Dzwinka MATIJASZ: Życie toczy się dalej

Życie toczy się dalej

Photo of Dzwinka MATIJASZ

Dzwinka MATIJASZ

Pisarka i tłumaczka. Urodziła się w Kijowie. Autorka 12 książek beletrystycznych. Do jej najważniejszych tłumaczeń z języka polskiego należą: poezja ks. Jana Twardowskiego, reportaże R. Kapuścińskiego i W. Szabłowskiego.

zobacz inne teksty Autorki

W zeszłym tygodniu zabrałam z pracowni ramiarsko-artystycznej paciorkową mapę Ukrainy i umieściłam ją na kominku. W moim domu kominek to szczególne miejsce siły, piękna i relaksu. Zimą regularnie płonie tu żywy ogień, migocze kolorowa girlanda światełek, by zapewnić jak najwięcej światła w krótkie i przeważnie ponure dni – pisze Dzwinka MATIJASZ

.Każdego wieczoru zapalam przy mapie świece. One również dają światło, podtrzymują na duchu i przypominają o tych, których już z nami nie ma. A także o tych, którzy stracili swoje domy i znaleźli schronienie w innym kraju Europy, a nawet na innym kontynencie. O tych, którzy wkrótce wrócą do domu. Albo wrócili wczoraj, przedwczoraj, miesiąc temu…

Ta haftowana mapa – symbol domu i korzeni – podróżowała ze mną, kiedy ją haftowałam, po różnych krajach. To takie wyjątkowe uczucie – gdziekolwiek człowiek był, nosił ze sobą w woreczku cały kraj, haftował małymi paciorkami każdy region, wspominając znajome miasta i miasteczka. Przesuwając się od prawej do lewej, od wschodu do zachodu, bo najbardziej zagrożone obszary musiały być wyhaftowane jako pierwsze. Pamiętam, jak haftowałam tę mapę, siedząc na kamieniach na placu Obradoiro w Santiago de Compostela przed katedrą św. Jakuba. Pytano mnie, co haftuję, jakiego kraju jest to mapa, a kiedy odpowiadałam, życzyli nam sukcesu, siły i zwycięstwa Światła nad Ciemnością. Bo tak dzieje się zawsze – światło rozprasza ciemność i zawsze zwycięża. Prędzej czy później wszystkie reżimy totalitarne upadają.

*

.W połowie stycznia tego roku po raz pierwszy odwiedziłam miasto Stryj w obwodzie lwowskim. Tam miałam wsiąść do pociągu do Kałusz, wybierałam się na spotkanie z czytelnikami. Pociąg kijowski przyjechał do Stryja punktualnie, o piątej pięćdziesiąt osiem. Magia Ukrzaliznyci [ukraińskie państwowe przedsiębiorstwo kolejowe – red.] nigdy nie przestaje mnie zadziwiać – bez względu na to, co się dzieje, w czasie wojny pociągi docierają do celu na czas, konduktorzy oferują gorącą herbatę i kawę, a część pieniędzy za napoje idzie na wsparcie Ukraińskich Sił Zbrojnych. Wydaje się, że maszynista i cały zespół kolejarzy to czarodzieje, od których uczyć może się Harry Potter. Nikt tutaj nie używa magicznych różdżek, ale ci czarodzieje mają coś innego: Światło. Moc. Pewność siebie. Życie toczy się dalej, nawet jeśli trwa wojna. Wystarczy kupić bilet i pojechać gdzieś z Ukrzaliznycią, by poczuć głębię i pełnię życia.

Rano, gdy przyjechałam do Stryja, była śnieżyca. Dźwięki syreny rozpłynęły się w płatkach śniegu jak coś sztucznego i zupełnie zbędnego. Czekając na pociąg do Kałusza, pisałam nowy tekst, piłam bardzo gorącą czarną herbatę w nieco surrealistycznej kawiarni, przypominającej szklarnię z fikusami ozdobionymi girlandami, wyglądającymi jak choinki. Słuchałam rozmów i żartów gości, pisałam i myślałam o świecie, w którym osobiście chciałabym żyć – bez wojen, przemocy, oszustw, podwójnych standardów itp. Czułam, że przestrzeń wokół mnie jest plastyczna i giętka – jakby kosmos uważnie wsłuchiwał się w myśli, słowa i emocje w tym konkretnym zakątku wszechświata, i reagował na nie.

Kiedy wyszłam z kawiarni, wydawało mi się, że ona zaraz zniknie, tak jak peron 9 i 3/4 na stacji King’s Cross w Londynie – obejrzę się za siebie, a drzwi, które właśnie się za mną zamknęły, znikną. Albo otwierają się do innego miejsca. Albo otwierają się nie dla wszystkich.

Co ciekawe, tego ranka połowa wystrzelonych pocisków nie tylko nie dotarła do celu, ale z nieznanych przyczyn spadła na terytorium agresora. Efekt motyla? Pozornie nieistotny wpływ na system w pewnym momencie może mieć ogromne skutki, zupełnie nieoczekiwane i nieprzewidywalne w innym miejscu, a nawet w innym czasie. Zrobiliśmy coś po południu, a efekty tego działania pojawiły się rano tego samego dnia, czyli w przeszłości. Przynajmniej podczas spotkania z czytelnikami w Kałuszu, podczas którego też wył alarm przeciwlotniczy i padał śnieg, miałam właśnie takie poczucie – że to, o czym rozmawiamy, ma wpływ (w zupełnie dziwny sposób) na poranne wydarzenia. I jednocześnie na to, co wydarzy się później, ale nie mamy pojęcia kiedy i gdzie.

Podczas spotkania rozmawialiśmy o wielu rzeczach: o Bożym Narodzeniu, świetle, celebracji życia, sile ludzkiego ducha i potencjale. Rozmawialiśmy również o naszych ulubionych książkach, technikach strumienia świadomości i terapii książkowej.

Po takich spotkaniach pojawia się uczucie głębokiego katharsis i radości, a także nasila się poczucie, że każdy z nas jest teraz na swoim miejscu. Utrzymuje równowagę i stabilność przestrzeni poprzez zwykłe codzienne czynności, z których składa się życie. Ktoś odprowadza dzieci do przedszkola lub szkoły, pisze artykuł o magnetyzmie kwantowym, piecze chleb, pracuje w metrze, kręci filmy, tworzy muzykę.

*

.Niedawno mój przyjaciel, muzyk Jurko Josyfowycz przesłał mi link do nowej wersji piosenki Weronika. Słowa piosenki napisałam jeszcze jesienią 2022 roku, a Jurko skomponował muzykę.

Oboje byliśmy oszołomieni historią 11-letniej Weroniki Kułykowoji z Wuhłedaru. Dziewczynka jako jedyna z rodziny przeżyła ostrzał schronu w budynku dziewięciopiętrowym, w którym mieszkała w kwietniu 2022 roku. Teraz Weronika po leczeniu (kilka operacji, długa rehabilitacja psychiczna i fizyczna – dziewczynka musiała na nowo nauczyć się chodzić) od prawie dwóch lat mieszka we Lwowie w rodzinnym domu dziecka, uczęszcza do szkoły, poznaje nowych przyjaciół, rozmawia z lekarzami, którzy uratowali jej życie i pomogli spełnić marzenia – uścisnąć obrońcę Wuhłedaru, jeździć konno.

Weronika żyje dalej. Uśmiecha się. Czasami płacze. Wspomina swój dom, mieszkanie na siódmym piętrze, ulubione zabawki, babciny barszcz. Tego nie będzie już nigdy w jej życiu. Ale będzie coś innego. Życie toczy się dalej.

Historia Weroniki to tylko jedna z tysięcy podobnych historii – historii, które nie powinny istnieć w naszym świecie w XXI wieku. Ale niestety istnieją. Tragicznych historii jest wiele nie tylko na Ukrainie. W Izraelu. W Syrii. Te historie niekoniecznie są związane z operacjami wojskowymi. W Afganistanie, Pakistanie i innych krajach muzułmańskich trwa dyskryminacja kobiet i dziewcząt. W Somalii i Egipcie nadal praktykuje się obrzezanie kobiet. Na Jamajce i w Nigerii głodują dzieci.

Szczególnie boleśnie reagujemy na to, co dzieje się tuż obok nas, w naszym kraju. To, co dzieje się daleko, ma na nas mniejszy wpływ. Jednak wszyscy jesteśmy połączeni znacznie bardziej, niż nam się wydaje.

Mechanizmy obronne ludzkiej psychiki działają właśnie w ten sposób – nie da się reagować boleśnie na wszystko. I każdy ma inną siłę psychiczną. Tak samo różne są reakcje na stres, różne są mechanizmy odnawiania i utrzymywania zasobów psychicznych. To, co jedni znoszą z humorem, u innych może powodować załamanie nerwowe. Aby żyć, nie można znajdować się w sytuacji ciągłego stresu. W końcu pisał o tym już Viktor Frankl w swojej wybitnej książce Człowiek w poszukiwaniu sensu. Więźniowie obozów koncentracyjnych, którzy potrafili dostrzec piękno i coś przyjemnego w nieludzkich warunkach obozowych, przetrwali. Ci, którzy oglądali zachód słońca lub podziwiali chmury, dawali swojej psychice więcej szans.

Dlatego wypełniam swoje dni przyjemnymi i wartościowymi dla mnie zajęciami. W moim codziennym „menu” są hatha joga, pilates, stretching, długie spacery na świeżym powietrzu z ćwiczeniami oddechowymi, uchwycenie piękna dnia, krótkich, ale barwnych chwil – zachód słońca, śnieg na gałęziach, lód na kanale Dniepru, w pobliżu którego mieszkam. A jeszcze koralikowanie (haftowana orantka też już w pracowni ramiarsko-artystycznej), wyplatanie sznurków w japońskiej technice kumihimo, medytacje, oglądanie ulubionych albumów artystycznych oraz oczywiście czytanie i pisanie. Ponadto – snucie marzeń i fantazjowanie (to bardzo pomaga psychice zrelaksować się i pozostać w równowadze).

Dobrymi środkami odstresowującymi są też śmiech i uśmiech – do siebie, do otoczenia, do ludzi, których spotykam, do nastolatków, którzy jeżdżą na łyżwach z fantazyjnymi skrzydłami przyczepionymi do kurtek i nawet mnie nie zauważają. Przewidując efekt motyla. Gdzieś ktoś jeździ na łyżwach i zaraz pokona grawitację, gdzieś ktoś napisał swój pierwszy sonet, gdzieś ktoś właśnie skomplementował kelnerkę, co zapoczątkuje romantyczną historię. Piszę teraz ten tekst i nie mam wątpliwości, że jest on również przyczynkiem do zakończenia wojny, zwycięstwa Światła nad Ciemnością. Gdzieś szybciej skończy się alarm lotniczy (na przykład w obwodzie charkowskim, gdzie trwa w chwili, gdy to piszę). Gdzieś jakieś rakiety w ogóle nie wystartują, bo się zepsują. Zaginą ważne części i nowa partia niedokończonych rakiet będzie się kurzyć w fabryce. Jakiegoś dostawcę tych części, który sprzedawał je z naruszeniem sankcji, dopadną wyrzuty sumienia. Postanowi zająć się innym biznesem. Powiedzmy, że chirurgią plastyczną lub terapią konną dla dzieci z urazami fizycznymi i psychicznymi spowodowanymi wojną.

.W naszym cudownym i pięknym świecie możliwe jest znacznie więcej, niż nam się wydaje. Najważniejsze jest, aby w to wierzyć i urzeczywistniać to we własnym życiu poprzez codzienne działania.

Dzwinka Matijasz

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 kwietnia 2024