Eryk MISTEWICZ: Wyprostowali się – i co dalej?

Wyprostowali się – i co dalej?

Photo of Eryk MISTEWICZ

Eryk MISTEWICZ

Prezes Instytutu Nowych Mediów, wydawcy "Wszystko co Najważniejsze".  www.erykmistewicz.pl

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Wyprostowanym Polakom nie wystarcza już CWK (Ciepła Woda w Kranie). Chcą CPK. To jedno z ciekawszych zjawisk, daleko wychodzących poza wszelkie podziały społeczne i polityczne – pisze Eryk MISTEWICZ

.W tym miejscu przed wyborami w październiku 2023 r. napisałem, że nie wiem, jaki będzie ich wynik, ale wiem, że obserwować można w Polsce coś ważnego: Polacy się wyprostowali. Ostatnie lata sprawiły, że zwiększyły się ich aspiracje, oczekiwania wobec politycznych liderów, także oczekiwania wobec państwa. Obywatele oczekują, że państwo zabezpieczy ich podstawowe potrzeby, tak jak udało się to choćby w czasie pandemii COVID-19. Po trosze wyparliśmy ten czas z pamięci, ale trudno byłoby, jak sądzę, przekonywać, że państwo polskie nie zdało wówczas egzaminu, od wsparcia dla mniejszych i większych firm, systemu tarcz osłonowych (pomoc dla obywateli i firm w Polsce nieporównywalnie większa niż w tak bliskiej mi Francji), na wielką skalę szybko i sprawnie przeprowadzonej akcji powrotów Polaków do kraju w czasie zamykania się kolejnych granic – po „zorganizowanie” maseczek, szczepionek, punktów szczepień i szpitali covidowych. Państwo zdało egzamin, choć wcale nie było pewne do końca, z czym mamy do czynienia, czy egzamin ten zostanie w skali kraju zdany. Mocna czwórka, może cztery plus.

Państwo pokazujące, że jest silne i dba – zaczęło się podobać. Podobało się domaganie się od Niemiec (a wkrótce miały rozpocząć się prace także wobec Rosji) reparacji za straty poniesione przez większość polskich rodzin w czasie II wojny światowej. Podobało się, że w czasie niepokojów wzmacniamy polski przemysł obronny, zwiększamy zakupy sprzętu wojskowego (w efekcie Polska z 4% wydatków na obronę jest dziś liderem wśród krajów NATO, gdy Niemiec i Francji daleko do 2%). Podobało się, że państwo polskie zachowało się jak należy, gdy nasz sąsiad został zaatakowany przez Federację Rosyjską, według scenariusza przedstawionego w Tbilisi przez tak niegdyś wyszydzanego Lecha Kaczyńskiego. Podobało się nawet to, że jeden z Polaków przygotowywać się zaczął do kolejnej, po 50 latach, podróży w kosmos.

.Pro domo sua: podobało się, choć z kolejnymi edycjami coraz więcej osób uznawać zaczęło ten projekt za coś przecież zupełnie normalnego, że zespół Instytutu Nowych Mediów (w którym powstaje miesięcznik i portal „Wszystko co Najważniejsze”) nawiązał i rozwijał relacje z redakcjami w ponad 80 krajach świata, do których co kilka miesięcy wysyłał teksty o polskiej historii i teraźniejszości. Działo się to z reguły wokół tak ważnych dla Polaków świąt 3 maja, 15 sierpnia czy 11 listopada, ale także rocznic wydarzeń, co do których uznawaliśmy, że warto opowiedzieć o nich światu, takich jak powstanie styczniowe, powstanie w warszawskim getcie, rocznica napaści Rosji na Ukrainę czy rocznica wybuchu II wojny światowej. „Le Figaro”, „L’Opinion”, „Die Welt”, „The Washington Post”, „The Chicago Tribune”, „La Repubblica”, „Il Messaggero”, „El Mundo” plus dziesiątki pomniejszych redakcji z całego świata, od Wenezueli, Kanady i Brazylii, poprzez Izrael, Senegal, Zjednoczone Emiraty Arabskie, aż po Singapur i Nową Zelandię publikowały teksty wspólnie z „Wszystko co Najważniejsze”, przygotowane i pieczołowicie tłumaczone w warszawskiej siedzibie Instytutu Nowych Mediów, z wsparciem organizacyjnym w naszym biurze w Paryżu. „Opowiadamy Polskę Światu” pozostaje największym projektem pod względem zasięgu promocji Polski w świecie. Z bardzo konkretnym pozytywnym wpływem na Polaków w kraju – rosnącą świadomością wagi polskiej historii i wielkości narodu, który współtworzą.

Moje największe zdziwienie, ale także wzruszenie wywołało to, że 17 września, w rocznicę agresji sowieckiej na Polskę, w ramach „Opowiadamy Polskę Światu” udało się – staraniami bardzo wielu wspaniałych osób – opublikować w Rosji teksty polskiego prezydenta Andrzeja Dudy, historyków, kawalerów Orderu Orła Białego, profesorów Andrzeja Nowaka i Wojciecha Roszkowskiego, ówczesnego prezesa IPN Jarosława Szarka. W najważniejszych gazetach Rosji – takich jak „Nowaja Gazieta”, „Niezawisimaja Gazieta”, „Echo Rosji” – udała się rzecz niemożliwa: przedstawienie Rosjanom polskiego stanowiska, przypomnienie ogromu zbrodni dokonanych na terenach Polski. Udało się coś, co nie miało prawa dojść do skutku. I to w dniu 17 września… Symboliczne – i jakże budujące, także dumę.

Jeszcze kilka lat temu wydawałoby się nieprawdopodobne, że Polacy budują w NASK własny, „polski chatbot GPT”, bo przecież nie jest to w ogóle możliwe, niewyobrażalne wręcz, ale w ostatnich miesiącach informacja o tym projekcie była już przyjmowana ze wzruszeniem ramion. Cóż, Polacy po prostu są najlepsi w naukach ścisłych, państwo działa i wspiera takie projekty, to normalne… Szybko, bardzo szybko przyzwyczajamy się do nowych standardów. Szybko, bardzo szybko wzrosły zarówno nasze oczekiwania, jak i przekonanie, że to przecież normalne. Żyjemy w normalnym kraju, nie powinniśmy mieć kompleksów.

.Pozbycie się kompleksów przez wyprostowanych Polaków (albo: przez Polaków, którzy się wreszcie wyprostowali) to jedno z największych osiągnięć epoki, którą opisywałem w drugiej połowie 2023 roku. Wówczas też wszystkie wskaźniki, tak uważnie obserwowane przez świat, w którym słowa „kryzys”, „recesja”, „spowolnienie” odmieniane są przecież przez wszystkie przypadki, w odniesieniu do Polski pokazywały świetnie rozwijającą się gospodarkę, niskie bezrobocie, zwiększające się oszczędności obywateli. Polityka nie miała w tym wielkiego znaczenia. Państwo spełniało swoją rolę, Polacy odzyskali pion i z nadzieją patrzyli w przyszłość. I znów – jeśli posłużymy się klasyczną oceną ze szkoły podstawowej przed reformami: czwórka, może czwórka plus dla państwa i jego liderów. Pamiętać przy tym trzeba, rzecz jasna, o wszelkich błędach, potknięciach i działaniach radykałów, które to działania odrzucali przeciętni Polacy (finalnie: radykałów odrzucili także wyborcy).

Może z punktu widzenia Warszawy, Gdańska, Wrocławia czy Krakowa tego nie było widać, ale proces uzyskiwania czy odzyskiwania godności własnej, podmiotowości, przebiegał w szczególny sposób w mniejszych miejscowościach; tam, gdzie właściwie nikt nie spodziewałby się – po obywatelach przecież – większych oczekiwań ani od życia, ani tym bardziej od sfery publicznej, czy to na poziomie samorządowym, czy to na poziomie państwa jako organizatora życia publicznego. A jednak to w Polsce lokalnej w tempie radykalnym rosły aspiracje, rosły oczekiwania wobec państwa. Kolejne inwestycje i inicjatywy, których odbiorcami była Polska B, C, D, E, F – nakręcały poziom oczekiwań. Uznawano je za coś całkowicie oczywistego. Jako coś naturalnego postrzegano skalę budowy muzeów w każdej, niewielkiej nawet miejscowości, teatrów, a nawet filharmonii. Nie mówiąc o odbudowie bibliotek, ośrodków kultury, ośrodków zdrowia, komisariatów policji, linii kolejowych… Coś, do czego obywatele mieszkający także w mniejszych miejscowościach, płacący podatki, mają przecież naturalne, przyrodzone im prawo, a co odebrał im liberalizm prezentowany przez dekady jako religia państwowa, z osławionym już dyfuzyjno-polaryzacyjnym modelem rozwoju wyłącznie większych miast, z pozostawionym samemu sobie „interiorem”.

Zmiany tych lat sprawiły, że wzrosły ambicje i oczekiwania. Jeśli państwo tyle robi, działa, buduje, rozwija, wspiera, pomaga, to znaczy, że może jeszcze zwiększyć swoje wysiłki. Państwo, które może.

Ba, może nawet: państwo, z którego jesteśmy dumni?

Na pewno powinno działać szybciej, lepiej, z mniejszą liczbą patologii, o których przekonywały media trzymane w rękach zagranicznych wydawców (ale też nie sposób w demokratycznym systemie prawnym działać tak, jak Francuzi, którzy zakazali ingerencji zagranicznych w system medialny – tak, znam ten argument, wielokrotnie słyszałem). Na pewno Polska powinna rozwijać się szybciej, ambitniej, z korzyścią także dla mniejszych miast i miasteczek. Ale też spokojniej, bez radykalizmu ani w politycznej kuchni, z wojennymi okrzykami i niewielką efektywnością wprowadzanych zmian, ani radykalizmu epatującego z kontrolowanych przez państwo mediów. Rozbudzone ambicje Polaków, rozbudzone przez aktywność polskiego państwa, godność, wyprostowanie, a przy tym spokój i nadzieja na rozwój. Ot, myślenie typowe dla wielu z nas, mających co jakiś czas swoje zdolności wyborcze, w poszukiwaniu „jakiejś trzeciej drogi”.

Dziś nie widzę w protestach wobec skasowania CPK (Centralnego Portu Komunikacyjnego) polityki, widzę wkurzenie. I to wkurzenie z gatunku tych, jakie wyraża lud i którego nie można bagatelizować (co nie znaczy, że trzeba – w ostatecznym działaniu – spełniać jego oczekiwania). Jeśli już jest to do czegoś porównywalne, to do zapomnianego już ruchu młodych przeciwko Acta II w dawnych czasach. W wyniku masowych protestów głównie młodych ludzi rząd Donalda Tuska (podobnie jak rządy innych krajów, także pod wpływem presji społecznej) zrobił krok w tył, wycofał się z Acta II. Dziś takiego kroku w tył rząd Donalda Tuska zrobić nie może, nie w sprawie CPK. Tymczasem CPK stał się symbolem godności odbudowywanego wciąż i stającego na nogach kraju. CPK stał się symbolem suwerenności, symbolem odpowiednim do możliwości Polski i Polaków. Projektem rozpędzonym, któremu nie należy przeszkadzać, a dokładniej: któremu politycy nie powinni przeszkadzać. CPK stał się symbolem ambicji. Tak, ambicji – choć oszczędzę Państwu przywoływania cytatu z Kadena-Bandrowskiego – odzyskanego kraju.

.Jeśli nie było polityki w powołaniu CPK, to jest ona dziś, w ubijaniu tego projektu. W pokazywaniu, że latać nam nie wolno, że nie damy rady, że nie potrafimy. Zresztą, po co, dlaczego, za co, w jakim celu, dokąd, za jakie pieniądze, dlaczego w Polsce. Z bliskim pytaniem: a po co nam właściwie takie lotnisko i taki węzeł przesiadkowy, do tego jeszcze z kolejami dużych prędkości, jeśli są inne aglomeracje z takimi lotniskami i takimi węzłami przesiadkowymi, i to przecież dosyć niedaleko.

Wyprostowanym Polakom nie wystarcza już CWK (Ciepła Woda w Kranie). Chcą CPK. Jedno z ciekawszych zjawisk, daleko wychodzących poza wszelkie podziały społeczne i polityczne. Szkoda, że nie mamy już w Polsce socjologów zdolnych do zimnego, z ciekawością naukowca chcącego zrozumieć zachodzące przemiany w świadomości populacji, zanalizowania tej kwestii. Żałuję, że nastąpiła tak wielka ideologizacja polskiej nauki, że naukę zatopiono w testach i sprawozdawczości, poddano presji równowagi i różnych aktualnych mód, że na niewiele nam ona potrzebna, gdy przed nami najważniejsze pytania dotyczące kondycji wspólnoty.

Oczywiście, milionowa widownia dyskusji na YouTube o CPK (swoją drogą, dopiero przy tej sprawie niektórzy spostrzegli, że bój o TVP jest bojem z poprzedniego wieku), zdecydowane opinie wyrażane w sieciach społecznościowych, buzz w społecznościach dalekich od aktywności politycznych, wreszcie zdecydowany sprzeciw zwolenników wszystkich bez wyjątku sił politycznych – nie muszą oznaczać, że świat politycznych decydentów weźmie pod uwagę oczekiwania „ludu” i że projekt jednak będzie realizowany. Decyzja o likwidacji tego projektu, przycięciu go, spowolnieniu całego procesu, zwielokrotnieniu jego kosztu, już zapadła.

.Modernizacyjna szansa nie tyle dziś przed Polską, ile przed kilkoma politykami i kilkoma partiami na wpisanie się w oczekiwania. O ile ich radar jeszcze działa.

Eryk Mistewicz

Tekst ukazał się w nr 62 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 marca 2024