Edward LUCAS: Osiłek

Osiłek

Photo of Edward LUCAS

Edward LUCAS

Brytyjski dziennikarz, europejski korespondent tygodnika „The Economist”. Autor “The New Cold War: Putin’s Russia and the Threat to the West”

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Wenezuela to koniec amerykańskiej hegemonii. Początek nowej epoki – pisze Edward LUCAS

.Wieści, które nadeszły w miniony weekend z Wenezueli, przyprawiły dawnych sojuszników USA o zawrót głowy. Akcja przeprowadzona przez Stany Zjednoczone nie powinna nikogo dziwić – strategia bezpieczeństwa narodowego USA opublikowana w zeszłym roku wyraźnie zaznaczyła stanowisko administracji, o czym mógł się przekonać każdy, kto zadał sobie trud, by dokument przeczytać. A jednak to szokujące, jak szybko i gwałtownie słowa zamieniają się w czyny. Co tam prawo międzynarodowe! Co tam konstytucja USA! Administracja Donalda Trumpa robi na swojej półkuli, co chce i jak chce. Pozostałe kraje mogą albo jej w tym pomagać, albo trzymać język za zębami.

Neoimperialne podejście Stanów Zjednoczonych ma długą historię. Od kiedy w 1823 r. ogłoszono doktrynę Monroe, USA regularnie mieszały się do polityki krajów Ameryki Łacińskiej. Przewrót w Chile w 1973 r., prawicowe szwadrony śmierci w Salwadorze i Gwatemali w latach 80. oraz inwazja na Panamę w 1989 r. już dawno pokazały, że amerykańskie władze są skłonne prowadzić twardą grę, gdy uznają to za konieczne z powodów geopolitycznych albo czysto ekonomicznych. USA wsparły również krwawe represje w Indonezji na początku lat 60. oraz haniebny pucz w Kongu w 1965 r.

Jednak tamte potknięcia, błędy i akty okrucieństwa pojawiły się w kontekście globalnej walki z sowieckim komunizmem, w której USA dźwigały ciężar przywództwa, zarówno jako hegemon bezpieczeństwa, jak i moralny punkt odniesienia. Za siłą geopolityczną szła wizja. Dla zniewolonych narodów Europy Wschodniej oraz dla państw Europy Zachodniej i innych krajów zagrożonych kremlowską dywersją amerykańskie zaangażowanie w obronę wolności – nawet prowadzone nierówno, nieporadnie, a czasem brutalnie – było lepsze niż jego brak. Po 1991 r. kolejne administracje amerykańskie, niezależnie od barw partyjnych, wprost deklarowały przywiązanie do wartości i wspólnych celów oraz próbowały (znów z mieszanym skutkiem) przewodzić walce z terroryzmem, rosyjskim rewizjonizmem i chińską presją gospodarczą.

Uprowadzenie Nicolása Maduro z Wenezueli w miniony weekend wyznacza definitywny kres tamtej epoki. W jej miejsce pojawia się polityka USA oparta wyłącznie na interesie własnym, nie zaś na globalnym przywództwie. Waszyngton bez wstydu folguje autokratycznym sojusznikom w regionie Zatoki, a jednocześnie demonstracyjnie lekceważy swoich najstarszych i najbliższych partnerów w Europie, a nawet im grozi. To nowa polityka siły: silni robią, co chcą, a słabi godzą się z losem, który im przypada. Na Wenezueli się nie skończy.

Europejczycy oraz inni dawni sojusznicy z Azji i innych regionów mogą pokornie dostosować się do nowego klimatu. Mogą dalej uprawiać politykę myślenia życzeniowego (jej kluczowe hasła to: „Nie jest aż tak źle”, „Poczekajmy do wyborów na półmetku prezydentury”, „Postawmy na pochlebstwa”). Ale mogą też spróbować zbudować alternatywę wobec sojuszy pod przywództwem USA, które przez ostatnich 70 lat dawały im ochronę. Łatwiejsza część tego zadania polega na zastąpieniu amerykańskiej siły. Zamożne demokracje stać na solidną obronę i skuteczne odstraszanie. Być może będą musiały zrezygnować z kilku dni wolnych, przechodzić na emeryturę nieco później, ograniczyć wydatki socjalne i pogodzić się z większą konkurencją w wygodnych niszach własnych gospodarek. Potrzebna będzie też większa skłonność do ryzyka. Wyborcom to się nie spodoba. Przywódcy polityczni będą musieli wyjaśnić, że alternatywa – kapitulacja i rola satrapii – jest znacznie bardziej kosztowna. Niemniej jednak niedobór woli przy nadmiarze środków to całkiem przyjemny problem.

.Trudniejsze będzie odnalezienie moralnego kompasu, który zastąpiłby zasady formułowane przez dawnych prezydentów USA, takich jak Roosevelt czy Kennedy. Same apele o zachowanie status quo niewiele zaoferują nowym, a zarazem absolutnie niezbędnym sojusznikom w rodzących się demokracjach i gospodarkach Azji, Afryki oraz Ameryki Łacińskiej. Zachodnie demokracje będą musiały również w przekonujący sposób mówić o globalnej sprawiedliwości. Największym problemem jest jednak to, że przeciwnicy demokracji – Rosja, Chiny, a dziś także agresywnie egoistyczne Stany Zjednoczone – będą robić wszystko, by ten wysiłek zakończył się porażką.

Edward Lucas

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 stycznia 2026
Fot. Kevin LAMARQUE / Reuters / Forum