O opowiadaniu samych siebie. Wielkość narodu buduje się każdego dnia

Marek KACPRZAK

W Polsat News, gdzie pracuje, prowadzi „Wydarzenia. Opinie. Komentarze”. Wcześniej dziennikarz m.in. TVN24, TVP, RMF FM, Polska The Times. Naukowo zajmuje się ekonomiką kultury, w szczególności zarządzaniem w mediach i ekonomiką mediów.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Gdy pytamy sami siebie o naszą wielkość, ale nie tę wynikającą z historii i naszych trudnych losów, ale tę wielkość tu i teraz, to mamy problem, by sami przed sobą na to pytanie odpowiedzieć. Sami dla siebie nie potrafimy zdefiniować swojej wielkości i dumy – pisze Marek KACPRZAK

.Ileż to już razy mieliśmy kogoś naśladować. Miała być i druga Japonia, miał być drugi Budapeszt, Paryż Północy i nie wiadomo co jeszcze. Tylko Polski ciągle zdefiniować nie możemy.

A może nie mamy co o sobie opowiedzieć? Może tkwimy w tym swoim przeświadczeniu, że jesteśmy wielkim narodem, choć ciągle nie potrafimy sami sobie powiedzieć, na czym ta nasza wielkość polega. Trochę jak w firmie, która ma produkt, nawet niezły, ale właściwie nie wie, ile on jest wart, komu i do czego ma służyć, dla kogo jest zrobiony i komu chce się go sprzedać. I w tej swojej niewiedzy z zadziwieniem firma patrzy na marne wyniki finansowe, ciągle nie rozumiejąc, dlaczego są takie słabe.

Gdy pytamy sami siebie, Polacy Polaków, o naszą wielkość, o to, z czego jesteśmy i powinniśmy być dumni, to odpowiedzi są lakoniczne, ogólne. Jak już padają konkrety, to pojawia się zazwyczaj coś z historii… Wiadomo, Jan Paweł II, no może Mickiewicz, Słowacki, Chopin, jakieś bohaterskie powstania i liczne inne postacie czy wydarzenia, które nas jako wspólnotę narodową określają, ale właściwie nikogo oprócz nas już dawno nie obchodzą — podobnie i my nie zagłębiamy się w historię Rumunii, nie kojarzymy kompozytorów bułgarskich, nie znamy słowackich poetów.

Gdy pytamy sami siebie o naszą wielkość, ale nie tę wynikającą z historii i naszych trudnych losów, ale tę wielkość tu i teraz, to mamy problem, by sami przed sobą na to pytanie odpowiedzieć. Sami dla siebie nie potrafimy zdefiniować swojej wielkości i dumy.

I tak tkwimy w przeświadczeniu, że uznanie nam się należy, choć sami uznawać się nie potrafimy. Nie łudźmy się. Gdy tak bardzo sobie sami wzajemnie nie ufamy, gdy jesteśmy skłóceni o wszystko, gdy pracownik wciąż myśli, jak się w pracy nie przepracować, a pracodawca o tym, jak swojemu pracownikowi zapłacić najmniej, to nikt w nas nie dostrzeże wielkości i silnego, dumnego narodu. Tak jak i nikt za silną nie uzna tej rodziny, w której zamiast miłości jest nienawiść, a zamiast wsparcia próba sił.

Duma i wielkość biorą się nie z mitycznej i wyimaginowanej wielkości. Biorą się z małych rzeczy. Z tych, które stanowią o naszej codzienności. Tych, o które dba się każdego dnia.

Nie wierzysz? Zapytaj Hiszpana, dokąd wyjeżdża na wakacje. Nie zrozumie pytania, bo dla niego nie ma piękniejszego kraju niż Hiszpania. Zapytaj Polaka, to wiedz, że ci odpowie, że wszędzie, tylko nie w Polsce, bo tam Polacy. Zapytaj Francuza o wino, Włocha o makaron, Niemca o samochód, Szwajcara o bank lub zegarek. Zapytaj… Będą odpowiadali z dumą i przekonaniem, że ich jest najlepsze. Zapytaj Polaka, co polskie jest najlepsze. W odpowiedzi usłyszysz coś w stylu „muszę się zastanowić”. Łatwiej nam ciągle powiedzieć, co nas denerwuje, co nas złości, czego sami w sobie jako Polacy nie lubimy. By w końcu dojść do wniosku, że najbardziej nie lubimy, gdy inni mówią o nas źle albo gdy nas nie szanują. Po dłuższym namyśle może ktoś w końcu powie: „Wiem, bo sprawdziłem w Google, z czego Polacy są dumni. Dumni jesteśmy z kultury”. Dobrze. Tylko chciałoby się zapytać — a z czego niby konkretnie? Tak bez wracania do historii, tylko z tego tu i teraz? Dopytam. Książki którego polskiego autora można kupić w pierwszej lepszej księgarni gdzieś w Europie? Piosenki jakiego polskiego piosenkarza możemy usłyszeć w innym niż polskie radio? Jaki film polski obejrzeli ci, którzy chociażby przyjeżdżają na festiwal do Cannes?

Jeszcze kilka lat temu Polacy lubili się chwalić swoją gościnnością. Już wiemy, że na tym przekonaniu swojej wielkości nie zbudujemy. Europa już w naszą gościnność nie wierzy. Zresztą my sami, nawet jeśli o tym mówimy, też już raczej w to nie wierzymy, zamykając się na innych, grodząc swoje osiedla, chowając się we własnych małych światach. Niektórzy mówią, że dumni możemy być z naszej kuchni. Tylko gdy idę przez Warszawę, Kraków, Gdańsk czy gdziekolwiek indziej, jakoś dziwnie łatwiej mi natknąć się na kebab, pizzę, hamburgera czy nawet sushi niż na schabowego i bigos.

.Ciągle wolimy inne niż nasze. Tylko jak mamy przekonać w tej sytuacji tych innych, że jesteśmy dumni z tego, co sami robimy? Dlaczego polski pracownik jest solidny, gdy pracuje za granicą, a w Polsce już jest solidny mniej?

Sami siebie nie doceniamy, oszukujemy, obrażamy i wzajemnie wykorzystujemy. Sami o sobie mówimy źle. A tak jak my widzimy siebie, tak widzą nas inni. Nie stworzymy swojego obrazu innego, niż jest, a jest taki, jaki sami sobie malujemy. Opowiadają nas tak, jak nas postrzegają. Nasze przysłowia mają moc. Przecież od przedszkola wpaja się nam, że „jak nas widzą, tak nas piszą”. A to my pokazujemy siebie. Nie ma co pisać. Sami napiszą. Tylko im wreszcie pokażmy, na co nas naprawdę stać i kim naprawdę jesteśmy. Nie kim chcielibyśmy być. Po prostu bądźmy.

Marek Kacprzak

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z