Jurij WYNNYCZUK: Rosja musi zostać zamrożona, aby nie zgniła

Rosja musi zostać zamrożona, aby nie zgniła

Photo of Jurij WYNNYCZUK

Jurij WYNNYCZUK

Członek PEN-klubu. Autor zbiorów opowiadań, wielu powieści, tłumaczonych na różne języki. W tym na polski: „Knajpy Lwowa”, „Tango śmierci, Lutecja”, „Legendy Lwowa” i „Klucze Marii”.

zobacz inne teksty Autora

Każdy chce pokoju. Ale pokój ma swoją cenę. Obecnie tą ceną jest terytorium Ukrainy – pisze Jurij WYNNYCZUK

.Wyobraźmy sobie, że Ukraina zgadza się oddać część swojego terytorium i podpisuje porozumienia pokojowe. Ale czy wówczas pokój nadejdzie? I na czyich warunkach może on zapanować? Na warunkach Putina, Orbána, Fico, Xi Jinpinga? Czy któremuś z nich można w ogóle zaufać?

W 1994 r. Ukraina podpisała Memorandum Budapesztańskie w sprawie gwarancji bezpieczeństwa w związku z przystąpieniem do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Zgodnie z Memorandum „Federacja Rosyjska, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz Stany Zjednoczone Ameryki potwierdzają swój obowiązek powstrzymania się od groźby użycia siły lub użycia siły przeciwko integralności terytorialnej lub politycznej niepodległości Ukrainy oraz że żadne ich uzbrojenie nie zostanie nigdy wykorzystane przeciwko Ukrainie z wyjątkiem obrony własnej lub w innych przypadkach zgodnych z Kartą Narodów Zjednoczonych” itp.

W Memorandum Budapesztańskim jest też wiele innych punktów. Jak się jednak okazało, dokument ten nie był wart swojej ceny. Rosja naruszyła wszystkie porozumienia. Naruszała je w całej swojej historii, zawsze prowadząc wojny przeciwko wszystkim swoim sąsiadom. Wielokrotnie łamała wszystkie porozumienia pokojowe z Ukrainą, od czasów Bohdana Chmielnickiego. W 1918 roku, podobnie jak w roku 2014, twierdziła, że na Ukrainie nie ma wojsk rosyjskich, że toczy się tam wojna domowa.

Przy uwzględnieniu tego wszystkiego jasne jest, że jakiekolwiek ustępstwa terytorialne są oznaką słabości i drogą donikąd. Przypomnijmy sobie, jak Hitler domagał się od Polski korytarza pomorskiego do Gdańska. Polska się nie ugięła, bo rozumiała, że Niemcy na tym nie poprzestaną.

.Historia II wojny światowej jest ważna. Na antenie Polskiego Radia historyk i publicysta Piotr Gursztyn odpowiedział na pytanie, czy Polska mogła uniknąć wojny: „Byłem przekonany, że wszystko zależy od jednej osoby – Adolfa Hitlera. Od nikogo innego… Hitler był krwiożerczym drapieżnikiem, a Stalin w 1939 r. był przestraszonym sępem. Ustępstwo wobec Hitlera prowadziło do następnego ustępstwa… Gdyby Polska oddała Hitlerowi Pomorze, to czy nie pojawiłby się Stalin, by zażądać czegoś na wschodzie? I co wtedy zrobiłaby Polska? A potem Litwa, która w porozumieniu ze Stalinem zażądałaby Wilna albo on wykorzystałby litewskie roszczenia?”.

Sytuacja Ukrainy jest taka sama. O rozmowach pokojowych przed wyborami prezydenckimi w Rosji nie ma mowy, ponieważ Putin nie zrezygnuje z niczego. Ale jest jeszcze jedno wydarzenie, na które Putin czeka: zwycięstwo Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych, które może być dla Ukrainy prawdziwą katastrofą. Wówczas Putin może szukać wyjścia z pułapki, w którą sam się wpakował. Zwłaszcza że wśród wysokich rangą polityków i oligarchów w Rosji panuje duże niezadowolenie z wojny. Ale nie wiedzą, co z tym faktem zrobić. Jak zakończyć wojnę? Nawet rosyjski polityk Siergiej Markow wyznał ostatnio, że wojna była błędem, że Rosjanie byli „źle przygotowani”. Mówi to powiernik Putina, który przez lata tworzył piątą kolumnę na Ukrainie, kupując całe gazety i strony internetowe dla imperialnej i antyjuszczenkowskiej propagandy. To trwało lata. I nagle wniosek: byliśmy nieprzygotowani.

Ta wojna była nieunikniona. Od połowy lat 90. Putin mówił o rosyjskich terytoriach na Ukrainie, w tym o Krymie. Twierdził, że wcześniej nie było Ukrainy, że był to wynalazek austriackiego sztabu. Powtarzał to samo, co wcześniej mówił Aleksander Sołżenicyn. W tamtym czasie na Ukrainie było 17 proc. Rosjan, ale Putin odczytał to po swojemu: 17 milionów Rosjan! Był przekonany, że musi ich wyzwolić. A jego plany nie ograniczały się do wschodu i południa Ukrainy, chciał zająć wszystko, aż do zachodniej Ukrainy, której nie potrzebował i którą chętnie oddałby Węgrom, Rumunii i Polsce.

Awantura Prigożyna pokazała, że Rosjanie oczekują zmian. W rzeczywistości nikt nie utrudniał jego ofensywy, straż graniczna i komisariaty wojskowe złożyły broń, cywile byli przychylni wagnerowcom, przynosząc im wodę i jedzenie. A udane zestrzelenie helikopterów i samolotów zostało powitane oklaskami. Jednak Prigożyn, który również przyznał, że wojna była błędem, powiedział, że Rosja nie powinna jej przegrać. Nie chcą jej przegrać także wszyscy rosyjscy dysydenci, którzy uciekli na Zachód. Nadal są zwolennikami wielkiej Rosji.

Interesujące jest to, że Europa i Ameryka chcą tego samego, ponieważ porażka Rosji, jak twierdzą, może wywołać wiele małych wojen między dziesiątkami narodów z roszczeniami terytorialnymi w stosunku do swoich sąsiadów. Dlatego nie dali nam wystarczającej ilości broni, abyśmy Rosję pokonali, a jedynie tyle, abyśmy ją dręczyli.

Trzeba przyznać, że opinie na temat rozpadu Rosji są różne. Według Janusza Bugajskiego, naukowca z Jamestown Foundation w Waszyngtonie, „Rosja zredukowana do terytorium ograniczonego przez Petersburg, Moskwę i Niżny Nowogród natychmiast przestałaby być znaczącym graczem geopolitycznym, a tym samym zagrożeniem dla któregokolwiek z jej sąsiadów – zwłaszcza jeśli ci ostatni sprzymierzyliby się z Zachodem. Życie w takim kraju mogłoby być uboższe, ale prawdopodobnie byłoby też bezpieczniejsze”.

Brytyjski historyk Timothy Garton Ash podziela tę opinię: „Najważniejszą rzeczą, którą musimy zrobić jak najszybciej, jest umożliwienie Ukrainie wygrania tej wojny. A najlepszym rozwiązaniem dla samej Rosji byłaby jej klęska”. Nic dziwnego, że w 1985 r. niemiecki Bundestag wydał następujące oświadczenie: „Porażka była najlepszą rzeczą, jaka przytrafiła się Niemcom”, ponieważ stała się fundamentem niemieckiej wolności, dobrobytu, demokracji i rządów prawa.

Wojna na Ukrainie to teatr, który obserwuje cały świat. Chiny również obserwują, upewniając się, że nawet z ogromną armią nie jest łatwo pokonać znacznie mniejszy kraj, jeśli ma on silnego ducha. I całkiem możliwe, że to właśnie powstrzymuje Chiny przed atakiem na Tajwan.

Obserwuje to również sam Tajwan. W zeszłym roku mój sąsiad spotkał na polskiej granicy czterech Tajwańczyków, którzy byli w drodze na front. Zabrał ich swoim samochodem, a następnie zorganizował im nocleg we Lwowie. Opowiadali nam, że są zainteresowani nowymi metodami prowadzenia wojny, zwłaszcza wojny cyfrowej. Na ukraińskim froncie jest kilku Tajwańczyków. 2 listopada 2022 r. w obwodzie ługańskim zginął tajwański ochotnik Jonathan Tseng.

Cały świat patrzy. Na samym początku wojny przyjechało do mnie dwóch czeskich ochotników, przenocowali i rano pojechali na wschód. Wysłał ich mój czeski przyjaciel.

Nie są to wyjątki, na froncie jest wielu ochotników z różnych krajów, którzy jadą tam nie dla pieniędzy, jak rosyjscy najemnicy, ale na wezwanie własnego sumienia. Natomiast rosyjscy najeźdźcy nie mają motywacji do walki. Dlatego rzucają na front wszystko, co nie ma dla imperium wartości: przestępców, bezdomnych, alkoholików, przedstawicieli małych narodów. Ci, którzy mieli jakąkolwiek wartość, już uciekli z Rosji.

.Nic dziwnego, że rosyjski filozof Konstantin Leontjew (1831–1891) pisał: „Rosja musi zostać zamrożona, aby nie zgniła”. Jest już za późno. Rosja już gnije.

Jurij Wynnyczuk

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 marca 2024