Prof. Peter FRANKOPAN: Imperium, nierówność i architektura upadku

Imperium, nierówność i architektura upadku

Photo of Prof. Peter FRANKOPAN

Prof. Peter FRANKOPAN

Brytyjski historyk i pisarz. Dyrektor Centrum Badań Bizantyjskich na Uniwersytecie w Oxfordzie. Przez magazyn "The New Statesman" uznany za najważniejszego dziś brytyjskiego historyka.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Upadek starożytnych mocarstw zwykle przypisuje się zarazom, inwazjom lub pysze. Ale może warto spojrzeć także na ekonomiczny rozrachunek i na to, jak władza przejmowała bogactwo od wielu dla korzyści nielicznych – i co się działo, gdy te różnice stawały się zbyt głębokie – pisze Peter FRANKOPAN

Znakomite opracowanie, które skłoniło mnie do refleksji

.Na początku pierwszego tysiąclecia dwa wielkie imperia rzucały długie cienie na świat. Rzym, obejmujący Morze Śródziemne niczym brązowy pierścień, rozciągał się od deszczowych wzgórz Brytanii po piaszczyste tereny Syrii. Na Wschodzie zaś dynastia Han władała rozległym obszarem pól ryżowych i dolin rzecznych, koordynując podatki i administrację z Changanu (dzisiejszego Xianu). Oddalone pod względem geograficznym i kulturowym cesarstwa te często są przedstawiane jako bliźniacze filary wczesnej państwowości imperialnej – wyrafinowane, odporne i przez pewien czas trwałe.

Ale wielkie mocarstwa to nie tylko granice i bitwy. To architektura eksploatacji zasobów, pracy i lojalności. Z wielkim zainteresowaniem zapoznałem się z fascynującym badaniem opublikowanym w „Nature Communications”. Jego autorami są dwaj historycy, których prace niezwykle cenię – Guido Alfani i Walter Scheidel – wspierani przez doktoranta z Cambridge, Michele’a Bollę. Artykuł porównuje nierówności dochodów w imperium rzymskim i cesarstwie Chin pod panowaniem dynastii Han. Badanie ujawniło, że pod majestatycznymi fasadami rzymskiego marmuru i chińskich pałaców kryły się struktury oszałamiających nierówności ekonomicznych, których konsekwencje wciąż są odczuwalne.

Autorzy postawili dwa pozornie proste pytania: jak bardzo te dwa starożytne supermocarstwa różniły się od siebie pod względem nierówności dystrybucji dóbr i dlaczego ma to znaczenie?

Wnioski są zaskakujące. Wbrew założeniom, że wczesne państwa imperialne działały podobnie pod względem gospodarczym, w I i II wieku – czyli mniej więcej w okresie największego rozkwitu obu mocarstw – w cesarstwie Han panowały znacznie większe nierówności niż w cesarstwie rzymskim. Różnice dotyczyły nie tylko rozkładu bogactwa wśród elit, ale także struktury i intencji samego systemu rządów.

.Aby to ustalić, autorzy wyszli poza ramy tradycyjnych „tabel społecznych” (które dzielą społeczeństwo na grupy według zamożności i statusu) i przyjęli bardziej zniuansowane podejście. Uwzględnili nie tylko nierówności w obrębie regionów (np. bogate elity kontra biedni rolnicy w Galii lub Gansu), ale także między nimi. Podejście to pozwoliło na niezwykle ważną konkluzję: nierówność nie dotyczy jedynie rozkładu bogactwa w obrębie jednego miasta lub prowincji, ale także sposobu, w jaki systemy imperialne kumulują przywileje lub ich niedostatki na rozległych obszarach geograficznych.

Państwo rzymskie opierało się w dużej mierze na współpracy z lokalnymi elitami. Urzędnicy i możni zarządzali miastami i ściągali podatki, a w zamian cieszyli się wysokim statusem oraz względną autonomią. Powstał w ten sposób model rozproszenia władzy: zasoby oczywiście trafiały do stolicy, lecz system rzymski redystrybuował znaczną ich część na wydatki wojskowe, infrastrukturę oraz pragmatyczne wsparcie dla prowincji. Było to imperium oparte na akomodacji.

Dynastia Han działała inaczej. Cesarze, głęboko nieufni wobec regionalnych ośrodków władzy i koncepcji autonomii, zmuszali zamożne rodziny do osiedlania się w centralnej prowincji Sili. Aparat biurokratyczny był rozbudowany i scentralizowany, a urzędnicy budowali swoją pozycję bezpośrednio dzięki dworowi. Chociaż stworzyło to silny rdzeń administracyjny, spowodowało również odpływ talentów i bogactwa z prowincji. Wydatki publiczne koncentrowały się w pobliżu stolicy; na terenach przygranicznych rozmieszczano mniej żołnierzy (a tym samym wymagało to mniej środków z podatków).

Skutek? Znacznie większe podziały społeczne. W Sili dochód na mieszkańca przekraczał trzykrotność poziomu minimum egzystencji, co oznaczało, że prowincja ta była znacznie bogatsza od innych. Autorzy omawianej pracy wprowadzili tzw. współczynnik ekstrakcji nierówności, który pokazuje, jaką część możliwej nadwyżki faktycznie udaje się przejąć elicie. Dla cesarstwa Han współczynnik ten sięgnął 80 proc., a więc był istotnie wyższy niż w Rzymie, gdzie wyniósł 69 proc.

Imperium Azteków, które posłużyło jako punkt odniesienia, uzyskało jeszcze bardziej ekstremalny wynik: 89 proc. Było to podyktowane długotrwałymi działaniami na rzecz ekspansji terytorialnej, podbojów wojskowych i podporządkowywania sobie ludów zamieszkujących Dolinę Meksyku: nie ma skuteczniejszego sposobu osiągnięcia tych celów niż przejęcie lokalnych zasobów i bogactwa

Dlaczego to wszystko powinno nas obchodzić?

.Przede wszystkim dlatego, że nierówność to nie tylko problem moralny czy ekonomiczny. Jak argumentują autorzy, to również kwestia polityczna: wysoki poziom ekstrakcji koreluje z kruchością systemu.

Tak jak niektórzy przywódcy Azteków postrzegali przybycie Hiszpanów w latach 20. XVI wieku jako szansę na uwolnienie się od przytłaczających żądań płynących ze stolicy (Tenochtitlán), tak i regiony cesarstwa Han pogrążyły się w rebelii, gdy katastrofy ekologiczne doprowadziły do klęski głodu. Słynne Powstanie Czerwonych Brwi z I wieku n.e. – jedno z największych chłopskich powstań w historii – nie wzięło się znikąd. Takie bunty pokazują, że zbyt scentralizowanym systemom trudno jest przetrwać burzę.

Rzym, choć trudno nazwać go egalitarnym, był lepiej przygotowany na powstania. Redystrybucja militarna wzmacniała lojalność na granicach, a fakt, że regionalne elity miały swój udział w systemie, oznaczał, iż korzystały z pokoju i miały wiele do stracenia w razie niepokojów. Centrum imperium mogło dominować, ale jego siła tkwiła w mięśniach, a nie w mózgu. Trwałość wynikała z siły tych mięśni, a kruchość z centralizacji.

.Badanie znakomicie pokazuje, że nierówność nie jest produktem ubocznym imperium, lecz jego centralnym filarem. Imperium często opisuje się w kategoriach podboju lub administracji. A może należy raczej skupić się na tym, w jaki sposób imperia decydują o tym, kto je, kto płaci i kto służy?

Echa tych problemów w naszych czasach są niepokojące. Wystarczy spojrzeć na mapę gospodarczą Wielkiej Brytanii, gdzie Londyn i południowy wschód cieszą się dobrobytem nieporównywalnym z północą kraju. Albo na Stany Zjednoczone, gdzie debaty o federalnej redystrybucji przypominają dawne napięcia między centrum a peryferiami. Pojęcie „geografii niezadowolenia” – często używane do opisu politycznych skutków rozbieżności gospodarczych – równie dobrze mogłoby dotyczyć cesarstwa Han, jak współczesnej Anglii.

Z opracowania można wyciągnąć też głębsze wnioski. Nierówność jest często przedstawiana jako stan statyczny, punkt na wykresie. Tymczasem to zjawisko dynamiczne, systemowe i historyczne. Odzwierciedla decyzje – świadome lub nie – dotyczące struktury społeczeństw. I tak jak w przypadku cesarstw Han i rzymskiego, współczesne państwa muszą liczyć się z politycznymi skutkami swoich wyborów związanych z dystrybucją dóbr.

Historia nie jest odległym lustrem, lecz soczewką, przez które patrzymy na współczesność, by lepiej zrozumieć siły kształtujące nasz świat.

Upadek starożytnych mocarstw zwykle przypisuje się zarazom, inwazjom lub pysze. Ale może warto spojrzeć także na ekonomiczny rozrachunek i na to, jak władza przejmowała bogactwo od wielu dla korzyści nielicznych – i co się działo, gdy te różnice stawały się zbyt głębokie.

Żyjemy dziś w epoce rosnących nierówności, powracających pytań o legitymację państwa i narastającego niezadowolenia.

Lektura tego opracowania to nie tylko okazja do poznania dwóch starożytnych światów. To także przypomnienie, że losy imperiów – zarówno dawniej, jak i dziś – mogą zależeć nie tylko od siły militarnej czy sprawności administracyjnej, lecz także od tego, jak rządzący rozkładają ciężary i korzyści władzy.

.To wszystko jest niezwykle interesujące również z perspektywy mojej pracy, zarówno dlatego, że analizuję podobne struktury, jak i dlatego, że większość czasu poświęcam badaniu ich odporności i ocenie ich podatności na zagrożenia – obecne i przyszłe.

Trudno o lepszy punkt wyjścia niż uważne spojrzenie w przeszłość.

Peter Frankopan

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 maja 2025