Balázs ORBÁN: Unia Europejska jako imperium?

Unia Europejska jako imperium?

Photo of Balázs ORBÁN

Balázs ORBÁN

Węgierski prawnik, politolog, wykładowca uniwersytecki, który od 2018 roku pełni funkcję wiceministra oraz sekretarza stanu. Orbán jest także przewodniczącym rady powierniczej Kolegium im. Mathiasa Corvinusa.

Polityczny program federalnej Europy – „Stanów Zjednoczonych Europy” – nigdy jeszcze nie był tak wyraźny jak dziś. Jednoznacznie można uznać to za tworzenie się imperium – pisze Balázs ORBÁN

.Jak powinniśmy zdefiniować imperium? To pytanie nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Istnieją starożytne, średniowieczne i współczesne formy imperializmu, a także różnice geograficzne i cywilizacyjne. Możemy mówić o imperiach zachodnich (euroatlantyckich), wschodnich (azjatyckich) i południowoamerykańskich. Niektóre imperia, rozszerzając swoje granice poprzez wyniszczające kampanie wojskowe, uzależniają od siebie podbite terytoria. Inne wolą rozwijać się poprzez handel, stopniowo wciągając bliższe i dalsze regiony w swoją strefę wpływów. Niektóre imperia podążają ścieżką ekspansji kulturowej, podczas gdy jeszcze inne powstają ostatecznie dzięki woli ich poszczególnych składników (pomyślmy o zjednoczeniu Niemiec w XIX wieku). Są to archetypy, ale w rzeczywistości żadne imperium nie przyjmuje żadnej strategii w „czystej” postaci, lecz wszystkie są narzędziami w repertuarze imperialistów. Imperium może również wyłonić się z dowolnej formy państwa.

Poszukując cech wspólnych stawania się imperiów, można przyjrzeć się artykułowi w Encyclopedia Britannica autorstwa Johna M. MacKenziego zatytułowanego Imperia w historii świata. Charakterystyka, koncepcje i skutki oraz – wśród bardziej krytycznych prac – Cnota nacjonalizmu Yorama Hazony’ego [patrz: „Patriotyzm, nacjonalizm, imperializm”, Yoram HAZONY, „Wszystko co Najważniejsze” nr 37]. Zawarte tam definicje są zgodne co do następujących kwestii.

Imperium to jednostka polityczna oparta na podboju, która dąży do rozszerzenia swojej suwerenności na ludy lub grupy etniczne, których tożsamość różni się od tożsamości ludzi z własnego państwa macierzystego. Powstały w ten sposób system polityczny dzieli się na dwie części: dominujące centrum i podporządkowane peryferie. Hegemonia centrum nad peryferiami ma na celu dalszy wzrost władzy politycznej, akumulację bogactwa lub utrzymanie długotrwałego pokoju i bezpieczeństwa dla tych, którzy zamieszkują centrum. Światopogląd większości imperiów opiera się na dążeniu do uniwersalnych rządów – większość imperiów może być utrzymana tylko kosztem ciągłej ekspansji. Środki, za pomocą których osiąga się ten cel, mogą być militarne, ekonomiczne, administracyjne lub kulturowe.

Powstały w ten sposób scentralizowany model imperialny może jednak okazać się kruchy. Niezdecydowanie lub błędne decyzje rządu centralnego, niewłaściwe funkcjonowanie biurokracji, opór ludów zamieszkujących prowincje lub ekspansjonistyczne zamiary konkurencyjnych imperiów mogą łatwo podważyć długoterminową żywotność imperium.

Urok bycia imperialnym

.Najbardziej oryginalną i merytoryczną krytykę imperium wśród współczesnych myślicieli przedstawił izraelski uczony Yoram Hazony. W jego interpretacji imperia są zazwyczaj korzystne tylko dla obywateli imperialnego centrum, podczas gdy ograniczają wolność i samostanowienie tych, którzy żyją na peryferiach. Hazony pomocniczo identyfikuje zjawiska, które można uznać za oznaki imperialnego podporządkowania. Jednym z nich jest na przykład myślenie uniwersalistyczne, zgodnie z którym na całym świecie muszą panować te same struktury kulturowe oraz normy moralne i prawne. W praktyce oznacza to, że imperialne centrum powinno dążyć do narzucenia peryferiom własnego sposobu życia, wypierając kulturę i normy ludów tubylczych. Ważną cechą jest również to, że wartości wynikające z tego sposobu życia nie podlegają dyskusji w ramach polityki imperialnej, zwłaszcza w debatach politycznych między centrum a peryferiami. Jedną z oznak imperialnej zależności jest więc to, że choć między obiema stronami mogą istnieć punkty sporne, to peryferie nie mogą swobodnie angażować się w spór o wartości pochodzące z centrum, a dialog jest możliwy tylko w ramach wyborów wartości określonych przez centrum.

W imperium mieszkańcy centrum i peryferii nie mają w praktyce równych praw: obywatele centrum otrzymują większą część korzyści ekonomicznych, a pozycja polityczna elit w centrum jest ważniejsza niż tych na peryferiach. Aspektem tego zjawiska jest scentralizowana struktura decyzyjna. Oznacza to, że najważniejsze decyzje podejmowane są przez elitę władzy imperialnej, a ich realizacja w poszczególnych prowincjach należy do zadań imperialnej biurokracji. Cały ten system nie może funkcjonować bez ideologii imperialnej, która zasadniczo głosi wyższość elity w centrum pod względem wartości i sposobu życia.

Przyjęcie tej elitarnej kultury jest – zgodnie z oficjalną ideologią – zbawienne także dla mieszkańców peryferii. Tym, którzy przyjmą wartości centrum, obiecuje się często dwie kluczowe korzyści. Po pierwsze, trwały pokój, a po drugie, poziom materialnego dobrobytu zbliżony do tego, jaki panuje w centrum. W końcu zdolność centrum do przetrwania i ekspansji jest z pewnością dowodem doskonałości jego stylu życia. Jednocześnie takie ideologie imperialne nie są w stanie przekonująco zareagować na porażki czy błędy popełnione przez centrum, a nawet na wydarzenia, które nie pasują do oficjalnej narracji, więc pojawia się imperialna „nowomowa”, która przeformułowuje słabości imperium, błędy jego politycznego przywództwa czy cokolwiek, co nie pasuje do autopercepcji imperium.

Wszystko to bardzo interesujące, ale jak to wpływa na nas? Przecież nie żyjemy w imperium. To prawda, technicznie rzecz biorąc, nie żyjemy w granicach struktury politycznej, która sama siebie określa mianem imperium. Ale biorąc pod uwagę te imperialne cechy, jasne jest, że polityka Brukseli w ostatnich latach przyczyniła się do powstania niepokojąco imperialnych tendencji w niegdyś pięknej UE. I nie musimy polegać na wyraźnie krytycznych wypowiedziach Hazony’ego lub negatywnych konotacjach, aby dojść do tego wniosku. Polityczny program federalnej Europy – „Stanów Zjednoczonych Europy” – nigdy jeszcze nie był tak wyraźny jak dziś. Opierając się na powyższych definicjach, można to jednoznacznie uznać za tworzenie się imperium. Z tego powodu warto zbadać, czy Bruksela rzeczywiście aspiruje do pozostałych kryteriów imperium, czy też nie.

Oto dziesięć powodów, dla których można powiedzieć, że Bruksela buduje imperium:

Po pierwsze: Bruksela podważa suwerenność państw członkowskich UE

.To jest delikatna kwestia. Zazwyczaj każde imperialne centrum chce rozszerzyć swoje panowanie. W przypadku UE nie jest to jednak tak oczywiste. Kiedy Unia powstawała, została powołana do życia jako organizacja ponadnarodowa, w której państwa członkowskie dobrowolnie zgodziły się na wspólne korzystanie z części swojej suwerenności. W literaturze przedmiotu wyraźnie podkreśla się, że wspólna suwerenność nie zmniejsza, ale wręcz zwiększa zakres suwerenności państw członkowskich.

Co się zmieniło w ostatnich latach? Zarówno kryzys gospodarczy z 2008 roku, jak i kryzys migracyjny z 2015 roku wstrząsnęły Europą, obnażając wiele słabości w funkcjonowaniu Unii. Odpowiedzią brukselskich elit na te problemy zawsze było przekazywanie kolejnych kompetencji z krajów członkowskich do centrum. Doszliśmy już do momentu, w którym coraz więcej zachodnich polityków wzywa do zniesienia weta państw członkowskich, co w ostatecznym rozrachunku byłoby śmiertelnym ciosem dla suwerenności narodowej. Jednak pojawiające się od czasu do czasu plany zwiększenia roli Parlamentu Europejskiego są równie złowieszcze. W Parlamencie Europejskim posłowie do PE reprezentują obecnie UE jako całość. Jeśli takie ciało, w którym z zasady nie mogą być reprezentowane interesy państw członkowskich, otrzyma znaczącą rolę decyzyjną, będzie to oznaczało koniec suwerenności państw członkowskich. Ten proces już się rozpoczął. Fritz W. Scharpf z Instytutu Maxa Plancka stwierdził w swoim badaniu, że państwa członkowskie mają coraz mniej niezależnych wyborów politycznych. To zawężanie niezależnych kompetencji politycznych będzie prawdopodobnie postępować aż do momentu, gdy nic nie pozostanie w rękach państw członkowskich.

Po drugie: z Brukselą nie może być sporu o wartości

.Na Netfliksie jest obecnie dostępny nowy niemieckojęzyczny serial telewizyjny typu „miecz i sandały”, zatytułowany Barbarians. Jeden z głównych konfliktów pojawia się, gdy rzymski gubernator dokonuje egzekucji „barbarzyńcy”, ignorując zwyczaje lokalnych plemion germańskich, ponieważ mężczyzna odmówił złożenia pokłonu i pocałowania złotego orła symbolizującego rzymską władzę. Doradca ostrzega gubernatora, że plemiona nie zrozumieją tej kary, gdyż w ich prawie kara śmierci jest nieznana. Gubernator jednak odrzuca to wszystko, mówiąc, że istnieje tylko jedno prawdziwe prawo, a jest nim prawo rzymskie.

Minęło 2000 lat i na szczęście tak brutalne metody zniknęły z repertuaru politycznego. Niemniej jednak coraz wyraźniej widać, że technokratyczne elity Unii Europejskiej stają się coraz bardziej nieczułe na wartości prawne, społeczne i tożsamościowe poszczególnych państw członkowskich. Logika leżąca u podstaw podwójnych standardów w unijnych debatach o praworządności, w których Bruksela próbuje regulować wewnętrzne sprawy nowo przyjętych państw członkowskich (za pomocą często powtarzanej groźby wstrzymania finansowania), jest taka sama jak ta, która leży u podstaw zachowania rzymskiego gubernatora – wartości Brukseli nie podlegają dyskusji.

Po trzecie: brukselski uniwersalizm

.Większość imperiów, aby funkcjonować, wymaga etosu uniwersalizmu, czyli jednolitego rządu, jednolitego porządku prawnego, jednolitych wartości i jednolitego sposobu życia. Opiera się to na założeniu, że te same zasady muszą obowiązywać na wszystkich obszarach imperium. Podczas swoich podbojów Aleksander Wielki szczególnie dbał o to, by na nowo opanowanych terytoriach wprowadzić grecko-macedońskie wartości. Zmuszał nawet swoich greckich i macedońskich żołnierzy do brania perskich żon. Imię Qin Si Huang-ti, pierwszego chińskiego cesarza, kojarzy się ze standaryzacją chińskiego pisma, języka i jednostek miar, dzięki którym położył on podwaliny pod dzisiejsze Chiny.

Istnieją też nowsze przykłady tego samego zjawiska. W 1989 roku, pod koniec zimnej wojny, „The National Interest” opublikował artykuł Uniwersalne Dominium. W kierunku świata jednobiegunowego Charlesa Krauthammera, myśliciela zajmującego się polityką zagraniczną, w którym autor dowodzi, że celem amerykańskiej polityki zagranicznej powinno być ostatecznie zapewnienie rozprzestrzeniania się liberalnej demokracji i uniwersalizacji amerykańskich wartości. Bruksela działa w oparciu o te same zasady i kryteria. Z tego powodu każda próba państw Europy Wschodniej, aby zorganizować swoje życie codzienne inaczej, na innych zasadach, wywołuje oburzenie w Europie Zachodniej.

Po czwarte: brukselska „nowomowa” jako żargon technokratyczny

.Ten punkt jest ściśle powiązany z poprzednim. Każde imperium stara się uzasadnić swoje dążenie do uniwersalności. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, by przekonać mieszkańców imperium, że rozpowszechnianie stylu życia dominującego centrum przynosi korzyści nie tylko mieszkańcom centrum, ale także mieszkańcom peryferii. Innymi słowy, akceptując te dominujące wartości, dany region może dążyć do poziomu rozwoju, jakim cieszy się centrum. Jaskrawym tego przykładem jest były Związek Radziecki, który poprzez swój ideologiczny eksport starał się skierować swoje kolonie na drogę postępu. Powstał nawet swoisty obraz idealnego mieszkańca takiego państwa, homo sovieticus, który miał służyć za wzór dla ujarzmionych obywateli imperium. Oczywiście takie ideologie nigdy nie są w stanie adekwatnie opisać rzeczywistości, dlatego obok nich pojawia się imperialny mit, który próbuje budować narracje i nadawać wydarzeniom właściwe, ideologiczne ramy. W przeszłości takie przypadki retorycznej nowomowy obejmowały pojęcia „wojny pokojowej”, „moralności socjalistycznej”, „nowego mechanizmu gospodarczego” i „pierestrojki”.

Chociaż wcześniej UE nie miała tak sztywnej ideologii ani towarzyszącej jej nowomowy, dzisiejsze debaty coraz częściej się nią charakteryzują. Znane terminy, takie jak „genderfluid”, „Willkommenskultur”, „dumping społeczny” czy „europejska demokracja”, są typowymi przykładami tego nowego dyskursu.

Po piąte: Bruksela prowadzi politykę gospodarczą korzystną dla państw macierzystych

.Imperium w ostatecznym rozrachunku służy ludziom żyjącym w centrum – elicie imperialnej. Jednolity obszar gospodarczy jest często charakterystyczny dla imperiów, a wspólne regulacje gospodarcze służą przede wszystkim interesom aktorów gospodarczych działających z centrum. Unia Europejska od samego początku była pomyślana jako zunifikowany obszar gospodarczy i ten aspekt bez wątpienia przyniósł państwom członkowskim ogromne korzyści gospodarcze. Co więcej, transfer zasobów w UE nie jest bynajmniej jednokierunkowy. Spójność UE i inne środki rozwojowe dla słabiej rozwiniętych regionów mają wielki potencjał, by pomóc im w nadrobieniu zaległości. Ale warto też pamiętać, że znaczna część dystrybuowanych środków – poprzez alokacje dla zachodnich firm – wraca do krajów centralnych. W zamian państwa wschodnie muszą więc konkurować ze swoimi bardziej skapitalizowanymi zachodnimi odpowiednikami, nie wspominając już o drenażu mózgów i utracie siły roboczej, które wynikają ze swobodnego przepływu zasobów ludzkich.

Problem ten był rozważany przez szerokie grono autorów. Słynny lewicowy ekonomista Thomas Piketty poświęcił temu zjawisku całe rozdziały, ale również Fundacja Bertelsmanna, którą trudno uznać za instytucję eurosceptyczną, doszła do wniosku, że wspólny rynek przynosi największe korzyści mieszkańcom głównych państw UE. Podobny wniosek zawiera niedawna polska analiza, w której stwierdzono, że w latach 2004–2020 Polska odprowadziła w ramach UE ponad 112 000 000 000 euro w transferach finansowych.

Po szóste: brukselska biurokracja jest narzędziem władzy

.Pierwszą rzeczą, o której większość z nas myśli, gdy słyszy słowo „Bruksela”, jest biurokracja. Bez względu na to, czy ktoś sympatyzuje z UE, czy też skłania się ku sceptycyzmowi, nikt nie zaprzecza istnieniu mnóstwa sprofesjonalizowanych organów przedstawicielskich. Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego: kiedy pod jednym dachem trzeba rozpatrywać perspektywy tak wielu aktorów międzynarodowych, nieuniknionym rezultatem jest ogromna biurokracja. Wiele historycznych imperiów utrzymywało również rozbudowane organizacje służby cywilnej. Weźmy na przykład mandarynów cesarskich Chin, czynowników carskiej Rosji czy słynną precyzyjną urzędniczą administrację Prus, która dawała temu królestwu przewagę nad wrogimi państwami i sojuszami, je otaczającymi. Zadaniem tych instytucji było wdrażanie decyzji imperialnego centrum, nawet w odległych od niego prowincjach. Jeśli przyjrzymy się, jak działa administracja UE, to wyraźnie widać, że działa ona na bardzo podobnych zasadach.

Po siódme: plany zjednoczeniowe Brukseli mają na celu scentralizowanie zarządzania

.Napoleon pisał, że jego największym osiągnięciem nie był sukces militarny, ale przyjęcie w całej Europie francuskiego kodeksu cywilnego. Na podbitych przez siebie terytoriach wprowadzał lokalną kopię francuskiego prawa, zmieniając w ten sposób na zawsze cały kontynent. Choć jego militarne podboje trwały stosunkowo krótko, duch code civil stał się integralną częścią europejskiej kultury. Jednak wspólny system prawny ma konsekwencje nie tylko w zakresie prawa cywilnego, ale pomaga również w omówionym już procesie unifikacji gospodarczej, tworzeniu administracji opartej na wspólnych standardach oraz przyjmowaniu wartości i stylu życia.

Prawo UE ma obecnie coraz szerszy zakres regulacyjny. W niektórych przypadkach może to wyglądać na bezsensowne próby standaryzacji, jak np. przysłowiowa ustawa o krzywiźnie ogórka. UE dąży jednak również do przejęcia kontroli nad tak pozornie suwerennymi kwestiami jak regulacja imigracji. Tak jak w czasach Napoleona celem wspólnego systemu prawnego było stworzenie fundamentu nowej, zjednoczonej Europy, tak i dzisiejsza UE działa na podobnych zasadach w kwestiach prawnych. Znamienne jest, że nawet Andrew Moravcsik, który regularnie opowiada się za wspólną europejską konstytucją, określił obecne funkcjonowanie UE jako formę biurokratycznego despotyzmu. Nie jest to zbyt zachęcający rozwój sytuacji.

Po ósme: w oczach Brukseli wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi

.W klasycznym imperium obywatele centrum mają więcej praw niż mieszkańcy peryferii. W Imperium Rzymskim uzyskanie obywatelstwa było nagrodą, o którą zabiegało wielu. Paweł, będąc obywatelem rzymskim, mógł łatwiej i swobodniej podróżować w obrębie imperium, przyczyniając się w ten sposób do szerzenia chrześcijaństwa. Moglibyśmy również przytoczyć amerykański system obywatelstwa, który posiada wiele „stopni”, takich jak zielona karta, wiza pracownicza i tak dalej, poniżej pełnego obywatelstwa. Nie jest tak w przypadku UE, gdzie obywatele wszystkich państw członkowskich UE otrzymują automatycznie obywatelstwo UE. Nie oznacza to jednak w żadnym wypadku prawdziwej równości, przynajmniej jeśli chodzi o kwestię reprezentacji politycznej. Zdolności adwokackie państw wschodnich pozostają daleko w tyle za zdolnościami państw rdzennej Unii. Ponadto, jak zauważono, coraz częściej sugeruje się odebranie prawa weta niektórym peryferyjnym państwom członkowskim, a w niektórych przypadkach całkowite zawieszenie ich prawa głosu.

Są to przypadki, które wskazują na spadek poczucia równości w UE. Namacalnym tego przykładem może być badanie zatytułowane Geographical Representation in the EU Leadership Observatory 2021, które wykazało, że tylko 8 proc. wyższych urzędników UE pochodzi z krajów Europy Środkowej i Wschodniej, choć kraje te stanowią odpowiednio 40 proc. i 20 proc. ludności UE.

Po dziewiąte: konflikt między brukselskim centrum a peryferiami

.Coraz częściej pełna napięcia niezgoda między państwami rdzenia a peryferiami jest praktycznie nieunikniona. Jest to charakterystyczne także dla imperiów. W Rzymie prawie zawsze istniała co najmniej jedna zbuntowana prowincja, która nie dała się kontrolować bez stacjonowania tam wojsk. Podobnie Związek Radziecki regularnie interweniował w krajach leżących w jego sferze interesów, aby kraje te nie mogły się uniezależnić. UE nie posiada własnej armii, więc na szczęście konflikt militarny nie wchodzi w grę. Jednocześnie napięcia między centrum a peryferiami stają się coraz bardziej intensywne, ponieważ sama UE coraz bardziej zaczyna przejawiać cechy imperialne.

Po dziesiąte: ekspansja i konkurujące ze sobą imperia

.Największym wyzwaniem dla imperium jest często pojawienie się innego, bardziej udanego imperium. Tak było z imperium Azteków w Ameryce Środkowej, które odebrało śmiertelny cios z rąk hiszpańskich konkwistadorów. Podobnie było z gwałtownymi migracjami ludności, które w końcu doprowadziły do upadku Imperium Rzymskiego. Dziś UE stoi w obliczu wielu wyzwań, od pozornie przyjaznych Stanów Zjednoczonych po Rosję i Chiny. Jak dotąd jednak, wydaje się, że UE nie radzi sobie w tej rywalizacji imperiów. Ponadto mimo że presja migracyjna jest szczególnie silna na południowo-wschodnich granicach Unii, przywódcy w Brukseli raczej unikają zajmowania się tą kwestią.

Z problemem powstawania konkurujących ze sobą imperiów ściśle związany jest ogólny przymus ekspansji. Nowe obszary i zasoby muszą zostać zmobilizowane, aby utrzymać rosnące państwo imperialne. Warto wziąć pod uwagę Imperium Osmańskie, które po osiągnięciu zenitu nie było zdolne do dalszych podbojów i z kolei powoli traciło zdolności militarne, potem terytorium, aż w końcu przestało istnieć. Pogłębianie integracji europejskiej, czyli zwiększanie wpływu Brukseli na państwa członkowskie, jest zawsze na porządku dziennym. Co ciekawe jednak, dążenie to ma obecnie pozornie sprzeczny skutek: przyjmowanie nowych członków byłoby przeszkodą dla większej jedności, więc zwolennicy dalszej integracji przedkładają pogłębianie integracji nad rozszerzenie, podczas gdy państwa członkowskie, którym zależy na zachowaniu suwerenności państw członkowskich, przedkładają rozszerzenie nad integrację.

* * *

.Mam wielki podziw dla pierwotnych idei, na których opierała się Unia Europejska, a raczej jej prekursor. Unia ta stała się jednak czymś zupełnie innym i nie ulega wątpliwości, że posiada obecnie wszelkie znamiona rodzącego się imperium. Wiele państw członkowskich, zwłaszcza w Europie Środkowej i Wschodniej, miało złe doświadczenia z bycia częścią poprzednich imperiów. Zdecydowały się przystąpić do UE jako suwerenne państwa, co oznaczało, że będą w stanie realizować niektóre aspekty swojej suwerenności wspólnie, poprzez instytucje unijne. Ale nigdy nie zamierzały wyrzec się swojej suwerenności na rzecz nowego, powstającego imperium.

Jeśli Bruksela chce kontynuować projekt UE, musi porzucić swoją imperialną trajektorię. Mam nadzieję, że w nadchodzących latach zobaczymy, jak więcej państw członkowskich będzie dochodzić swojej suwerenności, która naprawdę do nich należy – ale będzie to robić w ramach UE. Mam też nadzieję zobaczyć, jak UE odchodzi od modelu imperium w kierunku czegoś na kształt wspólnoty narodów: zbioru prawdziwie autonomicznych i suwerennych państw połączonych jedynie dążeniem do rozkwitu.

Balázs Orbán
Tekst ukazał się w nr 38 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 kwietnia 2022