House of Cards i filozofia. Underwood burzy sen o idealnym społeczeństwie

Prof. William IRWIN

Profesor filozofii w King’s College w Pensylwanii. Zapoczątkował serię o filozofii i popkulturze jako współredaktor bestsellera The Simpsons and Philosophy.

J. Edward HACKETT

Specjalista w dziedzinie fenomenologii i teorii etyki, autor wielu publikacji naukowych z tego zakresu. Wykłada na University of Akron, Kent State University, John Carroll University. Prywatnie fan House of Cards.

.Czy demokracja jest przereklamowana? Według Franka Underwooda — tak. Dlaczego? Bohater House of Cards zaprasza nas za kulisy politycznej walki o najważniejsze stanowiska w państwie. Droga do Gabinetu Owalnego wybrukowana jest hipokryzją, a dotrzeć do niego może każdy, kto będzie wystarczająco przebiegły i bezwzględny. Chociaż wizja takiego świata może wzbudzać w nas trwogę, kultowy serial przyciągnął przed ekrany miliony widzów na całym świecie. House of Cards unaocznia nasze największe obawy związane z polityką, a sam Frank staje się Machiavellim naszych czasów. Wraz ze swoimi sojusznikami prezentuje widzom mroczne intrygi i chwyty manipulacyjne stosowane na najwyższych szczeblach władzy państwowej. Filozofia życiowa Franka Underwooda oparta jest na dziełach największych: Platona, Arystotelesa, Nietzschego, Hobbesa czy Marksa. 

.Filozofowie polityczni lubią rozmyślać o tym, jak wygląda idealne społeczeństwo. Niektórzy z nich, na przykład Robert Nozick (1938 – 2002), uważają, iż idealnym społeczeństwem jest to libertariańskie. Inni, choćby G. A. Cohen (1941 – 2009), przekonują, iż sprawiedliwość wymaga doskonałej równości. Gdzieś pośrodku odnajdujemy osoby takie jak John Rawls (1921 – 2002), który doszukuje się kompromisu pomiędzy wolnością a troską o biednych. Jednak filozofowie różnej maści przedstawiający wizje idealnego społeczeństwa popełniają jeden zabawny błąd: zakładają, że ludzie w idealnym społeczeństwie zachowują się znacznie lepiej, niż wygląda to w rzeczywistości. A ponieważ filozofowie ci zajmują się mówieniem nam, jak powinien wyglądać idealny rząd, założenie to odnoszą również do samych polityków. Politycy w społeczeństwie idealnym nie dążą do realizacji własnych interesów. Jak zakładają filozofowie, polityków tych interesuje tylko dobro ogółu.

Całkowitym przeciwieństwem tej wizji jest obraz polityków ukazany w House of Cards. Obraz ten, choć z pewnością udramatyzowany, odzwierciedla nasze społeczeństwo w większym stopniu niż utopijne wizje filozofów. Produkcja przedstawia losy Franka Underwooda, polityka, którego celem jest wszystko, tylko nie dobro ogółu. Pozbawiony obiecanego mu przez prezydenta Walkera stanowiska sekretarza stanu, Underwood wkracza na wojenną ścieżkę, która doprowadza go aż do Gabinetu Owalnego. To też ścieżka, która krzywdzi wszystkich wokół bohatera, czym zresztą ani Frank, ani jego żona Claire w ogóle się nie przejmują.

Mamy więc do czynienia z wielką przepaścią pomiędzy utopią prezentowaną przez filozofów a smutną rzeczywistością przedstawioną w serialu. Filozofowie zakładają, iż w idealnym społeczeństwie politycy pracują dla dobra ogółu. Lecz House of Cards ukazuje nam polityków w naszym realnym świecie, którzy dążą do realizacji własnych celów, krzywdząc przy tym swoich wyborców. Rozdział ten stara się ująć powyższy kontrast oraz zaprezentować wniosek: jeśli filozofowie chcą, by traktowano ich poważnie, muszą pamiętać o rzeczywistości prezentowanej przez serial, kiedy kształtują wizje idealnego społeczeństwa. Muszą zaprojektować ten idealny świat z założeniem, iż Kongres pełen jest takich ludzi, jak Frank Underwood.

Ideał Prezydenckiego pokera, rzeczywistość House of Cards

.John Rawls przedstawił swoją znaną wizję idealnego społeczeństwa w XX wieku. W dziele Teoria sprawiedliwości Rawls ukazał idealne społeczeństwo, w którym udało się osiągnąć równowagę pomiędzy wolnością a troską o tych w trudnej sytuacji. Idealne społeczeństwo pozwala, by zaistniały pewne nierówności, ale tylko takie, które korzystne są dla najbiedniejszych członków społeczeństwa. Argumentując za tą wizją, Rawls sugerował, byśmy porównali współzawodniczące wizje idealnego społeczeństwa, zakładając, że każdy jego obywatel rozumie zasady sprawiedliwości i nimi się kieruje. Nazwał to „założeniem ścisłego przestrzegania zasad sprawiedliwości”[1].

Kiedy Rawls mówi, byśmy założyli, iż ludzie w idealnym społeczeństwie ściśle przestrzegają zasad sprawiedliwości, ma na myśli kilka rzeczy. Po pierwsze, zakłada, iż ludzie cały czas próbują rozwinąć się w roli obywateli zgodnie z tym, czego wymaga sprawiedliwość. Przykładowo, jeśli nauczyciel szykuje się do oddania głosu w dniu wyborów, zapewne mierzy się z wyborem pomiędzy dwoma kandydatami. Jeden z nich może być oczywistym lepszym wyborem dla kraju i może pozytywnie wpłynąć na dobro ogółu. Drugi kandydat może nie być odpowiedni dla kraju, ale obiecał związkom zawodowym nauczycieli swoje osobiste wsparcie. Większość z nas powiedziałaby, iż nauczyciel odda swój głos na tego drugiego kandydata. Lecz w idealnym społeczeństwie Rawlsa zakładamy, iż nauczyciel odda swój głos na tego pierwszego, lepszego kandydata — tego, który przyczyni się do rozwoju kraju, nawet kosztem nauczycieli.

Takie założenie dotyczące tego, jak zachowują się obywatele w idealnym społeczeństwie, stoi w opozycji do tego, jak zachowują się ludzie w House of Cards. Serial ukazuje wyborców namawiających swoich reprezentantów do robienia rzeczy, które niekoniecznie leżą w interesie publicznym, ale z pewnością leżą w interesie wyborcy. W scenie wprowadzającej postać kongresmena Petera Russo widzimy wyborcę narzekającego, iż Russo nie pomógł mu w zmianie praw zagospodarowania przestrzeni, w wyniku czego wyborca nie mógł postawić budynku na pustej działce. Cały pierwszy sezon toczy się wokół ustawy edukacyjnej i Franka walczącego ze związkami zawodowymi nauczycieli, które prowadzone są przez niezłomnego lobbystę Martina Spinellę. Związkowcy walczą przeciwko klauzulom zawartym w ustawie, które są dla nich szkodliwe: standardy wyników dla nauczycieli czy finansowanie niezrzeszonych szkół czarterowych to kilka z tych klauzul. Takie zachowanie, które jest przecież częstym elementem widzianym w świecie polityki House of Cards, jest odrzucane w wizji Rawlsa.

Poza założeniem, iż obywatele w idealnym społeczeństwie starają się rozwijać znaczenie sprawiedliwości, Rawls chce też, byśmy założyli, iż politycy tego społeczeństwa przyjmują tylko te ustawy, które pozytywnie wpływają na dobro ogółu. Jeśli polityk pracuje nad ustawą zmniejszającą dotacje dla upraw kukurydzy, dokładnie analizuje ustawę pod kątem tego, jak wpłynie ona na społeczeństwo, i robi to całkowicie bezstronnie. Politycy w wizji Rawlsa nie oddają swych głosów, martwiąc się, że rolnicy z polem kukurydzy w ich okręgu wycofają swoje wsparcie i w kolejnych wyborach oddadzą głos na kogoś innego.

Porównajmy działania polityków u Rawlsa z tym, co widzimy w House of Cards. Politycy oferują wsparcie dla danej ustawy lub je wycofują, w zależności od tego, czy ustawa taka współgra z ich prywatnymi interesami. W drugim sezonie, w „Rozdziale 16”, Underwood próbuje przegłosować ustawę budżetową, czemu sprzeciwia się senator republikański Curtis Haas (oraz inni). Underwood jest gotów dać Haasowi wszystko, czego ten zechce, byleby nie doprowadzić do zamknięcia rządu (ang. Government Shutdown). Haas jednak się nie zgadza, ma bowiem własne plany. Obawia się oddania zwycięstwa demokratom, ucierpienia w kolejnych wyborach i tego, że jego wyborcy pomyślą, iż ugiął się pod żądaniami prezydenta. Walcząc o tę samą ustawę, nowo mianowana whip Większości, Jacqueline „Jackie” Sharp, dowiaduje się, iż członkowie Izby Reprezentantów gotowi są poprzeć ustawę tylko w zamian za przysługi. W przeciwieństwie do tego w idealnym społeczeństwie Rawlsa politycy popierają ustawy tylko wtedy, gdy są one korzystne dla dobra ogółu.

Obraz polityków, na którym opiera się Rawls w swoim opisie idealnego społeczeństwa, jest daleki od rzeczywistości zilustrowanej w House of Cards. Idealna wizja Rawlsa bliższa jest temu, co ukazano w Prezydenckim pokerze — serialu opowiadającym losy prezydenta Josiaha Bartletta, pokazanego jako mądry i nastawiony na dobro publiczne senator. Stanowi on uderzający kontrast w stosunku do Franka Underwooda. Choć idealne społeczeństwo Rawlsa opiera się mocno na nierealnym modelu ukazanym w Prezydenckim pokerze, nie zaś na rzeczywistości House of Cards, można zapytać: co z tego? Jakie to ma znaczenie? Nawet jeśli w wizji Rawlsa idealny obywatel i polityk, jak zakładamy, działają mniej interesownie i mniej egoistycznie niż w rzeczywistości, czy nie powinniśmy wciąż dążyć do tego ideału? Odpowiedź brzmi: „Nie” i ma to związek z czymś, co ekonomiści nazywają teorią drugiego najlepszego rozwiązania.

Teoria drugiego najlepszego rozwiązania mówi: kiedy jeden z optymalnych czynników nie przejawi się w modelu, inne czynniki, wcześniej uważane za optymalne, mogą przestać takimi być. Wyobraźmy sobie, że moim idealnym obiadem jest stek, pieczone ziemniaki i sos A1[*]. Jeśli usuniemy jeden z optymalnych czynników z mojego idealnego obiadu, na przykład stek, nie sprawi to, że moim drugim najlepszym rozwiązaniem w kwestiach obiadu będzie sos A1 i pieczone ziemniaki. W przypadku braku steku moim drugim najlepszym obiadem może być coś zupełnie innego, na przykład lasagne i kieliszek cabernet.

Odnieśmy teraz metaforę obiadową do idealnego społeczeństwa Rawlsa. Tworząc to idealne społeczeństwo, Rawls zakłada, iż obywatele i politycy zachowują się tak, jak przedstawiono to raczej w Prezydenckim pokerze, nie zaś w House of Cards. Lecz kiedy usuniemy jeden z optymalnych czynników z idealnego modelu Rawlsa — obecność bezinteresownych polityków, zamieniając ich na egoistycznych — inne cechy idealnego społeczeństwa również mogą ulec zmianie. Niektóre idealne społeczeństwa mogą funkcjonować całkiem nieźle pod sterem bezinteresownych polityków, ale te same społeczeństwa mogą funkcjonować źle, jeśli zapełnimy je politykami egoistycznymi.

Ponieważ utknęliśmy w świecie egoistycznych polityków, takich jak Frank Underwood, czy chciwych lobbystów, takich jak Remy Danton, musimy wziąć to pod uwagę, kiedy myślimy o idealnym społeczeństwie. Jeśli ktoś nam powie, że stek nie jest dla nas opcją w planowanym przez nas idealnym obiedzie, wtedy musimy zacząć myśleć o drugiej najlepszej opcji. Jeśli wiemy, że tkwimy po uszy w politycznej rzeczywistości, jaką widzimy w House of Cards, musimy wtedy zaprojektować idealne społeczeństwo, mając to na uwadze. Jakiekolwiek inne działania przyrównać można jedynie do planowania steku na obiad, kiedy wiemy, że steku nie dostaniemy.

Frank Underwood na przestrzeni epok

.Adam Smith (1723 – 1790) jest ogólnie uznawanym ojcem współczesnej ekonomii. Chociaż Smitha bardziej interesowała ekonomia, nie polityka, to jego podejście w studiowaniu ekonomii dobrze odzwierciedla styl teoretyzowania za jego czasów. Rozmyślając o ekonomii, Smith założył, że każdą jednostkę cechuje „naturalne samolubstwo i zachłanność”, a kierują nią „czcze nienasycone pragnienia”[2]. Lecz nawet jeśli Smith dość pesymistycznie odnosił się do ludzkiej natury, to jednocześnie wykazał, że wolny rynek jest tak skonstruowany, iż egoistyczne jednostki w rzeczywistości przynoszą pożytek dobru wspólnemu, choć niekoniecznie intencjonalnie. Wspomnijmy tu jeden z najpopularniejszych cytatów Smitha: „Nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu, lecz od ich dbałości o własny interes. Zwracamy się nie do ich humanitarności, lecz do egoizmu”[3].

Smith korzysta z widocznego w House of Cards modelu zachowań, by dokonać analizy ekonomii, natomiast współczesny mu David Hume (1711 – 1776) sugeruje, by odnieść te same standardy zachowania do polityki:

Pisarze polityczni ustanowili maksymę z twierdzenia, iż przy tworzeniu jakiegokolwiek systemu rządu i zmienianiu mechanizmów wszelkich konstytucji każdy człowiek za łotra winien być uważany, niemający więcej żadnych celów, jak tylko interes własny. To według tego interesu rządzić nim musimy, a także za sprawą tego, pomimo jego niezaspokojonej ambicji i chciwości, zmusić do działania na rzecz dobra publicznego trzeba[4].

Oznajmiając, byśmy założyli, iż każdy człowiek jest łotrem, Hume mówi nam, że powinniśmy przyjąć model polityki House of Cards. Kształtujemy swoje idealne społeczeństwo, zakładając, iż każdy człowiek jest taki jak Underwood, bezkompromisowo podążający za własnym interesem kosztem dobra ogółu. Lecz nawet jeśli każdy człowiek jest łotrem, Hume mówi, że musimy znaleźć sposób na stworzenie społeczeństwa w taki sposób, by chciwość i ambicja każdego Underwooda w rzeczywistości przyczyniły się dobru publicznemu. Smith wykazał, że wolny rynek transformuje egoizm piekarza w przepyszny obiad. W podobny sposób Hume sugeruje, byśmy znaleźli sposób, jak zaprojektować rząd tak, by egoistyczni politycy niechcący działali dla naszej korzyści, podobnie jak czyni to piekarz. James Madison, jeden z Ojców Założycieli, uczynił dokładnie to, kiedy próbował stworzyć konstytucję: „By przeciwdziałać ambicjom, trzeba mieć ambicje”[5].

Choć model polityki w stylu House of Cards był popularny w XVIII wieku, popadł on w niełaskę w wieku XIX i na początku XX. Nie mamy pewności, kiedy ta zmiana dokładnie nastąpiła, choć można wskazać na początek rozwoju ekonomii dobrobytu. Jej celem jest identyfikowanie i tworzenie rozwiązań w przypadku zawodności rynku — kiedy występuje niedostateczna dystrybucja dóbr wytworzonych przez rynki w porównaniu z idealizowanym przez nas modelem funkcjonowania rynków.

Identyfikując zawodność rynku, ekonomiści dobrobytu sugerują rządowi rozwiązania, które po wprowadzeniu dadzą oczekiwane rezultaty, jakich nie udało się osiągnąć samemu rynkowi. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że elektrownie jądrowe Raymonda Tuska wytwarzają znaczną ilość zanieczyszczeń. Jest to zawodność, ponieważ Tusk i jego klienci nie wzięli pod uwagę kosztów dla społeczeństwa, wynikających z zanieczyszczenia. Efektem jest zadymione powietrze i trudności z oddychaniem. Politycy wkraczają do gry, chcąc naprawić ten problem. Sugerują regulacje: mogą ograniczyć ilość tego, co elektrownie Tuska emitują do atmosfery, lub opodatkować Tuska za dodatkowe emisje.

Niestety, proponując rządowe rozwiązania dla zawodności rynku, ekonomiści nie wzięli pod uwagę (tak, jak z pewnością uczyniłby Hume) możliwości zawodności państwa. Ekonomiści dobrobytu z początków XX wieku po prostu założyli, że rząd zrobi swoje. Nie wzięli pod uwagę możliwości manipulacji kogoś takiego jak Frank Underwood, który może pragnąć zrobić więcej, niż ekonomiści by chcieli. To dziwaczne założenie w końcu wziął pod lupę laureat Nagrody Nobla James M. Buchanan (1919 – 2013), który argumentował, iż tę samą interesowność przypisywaną ludziom na polu ekonomii powinniśmy również przypisać politykom, jeśli chcemy porównywać konkurencyjne idee na wspólnym gruncie.

W jednej ze swoich najbardziej szanowanych prac Buchanan twierdził, że nie możemy poważnie traktować propozycji ekonomistów, póki nie przeanalizujemy ich z założeniem, że gracze sceny politycznej nie zrealizują ich bezinteresownie, a raczej wprowadzą je w życie, mając na uwadze własne interesy[6]. Tym samym porównujemy istniejące zawodności rynku z możliwością zaistnienia zawodności państwa. To możliwość, która może spełnić się tylko wtedy, kiedy założymy, że politycy zachowują się tak, jak przekonuje nas House of Cards.

Nacisk Buchanana na przyjęcie modelu polityki House of Cards nie kończy się na ekonomii dobrobytu. Uważał on, że powinniśmy o wszystkich politykach myśleć w kategoriach House of Cards, nie zaś w kategoriach Prezydenckiego pokera. W jego własnych słowach: „Wydaje się, że to dość proste i mądre rozwiązanie, by porównywać instytucje społeczne takimi, jakimi te naprawdę są, zamiast porównywać idealizowane modele tego, jak byśmy chcieli te instytucje widzieć”[7].

Wszystko jasne. Przedstawiony wyżej sposób myślenia o polityce ma swój historyczny precedens u korzeni szkockiego Oświecenia, kiedy to Adam Smith i David Hume oznajmili nam, byśmy myśleli o polityce stosującej model House of Cards. James M. Buchanan ostatecznie wskrzesił „underwoodowy” sposób myślenia o polityce, każąc nam analizować politykę bez jej idealizowania.

Nowy rodzaj idealnego społeczeństwa

.Kiedy już poruszyliśmy kwestie tego, by brać na poważnie przedstawiony w serialu model polityczny, jeśli chcemy rozmyślać o idealnym społeczeństwie, i wykazaliśmy, że istnieje tu historyczny precedens, pomyślmy teraz, jak możemy zaprojektować idealne społeczeństwo, które poradzi sobie z ludźmi pokroju Underwooda, dostającymi się na stołek.

Jednym z najczęściej spotykanych problemów w rzeczywistości politycznej House of Cards jest pogoń za rentą. Nie chodzi tutaj o wyczekiwanie listonosza miesiąc w miesiąc. Termin odnosi się do potężnych jednostek oraz korporacji, których celem jest uzyskanie wpływu na władzę polityczną, często w zamian za finansowanie kampanii wyborczych. Próbując uchwycić świat polityki, House of Cards ukazuje nam proces tego zjawiska, jakim jest pogoń za rentą. Zanim Remy Danton zostaje szefem sztabu u prezydenta Underwooda w sezonie trzecim, lobbuje on dla SanCorp, fikcyjnej firmy z branży energetycznej. W tej roli wywiera nacisk na polityków, by ci popierali ustawy faworyzujące SanCorp. Przytoczmy tu choćby jeden przykład: kiedy prawa do odwiertów SanCorp są zagrożone przez ustawę o wododziałach Petera Russo, Danton oferuje datki finansowe dla kampanii kilku kongresmenów z Pensylwanii w zamian za ich wycofanie się z popierania ustawy Russo. W efekcie kongresmeni nie są chętni do poparcia ustawy, jak pokazano w „Rozdziale 9” pierwszego sezonu. W innym przykładzie, na początku drugiego rozdziału pierwszego sezonu, Danton kontaktuje się z Underwoodem, którego niepowodzenie w mianowaniu na stanowisko sekretarza stanu zagrażało interesom SanCorp. Zirytowany Danton ostrzega Underwooda: „Nie zmuszaj mnie do rzucenia pieniędzy twojemu przeciwnikowi w kolejnych wyborach”.

Ponieważ polityka bardzo często zdominowana jest przez zjawisko pogoni za rentą, filozofowie polityczni powinni uwzględnić tę kwestię, projektując idealny rząd. Przykładowo, im więcej władzy ma rząd nad gospodarką, tym więcej ma też możliwości rozdawania przysług. Rząd pozbawiony możliwości regulowania zasobów naturalnych nie musi się zaś przejmować, że lobbyści, od Exxon-Mobil do Chevrona, będą kupować polityków. Innym sposobem na poradzenie sobie z pogonią za rentą jest zamiana prywatnego finansowania kampanii politycznych na finansowanie publiczne, co mogłoby zdziałać cuda. Taki system nie pozwoliłby Dantonowi na sfinansowanie przeciwnika Franka w kolejnych wyborach. Niektórzy sugerowali również, celem zachowania zasady uniwersalności, by uchwalić poprawkę do konstytucji zabraniającą rządowi uchwalanie ustaw, które faworyzowałyby jednych kosztem drugich[8].

Innym problemem, z którym się spotykamy w naszej politycznej rzeczywistości, jest fakt posiadania przez polityków czegoś, co ekonomiści nazywają wysoką stopą dyskonta. Politycy nie przejmują się za bardzo efektami swoich działań na dłuższą metę, ale interesuje ich jedynie krótkowzroczne tu i teraz. Powodem, dla którego politycy nie przejmują się rzeczami oddalonymi w czasie, jest to, że zawsze martwią się kolejnymi wyborami — po co martwić się dwadzieścia lat naprzód, jeśli starasz się o reelekcję za dwa lata? Politycy chętnie zajmują się rzeczami, które mają znaczenie tu i teraz, ale niekoniecznie przetrwają próbę czasu. W podobny sposób dzieci chcą tylko jeść słodycze i grać w gry wideo tu i teraz, ale nie interesują ich dobre wyniki w szkole.

House of Cards dokładnie odzwierciedla zachowanie polityków, skupionych całkowicie na kolejnych wyborach. Przytoczmy tu przykład z trzeciego sezonu, z „Rozdziału 27”. Claire próbuje przekonać senatora Mendozę, by potwierdził jej kandydaturę na stanowisko ambasadora USA przy UN. Czyniąc to, podkreśla, że nie wpłynie to na niego w kolejnych wyborach. Jeśli Claire poniesie porażkę, a Mendoza na nią głosował, może po prostu zaatakować ją w spocie wyborczym. Ale jeśli Claire odniesie sukces, wtedy Mendoza nie będzie miał sobie nic do zarzucenia. Tak czy inaczej, wybory do senatu 2016 nie będą zagrożone. W innym przykładzie, poruszając temat plusów płynących z ustawy Russo o wododziałach na początku sezonu 1., w „Rozdziale 9”, członek Izby Reprezentantów sprzeciwia się: „SanCorp już ze mną rozmawiał w sprawie funduszy na reelekcję”. Inny kongresmen dołącza do rozmowy: „Ze mną też, zaoferowali mi pakiet dotacji od ośmiu różnych firm”. Frank nie reaguje, odnosząc się do dobra płynącego z ustawy, a przypomina kongresmenowi z Pensylwanii, że jeśli Russo nie zostanie gubernatorem, republikanie będą kontrolowali podział okręgów w całym stanie, co zagrozi pozycji demokratów. House of Cards ukazuje, jak politycy cały czas przejmują się utrzymaniem na stanowisku, zamiast zająć się dobrem publicznym.

Dobra wiadomość jest taka, że istnieją sposoby na skłonienie polityków, aby bardziej zainteresowali się długotrwałymi zmianami. Przykładowo, ponieważ polityków zawsze interesują krótkie okresy, zazwyczaj wydają duże ilości pieniędzy, czego efektem są spore, ale to naprawdę spore długi. Wydawanie pieniędzy ma pozytywny wpływ na gospodarkę, a interesowni politycy nie chcą być tymi, którzy pogrążyli gospodarkę, zwłaszcza kiedy zbliżają się wybory. Możemy zneutralizować ten problem, wprowadzając poprawkę do konstytucji, uniemożliwiającą politykom wydawanie zbyt dużych sum pieniężnych. Choć politycy uwielbiają wydawać pieniądze, by przypodobać się swoim wyborcom przed kolejnymi wyborami, zrównoważony budżet umożliwiłby im wydawanie pieniędzy tylko do określonego stopnia. Krótkowzroczni politycy zbyt często doprowadzają także do inflacji waluty (to znaczy, drukują za dużo pieniędzy). Czynią to, ponieważ inflacja ma tendencję do krótkotrwałego zmniejszania bezrobocia, nawet jeśli skutkuje to pogorszeniem sytuacji ekonomicznej w dłuższym okresie. Podobnie jak w przypadku problemu z wydawaniem pieniędzy, możemy rozwiązać problem inflacji poprawką do konstytucji, która ustaliłaby stałą stawkę inflacji każdego roku, przez co politycy nie mogliby dodrukowywać zbyt dużo pieniędzy tylko po to, by zadowolić wyborców. To tylko kilka sposobów, które pomogłyby zaprojektować idealne społeczeństwo, mając model polityków z House of Cards na uwadze.

Kiedy Rawls jedna się z Underwoodem

.Wiele fikcyjnych opisów poprzedzających House of Cards przedstawiało polityków jako szlachetnych mężów stanu, altruistycznie dążących do dobra ogółu. Ale opisy te zawsze wydawały się naciągane. Oglądamy wiadomości i widzimy skandal goniący skandal. Widzimy ustawę, której nie potrafimy pojąć. Wydatki na kampanie rosną z roku na rok. Widzimy też wysoko postawionych bogaczy z Wall Street spotykających się z waszyngtońską elitą. House of Cards pokazuje nam właśnie tę stronę polityki. Możemy nie lubić tego, co widzimy, ale przypomina nam to rzeczywistość, która nas otacza.

House of Cards może ukazywać brzydką rzeczywistość, ale może też pomóc nam pomyśleć o rzeczywistości idealnej. Nie możemy powstrzymać ludzi takich jak Underwood przed startowaniem w wyborach. W dużej mierze jest tak dlatego, że politycy tacy jak Underwood nie są wcale tak odmienni ode mnie czy od Ciebie. Wszyscy jesteśmy interesowni. Wszyscy zajmujemy się sobą, rodziną i społecznością, w tej kolejności. Choć zapewne nie robimy tego tak bezwzględnie jak Frank. Tak naprawdę nie możemy marzyć o bardziej cnotliwych politykach, ale możemy stworzyć nasze społeczeństwo ze świadomym założeniem, że ludzie pokroju Underwooda będą kandydować. Jeśli tak uczynimy, ludzie tacy jak Frank nie narobią zbyt wielkich szkód.

James Brian Kogelmann
Fragment książki “House of Cards i filozofia. Demokracja jest przereklamowana”, wyd.Helion POLECAMY wersję E-Book i Print: [LINK]

[*] Znany na rynku amerykańskim sos do steków i mięs ogółem — przyp. tłum. [1] John Rawls, Teoria sprawiedliwości, przekład Maciej Panufnik. PWN, Warszawa 2009, s. 36.  [2] Adam Smith, Teoria uczuć moralnych, przekład Danuta Petsch. PWN, Warszawa 1989, s. 272. [3] Adam Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, tom 1, PWN, Warszawa 2007, s. 21. [4] David Hume, „Of the Independency of Parliament”, w: Essays: Moral, Political, and Literary, Liberty Fund, Indianapolis 1985, s. 42 – 43. [5] James Madison, „Federalist 51”, w: The Federalist Papers, Liberty Fund, Indianapolis 2001, s. 268. [6] James M. Buchanan, „Politics, Policy, and the Pigovian Margins”, w: The Logical Foundations of Constitutional Democracy, Liberty Fund, Indianapolis 1999. [7] James M. Buchanan, „Politics without Romance”, w: The Logical Foundation of Constitutional Democracy, Liberty Fund, Indianapolis 1999, s. 47. [8] James M. Buchanan, Roger D. Congleton, Politics by Principle, Not Interest: Toward a Nondiscriminatory Democracy, Liberty Fund, Indianapolis 2003.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z