie samej partii komunistycznej.

W niektórych państwach władze przeprowadzały nawet pokazowe procesy, wzorowane na sowieckich.

Na koniec partie komunistyczne w regionie podjęły próbę likwidacji wszystkich pozostałych niezależnych organizacji, zwerbowania członków do nowo powstałych organizacji masowych kierowanych przez państwo, wprowadzenia znacznie surowszego nadzoru nad systemem oświaty oraz osłabienia Kościołów katolickiego i protestanckiego. Stworzono nowe, wszechstronne formy propagandy oświatowej, organizowano pochody i publiczne wykłady, wieszano transparenty i plakaty, urządzano kampanie podpisywania petycji oraz imprezy sportowe. Jednak i to nie przyniosło zamierzonych rezultatów.

Po śmierci Stalina w 1953 roku w całym regionie wybuchały większe i mniejsze bunty. W tym samym roku w Berlinie Wschodnim rozpętały się zamieszki, którym kres położyły dopiero sowieckie czołgi. W 1956 roku doszło do dwóch znaczących powstań — w Polsce i na Węgrzech. W następstwie tych wydarzeń wschodnioeuropejscy komuniści raz jeszcze zmienili taktykę. Jak się jednak okazało, ponosili porażkę za porażką — i nieustannie szukali nowych taktyk — aż w końcu w 1989 roku całkowicie oddali władzę.

* * *

.Od 1945 do 1956 roku Związek Radziecki radykalnie przekształcił cały region od Bałtyku po Adriatyk, od środka kontynentu europejskiego po jego granice południowe i wschodnie.

Choć wspominam o Czechosłowacji, Rumunii i Bułgarii, a także o Jugosławii, szczególnie skupiam się na Węgrzech, Polsce i Niemczech Wschodnich. Wybrałam te trzy kraje nie z powodu łączących je podobieństw, tylko dlatego, że tak bardzo się wzajemnie różniły. Przede wszystkim miały za sobą różne doświadczenia wojenne. Niemcy, oczywiście, były głównym agresorem, a potem największym przegranym. Polska wytrwale walczyła z niemieckim okupantem i należała do aliantów, choć nie dano jej skorzystać z owoców zwycięstwa. Węgry grały rolę pośrednią — eksperymentowały z autorytaryzmem, kolaborowały z Niemcami, próbowały zmienić strony i przekonały się, że jest już za późno.

Te trzy kraje zostały ukształtowane przez bardzo różne doświadczenia historyczne. Niemcy od dziesięcioleci stanowiły potęgę gospodarczą i polityczną dominującą w Europie Środkowej. Polska, choć do końca XVII wieku była mocarstwem na skalę kontynentu, w XVIII wieku padła łupem trzech imperiów i w 1795 roku utraciła niepodległość, by odzyskać ją dopiero w roku 1918. Węgry przeżyły chwile największej potęgi i wpływów w początkach XX wieku. Po I wojnie światowej utraciły dwie trzecie terytorium, a doświadczenie to było tak traumatyczne, że jeszcze dzisiaj odbija się echem w węgierskiej polityce.

W okresie poprzedzającym wybuch wojny żadne z tych trzech państw nie było właściwie w pełni demokratyczne. Wszystkie jednak na pewnym etapie swoich dziejów przeszły przez doświadczenie politycznego liberalizmu, konstytucyjnego rządu i wolnych wyborów do parlamentu; we wszystkich kiedyś funkcjonowały giełda, zagraniczne inwestycje i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością; obowiązywało prawo chroniące własność. We wszystkich działały instytucje obywatelskie — Kościoły, organizacje młodzieżowe, związki zawodowe — powstałe kilkaset lat wcześniej, a także istniała długa tradycja prasy, drukarstwa i wydawnictw. Pierwsza polska gazeta ukazała się w 1661 roku. W Niemczech, przed dojściem Hitlera do władzy w 1933 roku, rywalizowała z sobą ogromna liczba różnych środków przekazu.

Wszystkie te państwa były powiązane z Europą Zachodnią złożonymi więzami gospodarczymi i kulturalnymi, w latach trzydziestych znacznie silniejszymi niż ich więzy z Rosją. Nic w ich historii ani kulturze nie wskazywało, by przeznaczony im był los totalitarnych dyktatur. Powojenne Niemcy Zachodnie, choć kulturowo tożsame z Niemcami Wschodnimi, stały się liberalnym krajem demokratycznym, tak samo jak Austria, przez wiele lat stanowiąca część imperium Habsburgów razem z Czechosłowacją i Węgrami.

.Z perspektywy lat wydaje się czasami, że historia nie mogła się inaczej potoczyć; przez kilkadziesiąt lat po narzuceniu komunizmu doszukiwano się post hoc racjonalnych uzasadnień dla istnienia wschodnioeuropejskich reżymów. Mówiono, że wschodnia część kontynentu była biedniejsza niż część zachodnia (tylko że oczywiście nie dotyczyło to Niemiec); że leżące tam kraje były mniej rozwinięte (tylko że Węgry czy Polska były bardziej rozwinięte niż Hiszpania, Portugalia czy Grecja) i mniej uprzemysłowione (tylko że Czechy należały do najbardziej uprzemysłowionych regionów w Europie). Jednak patrząc w przyszłość w roku 1945, trudno było przewidzieć, że Węgry, mające długotrwałe związki z niemieckojęzycznymi krajami Zachodu, Polska ze swoją zaciekle antybolszewicką tradycją czy Niemcy Wschodnie o nazistowskiej przeszłości pozostaną pod sowiecką polityczną dominacją przez blisko pół wieku. Natomiast w chwili, gdy się pod tą dominacją znalazły, mało kto poza regionem zdawał sobie sprawę, co się właściwie wydarzyło i dlaczego.

Nawet teraz wiele osób wciąż postrzega Europę Wschodnią przez pryzmat zimnej wojny. Poza kilkoma wyjątkami zachodnie książki o Europie Wschodniej najczęściej skupiały się na konflikcie między Wschodem a Zachodem, na podziale Niemiec („kwestia niemiecka”) oraz na powstaniu NATO i Układu Warszawskiego. Hannah Arendt wręcz lekceważąco odniosła się do powojennej historii regionu jako nieinteresującej: „Sprawiało to wrażenie, jakby Moskwa w wielkim pośpiechu starała się powtórzyć wszystkie etapy od rewolucji październikowej aż do narodzin totalitarnej dyktatury. Dlatego wydarzenia te, choć niewymownie okropne, nie budzą szczególnego zainteresowania. Ich przebieg był wszędzie podobny”. Arendt się jednak myliła: Moskwa nie odtwarzała w Europie Wschodniej pogmatwanych etapów rewolucji październikowej. Stosowała jedynie te techniki, o których wiedziała, że mogą okazać się skuteczne, i atakowała jedynie te instytucje, których zniszczenie uważała za absolutną konieczność.

.Właśnie dlatego historia państw bloku wschodniego jest tak interesująca: więcej nam mówi o totalitarnej mentalności, sowieckich priorytetach i sowieckim sposobie myślenia, niż mogłyby to zrobić jakiekolwiek studia nad historią ZSRR. Jeszcze ważniejsze jest to, że badania nad tym regionem lepiej pokazują, jak ludzie reagują na narzucany im totalitaryzm, niż studia nad jakimkolwiek krajem z osobna.

 

* * *

.Przez ponad trzydzieści lat, aż do upadku muru berlińskiego w 1989 roku, komunistyczni przywódcy Europy Wschodniej zadawali sobie te same pytania, które padły po śmierci Stalina: dlaczego w tym ustroju wyniki gospodarcze są tak słabe? Dlaczego propaganda jest nieprzekonująca? Skąd bierze się ciągły opór i jak go najlepiej zdusić? Czy aresztowania, represje i terror wystarczą, by utrzymać partie komunistyczne przy władzy? Czy bardziej liberalna taktyka — jakaś namiastka swobód gospodarczych i odrobina wolności słowa — mogłaby skuteczniej zapobiegać przyszłym buntom? Na jakie zmiany Związek Radziecki by przystał, a gdzie sowieckie przywództwo postawi granicę?

Na te pytania w różnych okresach udzielano różnych odpowiedzi. Po śmierci Stalina żaden reżym nie był tak okrutny jak w epoce od 1945 do 1953 roku, ale nawet poststalinowska Europa Wschodnia okazywała się czasami twarda, bezwzględna i niezwykle represyjna. Gomułkowska Polska początkowo płynęła na fali ambicji wolnościowych i powszechnego entuzjazmu, ale szybko przerodziła się w byt skostniały, zachowawczy, a potem też antysemicki. Na Węgrzech Kádár zaczął rządy od serii krwawych prześladowań, ale później starał się zyskać legitymizację społeczną i popularność, pozwalając na więcej prywatnej przedsiębiorczości, podróże i handel. W przygrywce do Praskiej Wiosny w 1968 roku Czechosłowacja przeżyła rozkwit kultury — pisarze, reżyserzy i dramaturdzy zyskali międzynarodową renomę — ale po inwazji wojsk Układu Warszawskiego rząd czechosłowacki wprowadził zamordyzm należący do najgorszych w całym bloku wschodnim. W 1961 roku NRD zbudowała mur, żeby uniemożliwić obywatelom ucieczkę, ale w latach osiemdziesiątych władze zezwalały dysydentom na wyjazd w zamian za twardą walutę od rządu RFN. Tak Rumunia, jak Jugosławia w różnych epokach starały się prowadzić niezależną politykę zagraniczną, dystansując się od reszty bloku sowieckiego, choć niekoniecznie ze znaczącym skutkiem.

Choć rządy różnych wschodnioeuropejskich państw nigdy nie wychodziły poza ramy wytyczone przez Związek Radziecki, to eksperymentowały ze zwiększaniem roli spółdzielni albo ograniczaniem wpływu Kościoła, ze zwiększaniem liczby agentów bezpieki albo dopuszczaniem większej swobody artystycznej. Niektóre postępowe reformy się utrzymały: na przykład w Polsce po 1956 roku komuniści przestali narzucać socrealizm, a Węgry w latach osiemdziesiątych zalegalizowały spółki joint venture. Inne próby liberalizacji jednak kończyły się brutalną przemocą. W czasie Praskiej Wiosny Komunistyczna Partia Czechosłowacji pod przewodnictwem Alexandra Dubčeka wzywała do ewolucyjnych reform, decentralizacji gospodarki i demokratyzacji systemu politycznego. Kilka miesięcy później sowieckie czołgi wjechały do Pragi i zdławiły reformatorski zryw, a Dubček został odsunięty od władzy. W sierpniu 1980 roku PZPR zalegalizowała związek zawodowy Solidarność — oddolny ruch, do którego należało dziesięć milionów ludzi. Ten eksperyment zakończył się niespełna półtora roku później, kiedy polska partia komunistyczna wprowadziła stan wojenny, zdelegalizowała Solidarność i również wysłała na ulice czołgi.

.Z upływem czasu liczba cech wspólnych narodów Europy Wschodniej zaczęła maleć. W latach osiemdziesiątych Niemcy w NRD mieli największe państwo policyjne, Polacy — największą frekwencję w kościołach, Rumuni — najbardziej dramatyczne braki żywności, Węgrzy — najwyższą stopę życiową, a Jugosłowianie — najlepsze stosunki z Zachodem. Pod jednym względem jednak wciąż pozostawały podobne: władza w żadnym z tych krajów najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, że jest niestabilna z definicji. Szły od kryzysu do kryzysu nie dlatego, że nie umiały dopracować strategii politycznych, tylko dlatego, że samo komunistyczne przedsięwzięcie było wadliwe. Starając się kontrolować wszystkie aspekty życia społecznego, władze zamieniały każdy z nich w potencjalną formę protestu. Państwo narzuciło robotnikom wysokie normy dzienne — więc strajk wschodnioniemieckich robotników przeciwko wysokim normom dziennym szybko przerodził się w protest przeciwko państwu. Państwo narzucało, co artyści mają malować i co pisarze mogą pisać — więc każdy artysta lub pisarz, który malował lub pisał coś innego, automatycznie stawał się dysydentem. Państwo zadecydowało, że nikomu nie wolno zakładać niezależnych organizacji — więc każdy, kto takową założył, choćby była całkiem niewinna, stawał się opozycjonistą. A kiedy ludzie masowo wstępowali do niezależnej organizacji — na przykład gdy dziesięć milionów Polaków zapisało się do Solidarności — nagle stawką stawało się samo istnienie reżymu.

Komunistyczna ideologia i marksistowsko-leninowskie teorie gospodarcze niosły w sobie zarodek własnej zagłady także w innym sensie. Autorytet wschodnioeuropejskich rządów opierał się na obietnicy przyszłego dobrobytu i wysokiej stopy życiowej, które „naukowo dowiedziony” marksizm rzekomo gwarantował. Wszystkie transparenty i plakaty, podniosłe przemówienia, artykuły redakcyjne, a później programy telewizyjne głosiły coraz szybszy wzrost gospodarczy. Jednak choć jakiś wzrost istniał, nigdy nie był tak wysoki, jak twierdziła propaganda. Stopa życiowa też nigdy nie rosła tak błyskawicznie jak w Europie Zachodniej, czego nie dało się długo ukryć.

W 1950 roku Polska i Hiszpania miały bardzo podobny produkt krajowy brutto. Do roku 1988 polski PKB wzrósł o dwieście pięćdziesiąt procent, ale PKB Hiszpanii wzrósł trzynastokrotnie.

Radio Wolna Europa, wyjazdy i turystyka uświadamiały ludziom istnienie tej przepaści, która tylko się pogłębiała, w miarę jak przyspieszały przemiany technologiczne na Zachodzie. Wraz z nią pogłębiały się cynizm i rozczarowanie — nawet wśród tych, którzy początkowo zawierzyli ustrojowi. Uśmiechniętych działaczy komunistycznych młodzieżówek z lat pięćdziesiątych zastąpili ponurzy, apatyczni robotnicy z lat siedemdziesiątych, cyniczni studenci i inteligenci lat osiemdziesiątych, fale emigracji i niezadowolenia. Oczywiście ustrój wciąż miał zwolenników, szczególnie kiedy wschodnioeuropejskie rządy zaczęły zaciągać pożyczki w zachodnich bankach, aby utrzymać wyższy poziom konsumpcji. Beneficjenci dalej formalnie popierali reżym, a ci, którzy skorzystali na komunistycznej polityce awansu społecznego, dalej wspinali się po drabinie biurokratycznej kariery.

Jednak choć wielu mieszkańców Europy Wschodniej wyrażało później nostalgię za komunistycznymi pomysłami i ideałami, warto zauważyć, że po 1989 roku żadna partia polityczna nigdy nie próbowała wrócić do komunistycznej gospodarki. Koniec końców rozdźwięk między rzeczywistością a ideologią oznaczał, że partie komunistyczne recytowały bezsensowne slogany z pełną świadomością ich bezsensu. Jak twierdzi filozof Roger Scruton, marksizm tak się pogrążył w orwellowskiej nowomowie, że nie było już miejsca na argumentację: „Fakty nie miały już związku z teorią, która wzniosła się powyżej faktów, na obłoki nonsensu, trochę jak system teologiczny. Nie chodziło o to, żeby wierzyć w teorię, tylko żeby ją rytualnie powtarzać w taki sposób, że zarówno wiara, jak wątpliwość stawały się nieistotne […]. W ten sposób pojęcie prawdy zniknęło z pejzażu intelektualnego i zostało zastąpione pojęciem władzy”.

Kiedy rządzący stracili zdolność odróżniania prawdy od ideologicznej fikcji, nie umieli już też rozwiązać ani nawet opisać pogłębiających się problemów społecznych i gospodarczych w społeczeństwach, nad którymi sprawowali władzę.

Niektórzy opozycjoniści z czasem zrozumieli wrodzoną słabość totalitaryzmu na modłę sowiecką. Czeski dysydent Václav Havel w znakomitym eseju z 1978 roku „Siła bezsilnych” wezwał współobywateli do wykorzystania obsesji rządzących na punkcie całkowitej kontroli. Jeśli państwo chce mieć monopol na każdą sferę ludzkiej działalności — pisał — to każdy myślący obywatel powinien pracować nad tworzeniem alternatywy. Apelował do rodaków o zachowanie „niezależnego życia społecznego”, które można zdefiniować jako obejmujące wszystko „od niezależnego samokształcenia i myślenia o świecie, przez swobodną twórczość kulturalną i udostępnianie jej, aż po najróżniejsze wolne postawy obywateli, włącznie z niezależnym samoorganizowaniem się społeczeństwa”. Wzywał również do odrzucenia zakłamanego i pustego żargonu i do „życia w prawdzie” — innymi słowy, do mówienia i działania tak, jakby reżym nie istniał.

Z czasem pewne formy tego „niezależnego życia społecznego” — „społeczeństwo obywatelskie” — zaczęły rozkwitać na różne nieprzewidziane sposoby. Czesi zakładali jazzbandy, Węgrzy zapisywali się do akademickich klubów dyskusyjnych, Niemcy w NRD tworzyli „nieoficjalny” ruch pokojowy. Polacy organizowali podziemne drużyny harcerskie, a potem również niezależne związki zawodowe. W całym obozie ludzie grali muzykę rockową, organizowali wieczorki poetyckie, nielegalnie zakładali firmy, prowadzili podziemne seminaria filozoficzne i chodzili do kościoła. W innych społeczeństwach te zachowania uznano by za apolityczne, a nawet w Europie Wschodniej nie stanowiły one koniecznie „opozycji” czy nawet biernego sprzeciwu. Były jednak podstawowym — i nieusuwalnym — wyzwaniem dla systemu, który chciał być „wszechogarniający”, jak pisał Mussolini. „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”.

Ta ponura maksyma, czasem przypisywana Stalinowi, wyraża cały światopogląd budowniczych komunizmu, przekonanych, że wyższy cel usprawiedliwia ofiary ludzkie. Kiedy jednak drwa zaczynają gnić — czy też raczej kiedy staje się oczywiste, że nigdy ich nie narąbano — jak odtworzyć drzewo? Jak sprywatyzować setki przedsiębiorstw państwowych? Jak odtworzyć dawno rozwiązane organizacje religijne i społeczne? Jak skłonić do inicjatywy społeczeństwo nauczone bierności przez lata dyktatury? Jak przekonać ludzi, żeby zarzucili nowomowę i wyrażali się jasno? Choć proces ten często streszcza się słowem „demokratyzacja”, to nie oddaje ono zmian, które zachodziły — nierówno i niepewnie, szybciej lub wolniej — w postkomunistycznej Europie i byłym ZSRR po 1989 roku.

.Termin „demokratyzacja” nie definiuje też rodzaju zmian, jakie powinny zajść w innych porewolucyjnych społeczeństwach na całym świecie. Saddam Husajn w Iraku i Muammar Kadafi w Libii przejęli gotowe elementy sowieckiego systemu, w tym służbę bezpieczeństwa w stylu sowieckim — i robili to z bezpośrednią pomocą ZSRR i NRD. W różnych okresach Sowieci wspierali i szkolili również reżym chiński, egipski, syryjski, angolski, kubański i północnokoreański. Byli też tacy, którzy nie potrzebowali bezpośrednich rad, żeby naśladować sowiecką wolę kontrolowania instytucji ekonomicznych, społecznych, kulturalnych, prawnych czy oświatowych, a także opozycji politycznej.

Do 1989 roku dominacja ZSRR nad Europą Wschodnią stanowiła znakomity wzór dla potencjalnych dyktatorów. Totalitaryzm jednak nigdy się nie sprawdził — ani w Europie Wschodniej, ani nigdzie indziej.

Żadnemu stalinowskiemu reżymowi nigdy nie udało się wyprać mózgu wszystkim obywatelom i tym samym na zawsze wyeliminować opozycji; nie powiodło się to również uczniom Stalina i przyjaciołom Breżniewa w Azji, Afryce czy Ameryce Łacińskiej.

Reżymy te jednak mogły i umiały wyrządzać olbrzymie szkody. Żądni władzy bolszewicy, ich wschodnioeuropejscy poplecznicy oraz dalsi naśladowcy atakowali nie tylko swoich przeciwników politycznych, ale też chłopów, kler, nauczycieli, kupców, dziennikarzy, pisarzy, drobnych przedsiębiorców, studentów i artystów, jak również instytucje, które na przestrzeni wieków ci ludzie tworzyli i rozwijali. Zniszczyli, podkopali, a czasem unicestwili Kościoły, gazety, kręgi literackie i oświatowe, przedsiębiorstwa i małe sklepy, giełdy, banki, kluby sportowe i uczelnie. Ich sukces objawia nieprzyjemną prawdę o ludzkiej naturze: jeśli znajdzie się odpowiednio dużo zdeterminowanych ludzi i jeżeli mogą liczyć na odpowiednie zasoby lub siłę, to potrafią zniszczyć — czasem nieodwracalnie — odwieczne i pozornie trwałe instytucje prawne, polityczne, oświatowe i religijne. A jeśli udało się niemal unicestwić społeczeństwo obywatelskie w tak różnorodnych, tak kulturowo i historycznie bogatych krajach jak państwa Europy Wschodniej, to można je podobnie unicestwić wszędzie.

90090705 za zelazna kurtyna SU.indd

 

.Historia powojennej stalinizacji uczy przynajmniej, jak krucha może okazać się cywilizacja. To cywilizacyjne wyniszczenie sprawiło, że krajom postkomunistycznym potrzeba było czegoś więcej niż samych tylko „instytucji demokratycznych” — wyborów, kampanii politycznych i systemu wielopartyjnego — aby ponownie stać się sprawnymi, otwartymi społeczeństwami. Konieczna była również odbudowa niezależnych mediów, prywatnej przedsiębiorczości i chroniącego je systemu prawnego, systemu oświatowego pozbawionego propagandy oraz służby cywilnej, w której awans zależy od talentu, a nie słuszności ideologicznej. Najlepiej powiodło się tym krajom, którym przez cały okres komunizmu udało się utrzymać jakieś elementy społeczeństwa obywatelskiego. To nie przypadek. 

Anne Applebaum

Fragmenty bestselleru “Za żelazną kurtyną” wyd.Świat Książki, dostępnej także w formatach EBOOK. POLECAMY: [LINK]

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam