Kulinarna ekonomia - teraz! Skończmy z marnowaniem żywności

Jan KUROŃ

Promotor polskiej kuchni, szacunku do tradycji i "kulinarnej ekonomii". Pomagając swojemu ojcu – Maciejowi Kuroniowi, uczył się podstaw od najlepszych. Szlify zdobywał w szkole Le Cordon Bleu. Wspiera działania Federacji Banków Żywności w kampanii dotyczącej niemarnowania żywności. Autor "Sprytnej kuchni, czyli kulinarnej ekonomii" (Wyd.Edipresse Książki).

zobacz inne teksty autora

W kilku polskich miastach powstał ciekawy pomysł. Społeczne lodówki lub miejsca, gdzie mieszkańcy zostawić mogą żywność dla potrzebujących. Genialne w swojej prostocie, jedzenie się nie zmarnuje, a gorzej sytuowani będą mogli skorzystać. Dlatego każdy z nas powinien się zastanowić, co może zrobić aby nie wyrzucać żywności. Czy to zwiększając swoją świadomość zakupową i produktową, czy poprzez przekazanie posiłku z innym – potrzebującym – pisze Jan KUROŃ.

Marnowanie żywności to problem problem globalny. Większość z nas wielokrotnie słyszała w swoim życiu żeby nie wyrzucać chleba, zakręcać wodę czy gasić światło. Część osób stosuje się do tych wskazówek, inni niespecjalnie. Nawet jeżeli wychodząc z pokoju pstrykniemy przełącznikiem, stosujemy zwykły pragmatyzm – rachunek za prąd będzie mniejszy. Z jedzeniem sytuacja jest wyjątkowo ciekawa i to zdecydowanie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie chciałbym, aby mój głos został odebrany jako kolejny moralizator, bardziej chciałbym uświadomić pewne zależności i fakty, bowiem nie każdy o nich wie.

Na całym świecie zmarnowana zostaje około 1/3 wyprodukowanego jedzenia. Aż 1,3 mld ton żywności.

Polska nie odbiega zbytnio od państw najbardziej rozwiniętych. Jest to rzecz niebywała, jako, że w przeciętnej polskiej rodzinie co czwarta złotówka w domowym budżecie wydawana jest na produkty spożywcze. Wychodzi na to, że podchodzimy do żywności w sposób pobłażliwy i mało praktyczny. Czy wyobrażacie sobie, że podczas tankowania 1/3 paliwa wylewamy przez nieuwagę obok samochodu? Wątpię. A z żywnością tak właśnie postępujemy. Dlaczego więc aż tyle jedzenia ląduje w śmieciach?

Na wyprodukowanie tego co znajdzie się na naszych stołach, składają się producenci, następnie sieć dystrybucji, a na koniec my – konsumenci. Na każdym z tych trzech etapów straty są nieuniknione. Polska zdecydowanie lepiej wypada na tle innych państw pod względem marnowania przez konsumentów. Według badań, największą „rozrzutnością” cechują się producenci. Marnują oni 3 razy więcej niż gospodarstwa domowe. Tym sposobem w naszym kraju w 2006 roku wyrzucono 9 mln ton jedzenia. W Europie i państwach Ameryki Północnej przeciętny mieszkaniec marnuje 100 kg żywności rocznie!

Co według nas jest główną przyczyną marnowania żywności? Przegapienie terminu przydatności do spożycia; niewłaściwe przechowywanie; zakup złego jakościowego posiłku; zbyt duże porcje posiłków; zbyt duże zakupy; brak pomysłów na wykorzystanie składników do różnych dań i inne.

Co ciekawe nasi rodacy charakteryzują się dużą świadomością, że ten proceder jest niekorzystny wielowymiarowo. 35% z nas przyznaje się do wyrzucania jedzenia (podejrzewam, że ten procent w rzeczywistości jest większy). 85% społeczeństwa zdaje sobie sprawę, że utylizowana żywność, to zmarnowane pieniądze, o dziwo aż 71% dostrzega, że proces ten ma negatywny wpływ na środowisko. Na koniec 83% respondentów dostrzega w marnowaniu żywności problem społeczny. Świadomość i empatia po naszej stronie, statystyki niekoniecznie…

Marnowanie jedzenia jest problemem wielopłaszczyznowym. Pierwszy, który od razu przychodzi do głowy, to fakt, że Polska nie dla wszystkich jest krajem „mlekiem i miodem płynącym”. W uboższych regionach i rodzinach wyżywienie jest autentycznym problemem. Przed nami dużo pracy aby doprowadzić do tego, że XXI wieku podstawowa potrzeba – zapełnienie żołądka nie była problemem w kraju środka Europy. U nas sytuacja nie jest tak dramatyczna, są przecież rejony gdzie ludzie umierają z głodu lub braku dostępu do wody.

Oprócz aspektu społecznego proces produkcji, dystrybucji i wyrzucenia żywności wiąże się ze wpływem na środowisko naturalne.

Po pierwsze, tam gdzie zakupy, tam śmieci. W USA wyrzuca się więcej żywności niż opakowań. Mało tego ¼ jest nieotwarta, a ponad połowa nadaje się do spożycia!

Po drugie energia. Do każdego stworzonego produktu potrzeba konkretnej ilości kilowatogodzin oraz paliwa żeby towar przewieźć i często trzymać w lodówkach. Jeżeli ląduje on w koszu, to cała ta energia została zużytkowana bez sensu.

Po trzecie klimat i woda. Szacuje się, że cały proces produkcji i transportu jedzenia wytwarza około 20% gazów cieplarnianych które przyspieszają zmiany klimatyczne. Ponadto metan który wydziela żywność jest parędziesiąt razy bardziej szkodliwy (dla klimatu) od dwutlenku węgla. I tak dochodzimy do wody. Mało kto wie jakie ilości pochłania produkcja żywności.

Na wyprodukowanie 1 kilograma wołowiny potrzeba od 5 do 10 ton wody.

Jak w takim razie radzić sobie z tym problemem? W Polsce bardzo długo nie było odpowiednich regulacji prawnych. Po długich bataliach udało się znieść podatek VAT od produktów i żywności przekazywanym organizacjom pożytku publicznego.

Niedawno świetny pomysł przywędrował z dużo bogatszej Francji. Wielkopowierzchniowe sklepy zobowiązane są do przekazywania żywności z krótką lub przekroczoną datą przydatności do spożycia organizacjom zajmującym się żywieniem i dystrybucją żywności. Sam miałem okazję składać podobny projekt w polskim Sejmie. Przed nami wiele poprawek, jednak sama ustawa, to krok w dobrym kierunku. Wydaje mi się, że państwo wyrwało się z pewnego marazmu i przynajmniej nie przeszkadza. Jednak najważniejszą kwestią gdzie widzę państwowe instytucje to kampanie zwiększające świadomość konsumentów. Pewnego rodzaju praca u podstaw. Jak na razie funkcje uświadamiające i informacyjne pełnią głównie organizacje pożytku publicznego.

Działania pozarządowe to kolejny – bardzo prężny filar w walce z niemarnowaniem i niedożywieniem. Sam mam przyjemność współpracować od dawna z Bankami Żywności i widzę ile dobrego jest stanie zrobić sprawnie zarządzana organizacja. Wymieniłem banki, jednak są setki, jak nie tysiące inicjatyw które dokładają swoją cegiełkę do niemarnowania. Powstaje szereg ciekawych inicjatyw jak outlety spożywcze czy jadłodajnie.

I ostatni punkt. Najbardziej oczywisty, czyli my sami. Ludzie i związana z nimi aktywność. W kilku polskich miastach powstał ciekawy pomysł. Społeczne lodówki lub miejsca, gdzie mieszkańcy zostawić mogą żywność dla potrzebujących. Genialne w swojej prostocie, jedzenie się nie zmarnuje, a gorzej sytuowani będą mogli skorzystać.
Dlatego każdy z nas powinien się zastanowić, co może zrobić aby nie wyrzucać żywności. Czy to zwiększając swoją świadomość zakupową i produktową, czy poprzez przekazanie posiłku z innym – potrzebującym.

Jan Kuroń książka fragment

Wiem, że brzmi to nieco utopijnie, jednak nie ma chyba nic bardziej ludzkiego niż podzielenie się chlebem lub innym jedzeniem z głodnym!

Jan Kuroń
Fragment książki “Sprytna kuchnia, czyli kulinarna ekonomia”, wyd.Edipresse Książki. POLECAMY: [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

  • To ważny problem, dobrze, że pojawił się ten artykuł. A jednak – lodówki i inne drobne aktywności “dożywionej” części społeczeństwa nie rozwiążą problemu. Zauważmy, że stawiając takie sprzęty pozbawiamy się najważniejszego, czyli kontaktu z drugim człowiekiem, jednocześnie przekazując sprzętowi i danemu miejscu nasze kompetencje i intencje – jedynie polepszy się nasze samopoczucie. W Polsce oczywiście nie mamy takiego wymiaru głodu, jak w Indiach czy Somalii, ale myśleć o tym należałoby systemowo: oczekując od “nie głodnych” krajów i społeczeństw przekazywania pożywienia (którego mamy ogromny nadmiar, sam Autor to stwierdza), a nie stawiając lodówki, do których być może ktoś coś kiedyś włoży. Dać głodnemu lodówkę to jak postawić bezdomnemu lampę z Ikei w kartonie pod mostem.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z